Dziewczyna na mustangu
Rozdział 1
Anna usiadła na parapecie. Miała 11 lat. Jako 7 letnia dziewczynka wprowadziła się do Teksasu. Podobało jej się tu. Jej tata prowadził ranczo. Hodował krowy. Mieli kilka koni: szarego Cienia, spokojnego, 13 letniego ogiera rasy Australian stock horse, podejrzliwy mały konik berberyjski Kaktus, ładna paint horse Indiana, klacz quarter horse Alaska, Pioruna, czarnego ogiera oraz Weste-klacz, która wyglądała…dziwnie. Miała uszy rasy marwari, umaszczenie paint horse i budowę american saddlebred. Była jeszcze Tamara, która była apaloosa. Ale ona wyglądała, jakby miała Anię gdzieś. Wcale nie obchodziła jej dziewczynka. Ania miała fwie koleżanki: szaloną Sofię, która miała mnóstwo energii, szalona, czasem po prostu nie myślała. Miała konia Łatę, paint horse. Zachowywała się, jakby była przekonana, że jej jeździec to niesforny źrebak. Mądra, spokojna, opanowana. I Sarę- mądrą blondynkę, która była przeciwieństwem Sofii. Miała pleśniawego araba Cagney. Był energiczny, ale podporządkowany. Dziewczynka go uwielbiała. Zamierzała go brać na zawody ujeżdżenia. I Ania stwierdziła, że to dobry pomysł…a nawet potajemnie zazdrościła tego, że dziewczynki mają taką więź z tymi końmi. Ona nie miała takiego konia. Żaden nie był najlepszy naj naj. Wicher moze był najbliżej.. ale to nie to. Marzyła o najlepszym koniu, który naprawdę jest wierny i lubi. Wicher czasem traktował ją, jakby uważał, że wszystkiego musi się nauczyć. Anna zawsze musiała mu ,,pokazywać”, żę wie, jak się używa palcata. Koń wtedy jakby rozumiał, kim ona jest i jechał ładnie. Ania zobaczyła Sofię, która pędziła na łacie kłusem. Cagney patrzył na klacz, jakby mówił ,,szkoda, że trafiłaś na wariatkę”.-AAAAAAAAAAAAAAAAANIA!-wrzasnęła Sofia, a Cień stanął dęba.-Sofia, przestań.-zwróciła uwagę Sara. Sofia wywóciła oczami, a Anna w sekundę zbiegła na dół.-Hej!-zawołała.-Hej, wiesz, że w Kanionie pojawił się młody kojot?-zapytała rozemocjonowana Sofia.-Wygląda na zagubionego. Pan Mcberry widział kilka kojotów, w tym samicę z młodymi na polu kaktusa.-powiedziała Sara.-To chyba oznacza, że wyruszamy na wyprawę?-zachichotała dziewczynka, wkładając buty kowbojskie.-Jasne!-zawołały obie dziewczyny. Ania natychmiast włożyła siodło na grzbiet Indiany, która ugryzła ją w łydkę.-uspokój się.-powiedziała dziewczynka i wskoczyła na grzbiet konia. Dziewczyny ruszyly kłusem, a Łata wskazywała drogę.-Ona wie, gdzie iść!-wrzasnęła Sofia. Ania przytknęła palec do ust. Czemu ona musiała ciągle krzyczeć? Wtedy zauważyły mały, niewyraźny kształt.-Musimy go obserwować.. skupić się na nim..-szepnęła Sofia i zwolniła Łatę, a Cagney i Sara popatrzyli na siebie z niedowierzaniem.
Rozdział 2
Kiedy dotarli, mały kojot zaczął cichutko warczeć.-Spokojnie, nie zrobimy ci krzywdy..-szepnęła Sara. Wtedy zza skalnej ściany wyskoczył William, znajomy chłopak z ich klasy.-Co ty tu robisz, Willy?-zapytała podejrzliwie Sofia.-No.. on mnie lubi. Kiedy szedłem zanieść panu Mcberry’emu nowy czaprak od moich rodziców.. polubił mnie.-powiedział chłopak.-Ale nie możesz go oswajać!-zawołała Ania.-No…-zająknął się Willy.-Dobra. Weźcie go. I wypuśćcie.-westchnął. Sara owinęła małego w ręcznik. Gdy dotarli, delikatnie postawiła go na ziemi.-Jest słodki.. możemy popatrzeć?-błagała Sofia.-szybko, jedźmy. Im szybciej, tym lepiej.-westchnęła Anna i pokłusowały dalej. Sofia pociągnęła nosem i pogłaskała Łatę.-Przywiązałam się do niego… nazwałam go Cień.-westchnęła. Ania i Sara przewróciły oczami.-Nie przesadzaj. To dla jego dobra.-powiedziała Sara, ponaglając Cagney’a. Koń przeżuł wędzidło i ruszył szybciej. Wtedy Indiana postawiła uszy, a Cagney dziwnie otworzył pysk.-Flehmen-powiedziała Sara.-One coś wyczuwają.-stwierdziła Ania. Indiana tupnęła.-Spokojnie.-szepnęła. Wciągnęła powietrze. Nic nie czuła. Przynajmniej-nic, co jest niezwykłe w tych stronach.-Pozwólmy im prowadzić.-zasugerowała Sofia. Nagle usłyszały.. coś na dźwięk piszczałki.-Co to?-zaskoczona Sara wypuściła wodze z rąk.-Mój telefon.-oznajmiła Sofia. Wyciągneła go.-,,Sofi, wracaj do domu, miałaś wrócić godzinę temu. Kolacja ci stygnie.”-przeczytała na głos dziewczyna i westchnęła.-Pa! I odkryjcie coś, może skarb!-zawołała i odjechała.-Dajmy im luźne wodze. One wiedzą, co robią.-powiedziała Sara. Dziewczynki złapały wodze na samym końcu. Konie zrozumiały, że mają swobodę. Kierowały się na wschód.-O co tu chodzi?-zastanawiała się Ania. Wtedy usłyszała kwik i zobaczyła niewyraźny, szamoczący się kształt.-An, zaczekaj, to niebezpieczne!-zawołała Sara, zatrzymująć Cagney, ale jej koleżanka już gnała naprzód. Zobaczyła konia. Był to kasztanowaty mustang, który wpadł we wnyki. Nie był zbyt wysoki. Koło 145-155 cm. Ale.. był ranny.-Spokojnie. Zaraz sprowadzę pomoc..-wyszeptała. Podała mu na dłoni wodę. Koń nieufnie wypił.,,Dziękuję”-zobaczyła Ania w jego oczach.-Anna?-zapytała zaniepokojona Sara.-To mustang.-szepnęła Ania. Sara otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale po chwili zrezygnowała.-Musimy mu pomóc.-zdecydowała Ania. Próbowała rozewrzeć wnyki, aż całe czoło miała mokre.-Pomóż-powiedziała do Sary.-Nie damy rady same!-powiedziała Sara. Ania wskoczyła na Indianę.-Zostawisz mnie?-zapytała koleżanka.-Nie! jadę po tatę, staraj się uspokoić mustanga.-Ja go?! przecież to konie mnie uspokajają, a nie na odwrót!-pisnęła Sara, ale Ania już pędziła. Nie przywiązała nawet konia, już wbiegła do domu.-Tato, mustang wpadł we wnyki!-zawołała, nie mogąc złapać tchu.-Gdzie?-zapytał tata.-W…. kanionie.. znaczy obok.-wydyszała. tata bez słowa dosiadł Kaktusa. pojechali na miejsce, gdzie Sara prawie płakała.-I co teraz?-zawołała.-Pomożemy mu.-powiedziała Ania, a jej tata podszedł do konia, który położył uszy.
Rozdział 3
Mężczyzna zarzucił lasso na szyję konia.-Ale…-zaczęła Ania.-Kochanie, nie możemy go wypuścić. musimy go stąd wziąść. inaczej skażemy go na śmierć.-powiedział tata i podał linę Ani. zaczął rozwierać wnyki. Po chwili otworzyły się, a koń wypuścił powietrze z ulgi. oswobodzoną nogę wyszarpnął. Ojciec obwiązał ją bandażem.-Kiedy dojdziemy, wezwę weterynarza. to na razie starczy.-powiedział i prowadził dzikiego konia za Kaktusem. Gdy dojechali, uwiązał go w boksie.-Może uciec.-Tato, myślę, że..zaufa mi. i zaprzyjaźni się ze mną.-Córeczko. koń to nie przyjaciel. koń wykorzysta takie traktowanie.-powiedział stanowczo tata. Ania westchnęła.-Zaraz przyjedzie weterynarz. skoro go uratowaliśmy, nie możemy tego zmarnować.-powiedział tata. Sara niespokojnie zajrzała do konia.-Chyba.. jest z nim w porządku.-poinformowała. wszedł weterynarz.-Dzień dobry. Gdzie koń?-zapytał.-Tu. to mustang.-poinformował tata.-Mustang? ojej… mam nadzieję, że da się zbadać. wygląda na niespokojnego.-westchnął weterynarz. Podszedł ostrożnie.-Rana nie jest głęboka.-poinformował. Koń wyrwał nogę i przerażony odszedł krok.-Spokojnie.-powiedział weterynarz. dał zastrzyk, odkaził ranę, opatrzył i wyszedł.-Jest nerwowy, ale nie aż tak, jak myślałem. Dało się jakoś, chociaż trudno. aż dziwne..-westchnął i wyszedł. Ania wzruszyła ramionami.-Dziwny ten koń.-powiedział tata.-A co z nim, gdy wyzdrowieje?-zapytała Ania.-Nie wiem.-westchnął tata i wyszedł.-Nazwij go!-zapiszczała Sara.-Pit, Blue, Ricky, Bułan, Kasztan, Kanion?-zaproponowała Ania.-Nie. to… oklepane nieoryginalne.-parsknęła Sara. Ania westchnęła.-Nie mam pomysłu. A może.. mam.-powiedziała.-Jakie?-zapytała koleżanka.-Może.. Tornado. Albo… Sztorm. Albo… Tajfun. moze… Spirit…. Albo… Wiste, albo Wilde.-westchnęła Ania.-No wreszcie dałaś coś rozsądnego. to oddaje jego naturę.-stwierdziła Sara zadowolona.-Wilde?-zapytała Ania.-Nie jestem pewna.Albo..-powiedziała Sara.-Nie. on NIE JEST w sumie dzikusem. jest wolny, a nie dziki.-stwierdziła z pewnością w głosie Ania.-To różnica.-potwierdziła koleżanka.-Tajfun!-zaproponowała Sara.-Nie. Tajfunem mam nadzieję że nie będzie.-jęknęła Ania.-Kończą sie imiona. może coś nowego?-zapytała koleżanka.-Runfree, Rafaello, Westie, Lucky, Wind, Clevind.-dodała Ania, by miała większy wybór. Obie zmarszczyły brwi.-Nigdy nie wybierzemy.-jęknęła Sara.-Wybierzemy.-powiedziała dziewczyna z naciskiem.-To co, jakie jakie?-zapytała przyjaciółka.-Rafaello jest.. zbyt słodkie jak na mustanga.-stwierdziła Sara. Jak zwykle najrozsądniej z paczki.-Masz rację. Westie?-On… jest z zachodu. ale nie musimy o tym przypominac.-stwierdziła druga dziewczyna.-Runfree-wolny bieg?-zapytała Anna. To dozwierciedało mustanga..-To jest świetne.. chyba… ale coś w tym.. kłuje. chociaż.. musimy to brać pod uwagę.-Ostatnie wymyślone imiona: Robin, Clevbay, Taran, Hardy, Windfree, Galopper. Nic więcej nie można wymyślić.-jęknęła Ania.-Taran?-Nie. on nas nie staranuje.-zaprotestowała Ania.-Clevbay? Clevind?-Nie.-No Ania! Windfree pasuje. wolny jak wiatr. on taki jest.-stwierdziła Sara.-On jest wolny, ale nie jak wiatr.-Wind. jest wiatrem.-W zyciu.-wzdrygnęła się Anna. on był koniem!-Hardy?-Nie. w sumie jest brzydkie.-westchnęła Ania.-Co zostało? Galopper, Spirit, Robin, Tornado, Sztorm, Wiste, Lucky. i co?-On nie jest strasznym szczęściarzem. i… Robinem nie. Tornado-nie. Sztorm-nie. Galopper lub Spirit. one są… ładne. EWENTUALNIE Runfree.-powiedziała Ania.-Spirit jest jak z bajki. nieoryginalne.-stwierdziła Sara.-Ładne.-ucięła Ania.-Galopper. On jest galopujący.-powiedziała Sara.