Dom psa
Rozdział 1
Kiedy tylko zaczęło świecić słońce, Lassie, owczarek aussie wskoczyła na łóżko Laury i zdjęła z niej kołdrę.-No wstawaj człowieku.-zaszczekała.-A która jest?-zapytała Laura, wyskakując z łóżka i patrząc na elektryczny zegarek. Potrafiła rozmawiać z psami, tak mniej więcej. Lassie uderzyła łapą telefon dwa razy, a ten się włączył.-Siódma. LAAAAAAASSIE!-zajęczała Laura, bo zauważyła rozdarcie kołdry. Ale pies już wskoczył na krzesło.-Aha, Less. Mam dla ciebie niespodziankę..-powiedziała nagle.-A jaką?-zaszczekała Lassie.-Chodź na dół.-i zbiegły po schodach. Tam stał PIES.-CO to jest-zapytała Lassie.-Niespodzianka.-Ale na dwa dni?-Na zawsze.-i dziewczynka usiadła do śniadania, a Lassie nakryła pysk łapami. Podszedł do nich psiak rasy dalmatyńczyk.-Jestem Moli.-przedstawiła się.-Lassie.-mruknęła suczka i ostentacyjnie obwąchała ogon i grzbiet dalmatynki.-Hej, mama zaraz przyjdzie z ogrodu. I da wam śniadanie..-A czemu nie ty?–zdziwiła się Moli.-Bo przywiozła karmę.-I psy wybiegły.-Dzień dobry!-zaszczekała Moli.-A co jest dziś na pierwsze danie?-zaszczekała Lassie, próbując zajrzeć do torby na zakupy.-Och, idźcie.-powiedziała mama Laury.-CZEMU-zapytała Lassie. Ale kobieta nie rozumiała jej. Laura miała 12 lat. Lubiła je. Psy położyły się, patrząc na swoje miski.-Ja tu rządzę.-powiedziała Lassie. Moli dmuchnęła w odpowiedzi na sierść suczki. Kiedy pochłonęły miskę, Laurze spadŁ PLASTEREK WĘDLINY. Moli zapiszczała i w sekundzie była przy nim. Złapała go w zęby, ale Lassie ostrzegawczo warknęła. Dalmatynka jednak zamiast odpuścić połknęła wędlinę. Aussie w odpowiedzi wskoczyła na stół.-Lassie, nie, złaź!-zapiszczała Laura.-Mama zobaczy!-ale Lassie wzieła w zęby naleśnik. Moli spojrzała płaczliwie.-jedną trzecią jednej trzeciej.-zawarczała Lassie, ale udawała, że nie widzi, iż znikła połowa. Lassie miała 2,5 roku, a Moli rok. Lassie była więc wyraźnie starsza. Wreszcie wskoczyły na kanapę.-Laura. Włącz. Telewizor.-poprosiła Lassie. Laura włączyła program przyrodniczy. Kiedy pojawił się zając, Moli zaczęła ujadać.-To tylko… zając.-powiedziała Lassie.-Tylko i aż.-odparła Moli. Lassie odciągnęła ją od telewizora.-Patrz.-i pokazała jej gumową kość. Dała jej kilka zabawek, a sama rozłożyłasię na fotelu. Nagle Moli delikatnie wskoczyła na fotel obok. Polizała Lassie po uchu, a suczka odwdzięczyła się tym samym. Wtedy Moli usiadła na pilocie… i włączyła się bajka ,,Koty bohaterowie”.-O nie. Koty to… coś… nie wiem.-powiedziała Moli.-Koty sa trudne do zdefiniowania. A teraz.. musimy spróbować działać.-powiedziała Lassie.-Jak? Wyłączyć telewizor?-zapytała Moli.-Spróbuję napisać e-maila do Laury.-oznajmiła Lassie. Wskoczyła na kanapę obok komputera. Szczęśliwie mama Laury akurat pisała e-mail. A suczki… usunęły go i gapiły się w ekran. Kliknęły kontakt Laura. ,,Laura. Ratuj. Telewizor odtwarza o kotach, jeden ma tatuaż, drugu bliznę a trzeci jest głupkowaty-podpisano psy”-i wysłały. Laura zbiegła na dół.-To ty nie poszłaś do pet-zoo?!-krzyknęła Lassie.-A mogłyśmy oszczędzić tyle wysiłku.-jęknęła Moli.-Czy.. wy.. wysłałyście maila?-zapytała Laura.-Tak.-odpowiedziała jej starsza suczka. Laura puknęła się w czoło i wyłączyła telewizor, a szczęśliwe psy usiadły obok różowej piłki.
Rozdział 2
Lassie wstała o 6 rano.-Moli.-wycharczała, ale będąca u nich miesiąc suczka ani drgnęła. Ona jęknęła i włączyła telefon Laury.-Szósta. Szósta pięć. Okej.-mruknęła i zbiegła do kuchni. Moli nadal chrapała na górze, a Lassie spokojnie wskoczyła na krzesło przy blacie. Wzięła z niego… tablet. Wyskoczyło zdjęcie kota. Pies zasyczał. Wtedy zobaczyła kota w ogrodzie. To była Anette, kotka z sąsiedztwa.-Czemu ty tu jesteś?-zapytała Lassie, a telefon spadł.-Bo tu jest ciepło.-odpowiedział kot i zasnął. Suczka wróciła do telefonu. Weszła w whatsappa i nagle zobaczyła SMS od koleżanki Laury. ,,Hejka, Laura, wyjdziesz dziś na lody? Otworzyła sie budka! Co ty na ice flurry?”-Hm.. muszę odpowiedzieć.-zdecydowała suczka. ,,Niestety, ale moje psy czekają na jedzenie. Są głodne, inteligentne, mądre… musze dziś z nimi pobyć. Ice flurry nie jest zbyt inteligentne.”-i Lassie wysłała. Moli nadal spała. PING! Przyszła wiadomość. ,,Y… laura? Czy… to ty? Bo… nie poznaję cię, serio… masz jakieś włamanie na telefon?” ,,Nie mam włamania! I przynieś mi i kup psie smaczki, razem zjemy na kanapie!”-zagalopowała się Lassie i już miała wysłać, kiedy w tablecie pojawiła się twarz Laury. Sunia powoli się odwróciła.-Lassie. Jak mogłaś?-zapytała Laura, zabierając tablet. ,,Tak, tak, miałam włamanie.”-odpisała szybko.,,Ok.. to idziemy na lody?” Ale Laura nie odpowiedziała. Już miała przemówić psu do rozsądku, kiedy spostrzegła, że Lassie uciekła. Poszła do kolegi, Ajaxa. Był psem rasy bernardyn.-Ajax. To koniec. Napisałam jedną głupią wiadomość, a Laura pewnie nie daruje mi. No i ona nawet umie z nami rozmawiać, jak wiesz, ale teraz… to jest durne i bez sensu!-zawyła Lassie. Ajax zerwał się ze schodów.-O nie.-powiedział.-I co zrobić?-spytała Lassie.-Przeprosić?-Ale ja już sama o tym myślałam.-powiedziała z rezygnacją Lassie. Ajax wzruszył łapami i wrócł na schody, a Lassie pobiegła do domu.-Laura, przepraszam.-i polizała ją po policzku.-DOBRA. Wybaczam ci.-powiedziała Laura.-Super. Dasz mi śniadanie?-a kiedy z Moli opróżniły miski, wyszli na spacer. Lassie pilnowała Laury, natomiast Moli latała po parku. Kiedy wrócili, obie z zadowolonymi minami patrzyły, jak Laura układa puzzle.-A gdyby tu był trzeci pies?-zapytała je Laura.-To bym go nie chciała.-ucięła Lassie.
Rozdział 3
Rytm dnia biegł jak zwykle. Tylko że rano Lassie przy śniadaniu poczuła, że coś jest nie tak. Nie powiedziała tego jednak. Po prostu usiadła na kanapie ze spuszczoną głową.-Lassie? Co się dzieje?-zapytała Moli, ale suczka po prostu ją odepchała. Bolała ją łapa. Laura zabrała ją do swojego pokoju.-Lassie? Co się z tobą dzieje?-zapytała z troską. Suczka położyła uszy.-Powiesz?-nalegała dziewczynka. Aussie zeskoczyła i poszła. Dopiero wieczorem zaczęła kuśtykać. W nocy zerwała się z posłania i z trudem weszła do łóżka Laury.-Laura…. strasznie… boli.. mnie łapa…-zajęczała, z trudem mówiąc. ,,Mogłam powiedzieć rano”-pomyślała. Rano rzeczywiście bolało mniej. A teraz każda sekunda sprawiała, że bolało mocniej.-Piesku, czemu nie mówiłaś?-zapytała Laura. Owinęła przednią łapę bandażem, ale to nie pomogło wiele.-Możesz spać ze mną, ale jutro szybko jedziemy do weterynarza.-powiedziala Laura. Następnego dnia łapa była obolała i sztywna.-Lassie, jak z łapą?-zapytała pieska.-Jakby ta łapa konała.-odparła Lassie. Laura poprosiła mamę o podwiezienie jej i aussie do weterynarza. Moli została przy oknie.-A jeśli Lassie nie przeżyje?-zastanawiała się.-Wtedy muszę zjeść za nią śniadanie..-pomyślała, prawie płacząc. Lassie w samochodzie czuła, że łapa jest jakby nie jej. Ciężko było nią ruszać. Jakby ktoś ją usztywnił. I odciął w połowie. Jęknęła.-A jeśli łapa odpadnie?-zapytała z niepokojem Laurę.-Czemu tak myślisz? To niemożliwe.-Bo jej prawie nie czuję.-oparła Lassie.-Jak to?-No tylko, że boli.-zajęczała sunia. Naprawdę obawiała się odpadnięcia łapy.-A jak mi odpadnie, to Moli mnie przestanie traktować normalnie. Albo zrobi protezę z kości.-zaskamlała suczka.-Spokojnie, to tylko takie wrażenie.-powiedziała Laura, czując niepokój. To nie wyglądało zbyt dobrze. Kiedy wysiedli, Lassie ciągnęła łapę. Laura wzięła ja więc delikatnie na ręce. Łapa Lassie delikatnie drgnęła.-Ja nie chciałam, żeby ona się ruszyła!-powiedziała Lassie, ze zdziwieniem patrząc na łapę.-A mogę to powiedzieć weterynarzowi?-On nie zna mowy psów jak 99% ludzi.-To ty powiedz.-i usiedli w poczekalni, a aussie nieufnie patrzyła na inne psy i akwarium. Stało, niby dla ozdoby.-Laura, czemu ta ryba tu jest?-Bo tak wymyślili.-a psinka znowu popatrzyła w ścianę. Z gabinetu wyszedł jamnik, nieco przestraszony, ale z gumową kaczką. Potem wezwali owczarka szwajcarskiego, a Lassie pomyślała, że wygląda jak albinos owczarka niemieckiego. Moli w domu natomiast napisała list ,,Laura, czy Lassie ma amputację? Jeśli tak, to musisz zabrać nas na lody MOJLI ZNACZY MOLLL ZNACZY MOLII ZNACZY MOLI”. Wrzuciła go do skrzynki. Tymczasem jej starsza koleżanka patrzyła na swoją łapę podejrzliwie..-Laura, kiedy wejdziemy?-zapytała.-No… jest przed nami ten husky, jamnik, bernardyn i bouvier.-odpowiedziała Laura.-Ale to całe stado psów..-westchnęła Lassie, podrywając się, gdy łapa znów się ruszyła. Wtedy Lassie przysnęła. Kiedy się budziła, kończono badanie bouviera.-Lassie?-zapytała pani weterynarz, a Lassie cofnęła zdrową łapę. Laura weszła z nią do gabinetu. Położono ją na stole.-Co się dzieje?-zapytała pani doktor Laury, bo nie znała mowy zwierząt.-Lassie wczoraj cały dzień miała pogarszający się ból łapy. I dlatego nie ruszała się dużo. Teraz to już jest zesztywniała ta łapa, a Lassie nie może nią prawie ruszać.-powiedziała Laura, biorąc głeboki oddech.-Utrzymywał się na podobnym poziomie ból?-zapytała pani doktor, gładząc głowę psa.-Nie. Powoli narasta.-powiedziała Laura.-Więc to nie naciągnięcie ścięgna. Ból w takim przypadku nie narastałby.-powiedziała pani weterynarz. Aussie położyła uszy. Milczała.-Łapa nie odpadnie, ale mam nadzieję, że wyzdrowieje.. szybko.-wyszeptała, zaciskając kły, gdy łapa mocniej zabolała.-Musimy zrobić USG i RTG.-powiedziała po chwili. Lassie zbladła, gdy zauważyła USG. Kiedy dotknął ją zimny płyn, zapiszczała z bólu łapy, ale grzecznie leżała.-Hm… niewyraźnie widać. Ale podejrzewam jakiś uraz. Teraz RTG.-Laura.. błagam…-pisnęła Lassie. Została odpowiednio ułożona. W tym czasie Moli już zdążyła opowiedzieć o wszystkim Kikerowi, szkockiemu terrierkowi z sąsiedztwa. Leżała teraz na kanapie, smętnie patrząc na rzucone na kanapę chipsy. Tym czasem aussie czekała na wyniki badania, z okładem na łapie.-Laura? To nie jest poważne, prawda?-zapytała łamiącym się głosem. Laura nie odpowiedziała, czekając na weterynarza. Kiedy pani wyszła, Lassie popatrzyła na nią, z nadzieją, że powie, że to tylko coś ta i wystarczą leki.-Laura… to chyba nie jest poważne, nie?-powtórzyła, drżąc.-To ścięgna. naderwane.-powiedziała pani weterynarz.-Czyli to one odcięły mi łapę..-powiedziała Lassie.-Ale ona ci nie odpadnie.-Wiem.-Lassie musi odpoczywac. i brać leki. A teraz dostanie zastrzyk.-suczka zacisnęła powieki, w zamian za co rozluźniła szczękę. Kiedy było po zastrzyku, z zaleceniami wrócili do domu.-LASSIE, JA SIĘ BAŁAM ŻE ZOSTANIESZ NA SORZE-powiedziała, liżąc utykającą suczkę. Lassie zamerdała ogonem i położyła się na kanapie.
Rozdział 4
Następnego dnia Lassie było o wiele lepiej. Łapa bolała niezbyt mocno, lekko, nic w porównaniu z wczoraj. Dlatego Lassie poczuła, że MUSI pobiec. Inaczej… Inaczej zwariuje. Moli siedziała na fotelu. A suczka niepostrzeżenie przebiegła pół domu.-Lassie, stój, masz odpoczywać!-zawołała Laura. Suczka zaczęła przebierać łapami.-Ale ja MUSZĘ biegac i bawić się.-powiedziała, kładąc uszy. Kiedy tylko Laura zniknęła, suczki opracowały plan zabawy. Zaczęły skakać po kanapie, jednocześnie szarpiąc gumowego kurczaka. I wtedy znów weszła Laura.-Czy ja mówiłam, że masz odpoczywać?-zapytała. Lassie wywróciła oczami. Usiadła. Kiedy ich pani wyszła na podwórko, wskoczyła na blat i wróciła z kulką kauczukową. Uganiała sie za nią. I znowu musiała odpoczywać. Wreszcie Laura miała dosć ratowania ścięgna co pięć minut.-Lassie. Ty mnie w ogóle nie słuchasz. Więc skoro mówienie nie działa, trzeba działać. Czymś, co ograniczy ci wolność biegania i forsowania łapy fizycznie.-Lassie się przykuliła. W przedpokoju stała KLATKA. Czarna, metalowa KLATKA.-Lassie, wejdź.-Nie.-Lassie, tam jest bekon.-NIE. -Less..-NIE NIE.-I Laura wniosła ją do kojco-klatki. Obrażony pies zmarszczył pysk. Spojrzała ze złością na Laurę.-Ja nie mogę tu być! JA SIĘ NUDZĘ!-wrzasnęła. Ale nikogo nie było obok. Mogła tylko patrzeć na włączony telewizor. Położyła uszy bardziej, a ogon lekko uniosła. Wreszcie podeszła Moli i wrzuciła do kojca kauczukową piłkę i kość, po czym wskoczyła na kanapę. Lassie z kością w pysku starała się rozpracować mechanizm klatki. Wreszcie uderzyła w górę. Nic. Po kilku razach wyskoczyła.-WOLNOŚĆ!-zawołała, wskakując na kanapę.-Lassie.. jesteś niemożliwa.-wyszeptała Laura. Przypięła jej smycz.-IDZIEMY NA SPACER?-zapytała Moli.-Nie. Kontrolujemy Lassie.-a Lassie stwierdziła, że świat nie jest poważny. Siedziała, szarpiąc się z ,,bardzo odporną obrożą”. To wszysto jest nie dla psa. A jeszcze gorzej było, kiedy przyszedł cza na obiad. Zamiast fajnej, mokrej karmy-karma z suplementami. Aussie wykrzywiła pysk.-Laura… ja nie zamierzam tego jeść. Nawet kolagenu. ZWŁASZCZA KOLAGENU.-zasyczała Lassie. Odeszła od miski i.. wkoczyła na parapet.-LASSIE!-zapiszczała Laura, sciągając ją. A suczka obrażona uciekła za kanapę. Nie zamierzała jeść karmy.-Lassie, jeśli nie zjesz, nie dostaniesz boczku.-powiedziała Laura, a pies parsknął i schował się głębiej.-Lassie. Jesli nie zjesz karmy, nie dostaniesz nic.-powiedziała Laura.-Wiem.-prychnęła Lassie. Tak naprawdę właśnie to spodziewała się usłyszeć. Nie zjadła karmy. Aż do kolacji.-Laura. Jestem głodna. I nie zjem tej karmy.-powiedziała.-Musisz.-Nie! Bo… nie zjem kolagenu w TEJ postaci!-zapiszczała Lassie.-To w jakiej?-ŻADNEJ.-odpowiedziała Lassie.-Albo ewentualnie takiej, że nie będzie obrzydliwa i nie bardzo się zorientuje, że zjem.-i dostała zwykłą karmę, a Laura zastanawiała się, jak pomóc Lassie.Suczka natomiast zaczęła sie tarzać po dywanie.-Laura… teraz boli mocniej.. bardzo… bardzo…-pisneła nagle zaniepokojona Lassie, podkurczając łapę.-Co? Chodź, pokaż.- suczka podkuśtykała na trzech łapach, cicho skamląc.-Lassie, możesz nią ruszać?-zapytała Laura.-Proszę… nie…-szepnęła Lassie.-Porusz. Troszkę.-Lassie ledwo zagięła łapę, piszcząc z bólu.-No to musimy jechać do weterynarza.-zadecydowała Laura.-O nie, a jeśli Lassie będzie musiała jechać do szpitala?-zapiszczała Moli.-Nie ma takiej możliwości.-syknęła Lassie.-Lassie… Moli… łapa nie odpadnie, ale jeśli okaże się, że to coś poważniejszego, może Lassie zostanie. Ale nie panikuj, Moli.-powiedziała Laura.-Mamo, Lassie się pogorszyło!-zawołała.-Masz ci los. Oby tylko nic więcej niż te naderwanie nie było… wsiadaj. Moli musi zostać, ale mam nadzieję, że szybko wrócimy, bo jest już dosyć późno.-powiedziała mama. Dochodziła dwudziesta, a do gabinetu było ponad pół godziny.-Spokojnie Lassie. Wniesiemy cię do samochodu.-powiedziała spokojnym głosem Laura. A Moli patrzyła na to wszytsko cicho przez okno, czując więcej niż przerażenie, tylk że nie umiała tego nazwać.
Rozdział 5
Mama Laury razem z córką delikatnie ułożyły aussie na siedzeniu, a Laura na pocieszenie włączyła fajny audiobook Ida i konie.-A jeśli dla Idy koń nadepnie na nogę i pojedzie na sor?-jęknęła Lassie.-Piesku, czy ty nie masz gorączki, masz halucynacje?-zapytała z niepokojem Laura.-Laura, nie, ja tylko pytam, bo koń jest duży i to by chyba bolało, prawda?-zapytała Lassie.-Ale mnie przestraszyłaś. No, mi koń napdepnął na nogę. Miałam nieduże siniaki kilka dni, a koń potem mnie przytulił szyją. Ale wolę psy.-i przytuliła delikatnie Lassie.-Laura, rozmawiasz z Lassie?-zapytała zdziwiona mama.-Yyyy, tak, może mnei rozumie.-powiedziała szybko Laura. Suczka pisnęła.-Może..-powiedziała kobieta, odwracając się. -Za piętnaście minut dojedziemy.-powiedziała Laura.-Mama cie nie rozumie, wiesz o tym, ale mysli, że ja tak samo, wiesz?-zapytała szeptem Laura, a Lassie trochę sie rozluźniła. Jednak gdy po dziesięciu minutach w momencie, kiedy Ida biegła przez lotnisko do koleżanki zobaczyła szyld kliniki ,,Zielony bandaż”, zrobiło jej się niedobrze. Niby jak ma być dzielna, jeśli boli pięć razy gorzej niż wczoraj? To było okropne. Kiedy zaparkowali, to już w ogóle była sztywna jak deska.-Wysiadamy.-powiedziała Laura, wynosząc Lassie.-A możesz powiedzieć, że mnie nie ma?-mruknęła Lassie.-Dobra, wiem, to durne i bez sensu..-powiedziała po chwili.-Spokojnie. Tam ci pomogą.-uspokoiła Laura.-PRZECIEŻ TAM JEST ZAPACH STRACHU!-wybuchła Lassie i się rozpłakała na środku parkingu. Laura uspokajająco ją pogłaskała.-Pamiętasz, jak Ajax miał syndrom zimnego ogona po tym, jak wskoczył do lodowatej wody?-zapytała, gdy stały w recepcji, która miała przezroczyste drzwi, zza których było widać psy w poczekalni.-Tak..-powiedziała cicho suczka, pociągając nosem.-Miał sztywny ogon, ale pani Amelia mu pomogła.-Ale Bandzior, ten buldożek z naprzeciwka urodził się bez ogona! Ogon to nie to co łapa..-wybuchła znowu aussie.-No… może i tak, ale posłuchaj. Są poważniejsze choroby niż ta łapka. Pamiętasz Lupiego, tego jamniczka? Jak dostał dyskopatii?-zapytała Laura, a Lassie na samo wspomnienie się wzdrygnęła.-Taaaak… Bandzior płakał, że on może chodzić na wszystkich czterech łapach a Lupi nie, a jak Lupi wrócił od pani doktor to ledwo oddychał, bo Lupi miał wózek, a jak zaczął biegać to znowu płakał.-powiedziała Lassie chaotycznie. Weszli do poczekalni. Była tam mała chihuahua, trzymana na kolanach przez dziewczynkę koło 14 lat.-Co jej jest?-zapytała Laura.-Ciężko jej oddychać.-powiedzała dziewczynka z nutą niepokoju w głosie.-A Lassie ma naderwane ścięgna, ale teraz mocno się jej pogorszyło.-powiedziała Laura.-Ojej.. A moja Daisy po kolacji, kiedy leżała ze mną w łóżku nagle zaczęła sie dusić. Teraz nie jest aż tak źle, ale musi ją zbadać doktor.-powiedziała dziewczynka, gładząc małego pieska, który choć miał bohaterską minę, świszczał, wciągając powietrze. Lassie spojrzała na nią, ciężko oddychając.-Laura… ona ma gorzej.-powiedziała cicho.-Czemu?-zapytała łagodnie Laura.-Bo…ona nie może oddychać bardziej niż ja!-pisnęła Lassie.-Ty nie możesz oddychać, bo sie stresujesz.-Ty też się stresujesz.-powiedziała aussie. Owczarek briard leżący obok w kołnierzu popatrzł ze współczuciem, gdy Daisy wyszła z gabinetu, a weterynarka zawołała Lassie. Lassie położyła się na stole drżąc z bólu i strachu. Laura starała się ukryć stres, bawiąc się końcówką włosów. Aussie patrzyła na panią weterynarz z przerażeniem i cicho skomlała podczas badania.-No… więc ta łapa jest po prostu gorąca. Wczoraj była trochę cieplejsza, nieznacznie, a dziś.. widać, żę to coś znacznie poważniejszego.-westchnęła pani Amelia, a Laurze serce podeszło do gardła.-Ona dziś wyszła z kojca. Ale nie było nie wiadomo jakiego biegania, prawie od razu ja złapałam.. ale to chyba mogło pogorszyć?-zapytala dziewczynka.-Tak, ale na pewno to nie jedyna przyczyna. Niemal każdy pies tak robi kiedy każę właścicielowi zamknąć go na kilka dni w kojcu. Ale wtedy efekt nie jest aż taki. Będziemy musieli znowu zbadać Lassie.-wytłumaczyła weterynarka, a Laura trochę się rozluźniła, bo miała do siebie wyrzuty, że nie dopilnowała odpoczynku psa. Przyszła Lena, ich sąsiadka, która czasem, zanim Laura miała psy, zabierała Laurę do kliniki i razem sprzątały czy karmiły psy.-O, hej Laura. Słyszałam, że coś nie tak z łapką Lassie?-zapytała, a Laura skinęła głową.-Musimy zrobić RTG i USG. Lenka, przygotujesz wszystko?-zapytała Amelia, a dziewczyna skinęła głową i weszła za drzwi z napisem ,,RTG, USG”.
Rozdział 6
Lassie została ułożona na chłodnym stole, a Laura czekała w poczekalni, z drżącymi z nerwów dłońmi. Suczka również drżała, i miała nadzieję, że nic poważnego się nie dzieje. W końcu została wywieziona na wózku, ktory tak jej się nie spodobał, że go ugryzła, a Laura podbiegła do niej.-Laura, tam tylko leżałam i ciągle świeciło coś ciemnego!-poskarżyła się Lassie.-Teraz zrobimy USG. Możesz być obok, ale jeśli to ją rozproszy, lepiej będzie, żebyś wyszła.-powiedziała pani Amelia, głaszcząc łagodnie Lassie. Kiedy jej łapa została delikatnie posmarowana żelem, aż się wzdrygnęła.-To zimne… ale.. zimne MINIMALNIE pomaga…-powiedziała cicho. Laura patrzyła, jak Lassie patrzy podejrzliwie na głowicę USG i cicho skamli, ale grzecznie leży.-Dobrze. Poczekajcie tu chwilę na wyniki.-powiedziała weterynarz. Laura trzymała rękę w sierści psa, a Lassie czuła, że łapa pulsuje jej z bólu. Wtedy pani Amelia wyszła zza drzwi, które nei podobały się psom, kotom i innym zwierzakom, bo zwykle oznaczały głosy pełne troski i ból. Usiadła na taborecie, chwilę patrzyła na dokumenty, po czym zaczęła.-Wyniki wyglądają źle. Gorzej niż wczoraj.-zaczęła, a Lassie prawie spadła ze stołu z przerażenia.-Spokojnie..-powiedziała Laura.-Ty sama musisz być spokojna, bo tak się trzęsiesz, że mi wyrwałaś kilka kłaków.-powiedziała Lassie.-Stan zapalny mocno się nasilił, a ścięgna.. no, jedno to już jest po prostu zerwane. Inne delikatnie mocneij niż wczoraj, ale one nie istotne. Więc moja diagnoza: Lassie cierpi na zerwanie zginacza przedniej kończyny.-powiedziała pani Amelia, a Laura poczuła, jak oczy robią jej się mokre.-To jest poważne.. prawda?-zapytała łamiącym się głosem.-Tak.. i jeśli nie uda się tego dobrze skontrolować.. i niewiele się zmieni… musimy operować.-powiedziała cicho pani Amelia. Zegar wybił 22:00, a Lassie prawie zemdlała z przerażenia.-Nie…-wyszeptała.-Nie operujemy na razie, Laura. przepiszę silne leki, okłady i odpoczynek minimum tydzień, ale w takim przypadku może to nie wystarczyć, dlatego musisz być gotowa na operację.-powiedziała pani Amelia. Lassie została zaniesiona do samochodu, a lekki deszcz obijał się o szyby, jakby cały świat płakał nad łapą, która według właścicielki może odpaść. Kiedy dojechały, Moli spała na kanapie, z mokrym od łez pyszczkiem i drżąc przez sen z nerwów.-Moli…-powiedziała cicho Laura, gładząc ją po grzbiecie. Dalmatynka przerażona spojrzała na nią, prawie spadając z kanapy.-Laura, to ty..-powiedziała po chwili, oddychając szybko. Lassie leżała na posłaniu, które było w klatce, z zimnym, przyjemnym okładem na łapie.-Tak, spokojnie Moliś. Wszystko było dobrze?-zapytała Laura.-Nie.. bałam się.. że.. zapomnisz o mnie.. i nie wrócisz.. jak.. jak….Amelia..-zapiszczała Moli. Lassie została przeniesiona do pokoju Laury.-Jaka Amelia?- zapytała łagodnie Laura.-Mmmm..oja.. dawna pani.. bo wzięłaś mnie ze schroniska.. bo ona.. zapomniała..-powiedziała cicho Moli.-Jak to?!-zapytała oburzona Laura, podkulając nogi, by Moli mogła spać z nią w łóżku, patrząc na klatkę Lassie.-Po prostu. Kiedy miałam osiem tygodni, kupiła mnie. i dała mi karmę.. i.. nie chcę o tym mówić. Ale zawsze chowała mnie przed mamą swoją w łózku. I dawała mi po kryjomu kawałki jabłek, nauczyła mnie aportować, oglądała ze mną bajki.. pewnego dnia wróciła ze szkoły, mówiła coś do mamy, śmiała się. Mnie podniosła, mówiła do mnie coś ciągle, głaskała i dała mi jabłuszko, najczerwieńsze. Potem puściła mi muzykę i wyszła. Pięc razybiegła i się ze mną żegnała. Jej mama mówiła ze śmiechem, że wytrzymam bez nich kilka godzin, że przecież nawet mam na wszelki wypadek dwie miski z wodą i pełną miseczkę z jedzeniem, a jeszcze dziś wrócą..-powiedziała i Moli i nagle zaczęła się trząść spazmatycznie, płacząc.-I… potem machała mi długo przez okno, mówiąc, że wróci o piętnastej, a postara sie wcześniej, a jej mama powiedziała, że mogą się postarać jak najszybciej wrócić. Wyglądały na szczęśliwe. Amelia wzięła małą torebkę, mniejszą niż głowa Laury, a jej mama kluczyki od auta i nic więcej. I kiedy była późna noc.. to byłam taka smutna…ii….-zapiszczała z bólem Moli, ale dziewczynka nie nalegała. Widziała, że teraz ta opowieść jest ponad siły Moli.-Nie musisz nic mówić. Nie teraz. A powiedz tylko, czy dobrze ci tam było?-zapytała Laura.-Tak. Kupowali mi dobrą karmę, a jak Amelia jadła piękne lody, robiła mi takie psie. I tam było pięknie. I jej mama bardzo mnie kochała. Dbała o mnie i zawsze pilnowała wizyt u weterynarza, które kończyły się jakimiś dobrymi, miętowymi smaczkami na zęby. Ona mnie kupiła z dobrej hodowli, i od razu dała mi posłanie razem z Amelią. Amelia pokazywała jej zdjęcia, tej mamy, z psem, który mówił całym sobą, że się cieszy, i że ta dziewczyna kocha psy. A jak słyszały o schroniskach, to zawsze były smutne. Były takie dobre..-mówiła Moli, pociągając nosem.-I ta mama przed wyjazdem pogłaskała mnie, i powiedziała, że jadą w odwiedziny do cioci Amelii i do dentysty, ale wrócą niedługo, a Amelia była szczęśliwa, a obie były trochę smutne, że nie mogę z nimi jechać, ale obiecały smaczki. Amelia z daleka machała z uśmiechem..-powiedziała Moli łamiącym glosem.-Zabrały klucze i pojechały z tatą Amelii, który dał mi nowiutką piłkę. A potem nie wróciły.
Rozdział 7
-Ja za nimi płakałam.. i muzyka ciągle grała… bo mama Amelii naładowała komputer, żeby starczyło na czas wyjazdu do cioci, bo obliczyła, że to będzie około 6 godzin, i naładowała na 9, bo nie lubiła rozładowanej baterii.-opowiadała Moli z płaczem.-Bo ta ciocia miała alergię. Rodzice na początku myśleli, czy mnie nie zabrać, bo mogłabym poczekać na wizytę w psim parku, ale potem zdecydowali, że zostanę. Amelia uważała, że tak będzie dobrze. Oni planowali przed wyjazdem, kiedy wyjedziemy do psiego parku..-mówiła cicho dalmatynka.-Mama Amelii zaznaczyła w kalendarzu wolny dzień na zabawę z frisbee z innymi psami, po czym wyjechała.Iiiii… nie..wróciła…-wyszeptała Moli.-Nie zrobiła chyba tego specjalnie… nie mogła się przeprowadzić, ona nic nie zabrała..-dodała. -Śpij.. Moli.. prosze..-szepnęła Laura.
Następnego dnia kiedy Lassie sie obudziła, pierwszym co zobaczyła, były pręty czarnej klatki.-Laura ja sie nudze-powiedziała machinalnie. Walnęła łapą w klatkę.-Osz to.-westchnęła i patrzyła na śpiącą Moli i Laurę. Spały nadal. Czy im naprawdę nigdy nie wystarcza? Wreszcie Laura się obudziła.-Jak tam Lassie?-zapytała.-Źle. Boli, a poza tym nie wytrzymam nudy. Ja nie mogę wyzdrowieć w takich warunkach, nie zdrowieje się ze złym samopoczuciem i w klatce.-pisnęła Lassie.-Wiem.-wtedy wstała Moli.-Laura.. Amelia nie wróciła. A jeśli ona jest w domu, i myśli, że umarłam?-zapytała.-Gdyby tak było.. ona by cię widziała. No wiesz. A ty żyjesz i masz się świetnie. Jeśli ona tam wróciła, to nie zastała ciebie. I to dobrze, bo to zawsze oznaczało, że miałaś szansę, prawda?-zapytała Laura i włączyła ulubiony utwór Chopina.-Kiedyś taka pani w schronisku ciągle to puszczała. Kiedy wychodziliśmy na spacer.-powiedziała Moli, rozciągajac się.-Lubiłaś to?-zapytała Laura.-Kojarzyło mi się przyjemnie, bo wtedy było dużo przyjemnych rzeczy, ale potrafiła.. wkurzać, jeśli godzinę leciała, co nie?-zapytała dalmatynka. Zeskoczyła z łóżka. Lassie popatrzyła tęsknie za okno i na smycz, kiedy Moli wyszła. Warknęła z frustracji. Moli natomiast węszyła, kiedy spotkała Ajaxa.-Ajax, wiesz, ja kiedyś.. miałam Amelię. Kochała mnie, robiła same wspaniałości. Aż nagle nie wróciła nigdy. Nigdy nigdy. Przez 10 godzin leciała muzyka. Potem zostałam zabrana do schroniska. I.. nie było jej nigdy.-powiedziała cicho Moli.-Tak.. zniknęła?-zapytał.-Dokładnie.-Ale.. to chyba nie jest normalne? Jak? Czy ona miała powód?-zapytał duży pies.-Eeem.. nie wiem?-powiedziała Moli.-A gdzie mieszkała?-zapytał Ajax.-Nie wiem.-O nie! No to nigdy jej nie namierzymy!-powiedział Ajax.-A jeśli nie żyje?-wybuchła dalmatynka.-Nie wierzę, że nie żyje. Pewnie cię szukała.-powiedział.-To gdzie plakaty?-Pewnie zwiał wiatr.-wymyślił Ajax. Moli parsknęła i poszła dalej. Kiedy wrócili, Lassie leżała w kojcu odwrócona do ściany.-Lassie?-zapytała Laura. Ale ona nie odpowiedziała.-Moli? Amelia cię kochała. Na pewno. I jeśli nam się uda.. kiedyś ją odnajdziemy. Jeśli wolisz ją. Bo możesz. Możesz ją mieć dla siebie, kiedy ja znajdziesz i z nia zostać.-Ale.. ja…-pisnęła Moli.-Nie. Nie musisz nic. Ale poszukam informacji. Może coś znajdę. Ale najpierw obie musicie ochłonąć, a zwłaszcza ty, bo jesli by się okazało że… to byś się załamała najgorzej.-westchnęła cicho Laura.-Dziękuję.-powiedziała Moli, wtulając się w nią.-Chyba juz mi lepiej.-powiedziała.-Cieszę się, Moli. Teraz dam tobie i Lassie śniadanie.-nałożyła psom jedzenie do misek. Moli wymusiła dokładkę kilku krokiecików. Lassie jednak patrzyła na jedzenie jak na zdrajcę.-Lassie, tam nie ma kolagenu, przysięgam.-powiedziała Laura, zresztą zgodnie z prawdą. Po prostu na oczach Lassie nasypała ich zwykłą karmę z worka, i dla Moli, i dla Lassie.-Laura.. i kiedyś nazywałam się inaczej.-przypomniała sobie Moli z umorusanym pyskiem.-Jak?-zapytała z ciekawością Laura.-Marko.-powiedziała Moli, oblizując pysk.-O ja cie, oryginalne.-powiedziała Laura z uznaniem, a Lassie odwróciła głowę.
Rozdział 8
-No. Lubiłam to imię.-powiedziała Moli.-Moli Marko.-powtórzyła Laura.-A skąd to imię..?-Bo Amelia oglądała bajkę. Główna bohaterka to była Marko. I tak mnie nazwała.-powiedziała Moli.-A co za bajka?-zapytała dziewczynka z większą ciekawością, a Lassie niemal wkleiła się w klatkę.-Jaki tytuł?-dodała jeszcze Laura.-Hm.. pamiętam go.. o.. czekaj..-mówiła Moli, coraz bardziej sobie przypominając.-MAM! Historie biblijne. Że taka trójka teleportowała się do różnych dziwnych czasów. I Marko była spokojna i uprzejma, Derek trochę złośliwy dla Mokkiego, ale mądry, uprzejmy, Mokki szalony i śmieszny.-powiedziała Moli.-O, ja też to oglądałam!-ucieszyła się Laura. Moli zamerdała ogonem, po czym poszła pogryźć gumową kość. Lassie leżała bez ruchu w klatce.-Lassie? Nic nie zjadłaś? Przecież Moli smakuje, sypałam z worka, bez kolagenu, zwykła karma, którą zwykle jecie.-próbowała znowu Laura, ale suczka nie zareagowała.-Lassie, halo?-zapytała dziewczynka. Nic, nawet drgnięcia.-Lassie, halo?-powtórzyła. Ale tylko nieznacznie poruszyła jej się sierść przez oddech. Nic poza tym.-Piesku, słyszysz mnie?-zapytała Laura.-Nie. Nie słysze.-odpowiedziała Lassie i odwróciła się, niemal wklejając się w ścianę klatki i odpychając karmę.-Boli cię?-zapytała Moli.-Nie bardziej niż wczoraj.-odburknęła Lassie i podwinęła obie przednie łapki. Chorą ostrożnie, nieco wolniej, ale nie sprawiło jej to bardzo mocnego bólu. Kiedy spojrzała na miskę, po prostu ją wywróciła.-LASSIE, CO TY ROBISZ?-zapiszczała Moli. Lassie wyprostowała obie łapy, chorą i zdrową, po czym schowała pod nimi pysk. Czyli nie chodziło o ból ani o ruch. To sie znacząco poprawiło. To było coś innego. Nie ból, nie rezygnacja, nie ruch, nie.. no, Laura nie wiedziała co.-Co się dzieje?-A jakie to ma znaczenie? Może niech Moli opowie, co jeszcze miała źle w życiu?-Zapytała ze złością suczka, opadając na miękki różowy kocyk.-Moli miała źle..-powiedziała Laura.-NO WŁAŚNIE! NAJPIERW UKRADŁA MI FOTEL, A POTEM CIEBIE!-wrzasnęła Lassie, liżąc zawzięcie łapę.-Ja nie zabrałam ci Laury..-TAK?? to co teraz się dzieje?-zapytała Lassie. Laura wiedziała, że na razie lepiej wyjść. A aussie zaczęła cicho płakać.-Lassie, ja nic..-powiedziała Moli.-Zostaw mnie.-syknęła Lassie.-Laura…-powiedziała cicho Moli, gdy wyszła.-Chyba to dlatego że ona zawsze była jedyna. A teraz.. ma mniej uwagi. I nie ma ruchu. I ma dużo stresu. I pewnie nie przyzna się, że boli ją łapa.-westchnęła Laura. Moli skinęła głową. Po chwili wróciła do Lassie.-Przecież wolisz Moli.-mruknęła Lassie.-Nieprawda, Lassie. Ja bardzo cię lubię. Proszę cię, zjedz chociaż troszkę.-powiedziała Laura.-Będziesz wtedy mogła szybciej wyjść z klatki..-ale Lassie powoli się odwróciła, znowu liżąc łapę. Zawzięcie, patrząc i skupiając się tylko na niej.-Lassie. Nic ci nie zabieramy. Kiedy wyzdrowiejesz, mogę zacząć robić pół godziny spaceru czy więcej tylo dla ciebie. Ale zjedz.-Lassie drgnęła. Zlizała kilkanaście krokietów i znowu zaczęła lizać łapę. Moli biegała po salonie z poduszką. Kiedy tata Laury zabrał ją na spacer, zrobiło się spokojnie.-Laura, czemu musi być z nami Moli?-zapytała płaczliwie Lassie.-Bo chciałam jej pomóc. I myślałam, że może dobrze zrobi ci towarzystwo.-NIE! Ona naprawdę nie może wrócić?-zapytała suczka.-Nie. Lassie, musisz się nauczyć, że Moli mieszka z nami. Błagam.-powiedziała Laura.-Ty wszystko nią zepsułaś. Wszystko! Ona jest okropna.-warczała Lassie.-Lassie nie zachowujesz się jak moja Lassie..-powiedziała cicho Laura.-Bo Moli mnie denerwuje! ZABRAŁA MI FOTEL, ZABRAŁA MI NAJWAŻNIEJSZE RZECZY! ONA NIE JEST SZCZENIAKIEM! NIE CIERPIĘ JEJ!-krzyknęła Lassie.-Bo Moli dorasta. I też chce troszkę rządzić…-Lassie jednak zaczęła mocniej lizać łapę zamiast słuchać.-Tak, jasne. A jak wróci z samotnego, indywidualnego spacerku, schowa poduszkę, któa jest moja.-powiedziała Lassie z goryczą.-Kochanie, ustalimy zasady, dobrze?-zapytała Laura.-Jak chcesz.-warknęła Lassie, wylizując łapkę. Spojrzała z rezygnacją na Moli gryzącą dywan. Nagle odwróciła się do ściany, drżąc.-Lassie?-zapytała Laura.-Co się dzieje?-Nic-odpowiedziała Lassie z trudem.-Less, ja widzę, że coś się dzieje.-powiedziała Laura. Suczka trzęsła się coraz bardziej i dyszała. Coraz ciężej.-Lassie, musimy jechać do weterynarza.-powiedziała zdecydowanie dziewczynka. Lassie próbowała coś powiedzieć, ale wyszło z tego kaszlące dyszenie.-Czy Lassie trafiła poduszka?-zaniepokoiła sie Moli.-Co?!-zdziwiła się młoda właścicielka.-Kiedy mnie trafiła poduszka u Amelki, tyle waty wyleciało, że nie mogłam oddychać.-powiedziała Moli. Lassie prychnęła.-Tak, jasne poduszka.-wydyszała. Moli cofnęła się, widząc, jak Lassie znów jest wkładana do samochodu. I znów zostaje sama.
Rozdział 9
Samochód toczył się po drodze, a Lassie podkulała łapę i dyszała.-Lassie, powiedz od początku, o co chodzi.-poprosiła Laura, kiedy zobaczyła, że trochę bardziej łapie oddech. Lassie podkuliła łapę, na co zareagowała głośnym piskiem, bo widać było, że łapa bardzo boli. Powoli dysząc, z lekko rozszerzonymi nozdrzami, nabrała powietrza.-Nie wiem.. ale….ufffff,uhhhhh,ufffffffffffuuuuffuuuufu…to jest jak u Daisy.. Nagle, kiedy myślałam, że Moli jest jak dorosła, a potem o tym, że marzy mi się zabawka sznurek żeby go gryźć w klatce..-wydyszała, a w ostatnim zdaniu przysunęła się do Laury i wypuściła powietrze tak mocno, że włosy jej podskoczyły. Kiedy dojechali, Lassie nagle zaczęła dyszeć szybciej. Weszli do poczekalni. I tam Lassie zobaczyła… goldena Bafiego, psa, z którym często biegała na łące. Teraz leżał ze sztywnymi tylnymi łapami, i dziwnie pochylony do przodu, utrzymując ciężar tylko na przodzie ciała.-Baff..ufuffffffuuuuuffff, efff,eefff….Baffi?-zapytała.-Hej..-powiedział golden, nieco drżąc.-Moje łapy chyba zrobiły sobie wolne.-powiedział, próbując żartowac, choć uszy mu lekko podrygiwały.-A ty za to dyszysz, Less.-Efff, doeffpieroeff zauważyłeś effeefffefffeff?-zapytała suczka.-Nie..-A co.. efff,ef,effefe,efe,efuf,uf,uf, z twoimi łapami ufefefefef,ef,ef,ef, co się stało?-zapytała Lassie.-Skakałem. Pływałem. Biegłem. I wtedy nagle one jakby puściły. Mogłem oddychac, wszystko, ale nie czuję łap.-wytłumaczył golden.-UF,ef,ef,f,ef,ef,ef,e,feeefefefefeefffff-zaczęła coraz mocniej dyszeć Lassie. Bafi wszedł do gabinetu, a wtedy do poczekalni wszedł beagle. Łapy mu drżały i od razu upadł na ziemię.-Fred!-zawołała jakaś nastolatka, na oko 16-19 lat, i go podniosła. Usiadła obok Laury.-Jestem Fred.. i.. jakoś się trzęsę.. chociaż jest ciepło.. i nie trzymam się na łapkach..-powiedział cicho, oddychając nieco niespokojnie, ale ledwo widocznie.-A.. ja…ef,ef,ef,ef,ef,efefefeeeeeeeeeeeeefeeeeefffffffffeeeeeeeeffffeeeefffffeeeeeeeef! Nie mogę oddychać ef,ef, i ruszyć łapą..-zapiszczała Lassie, coraz mocniej panikując. Pies delikatnie drżał.-Ja też tak miałem..-szepnął. Lassie kiwnęła uchem, drżąc.-Ef, ef,ef,e,f,ef,ef,ef,efefefef,ef,ef,ef,ef…-dyszała coraz ciężej Lassie. Fado drżał, nie mógł ustać na nogach i nad nimi zapanować, jakiś owczarek lakenois miał skaleczenie na poduszeczce łapy. Suczka widząc to czuła, że coraz mocniej uciska ją klatka piersiowa, coraz ciężej nabrać jej powietrza. Rozszerzała nozdrza, starała się uspokoić oddech, ale nie mogła złapać powietrza. Kiedy weszła do gabinetu, upadła na stół dysząc.-Co się stało, Laura?-zapytała pani Amelia, zamykając białe, dosyć grybe drewniane drzwi.-Ona nagle zaczęła się dusić!-powiedziała Laura, przypominając sobie, że dokładnie to samo było z Daisy, kiedy chihuahua według właścicielki leżała i dokładnie jak Lassie nagle nie mogła złapać powietrza. Mała, urocza, zaledwie dwuletnia chihuahua o kolorze piasku, która siedziała przy nich wtedy, kiedy Lassie przyjechała z pogarszającym się bólem łapy.-Hm… ostatnio był tu taki sam przypadek chihuahua. Okazało się, że to zapalenie krtani i oskrzeli. Ale Lassie raczej tego nie ma… to cś zupełnie innego.-powiedziała. Osłuchała ją.-Serce bije zdecydowanie za szybko.-zaczęła. Lassie ledwo w ogóle wciągała jakieś powietrze, i robiła to coraz wolniej, jakby się poddawała. Suczka została podłączona do aparatury mierzącej tętno. Po chwili wyświetlił się wynik. 222. Laura aż wstrzymała oddech.-To tachyrkadia. Musimy działać. TERAZ.-powiedziąła weterynarka.-Ona przeżyje?-zapytała Laura.-Tak. Ale musimy podać jej tlen. Najpierw spróbujemy metodą flow by.-i obok Lassie została ułożona rurka, przezroczysta. Suczka wciągała powietrze, a rurka cicho syczała, co dodatkowo ją wkurzało. Położyła uszy i cicho pisnęła.-Spokojnie, Lassie.-powiedziała cicho uspokajającym głosem Laura. Ale sama się bała. Bo co, jeśli okaże się, żę nie da rady bez operacji?
Rozdział 10
Moli była coraz bardziej niespokojna. Patrzyła na drzwi. Ogon jej drżał. Nic. Nic. Nic. Poza tym była głodna, znudzona, i musiała wyjść. I się pobawić. I wyjść. I mieć pewność, że Lassie nie grozi śmierć. I wyjść. I zjeść. I pić. I jeść. I wszystko. Miska było złowrogo pusta. Picie było. Wypiła. Zabawki leżały, jak kamienie. Nie było nikogo, kto je ożywi. I nie mogła wyjść nawet na kawałek trawy, chociaż dwa trzy metry! Zapiszczała. Miska była pusta. Za pusta. Nawet zaginionego krokieta. Woda nie była czymś, czym da radę się najeść.-Co teraz?-zapytała sama siebie Moli. Powoli zaczęła lizać łapę. Wreszcie spojrzała błagalnie na drzwi, a zegar wybił 20:20.-To jest niebezpieczne! A jeśli ona nigdy nie wróci? Jeśli nie dam rady odkluczyć drzwi… NIE MA KLUCZA!-piszczała przerażona Moli. Uderzała o klamkę. Umiała otworzyć drzwi-ale nie, jeśli były zakluczone, jak te. Nigdzie nie było wyjścia.-Ja nie uciekam, ja tylko chcę na trawę! Ewentualnie zjeść!-mruknęła Moli, a uszy jej zadrżały. Wyjść. Teraz. Tylko o tym myślała. No może nie tylko, bo bała się strasznie, że Laura nie wróci, a historia się powtórzy.. To nie może się wydarzyć. Nie. O nie. Coraz bardziej musiała wyjść… coraz bardziej była głodna. Wbiegła do kuchni, rozerwała paczkę z karmą i zjadła trochę. Teraz musiała wyjść. I wrócić Laura. Bo inaczej… nie zniesie kolejnego zawiedzenia przez panią.
******************************************************************************************************
Pani Amelia co kilkadziesiąt sekund zerkała na ekran, gdzie pokazywały się parametry Lassie. Lassie była ledwo przytomna z bólu łapy, poza tym flow by dało jej lekką, chwilową poprawę. Teraz duszenie znów wracało. Teraz weterynarka znów spojrzała na ekran, po czym głośno odczytała pomiar.-195. Już lepiej, ale nadal źle. Musimy założyć maskę tlenową.-Lassie zrezygnowana dała założyć sobie maske. Nie czuła jednak ulgi. Wcale. Próbowała powiedzieć coś Laurze, ale nie dała rady. Tętno-170.-Dobrze. Tlen pomaga. Podam jej lek, a potem powinno być już dobrze. Jednak to, co się wydarzyło było poważne. I będziemy musieli potem o tym porozmawiać.-westchnęła z widoczną ulgą weterynarka, podając Lassie lek. Tętno powoli spadało. Po godzinie wynosiło już 122.-To już praktycznie norma. Ale jeszcze trochę niech spadnie. I lepiej będzie, jeśli do jutra Lassie zostanie na obserwacji.-powiedziała pani Amelia.-Ona za mnie decyduje, ef, ef, a zgoda pacjenta?-zbuntowała się Lassie.-Lassie, spokojnie. Pomogła ci?-zapytała Laura.-Troszkę. Minimalnie.-powiedziała Lassie. A Laura westchnęła. Już, już miała zadeklarować, że zostanie, kiedy przed oczami stanął jej przerażony pyszczek dalmatyńczyka. W jej wyobraźni. Moli!
Rozdział 11
-Lassie… Proszę.. zostań. Do jutra. Rano, jeśli będzie dobrze, przyjadę po ciebie. A jeśli będzie źle… spędze z tobą dużo czasu.-i po pożegnaniu wyszła z mamą. Lassie błągalnie patrzyła w drzwi. Weszła do mieszkania. Moli wybiegła do ogrodu. Po ilkunastu sekundach wróciła.-Laura… myślałam.. że już nie wrócisz..-powiedziała cicho i zasnęła na wycieraczce. A Laura westchnęła i przeniosła ją do swojego łóżka. Tej nocy.. będzie wyjątek.
*********************************************************************************************************
Lassie została odłączona od aparatury. Ostatni pomiar wynosił 99. Mogła wrócić do domu. Kiedy przywitała się z Laurą, pani Amelia zaprosiła Laurę i jej mamę na poważną rozmowę.-Lassie jest juz w dobrym stanie.. Ale jej łapa nie. Stres przez łapę, konflikty z Moli-to wszystko się na to przekłada. Ona się męczy.-powiedziała na początek pani Amelia. Laura poczuła, jak sciska jej się gardło.-I… to może się powtarzać. I to gorzej. To dla niej groźne. Więc powinniście pomyśleć o dobrym, najlepszym dla Lassie rozwiązaniu.-kontynuowała powoli i cicho weterynarka.-Cz-czyli jakim?-Na początek powinnyście rozważyć operację. Bo jeśli jeszcze bardziej pogorszy się z łapą, będzie konieczna. A co do Lassie i jej uczuć… Najlepiej działać już teraz. I wiem, że to będzie często bardzo trudne.. a nawet zawsze..-umilkła na chwilę.
*********************************************************************************************************
Moli siedziała cicho na kanapie. Przyjechała już Lassie. Mimo, że była ostatnio bardzo na nią zdenerwowana, bo Laura poświęcała jej dużo uwagi, a teraz te wszystkie chwile się skumulowały, cieszyła się. Jednak Laura była przygnębiona po trudnej rozmowie. W dodatku miała omówić te wszystkie okropne sprawy z mamą. O tym, że Lassie ma za dużo stresu i istnieje ryzyko kolejnej tachyrkadi. I o rozwiązaniach, które podała pani Amelia.. To było okropne. Słowa pani weterynarz dudniły ją po głowie. Moli biegała po domu i piszczała, co tylko stresowało Lassie.-Moli.. wyjdziesz do ogrodu? nie jestem zła, tylko… proszę.-poprosiła Laura, a dalmatynka sie skuliła i wyszła. To nie wystarczy. Moli poczuje się odrzucona. A Lassie również.
Rozdział 12
Laura miała nadzieję, że mama przypali obiad, bo bała się rozmowy. Moli biegała przygnębiona po ogrodzie, a Lassie drżała ze stresu. Oddzielne strefy- Moli będzie to ignorować, a Lassie nie wytrzyma. Czas tylko dla nich-Lassie będzie niezadowolona. Te rozwiązania były trudne i bez plusów. Operacja będzie dobra, ale uczucia i psychika Lassie wywołają ryzyko kolejnej tachyrkadii bo wiećej stresu, a poza tym Moli może być wtedy mniej spokojna. A reszta rozwiązań przerażała Laurę. Moli nie tyle miała lęk separacyjny, co traumę, ale mogła zostać sama, jeśli ufała, że ktoś wróci. Gorzej z Lassie. Ona była bardzo wrażliwa, i Laura widziała, żę odkąd trafiła do nich Moli, jest częściej spięta i nerwowa. A teraz… nie wiedziała, co zrobić. Dopóki mama gotowała, chciała porozmawiać z psami.-Lassie? Co dla ciebie jest najgorsze?-To, że Moli ciąga mnie za uszy, zabiera mi zabawki, nie mogę przez to odpocząć, musze wszystko pilnować, i… i ja ją lubię, ale odkąd ona z nami jest, to tak boli mnie czasami mocno o tu.-pokazała klatkę piersiową.-Czemu wcześniej tego nie mówiłaś?-zapytała cicho Laura.-Bo.. nie chciałam. Bo wtedy by wszytsko poszło nie tak.-powiedziała.-Lassie.. następnym razem mów.-powiedziała Laura. Mama zawołała ja na obiad. Z rozmowy nic w sumie nie wynikło. Moli wróciła ze spaceru, wbiegła z impetem na kanapę, wzięła dwie zabawki Lassie w pysk: gumowego kurczaka i ulubioną, pierwszą zabawkę, gumową parówkę. Gumowa parówka rozerwala się, a Lassie krzyknęła:-NIEEEEE!-Moli przeprosiła, ale Lassie długo płakała. Laura pozwoliła jej spać u siebie. Kiedy następnego dnia Lassie wstała, powiedziała-Znowu nie moge oddychać…-i znowu pojechały do weterynarza, a Moli została z kilkoma zniszczonymi zabawkami w ciągu zaledwie trzech dni. Spojrzała na nie pełna winy, po czym wskoczyła na kanapę i leżała cicho.
Rozdział 13
Pani Amelia, choć po kilku godzinach Lassie się ustabilizowała, byłą bardzo zmartwiona.-Laura… wiem, że tym razem się udało. Ale to zagrożenie życia. Moli to dla niej duży stres. Niszczy jej poczucie bezpieczeństwa. Ulubione zabawki są dla niej wazne. I jeśli nie zniszczy czegoś, to.. po prostu w jakiś sposób Lassie czuje się odrzucona. Musimy działać teraz. Radykalnie. Bo teraz może być ryzyko życia Lassie.-powiedziała takim powaznym tonem, że Laurze ścisnął się cały brzuch.-Ale.. ale… Moli nie chciała…-Wiem. Ale ona jest młoda. Ona nie umie inaczej. Nie zmienimy jej charakteru. To jeszcze szczenię. Może i ma ponad rok, ale to nie jest jeszcze dorosły pies. To w ludzkim odpowiedniku 16-19 lat. Ona jeszcze będzie mieć takie zachowanie. W dodatku jest po traumie. A Lassie jest wrażliwa. I jeśli to się powtórzy…może nie udać się jej z tego wyjść.-powiedziała nieco drżąćym głosem pani Amelia. Laura aż wstrzymała oddech.-Więc co mamy robić?! Moli nie będzie spokojna, nie utrzyma granic!-powiedziała dziewczynka rozpaczliwie.-To prawda. Ona nie będzie przestrzegać zasad. Raczej nie będzie spokojna, nie przestanie zabierać zabawek Lassie więc..-weterynarka załamała głos.-Może trzeba je rozdzielić. Może nie na zawsze. Ale tydzień czy dłużej. Bo Lassie nie wytrzyma. To jest po to, żebyśmy jej nie stracili. Moli musi znaleźć miejsce, gdzie poczuje się bezpieczna, w centrum uwagi, a Lassie zostanie. I musi odpoczywać. I mieć spokój. I specjalne warunki. Koniecznie.-powiedziała pani Amelia. Laura nie umiała zaprostestować. Stracić Lassie? Ona nie może. Lassie była z nią, odkąd Laura poszła do trzeciej klasy, pojawiła się wiosną jako mały szczeniak, i zawsze wspierała, a jeśli jej zabraknie.. to nic już nie będzie takie samo. Chciała zapytać, jak to zrobić, ale po prostu się rozpłakała. Nigdy nie było tak źle, że istniało ryzyko utraty ukochanej suczki.