Bez obroży

Tom 1

Prolog

Reks stanął przed człowiekiem. To był jego człowiek. Ostatnio razem z małymi ludźmi, czyli dziećmi, pakował pudła. Wszyscy ludzie je pakowali. I wyrzucili jego kość! Reks spojrzał. Uderzył łapą w smycz. Spacer, proszę, spacer-pomyślał, potrząsając tabliczką na obroży. Człowiek szybko zaniósł go do auta. Mieszaniec jack russel terriera i owczarka szkockiego zadrżał, czując pęd samochodu. Wysiedli w lesie. Pies skakał wokół człowieka, ale on nakazał mu siedzieć zimnym tonem. Potem odpiął smycz. Rzucił mu patyk. Pół roczny szczeniak pobiegł, by go odnieść, a człowiek szybko odjechał. Pies patrzył z wyrzutem na samochód.-On wróci.-powiedział bez pewności. Ale czekał cały dzień. Noc. I połowę dnia. I nie wrócił.

Rozdział 1

Z lasu wysunął się młody pies, w kolorach jack russel terriera, wzroście około 50 cm, półdługiej sierści i brązowych, żywych oczach. Miał potarmoszoną sierść i bliznę na prawej przedniej łapie. Była cienka, ciągnęła się od opuszki do kolana, ledwo widoczna dzięki gęstszej niż jackowa sierści. Przyłożył nos do ziemi i zaczął węszyć. Miał budowę przypominającą collie, jednak nieco bardziej krępą i szczupłą. Nie miał obfitej kryzy na szyi, lekką. Uszy były bardziej jack russel terriera. Był to raczej jack russel terrier max. Spojrzał na szarą, pustą drogę. Nagle do lasu wjechał samochód. Wysiadł człowiek z jamnikie na smyczy. Biegał z nim na długiej lince. Inni mają swoich ludzi-pomyślał. Tylko mnie nie chce nikt. Co jest ze mną nie tak?

Kiedy jamnik odjechał, wbiegł głębiej w las. Był głodny. Bardzo głodny. Wyszedł na pola. Zbliżył się do miasta. Z drżącymi wibrysami podszedł do kosza, wyjął konserwę, otwartą, której zostało pół, i zjadł. Wrócił do lasu. Biegł przez krzaki, kiedy nagle coś uderzyło go w łapę. Spojrzał zdumiony na ziemię. Zobaczył tam mały, czerwony miękki pas materiału. Na nim była tabliczka z napisem ,,Rex, tel.203 304 101. Adrianów, ulica Szymborskiej 11. -Moja obroża, którą zrzucił człowiek!-pisnął pies. Nie pamiętał imienia Rex. I nie chciał go nosić ani znać. Nadali je ludzie. Odrzucił obrożę i biegł przez knieję. Kończył dwa lata. To był dzień, w którym młody pies musi znaleźć swoje stado, jeśli nie ma człowieka. Poplatana okrywa na łapach była cała w gałązkach jeżyn i malin, ale on tego nie zauważył. Pamiętał, że kiedyś jego matka, piękna collie, lizała go po pysku i mówiła mu, że gdy pies kończy dwa lata, staje się dorosły, ma wtedy swojego człowieka alfa lub stado. A on biegł, bo szukał stada. Węszył. Wyczuł słabą woń grupy psów. To były prawdopodobnie zrzeszone psy ze wsi, ale on chciał spróbować do nich dołączyć. Zignorował zranienie na tylnej łapie, gdzie przy łydce poczuł bolesne rozcięcie przez gałąź. Wreszcie z daleka zobaczył psie sylwetki. Zbliżył się z nosem przy ziemi. Pies alfa, najpewniej alfa, który był dosyć dużym psem w typie dobermana, zbliżył się z obnażonymi kłami.-Czego chcesz, niedorostku?-zapytał.-Nie jestem niedorostkiem, skończyłem drugi rok.-warknął Reks.-No dobrze. Możesz do nas dołączyć… ale JA jestem alfą. Nie zamierzam bez przerwy pokazywać ci moich kłów.-powiedział pies.-Uciekliśmy przed złymi właścicielami jakiś czas temu. Jestem Grom.-powiedział przysadzisty pies, mieszaniec berneńczyka z owczarkiem niemieckim. Był jak owczarek niemiecki, jedynie przysadzista budowa oraz nieco przymało kątowane kończyny zdradzały domieszkę innej rasy. Jeśli się mu bliżej przyjrzeć, można zobaczyć cienkie, brązowe ,,brwi” berneńczyka.-A ciebie jak zwą?-zapytał nieduży pies w łatki.-Nie mam imienia. To znaczy.. mam imię, które jest od ludzi.-powiedział z krępacją Rex.-Ah. Pokaż nam, co potrafisz. Ale nie dołączysz do nas. Czy ty znasz łańcuch, budę? Czy ty nienawidzisz ludzi?-zapytały psy.-Nie…-odpowiedział pies.-Oni nie są tacy źli, tylko czasem zapominają zabrać…-pisnął z zakłopotaniem. Psy przegoniły go. A on znalazł kolejną sforę.-Jesteśmy sforą lasu. Tamci to była sfora wiejska. Oni byli do niedawna psami z łańcuchów, które w buncie zerwały się i już nigdy ich nie odnaleziono. Błędne jest ludzkie przekonanie, że ich psy giną na drogach.-powiedziała średniej wielkości suczka, która miała w sobie coś z wilka. Inne psy były psie, ale jak on miały dziki wygląd, a co niektóre blizny.-Chcę do was dołączyć.-powiedział Rex.-Na razie będziesz z nami.-zadecydował alfa, pół beauceron, pół doberman, a odrobinę wilk. Rex zadziwiał psy zdolnością do łowów i sprytem. Potrafił wiele.-Damy ci prawdziwe imię, nie te ludzkie. Nazywasz się Piorun.-i Piorun trzymał sie z psami. Było ich niezbyt wielu: alfa Grot, suczka pół golden, pół kundel z podwórka Kryza, sznaucer Orzeł, groenlander Miki, Husky Burza, kundel Melisa, seter irlandzki Foxter, słodka, biała suczka jak biały sheltie z małymi, kremowymi ledwo widzialnymi łatami Mięta, chart węgierski Derek, spaniel Kardymon.

Rozdział 2

Piorun zobaczył ciemne chmury.-Alfa, to burza!-zapiszczał nienaturalnie, aż sam był zdziwiony.-Będziesz grzmiał razem z chmurami. Będziesz piorunem.-odpowiedział pies.-AAAAALE JAK?-zapytał Piorun. Podszedł do niego duży bulterrier i wilk, podnieśli go.-NIEE!-krzyknął. Psy zaczęły go podrzucać.-Burza odchodzi!!!!-wydarła się Mięta. Bulterrier trzy razy grzebnął łapą w ziemi. Z malutkiej kotlinki zrobił się dół bez końca.-Wrzućcie go tam. Niech go pochłonie ziemia. Chyba jest głodna.-usłyszał głos, którego nie znał.-Nie!-wrzasnął psom do uszu, ale one go nie usłyszały.-CO, CZY MNIE NIE SŁYSZYCIE?!-krzyczał z rozpaczą, miotając się wściekle. Psy trzymały go nad przepaścią bez końca.-Stójcie, proszę, nie, co ja wam zrobiłem!-kręcił się pies. Machał wściekle łapami, ogon schował między nogi.-On jest głupi-usłyszał kolejny głos.-Nie, nie, nie, nie!-piszczał.-Zostawcie mnie!-Wtedy wilk zawył. Las stanął w płomieniach, a rzeka wybuchła, nie gasząc pożaru. Piorun krzyknął, a psy uderzyły nim o gorącą ziemię. Wtedy przybiegł olbrzymi doberman.-Jak wy się z nim obchodzicie!-powiedział i złapał go ostro za łapę, raniąc go. Miał wielką bliznę nad nosem.-Hej, zostawcie go, jest niewinny.-powiedziała Kryza.-Co?!-wrzasnął doberman, puścił zranioną łapę Pioruna i wrzucił Kryzę w przepaść, a ona krzyknęla.-Piorun, NIEEEEEEE-usłyszał. Osaczyło go obce stado, powrzucało razem z alfą wszytskich, którzy byli po jego stronie, a Mięta założyła psom obroże, wrzucając je razem z nimi w przepaść. W lesie stały ogniste drzewa. Wilk zawył, a ogień zgasł, zostawiając popiół. Gdy zawył znów, wyrosły drzewa, a potem zaszczekał, las znó płonął, mocnym ogniem. Doberman trzymał jedną łapę Pioruna. Reszta wisiała nad przepaścią.-Proszę.. puść.. nie… nie zrzucaj mnie tam…-szeptał Piorun, nie mogąc wydobyć głosu z gardła. Doberman przesunął pysk na jego kark i zaczął nim trząść. Mięta zapiszczała.-To jednak nie tak.-powiedziała bez sensu, po czym ziemia pod nią zawaliła się. Spadła. Doberman szarpnął nim znacznie mocniej. Kark bolał.-SPADAJ, PIORUNIE!-usłyszał jednoczesny wrzask stada. Doberman uśmiechnął się. Zrzucił go w dół, a Piorun spadał.-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE! NIEEE! NIE CHCĘ! DLACZEGO!-krzyczał. Wtedy poczuł pacnięcie w ucho.-ZOSTAW MNIE! KTO TO!-krzyczał.-Piorun?-usłyszał.-TEŻ SPADASZ!-wrzasnął.

-Piorun? Piorun!-krzyczała Kryza. Piorun zerwał się, dysząc.-Nie, eh, nie…-powiedział.-Śniło ci się coś.-westchnęła Kryza..-C-co?-zapytał Piorun.-Wymachiwałeś łapami, jakbyś biegł, warczałeś i ciągle coś krzyczałeś.-westchnęła Kryza.-Och, przepraszam..-Alfa będzie wściekły, jeśli łowy się nie powiodą.-powiedziała Kryza.-Mhm.-powiedział Piorun niewyraźnie.-Wszystko okej?-zapytała suczka.-Nie. Chcę odejść od alfy.-przyznał Piorun. Alfa był zły, w dodatku ciągle był wściekł na niego, bo był najniższym omegą.-Kiedy?-zapytała Kryza.-Teraz.-odparł Piorun.-Ale.. Ale…-zaczęła Kryza.-Miałem sen. I teraz podjąłem ostateczną decyzję.-To tylko sen! Nie może wpływać na twoje decyzje! Wiem, że był o alfie, jak ostatnio, na pewno, ale to nie znaczy, że to przepowiednia!-szczeknęła oburzona goldenka.-No niby tak.. ale on tak jakby pomógł mi zobaczyć wiesz co? Że alfa interesuje się sobą. Nie stadem.-Warknął Piorun.-Ty wariacie.-westchnęła Kryza.-No tak. On jest wredny, kara. Odchodzę. Idziemy?-Ja nie.-Więc… żegnaj Kryza.-powiedział cicho Piorun. Polizał suczkę i pobiegł przed siebie. Był głodny, ale szedł na przód. W uszach dźwięczał mu krzyk ,,SPADAJ, PIORUN”! Wzdrygnął się na wspomnienie snu. Nie powinienem tak się tym snem przestraszyć, nie jestem szczeniakiem.-pomyślał. Wtedy poczuł zapach. Nowa sfora. Tylko czy może do niej dołączyć? Pokłusował przed siebie. Musiał ją znaleźć.. tylko jak? Szedł, ale stado dzikich psów widocznie również się przemieszczało. W takim razie nie może stawać, póki och nie znajdzie. Ale po kilku godzinach zrobił się głodny. Węszył w poszukiwaniu jedzenia. Upolował królika, kiedy nagle usłyszał wycie. Był tak podniecony, że prawie zostawił zdobycz na ziemi. Pobiegł w kierunku dźwięku. Od psów dzieliło go jakieś pięć kilometrów. Jeśli one się nie przemieszczą, on ma szansę do nich dotrzeć. Szedł dalej. Przeszedł może trzy kilometry, już nie słysząc wycia, ale wciagając bardzo już wyraźny zapach innych psów, kiedy zwalniając do kłusa, idąc do rzeki, by napić się i skrócić drogę, ustał na coś ostrego i przezroczystego. Szkło. Rozcięło mu opuszkę łapy. Rana mocno krwawiła, mimo bezustannego wylizywania. Pies leżał obok rzeki, dysząc i starając się wylizać łapę tak, by choć trochę mniej krwawiło. Czuł metaliczny smak krwi. Nie był zdolny, by iść dalej, z podbitymi wszytskimi łapami i jedną mocno rozciętą.

Rozdział 3

Kryza biegła przez las obok Pioruna , a z daleka słyszała poszczekiwanie Melisy. Było przyjemnie, kiedy nagle Melisa wpadła w pułapkę. Piorun ją otworzył, ale Melisa uciekła.-Nie chcę wracać do alfy! On ukara mnie za nieuwagę i niezdatność do łowów!-zapiszczała suczka. Kryza cofnęła się. Piorun poszedł za Melisą.-Ja nie wrócę. Chodź. Pójdziemy i założymy stado.-Nie.-powiedziała Kryza. Psy odeszły bez słowa. Nagle cały las , za linią pazurków Kryzy, zawalił się.-PIORUN!-krzyknęła Kryza.-MELISA, MELISA! GDZIE JESTEŚ!-krzyczała. Ale zobaczyła tylko trochę kłaków pięknej, karmelowo-szarej sierści Melisy i odciski łap Pioruna. ,,Nie wróci, nie wróci”-słyszała.-NIEEEE!-szczeknęła. Zaczęła beic przez las, chcąc ich znaleźć.

Kryza rzucała się z boku na bok.-Piorun? Melisa! Melisa!-zawołała cicho. Wstała, cała zlana potem, i spojrzała przed siebie.-Piorun.. bądź bezpieczny…-i westchnęła, widząc Melisę chrapiącą przy boku Mikiego.

Tymczasem dzikie stado zatrzymało się przy rzece. Niezbyt duża suczka imieniem Nulka właśnie węszyła w poszukiwaniu zwierzyny, polując razem z Bejem, rasy labrador. Sama była mieszańcem jack russela z owczarkiem szkockim. Miała sierść maltańczyka, ale wygląd terrierka. Nagle stanęła.-Czuję zapach krwi.-powiedziała, wciągając zapach rannego Pioruna.-To ranny królik?-zapytał Bej.-Nieeeee…-zaczęła Nulka, ale Bej pobiegł w krzaki.-Idę szukać na własną łapę!-powiedział. Nulka zmierzała w kierunku nadbrzeża. Wtedy zobaczyła ciemny kształt leżący nad wodą. Zacisnęła szczęki i podeszła. Leżał tam ciężko dyszący Piorun. Spojrzała na niego. Szczeknęła. Nagle, gdy przyjrzała się Piorunowi, zobaczyła, żę to jej brat!-Rex.. Rex…-zajęczała.-Wstawaj no, już!-pisnęła.-REX, NIE UMIERAJ!-zapiszczała. Piorun z wysiłkiem uniósł łeb.-Nulka!-zapiszczał słabo.-Rex, nie możesz umrzeć..-powiedziała drżącym głosem Nulka, patrząc na okropne rozcięcie ciągnące się nie tylko przez samą opuszkę łapy.-Nie umrę…chyba.-mruknął Piorun.-I zmienili mi imię.. bo… nie.. chcę żeby znali te od ludzi.-jęknął.-Piorun. Nie poruszaj się w ogóle. Leż tu. Sprowadzę pomoc.-powiedziała Nulka.-Dam radę.-syknął pies.-Nie. Leż.-powiedziała stanowczo suczka i pobiegła do stada. Ostatnio ich alfa został złapany. Teraz władzę powoli, choć ledwo widocznie przejmował Dunwin, choć Nulka zamierzała, by to ona rządziła.-Bej, Arti, Astrid! Mój brat z tego samego domu… no… wiecie.-westchnęła.-Nie, nie wiemy.-zaprzeczyła Astrid.-Urodziłam się w skrzynce wyściełanej starym kocem. Moją mamą była suczka collie, a tatą jack russel terrier. Ale tylko Rexa dali radę sprzedać. A raczej.. Pioruna. Była nas szóstka. Cztery siostry, dwaj bracia. Kieyd nikt nie był chętny, brata i siostrę pan wyrzucił do lasu, a mnie…. do worka. Z siostrą nie wiem, co było. Ja miałam się utopić, i brakowało mi powietrza, i było mi niedobrze, i słabo. Wiłam się w worku, i już prawie się utopiłam, ale wyciągnął mnie jakiś pies. Zostawił mnie, a ja złapałam oddech, wyszłam i udało mi się przeżyć. Przygarnęli mnei ci ze schroniska, ale ja uciekłam, i żyłam tak.-powiedziała cicho Nulka. Astrid westchnęła.-AAH. Czy twój braciszek, ten, co leży na wybrzeżu, urwał się z postronka i miał malutkie ,,śmiertelne” obtarcie?-zakpił Bej.-NIE. To źle wygląda. Bardzo. Dunwin musi przyjąć go do stada… a jeśli.. jeśli nie przyjmiecie go…-zastanowiła się.-To opuszczę to stado.-zakończyła i pobiegła w towarzystwietrójki psów nad rzekę. Boki Pioruna unosiły się słabo, urywanym, słabnącym oddechem.-O rany, to wygląda źle!-zawołała przerażona Astrid, widząc okropną ranę. Poza tym pies miał potarmoszone futro, był wychudzony, miał podbicie łap i dużo obtarć. Bej oraz Astrid znali rodzinę Nulki i Rexa wtedy.-Oj, to jest słabe. Mam nadzieję, że możemy mu pomóc.-jęknął Bej. Astrid położyła uszy.-Chyba się zagoi.-mruknął bez wiary Arti. Piorun otworzył oczy. -Astrid? AAAAAASTRID?! BEJEK!-zapiszczał cicho.-No, może jednak da radę.-uspokoił się Arti. Podtrzymali Pioruna, a on napił się i zjadł.

Rozdział 4

Następnego dnia rana się zasklepiła, ale Piorun wolał jeszcze odpocząć, był nieco osłabiony. Dunwin miał wrócić jutro z łowów. No cóż..

Piorun biegł przez pole za zającem. Ten nagle zniknął. Przed nim stanęła Kryza.-Piorun-powiedziała, liżąc go.-Kryza!-zapiszczał.-Jesteś ranny.-powiedziała suczka.-Nieeeeeee-odparł Piorun. Suczka jednak kazała mu leżeć. Wtedy nagle pojawiło się mięso. Zjedli, a on wstał i biegał z Kryzą. Już był zdrowy. Nagle wyskoczył alfa. Chciał złapać Kryzę, ale ona go odepchnęła i biegli. Nagle Usłyszał kichnięcie. I jeszcze raz. I jeszcze.

Podniósł gwałtownie łeb, orientując się, że lizał ziemię. Poczuł się już znacznie lepiej. Wstał, utykając lekko. Wbiegła Nulka, nieco drżąca.-D-Dunwin powiedział, że masz się wynieść.-powiedziała.-Nulka.. tylko nie płacz. Spotkamy się. Na razie poszukam stada. Próbowałem już trzech, spróbuję i czwartego.-powiedział. Nulka polizała go po pysku, a Piorun się odwzajemnił.-Nuluś, spotkamy się. Zostań z przyjaciółmi. Naprawdę. Proszę cię.-powtórzył pies i poszedł w kierunku lasu. Zaczął iść. Najpierw oszczędzał łapę, ale potem spróbował biec, zaciskając zęby z bólu.-No dalej stary.. nie wlecz się..-mruczał, powstrzymując się od głośnego pisku. Świeżo gojąca się rana piekła, ale strup stwardniał nieco, a on nabrał sił, w końcu był młodym psem. Dopiero przy strumieniu pozwolił sobie zwolnić. Z ulgą zwalił się na ziemię, dysząc. Nagle uświadomił sobie, że odejdzie z lasu. Z tego lasu!-Ale muszę znaleźć stado.. Pies-samotnik to pies-jedzenie. I w niebezpieczeństwie.-warknął do siebie. Po napiciu się i zjedzeniu królika poszedł dalej. Pokłusował, bo odpoczywał tylko kilka minut. Nie chciał już biec. To było strasznie bolesne. Powoli wychodził z lasu. Wtedy nagle cofnął się. Usłyszał głośny trzask. Gałąź zwaliła się z drzewa. Zauważył, że było tam gniazdo z kilkoma jajkami. Jednak tylko dwa udało mu się zlizać. Pobiegł dalej, wzdłuż drogi. Rana nie była taka straszna. To, co stało się nad rzeką, nie było przyczyną upływu krwi, a jedynie osłabienia długą wędrówką, bólu i głodu. Zranienie nie było poważne, ale dosyć mocne. Wtedy zobaczył drogę. Coś mgliście widział w pamięci. Lecz co? Wtedy nagle w uszach mu krzyknęło: REX! Dawny dom! Wstrząsnął się ze wstrętem. Patrzył na przejeżdżające samochody. Głupi ludzie. Muszą jeździć w tych agresywnych urządzeniach?-Nie są tak szybcy jak my. No dalej, ty agresywny, pokaż jaki jesteś zły!-zawarczał szyderczo. Nie wiedział, że wkrótce ten stosunek do aut, ta ignorancja zmieni się w coś innego…

Rozdział 5

Piorun przeszedł już długi dystans. Dotarł aż do jakiejś doliny.-Tu też mieszka sfora..-stwierdził, bez większej nadziei, wylizując ranę. Nie bolała go już niemal. Był silny, a poza tym życie nauczyło go sobie radzić i z gorszymi zranieniami. Kiedy poznał kolejne stado, ono nie zgodziło się go przyjąć, czego się spodziewał.-Na co im lekko utykający z powodu rozciętej nogi pies?-zapytał sam siebie, powoli truchtając. Oblizał pysk i próbował radzić sobie dalej. Szedł i szedł bez przerwy. Nareszcie zatrzymał się w jakimś opuszczonym, walącym się malutkim pomieszczonku. Następnego ranka, wygładzając sierśc i sprawdzając stan rany, z niepokojem usłyszał dźwięki ulicy. Ale tam samochody pędziły.-Warczą za szybko. Za głośno.-zaniepokoił się. Tu mieszkało kilka wiejskich stad. I kilka porzuconych psów. Na razie zamierzał pozostać indywidualnym psem, bez pokazywania alfie brzucha, błagając o to, by zostać omegą. On chciał miec jakieś miejsce w hierarchii, a nie być nic nie wartym kundlem! Obserwował stada, stwierdził, że gang wiejskich owczarków od krów i łańcuchów to psy, które niejednego kurczaka jadły, i są naprawdę doświadczone, silne, i rozsądne. Porzucone psy były dla niego niezbyt normalne. Tylko skamlały, piszczały za człowiekiem i chodziły głodne. Łaziły po dolinie. Wiedział, że umrą z głodu, w końcu były niedoświadczone. Porzucone psy były poza tym przyzwyczajone do miski i zakazu jedzania z ziemi, czego się domyślał, nie był pewien. Nie trzymały się nawet razem, były zupełnie bez sensu. Piorun polował. Aż pewnego dnia, gdy wybrał się na kolejne polowanie, poczuł zęby na karku. Krzyknął.-Spokojnie no. Ale tędy chyba, no, chyb nie przejdziesz.. Bo może ty się znasz.. ale… tam… są.. wilki.. zgraja.. i…-piszczał czyiś głos.-Dobrze, ale puść mój kark!-pisnął tak cienko, że aż się zawstydził. Zobaczył niedużego jack russel terriera. Kulił się ze strachu i był nieco niższy niż on.-Jestem Max. I mnie tu zostawili. My wszyscy się znamy. Z widzenia. Ale… wilki zaciągnęły Urwisa. O tutaj. Mają terytorium, czuję, że się zbliżają, więc lepiej uciekać.-zapiszczał pies.-Och.. dzięki. Nie czułem tego.. skupiłem się na królikach.-przyznał się Piorun.-DOBRA, ALE ONE SĄ ZA BLISKO!SPADAMY!-krzyknął. Wilki. Pies, który krzyczy ,,Spadamy”. Jak z koszmaru.-Piorun, lecimy!-Skąd wiesz, że…-ZAMKNIJ SIĘ, BO WILKI CIĘ POŻRĄ!-wysyczał Max, zmuszając Pioruna do biegu. Wilki nie były widoczne. Ale byly blisko.-Czuję rannego psa-zawarczał jeden.-Ma rozciętą łapę.-Ale to ryzyko, blisko stąd do warczących maszyn.-powiedział trzeci. I psom nic się nie stało.-Max.. Dzięki.-powiedział Piorun.-Nie ma za co. Ale błagam. Zostań alfą i poprowadź nas. My nie umiemy nic. Umieramy z głodu.-Piorun się zawahał. Ale gdyby nie Max… przecież nie walczyłby sam, w dodatku z gojącą się mocną raną!-dobra.-westchnął.-Och, dzięki!-zakrzyknął jack russel, skacząc wokół niego. Przedstwiał psy.-Ten duży leonberger to Doksa. A ten owczarek niemiecki to Wistor. Mieszaniec weimara i owczarka niemieckiego to Syriusz. Mieszaniec dalmatyńczyka i border collie to Chester. Golden retriever skrzyżowany z corgi to Jane, a, a, a ten jamnik to FRED!-wykrzyczał Max.-Ahh, super.-powiedział Piorun, drżąc.-Umiecie cokolwiek upolować?-zapytał. Wistor skrzywił się.-Byliśmy psami ludzi. Nie umiemy polować.-powiedział.-Ale ty nas nauczysz?-zapytała Doksa. Doksa na pierwszy rzut oka wydawała się groźna, ale nie miała żadnych instynktów łowcy, a co się z tym wiąże, słabe intynkty przetrwania, co jest złe. Wistor wyglądał jak liniejący, dawny ludzki dyplomata, Fred na takiego, który nie wie, jak wygląda spanie na mchu, Jane na zbyt dobroduszną i z połową ogona, natomiast Syriusz wyglądał, jakby odnajdywał się średnio.-Ale wy się w ogóle nie orientujecie, że do polowania potrzeba ZABIĆ królika, wiewiórkę, mysz, zająca, koźlę, cokolwiek!-powiedział. Max położył uszy.-No dobra. Ale ja może umiem złapać mysz.-powiedział.-Taaak?-zapytał z większym optymizmem. Max wyglądał na bardzo udomowionego pieska.-Więc… przynieś tu chociaż jedną mysz.-poprosił Piorun. Max niepewnie wbiegł do lasu. Chester gapił się na zająca.-jestem głodny…-jęknął. Piorun nie odpowiedział. Wiedział, że musi się w nim obudzić instynkt łowcy. Patrzył. Patrzył. Zaczął się skradać. I skoczył zającowi na kark, jakby polował od zawsze.-ŁAAAŁ!-zawołał zszokowany pies.-No.. szczerze.. po prawdzie.. to kiedyś kiedy jadłem mało, polowałem na zające.-westchnął Chester.-Więc może jednak jest nadzieja.-powiedział optymistycznie Piorun. Max przyniósł pięć myszy. Zjedli to wszystko, i poczuli się lepiej.-Fred, Chester i Max, może jednak damy radę. Na razie będziecie naszymi myśliwymi.-Piorun pokazywał dosyć cienką, długą łapką, którą odziedziczył nie po collie, a po jack russel terrierze. Takim jak Max. Psy wesoło merdnęły ogonami. Nagle Fred zamarł.-Muszę wrócić do domu. Wykradli mnie od mojego myśliwego.. który mieszka w taaaaaamtym lesie i sprzedali!-Aaa, więc ty masz dom?-zdziwił się przywódca psów.-Tak. I… mogę tam wrócić?-zapytał Fred.-Tam są wilki!-pisnął Max, chowając pysk pod łapki.-Nie. Tam nie ma wilków. Opuściły ten las, i poszły dalej, tam, gdzie mnie uratowałeś, Max.-powiedział Piorun. Max odetchnęł.-Fred, znasz drogę?-ale on już biegł.-Da radę.-powiedział Piorun Jane.-Ja idę się przejść. Popływać. Jestem goldenem i kocham to.-powiedziała.-No dobra!-powiedział Piorun, szukając w lesie miejsca, gdzie mogliby mieć terytorium. Chociaż czasowo. Okazało się, że na przykład Chester miał spore doświadczenie w łowach i dzikim życiu. A Syriusz się przełamał i polował. Mogło być dobrze.

Rozdział 6

Piorun rozmawiał z Chesterem o ich dawnych życiach. Chester kiedyś był w innej sforze. Wiejskiej. Ale wyrzucili go, bo chodził po gospodarstwach i podkradał resztki. Piorun opowiedział, że żadna sfora go nie chciała. Potem rozmawiał z Jane, która opowiedziała mu o dawnym życiu. Nagle usłyszeli głośny łoskot, trąbnięcie, kilka uderzeń. Odskoczyły przerażone. Wybiegli z lasu. Wielka ciężarówka z czymś w środku rozbiła się. Wylała się z niej niebezpieczna, czarna substancja-ropa.-Spokojnie, psy… jesteśmy wszyscy?-zapytał Piorun, drżąc po hałasie. Rozejrzeli się jeszcze raz.-JANE!-krzyknął nagle Syriusz.-Nie ma jej!- najpierw wszystkie psy wybiegły.-Stop. Nie możemy iść wszyscy. Doksa-idziesz. Chester-idziesz. Wistor-idziesz.-i poszli. Pobiegli. Bo Jane mogła kąpać się w jeziorze, do którego wyciekła niebezpieczna substancja. I rzeczywiście, była w jeziorze, ledwo machając łapami w plamach ropy, oblepających ją całą.-O nie!-krzyknął przerażony Wistor. Doksa zanurzyła łapę.-Doksa, nie! Ciebie też oblepi czarne paskudztwo!-pisnął Chester.-Ra….plu…tunku!-wrzasnęła Jane, kurczowo machając łapami. Doksa zaczęła biegać nerwowo wokół jeziora. Wreszcie wskoczyła.-NIEEEE!-krzyknął Wistor. Dopchała Jane do brzegu. Nagle obie zaczęły się trząść.-Zi-zi-zi-zimmmmmno miiiiii-powiedziała Jane, drżąc.-C-CO?! Ale wy macie futro, grube, i jest lato, nie może wam być zimno!-panikował Piorun.-Kiedyś mieszkałem na stacji paliw. Niemądry kot z okolicy utytłał się w czymś takim i cały się trząsł. Mnie też to oblepiło. Właściciel stacji zaniósł nas do człowieka, chyba weterynarza, i weterynarz umył nas takim paskudnym, duszącym płynem do naczyń.-powiedział, patrząc na zmarznięte suczki.-T-to ttttak, jakby ogolili mi sierść..-wydusiła Doksa, kuląc się. Chester puknął się w czoło.-Sama się załatwiłaś, trzeba było nie skakać..-mruknął, patrząc na patrole, które przyjeżdżały na miejsce wypadku. Niestety, zobaczyli ich i złapali! Wszystkich. -Po pomocy od ludzi dla tych, którzy są w ropie, musimy uciec! Nie chcę na kanapę!-zapiszczał Piorun. Spojrzał na Maxa. On był bardzo udomowiony. Mały.-Max?-zapytał cicho.-Co?-Czy… nie uważasz, że powinieneś znaleźć dom u jakiegoś dobrego człowieka?-zapytał dowódca psów. Wiedział, że Max jest zbyt mały, by przetrwać ostrzejsze zimy.-Ale..-Max. Nie jesteś zdrajcą. Po prostu jesteś.. no, bardziej domowy..-powiedział cicho Piorun.-A wy?-zapytał mały jack russel.-My uciekniemy, gdy Jane i Doksa zostaną oczyszczone z tego paskudztwa. -No.. dobrze.. ale jeśli ludzie znowu mnie porzucą, wracam do was.-zadecydował, otrząsając się. Jane i Doksa zostały oczyszczone. Wróciły, pachnąc tak, że Piorun poczuł drapanie w gardle, a wszystkie psy co chwila kichały. Same suczki czuły się już dobrze. Kiedy dojechali do schroniska, otworzyli klatki, by wziąć psy. Jednak wtedy Piorun położył uszy i wydał z siebie warkot. Ludzie cofnęli się, razem z bezdomnymi psami na paskudnych kijach z pętlami, które zacisnęły się na szyjach Doksy, Jane, Chestera i innych. Max nie opierał się. Spojrzał na inne psy, jakby na pożegnanie, i został poprowadzony do klatek, by czekać na kogoś, kto go pokocha. Piorun wyskoczył. Złapał zębami za rękaw człowieka. Nie zamierzał nikogo zranić, tylko przestraszyć. Człowiek upuścił pętlę, a pies kłapnął szczękami. Chester był wolny. uciekł, przeskakując bramę. Kiedy po chwili psy były wolne, uciekły. Ludzie byli zbyt przestraszeni i przez chwilę stali ogłupiali, patrząc na znikające psy. Byli wolni.

Rozdział 7

Piorun pił z rzeki. Lizał powierzchnię powoli. I wtedy właśnie zobaczył Wilka. Zwierzę wyszczerzyło kły, a on uskoczył przerażony.-Ha, ha. Co tu robisz, Piorunie?-wysyczało. Usłyszał błyskawice. Stada nie było. Zwierzę kłapnęło zębami.-Hej! To było do mnie?-zapytał przestraszony pies.-Tak, do ciebie. Jesteś na moim terytorium. Moje stado cię nie potrzebuje.-powiedział.-Alfa!-krzyknął Piorun. Alfa położył uszy.-Jesteś mały, mniejszy niż ja. I mógłbym cię przegonić, teraz, ale akurat jesteś mi potrzebny.-Doksa, Jane, Chester, Syriusz, Wistor szli, a Melisa, Mięta, Foxter i reszta ich popędzali. Kazali im oddać swój teren.-Ty tylko wyobrażasz sobie, że jesteś alfa. W naszym stadzie nie będziesz nawet omegą.-syknął alfa.-TO KIM?!-zapytał Piorun. Stado, całe, otoczyło go. Znowu zaczęło się palić. Znowu otworzyła się przepaść. Doksa podeszła do niej i wpadła. Reszta psów zniknęła. Piorun cofał się w kierunku przepaści przed szczerzącym kły alfą. I wtedy nagle ktoś zaczął nim trząść…

-Piorun, wstań, Piorun!-krzyczała rozemocjonowana Jane.-Mamy królika, Doksa złapała królika!-szczekała. Piorun zerwał się.-Co? Doksa.. Ale ona jest leonbergerem! Ona.. nie ma instynktu łowcy..-mruknął.-ALE ZŁAPAŁA!-pisnęł radośnie Jane. Wyglądała jak golden, tyle że miała białe znaczenia po corgi i jakby pół ogona, po corgi.-Och.. dobrze, już idę. A coś jeszcze?-zapytał Piorun.-Tak. Chester mówi, że musi z tobą pogadać.-powiedziała Jane, węsząc, by znaleźć jezioro. Piorun westchnął i podszedł do Chestera.-No co?-zapytał Piorun.-Widziałem stado wiejskich psów. Ta zgraja. Poza tym, oni udają psy ludzi. Mają obroże. W dodatku… polują na kury.-powiedział, a Piorun wciągnął powietrze.-Rozmawiałeś z nimi? Co ci mówiły? Mów, Chester.-powiedział. Chester westchnął.-Mówiły, że one są bezkarne. A my zostaniemy zastrzeleni przez ludzi. Mówili, że ludzie mogą zabić psa, który nie ma obroży i włóczy się za daleko budynków. Powiedziały też, że na pewno jesteśmy łatwym celem dla myśliwych…-syknął Chester. Piorun cofnął przednią łapę.-Ludzie mogą zastrzelić.. psy?-zapytał bez wiary. Chester skinął głową. Piorun cofnął się. Nadbiegła Doksa z królikiem.-Upolowałam go.-powiedziała z dumą. Psy zjadły.-Uważajcie na siebie.. bo ludzie.. mają prawa, by do nas strzelać. bądźcie ostrożni.-powiedział Chester, gdy skończyli jeść. Psy skinęły łbami, nieco przestraszone, ale nie chciały pytać o więcej. Rozbiegły się. Pół border, pół dalmatyńczyk wyprostował się, wciągając powietrze w nozdrza. Był jak border, z tym, że na tylnych łapach miał cętki dalmatyńczyka. Pobiegł dalej. Węszył w każdym zakamarku. Piorun może coś wymyśli. Może? On powinien. Był alfą. A jeśli to on, Chester, powinien być alfą? Targały nim sprzeczne myśli. Westchnął, po czym pobiegł dalej. Nagle usłyszał coś. Jego czujne uszy, podobne do uszu Pioruna, uniosły się. Nie widział już Pioruna. Odszedł daleko. Węszył. To był zapach… kotów. i to nie jednego-kilku.Warknął gardłowo, cofnął uszy i napiął mięśnie łap. Krzaki zaszeleściły.-Byle by szybko sobie poszły, nie chcę z nimi walczyć..-wykrztusił. Kot wyszedł, sycząc.-Piesek, całkiem sam?-syknął.-A ty czego tu chcesz? Uważaj, kotku.-odpowiedział Chester, warcząc. Kot położył uszy i zaczął syczeć najeżony. Pies postąpił dwa kroki do przodu i kłapnął zębami w powietrzu. Kot zamachnął się łapą uzbrojoną w pazury, podrapał Chestera po nosie. Psi nos jest bardzo wrażliwy. Nie zranił go w ogóle poza zadrapaniem, ale pies pisnął z bólu. Położył na kocie łapę, lekko przyciskając, by go unieruchomić, jednak kot wyślizgnął się. To nie jest normalne, że kot tak zacięcie walczy-pomyślał Chester. Wtedy przypomniał sobie, co powinien zrobić. Dwa kroki do tyłu.-HAU, WAF, WOF, WOF!-zaszczekał i popędził do przodu. Kot zaczął uciekać, a on gonił za nim jak za zającem. No, i to jest normalne kocie zachowanie! Kiedy kot wskoczył na drzewo fucząc, odszedł spokojnie dalej. Jednak wtedy z krzaków wyskoczyły trzy kolejne. Je też pogonił, i nic mu się nie stało, poza paroma drapnięciami. Ustał na sztywnych łapach z dumą, oblizał nos i poszedł zapolować. Kiedy przyniósł królika, Piorun merdnął ogonem.-Świetnie polujesz, Chester.-powiedział z uznaniem.-Tak naprawdę robię coś niezgodnego z moją naturą. Owczarki zwykle nie mają instynktu myśliwskiego.. to..to nie jest u nich porządane. Bo byłem bardziej owczarkiem niż dalmatyńczykiem.-powiedział lekko drżącym głosem.-Ah. A jeśli u ludzi owczarek zacznie polować?-zapytał Piorun.-Pozbywają się go.-odpowiedział border.-Jak? Wyrzucają do lasu?-Raczej…. Prędzej go zastrzelą, jak włóczącego się psa. Nie chcę być ludzi. Oni mówią, że pies owczarski MUSI być posłuszny, ostrożny, zero instynktu łowcy. A ja tylko poluję na króliki! Królików się nie pasie.-warknął Chester, a Piorun skinął uchem. Przeciągnął się, liżąc nos.

Rozdział 8

Chester kłusował pastwiskiem, co jakiś czas kłapiąc na motyla. Trzymał uniesione uszy i ogon. I wtedy właśnie nadbiegł duży owczarek, który kiedyś go przegonił. I to nie tylko biegiem-również zębami.-Zostaw mnie!-pisnął border, odruchowo kładąc uszy.-Człowiek może cię tu zastrzelić.-zakpił. Chester odbiegł. Stawiał powoli łapy. I wtedy nagle poczuł dziwny zapach. Taki… duszący. Zobaczył człowieka.-Kim jesteś? Nie pachniesz jak człowiek!-wykrztusił. Człowiek miał strzelbę. Podniósł ją. Nie, nie!-pomyślał Chester, uciekając. Człowiek strzelił. Ale go nie trafił. Biegł za nim strzelając. Przerażony owczarek przeskakiwał płoty i wszystko omijał. Wtedy jednak wpadł w wodę. Zalewała mu uszy. Człowieka nie widział, ale coraz bardziej czuł duszący zapach. Krztusił się. Wtedy zobaczył Pioruna.-Piorun, wyciągnij mnie!-powiedział. Piorun ostro złapał go za kark, i rzucił go na brzeg. Chester spojrzał na niego z urazą.-WYNOŚ SIĘ.-powiedział pies alfa.-Ale.. ale…-zaczął owczarek.-Jesteś do niczego!-warknął Piorun. Tyle że… to nie był on. Jakiś inny pies, który wydawał się do niego podobny.-Awrrrrrrr-warknął.-Ale ja nic nie zrobiłem!-pisnął Chester. Otoczyły go wszystkie psy z poprzednich stad.-Ja widziałam, jak zagryzł owcę.-oskarżyła złośliwa podhalanka.-Ja nigdy nawet nie uszczypnąłem owcy!-wydusił przerażony. Psy zaczęły na niego warczeć. Jeden przyprowadził człowieka. Człowiek przypiął go łańcuchem do ściany. Pies uwolnił się, ale reszta zaczęła warczeć, a podhalanka prowadziła go na łańcuchu. Psy śmiały się, warczały, kłapały zębami.-DOŚĆ!-spróbował Chester.-STÓJCIE!

Ale reszta po prostu wrzuciła go do jeziora. Pływał, gdy nagle zrobiło się czarne. Zniknął pod powiechrznią, piszcząc. Wynurzył się czarniutki. Psy śmiały się, a on poczuł w pyszczku gorzki smak…

Chester?-pisnęła Doksa. Chester wstał.-Co się stało?-zapytał, oblizując nos.-No… wymachiwałeś łapami.-bąknęła, a Chester spojrzał na nią ze wstydem.-Naprawdę?-zapytał z lekkim niepokojem. Doksa skinęła wielkim łbem.-I coś mówiłeś…-dodała. Chester pisnął. Podeszła Jane.-Jakieś.. ciągle… ,,Dość, dość” i ,,Człowiek strzela!”.-mruknęła.-To był tylko sen.-odparł szybko Chester i wybiegł, czując wiatr w sierści.

Rozdział 9

Chester wrócił. Tymczasem Jane poszła na zwiady, wcześniej obiecując, że będzie uważać i nie wskoczy do wody. Wróciła z drżącym ogonem i uniesionymi uszami.-Tam są inne psy! Inne!-zapiszczała.-Co?-zapytał Piorun.-Pójdźmy do nich. Może się przyłączymy?-pisnęła Jane, biegnąc w kierunku, z którego nadeszła.-Jane, nie!-krzyknął Chester. Wistor dobiegł do niej i chwycił ją pewnie kłami za krótki ogon.-Auf!-krzyknęła.-Mógłbyś mnie zostawić?-warknęła, kłapiąc zębami w powietrze.-Nie. Nie możesz lecieć byle gdzie. Czy ty rozumiesz, że nie każdy pies jest przyjazny? Naiwny goldenek, tak?-syknął.-Nie jestem goldenkiem, jestem w połowie corgi, w połowie goldenem!-syknęła Jane, odrzucając uszy do tyłu.-I tak jesteś naiwna. Stój.-zasyczał Wistor, a reszta psów nadeszła.-Jane. Musimy zdecydować, co robić.-powiedziała cicho Doksa, liżąc ją po nosie. Jane westchnęła.-Dobra. Ja spróbuję do nich dołączyć. Ty Chester zostaniesz alfą.-zdecydował Piorun.-Ale ja nie umiem!-krzyknął Chester.-umiesz. Chester, błagam. Trochę.-błagał Piorun. Chester skinął łbem, a Piorun popędził w dół i wpadł na małego, łaciatego psa.-Uważaj, co robisz!-krzyknęła suczka, odskakując jak oparzona. Patrzyła na niego sekundę. Pewnie zauważyła, że nie należę do jej stada..-pomyślał. Suczka zaczęła ujadać.-Obcy, obcy!-wrzeszczała, aż Piorun miał ochotę ugryźć ją w ucho. Nadbiegł

duży pies, berneńczyk, a za nim dalmatyńczyk, dziwny mieszaniec wyżła i goldena i kilka innych psów. Piorun nerwowo oblizał nos.-Co tu robisz? Czy wiesz, że bez problemu możemy zrobić z ciebie pasztet?-syknął dalmatyńczyk.-Ale nie zrobicie.-odparł spokojnie Piorun.-Nie macie powodów. Ja tylko chciałbym do was dołączyć.-powiedział z drżącymi uszami.-Aha. Ale ja nie jestem alfą.-odparł dalmatyńczyk.-No to gdzie jest wasz alfa? Bo nie mam ochoty ciągke słuchać tylko tych pogróżek i szczekania.-westchnął Piorun, czując mrowienie w łapkach. Wtedy nadbiegł pies, mieszaniec fila brasitelo i owczarka. Był zwinny, szybki, ale dosyć duży.

Och, to zapewne ich alfa. Muszę być z nim ostrożny. Wygląda, jakby bez problemu pożarłby zwierzę mojej wielkości, przy tym jest taki… duży-myślał Piorun.-Kto to jest?-spytał pies, mrużąc ślepia i marszcząc pysk.-On chce do nas podobno dołączyć.-warknął berneńczyk. Alfa podszedł i zaczął go obwąchiwać. On się zachowuje, jakby chciał mnie zeżreć-pomyślał Piorun.-Hmm… pachniesz jak pies bez człowieka. Możesz do nas dołączyć. Jednak jeśli jesteś szpiegiem, lepiej odejdź od razu.-syknął alfa, a pies wreszcie odetchnął, bo w czasie wąchania spiął się jak sztywny kij. Rozejrzał się. Alfa szczeknął krótko, ale głośno i z warkotem.-Grot, Burza, Klif, Duc- idziecie na polowanie.-powiedział alfa, jeżąc sierść na karku.-A co ja mam robić?-zapytał Piorun jakiegoś kremowego pieska z uszami sięgającymi podstawy szyi.-Ty jesteś nisko w chierarchii. Nie bardzo masz co robić.-powiedział pies, nonszalancko drapiąc się w ucho.-Czyli że muszę walczyć, by zdobyć wyższe miejsce?-zapytał Piorun. Pies kiwnął głową i poszedł. Ale przecież najpierw muszę poznać sforę, nie powinienem walczyć bez poznania ich-pomyślał. Klif był postawnym psem rasy wyżeł weimarski. Burza suczką rasy white highland white terrier. Duc mieszańcem sheltie i owczarka alzackiego. Grot natomiast rodezjan ridgebackiem. Reszty psów nie poznał. Jeszcze. Powinien zawiadomić stado. Próbował się wymknąć.-Hej, gdzie leziesz?-zapytała nieufnie ta suczka, która go tak oszczekała.-Uum, napić się.-odparł Piorun, patrząc na swoje pazury.-Dobra, powiem alfie. Tylko pij szybko, a nie pół godziny!-zajazgotała nieufnie. Piorun kłapnął zębami zdenerwowany i poszedł dalej. Nad strumień. Zanurzył łapę. Wyjął. Uderzył łapą w powierzchnię.-Wcale nie mam ochoty na picie.-westchnął. Wtedy zobaczył Chestera.-Chest!-zawołał.-Piorun, wywalili cię?-Nie. Jutro dołączacie, a raczej próbujecie.-powiedział Piorun.-A po co wyszedłeś?-,,Pić”.-odparł Piorun, a Chester pognał w las. Westchnął i polizał powoli powierzchnię wody. Jeszcze kilka razy chłepnął, po czym wskoczył i chlapał, by się orzeźwić. Kiedy wrócił, alfa przywitał go zimnym spojrzeniem.-czy picie ci tyle zajęło?-warknął.-Szukałem strumienia..-mlasnął Piorun.-No, mam nadzieję.-syknął alfa. Pies potulnie stulił uszy. Wtedy zauważył, że na skałach leżą królik, pardwa, koźlę sarny oraz zając. Podszedł i już

miał zacząć obwąchiwać, kiedy nagle poczuł skubnięcie w ucho. Nie zwrócił na to zbytniej uwagi. Po chwili pociągnięcie.-Oszalałeś? Nie można jeść ot, tak, alfą nie jesteś!-syknęła suczka, aussie skrzyżowana z chartem węgierskim.-Nie wiedziałem.-szepnął Piorun.-Alfa na pewno nie pozwoliłby zjeść ci swojej porcji, gdybyś nie przestrzegał zasad. On je najpierw. Potem my.-wytłumaczyła suczka.-A, i jestem Strzała.-powiedziała.-Strzała?-Bo jestem…SZYBKA-powiedziała suczka. Miała rzeczywiście sylwetkę charta… alfa skończył. Psy rzuciły się na posiłek, ale jadły tak łapczywie, że Piorun nie mógł oderwać mięsa, na razie zjadł ledwie kilka kęsów. Jednak po chwili zaczęło mu się udawać. Szarpnął i pożarł udo pardwy. Kiedy nie zostało nic oprócz kawałków skór i kości, psy odeszły i leżały w letnim słońcu, liżąc obtłuszczone

pyski i łapy. Piorun wylizał przednią łapę, kiedy nagle Strzała trąciła go nosem.-Piorun? Kiedy zapadnie zmrok, zawsze…-zaczęła, nerwowo liżąc nos.-Co zawsze?-zapytał pies.-Zawsze wyjemy. I śpiewamy. Więc.. teraz, aż do wieczora, masz trochę czasu na odpoczynek, ale nie na pałętanie nie wiadomo gdzie.-powiedziała suczka, a Piorun skinął uchem. To jest chyba sfora dla mnie-pomyślał.

Rozdział 10

Psy zebrały się na leśnej skarpie, po bokach alfy. Alfa zaczął wyć. Potem inne psy.-Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuu,Auuuuuuuuuauuuuuuuu!-wyły długo, nie szczędząc płuc. Piorun patrzył w gwiazdy. Miał wrażenie, że one też na niego patrzą… westchnął, gdy po dłuższym czasie skończyli wycie. Wtedy Strzała zaczęła szczekać. Po chwili poszczekiwania z alfą nagle do uszu Pioruna doszło coś, czego nigdy nie słyszał.

Nie jesteśmy z miasta, jesteśmy z leśnej głuszy, las daje nam schronienie, las daje nam schronienie, dzięki niemu żyjemy, łowy się wiodą!

Hau, au, auuuau, hau, hau hau, hau auuuuu!

Nigdy nikt nas nie zwycięża, jesteśmy psami! Las to nasz dom,jedzenie zwierzyna, nigdy to się nie skończy!

To Strzała odśpiewała Pieśń lasu. Gdy skończyła, drapnęła się za uchem, odrzuciła je do tyłu, przybrała dumną pozę. Spojrzała na psy. Oblizała się po nosie. Nawet te zwykłe czynności wykonywała starannie, więc Piorun stwierdził,że na pewno jest to jakiś zwyczaj czy tradycja. Kiedy zeskoczyła, psy poszły ułożyć się na swoich legowiskach. Każdy miał swoją płytką norkę. Nie była głębsza niż półtorej metra, ale wystarczało.On miał dosyć mokre, brudne legowisko. Było tam nieco zeschłej trawy i mchu, lecz wszystko było podmokłe. Gdy dał susa, bryznęła woda. Otrząsnął się z obrzydzeniem.-Ja mam tu spać?-zapytał oburzony Strzałę.-Na razie tak. Nie masz możliwości spać gdzie indziej, ciesz się, że chroni cię przed deszczem.-powiedziała, po czym podeszła i przyjacielsko szturchnęła go łapą, po czym poszła na swoje legowisko. On ułożył się, drżąc z chłodu.-Jestem mokry.-parsknął i zaczął skamleć. We-

 stchnął i zszedł. Ułożył się pod skałą, gdzie był mokry piach, ale i tak lepiej niż w zamokniętym legowisku.-Nie pada, jest w miarę wygodnie, nie jest tak mokro, nie jestem głodny. Jest dobrze.-mru-

knął, po czym zamknął oczy i ułożył się w wygodnej pozycji. Po kilku minutach już spał. Inne psy również. Miały znacznie bardziej sucho, lecz Piorun tego nie widział. Powietrze zaczęło pachnieć mokrym mchem i snem.

Rozdział 11

Chester szczeknął. Sam siebie nie usłyszał. Wiatr zawiał mu w pysk.

Aż wstrzymał oddech. Padał na niego ciężki, zimny deszcz. Wtedy zobaczył Jane. Kulała na prawą przednią łapę.-JANE, JANE!-zawołał, ale ona nie uslyszała, chociaż była kilka kroków od niego. Nadbiegł duży pies.-Jestem alfą Pioruna.-warknął, uderzając łapą w ziemię.-Ten Chester jest głupi.-powiedział nieduży, czarny piesek. Chester zadrżał i cofnął się o trzy kroki. Nagle alfa uderzył go łapą, a raczej popchnął, aż przeturlał się pół polany. Wstał. Wszystkie psy obnażyły zęby. Jeden z nich skoczył na jego grzbiet i przeturlał się z nim w walce. Złapał go za łapę, nie chciał puścić. Border bał się, że oderwie mu łapę. Kiedy się wyswobodził, jeden z psów przygniótł go do ziemi. Owczarek zapiszczał i szybko się cofnął. Psy napadły na niego. Zaciskały szczęki. Trzymały Pioruna za wszystkie łapy. Doksę wrzuciły do dołu, z którego nie mogła wyjść. Nagle grunt spod jego łap zaczął się wymykać. Chybotał się po całym świecie, psy turlały się i zostawały zasypywane przez kamienie. Powietrze było ciężkie, nie dawało się go wciągnąć.

Chester podskoczył. Wstał z warkotem na łapy. Powietrze nadal

Było ciężkie.-Coś jest nie tak.-szczeknął i wybiegł z ich jaskini. Chmury były zwykłe, ale powietrze ciężkie. Było coś nie tak. Wciągnął powietrze. O co mogło chodzić? Poszedł głębiej. Zobaczył ludzi w maskach, czarnych, i leżące auto. Stali obok domu. Kiedy ludzie zaczęli wchodzić do samochodu, nagle padł na

Ziemię. Zaplątał się w coś.Stracił przytomność.

  ***

-Gdzie jest Chester? Porwali go?-zapytała nerwowo Doksa. Nie było go. -Doksa, ja, ty oraz Wistor możemy go poszukać.-powiedziała Jane. Poszli za śladami psa. Wtedy zobaczyli go.-On nie żyje!-zawyła Jane. Wistor podszedł.-żyje.. jeszcze.-westchnął. Tymczasem Piorun miał pójść na zwiady. Zobaczył panikujących przyjaciół i ledwo oddychającego Chestera.-Co się stało?-zapytał.-Nie wiem!-jęknęła Jane.-Ale on już prawie nie oddycha!!!-Piorun spojrzał z przerażeniem na drżącego Chestera. Jego boki ledwo się unosiły.-Musimy go stąd zabrać.-zarządził Piorun. Doksa zaniosła Chestera na swoim grzbiecie. Ułożyli go koło legowiska. Ale mu się nie polepszyło. -Chyba nawdychał się czegoś.-stwierdził Wistor.-Ale tu powietrze jest czyste!-krzyknęła z rozpaczą Jane. Chester leżał zwiotczały, oddychając krótkimi, urywanymi chaustami. Jego oddech zrobił się słabszy. Łapy mu drżały. Doksa zaczepiła go łapą. Nic.-On nie może odejść!-krzyknęła Jane, panikując.

PIORUN, RATUJ GO!-Ale ja nic nie mogę dla niego zrobić-jęknął Piorun. Doksa wstrzymała oddech z przerażenia. Piorun patrzył z drżeniem serca na ledwo unoszące się boki bordera. Obawiam się, że on tego nie przetrwa. On się dusi-pomyślał, a gardło zacisnęło mu się. Jane biegała wokół z przerażeniem. Dyszała. Chester przestał już dyszeć. Ledwo słyszeli jego oddech.-Chest, wstawaj!-pisnęła Doksa. A jeśli on już nie wstanie?-pomyślał z przerażeniem Piorun. Z bezsilności uderzył łapą w taflę jeziora,a woda spadła na sierść Chestera.

Rozdział 12

Powietrze wokół wirowało. Przynajmniej tak się zdawało Chesterowi, który uciekał przed kilkoma rozjuszonymi dogami. A może to były koty? Sam już nie wiedział. Nagle z impetem wpadł w kosz na śmieci. Próbował się zatrzymać, ale nie mógł! Zaskomlał z przerażeniem. Wtedy nagle przyszli ludzie pachnący tym czymś. Od tego zapachu mięśnie ponownie mu zesztywniały, a on padł na ziemię niczym deska. Zaszczekał z rozpaczą. Był jakby przyklejony do podłoża. Co powodowało ten zabójczy zapach? Pamiętał lekcję matki… w dawnym domu kiedyś też w nocy zaczęło pachnieć. Najpierw był pisk i alarmy. A potem nie było nic. Nagle znowu pojawił się w domu. Był szczenięciem o imieniu Green Octavio Sasyd, z renomowanej hodowli,która okazało się pseudohodowlą. zwany w domu Rocky, na jego brudnoniebieskim posłaniu. Leżał obok ulubionej kości. I wtedy nagle zobaczył migające czerwone światełko. Poczuł ten sam zapach, który go teraz cały niewolił. Zapiszczał. Nagle zapach jakby zalał dom, niewidoczną falą. To był… to był… jego matka, suczka border nazywała to zapachem który jest gorszy od kota. Czyli zapach też? Nagle opadł na ziemię, jego mięśnie zwiotczały i tracił kontakt ze światem coraz bardziej z każdym oddechem. Powiew wiatru z okna dał mu jakby nową energię, dźwignął się na nogi. Zapach zniknął. Ludzi nie było. I ten zapach zrujnował jego dom. Nagle zorientował się. Jest dorosły! Dorosły! I ten zapach gorszy od kota teraz go oplata i usztywnia! A on śni! Muszę się obudzić, muszę się obudzić-grzmiało mu w uszach. Jakieś dźwięki przebijały się przez jego sen, ale on cały drżał. Muszę żyć, muszę żyć, muszę żyć-powtarzał sobie, a raczej myślał przez sen. Muszę otworzyć oczy, muszę wstać, to tylko sen!-powtarzał sobie. Nagle zaczął robić gwałtowne ruchy oczu pod powiekami. Widział koty, psy, otaczały go. To sen, to sen-jęczał. Nagle poczuł, że ktoś nim porusza. Nie, stop, ja chcę się obudzić!-krzyczała w nim wola życia, ale on był zatruty gazem. I mógł już nigdy się nie obudzić.

Chester, żyj!-jęczała Jane. Chester leżał na ziemi.-On się zatruł tym złym powietrzem…-powiedział Syriusz.-To był gaz.-syknął Piorun.-Ale on umrze, jeśli… oddychał nim za długo…-szczeknęła z trudem Doksa. Chester ledwo oddychał. Woda nie przebudziła go. Ciągle drżał i jakby próbował się obudzić.

Chester drżał. Bolały go łapy i wszystko. Czuł to powietrze.. trujące.. zapach.. nazywało się.. nazywało się… gaz. Słyszał, że jeden pies, który nawdychał się go, już nigdy nie wstał. Muszę żyć, muszę żyć, muszę żyć-dudniło mu w głowie. Sam już nie wiedział, czy śni i zaczynało mu być wszystko jedno. Ciągle słyszał jakieś wołania. Chester!-krzyczał ktoś. Ciągle widział poruszające się krzaki. Sam już czuł się uwięziony w czymś, co nie istniało.

-Piorun, czemu on nie wstaje? Co teraz będzie?-zapytała Doksa.Piorun nie odpowiedział, drapiąc ziemię pazurami. Skąd mam wiedzieć?-pomyślał. Poza tym, nie powiem im o moich obawach…-Wistor, on pachnie… no…. jak zwykle! nie pachnie niczym złym.-jęknęła Jane.-Ale jego oddech pachnie źle.-powiedział owczarek. Psy wiedziały jedno: Chester jest w niebezpiecznym stanie.-Doksa? Zostań z nim i.. pilnuj go. Ja i reszta pójdziemy na patrol. Mój patrol stada. Oni mogą do niego dołączyć.. a ty.. później.. i Chester.. może.-powiedział Piorun. Psy jęknęły żałośnie. Poszły za Piorunem, a Doksa została przy Chesterze. Patrzyła na niego. Jego lekko otwarte oczy były zamglone. jakby nic nie widział. Trąciła go wielkim pyskiem. Nic. Doksa od zawsze była optymistycznym leonbergerem, ale teraz nie umiała już myśleć pozytywnie. widziała, że inni też nie mieli nadziei. Chester już nawet nie drżał. Leżał i oddychał urywanymi, ledwo wciąganymi oddechami. Chester był ważny. Prawie najważniejszy w stadzie. I wiedziała, że jeśli stanie się najgorsze, to już nigdy go nie zapomną i nic nie będzie takie samo. Liznęła go po nosie. Chester, zostań z nami, błagam-pomyślała. Nerwowo chodziła dookoła. Co ona powinna właściwie zrobić? Chyba pilnować. Ziewnęła krótko i patrzyła na Chestera tak intensywnie, że nie zauważyła zająca, który biegł obok.

Rozdział 13

Czy powinienem się podzielić z Wistorem moimi obawami?-zastanawiał się Piorun, dysząc po biegu. Jane nawet nie dyszała. jej ogon drżał z emocji. Ciągle patrzyła w las, tam, gdzie kilka kilometrów dalej byli Doksa i Chester.-Jane. Dołączycie dziś do stada. To nie zajmie długo. I…skup się. Zaraz tam wrócimy. zaraz.

Doksa leżała obok Chestera, który miał zamglone, mętne oczy, które powinny być błękitne i przejrzyste. Leżał już jak głaz. Sztywny. I widać było, że jest bardzo źle.-Piorun.. wracaj..-jęknęła przez zęby Doksa, jakby wierzyła, że pies usłyszy ją z takiej odległości. Tymczasem Jane jęczała co krok, że musza wracać. Piorun próbował brnąć dalej, ale nagle coś w nim drgnęło.-No dobra…-powiedział. Jane już nie było. zniknęła za drzewem, szczekając, jakby to miało uratować Chestera. Psy pobiegły za nią. Gdy dotarli, Doksa miała pysk pod łapami.-On nie żyje?!-zapytała przerażona Jane.-Trochę żyje…-odpowiedziała leonbergerka, która miała wykrzywiony grymasem bólu pysk. i to nie bólu łapy ani niczego fizycznego. Syriusz patrzył na Chestera z przerażeniem.-Czemu on się nie budzi?-zapytała Jane Wistora.-On… oddychał tym za dużo..-powiedziął owczarek, uporczywie patrząc w niebo.-Czemu on tak patrzy?-zapytała Jane.-Bo nie chce się rozpłakać.-szepnął Syriusz. Jane się rozpłakała. Doksa położyła pysk na łapach i patrzyła apatycznie na Chestera, który już prawie nie oddychał.-On przeżyje! Już się nie trzęsie!-szczeknęła Jane. Wistor pokręcił głową.-On się nie trzęsie, bo już nie ma na to powietrza. on ma już za mało powietrza. jest bardzo zatruty. Rozumiesz?-zapytał. Jane nie zwróciła uwagi na te słowa, więc Wistor skubnął ją w ucho.-Zostaw mnie.-powiedziała. Naiwny golden się włączył-pomyślał Wistor. Po raz kolejny żałował, że Jane musi być pół goldenem. Mogła by być 100% corgi. A nie tylko pół corgi pół goldena. Piorun nerwowo oblizał nos. Chester rzeczywiście nie drżał. już nie ruszał oczami. I nie słyszał tego dudniącego ,,musze żyć, muszę żyć”. Był zwiotczały. Jane płakała, Wistor gapił się w górę i sam prawie płakał, Doksa chowała wielki łeb pod łapami, Syriusz drapał ziemię, Piorun chciał zniknąć.-Chester-powiedziała Jane. Położyła łapę na jego grzbiecie. Nic. On chyba z tego nie wyjdzie-pomyślał Piorun. Nagle fala jeziora miznęła łapy Chestera. ,,MUSZĘ ŻYĆ, MUSZĘ ŻYĆ!”wrzasnęło mu w głowie. I nagle BUM! wziął głębszy oddech, równy dwom takim jak wcześniej. Doksa aż krzyknęła. Kilka głębszych oddechów. Po kilku minutach oddychał w miarę równo. Doksa trzymała nos w jego miękkim, borderowym futrze. Zapadł już zmrok. I wtedy nagle Chester przybrał pozycję, jakby biegł.-Muszę żyć, muszę żyć..-mruknął, a stado aż odskoczyło.-C-co?-zapytała Jane, krztusząc się śliną.-Muszę żyć, muszę żyć…-mruczał Chester, wymachując łapami, jakby pływał. Wreszcie powoli otworzył oczy.-ŻYJESZ-krzyknęła Jane.-J…jane?-zapytał.-A kto inny? rasowy pudel?-zapytała Jane, skacząc jak piłka. Chester westchnął i opadł na ziemię, dysząc.-On z tego wyjdzie.-powiedział z pewnością Piorun.-A twoje stado?-zapytała Doksa.-Stado poczeka. Chester nie. Wrócę tam jutro. -powiedział z pewnością Piorun. I zasnęli.

Rozdział 14

Po kilku dniach Chester czuł się już znacznie lepiej. I dołączyli do stada. Właśnie jedli posiłek, kiedy nagle poczuł czyiś oddech na swoich plecach. Zobaczył Strzałę.-Skończyłeś?-zapytała.-Tak.-odparł Piorun, oblizując pysk z piachu, wzdrygając się, gdy poczuł go w zębach. Poszli nad jezioro. Chester jadł, a Wistor patrzył na niego jak na wariata nie wiadomo czemu. Nad jeziorem Strzała trąciła go łapą.-Słuchaj. Twoje stado… hm… jest dobre. Ale jeśli nie chcesz wychylić się alfie-zapomnij, że byłeś alfą. Nie masz podstawy do zachowania się, jakbyś nimi dowodził. Alfa będzie strasznie wkurzony, jeśli jeszcze raz coś takiego zrobisz.-powiedziała. Piorun przekrzywił łeb. Strzała trąciła go nosem.-Strzała, usiądź, zostaw.-parsknął, gdy połaskotała go w brzuch.-Ale z ciebie alfa.-zażartowała. ugryzła go w bok, ale lekko.-Wrrrrrr-warknął udawanie Piorun i pacnął ją łapą. Ona go przewróciła, liznęła i wstała.-Wracajmy. inaczej…-urwała.-Inaczej co? Alfa nas zje?-zapytał Piorun.-Inaczej…. zjem twoją kolację!-parsknęła Strzała. Pobiegli do stada. Alfa patrzył tak, że Piorun poczuł zimno. Oblizał nerwowo nos i zaczął obwąchiwać ziemię.-Gdzie byliście?-zapytał alfa.-Piorun pokazywał mi.. nory królików.-odparła Strzała.-Yyyym, tak.-poparł pomysł Strzały Piorun. Sam nie wiedział, jak mógłby się wykręcić.-Dobrze… dziś na polowanie idzie Doksa, Chester, Strzała, Bono.-powiedział Alfa i połozył się na skale. Strzała pognała do lasu, a za nią Chester, Doksa. Bono próbował ich dogonić, ale był krępym buldożkiem, i, co tu dużo mówić, był na polowaniu tylko do pilnowania zdobyczy przed lisami. Piorun położył się w promieniach słońca, wygrzewając grzbiet.

-Doksa, napieraj!-zawołała Strzała.-Ale ja nie umiem dobrze polować!-syknęła olbrzymia, łagodna leonbergerka.-Umiesz! Biegnij!-na polowaniu udało im się złapać kozicę i kilka zajęcy. Bono był bardzo dumny, i co chwila powtarzał dla alfy-Ja też pomagałem! Po posiłku przyszedł czas, by kilka psów poszło na patrol i co jakiś czas szczekało i wyło, by pokazać, że tu jest ich teren.-Strzała-tym razem nie idziesz. Magma-idziesz. Wichura-idziesz. Duk-idziesz. Jane-idziesz.-Jane aż przysiadła z zadowolenia. Wichura, pies w typie groenlandera, z poplątaną i rozwianą sierścią, prowadziła psy. Magma była niezbyt wysoką suczką, mieszanka cocker spaniela i jack russel terriera. Duk natomiast psem w typie samojeda, skrzyżowanego z leonbergerem. Jane tropiła, wyła, szczekała. Wróciła zachwycona.-To stado to nasze miejsce!-piszczała, podskakując jak piłka.

Rozdział 15

Chester wstał z posłania. dopiero świtało. Piorun spał na legowisku, ale w nocy z niego spadł. To obudziło Chestera, ale Pioruna nie i nadal spał w tym samym miejscu. Border ustał wyżej, czując, jak wiatr rozwiewa mu sierść. Zawsze to lubił. Czuł się tak dziwnie, kiedy czuł wiatr w sierści. Mama kiedyś przez to mówiła na niego Wicher. Potrząsnął uszami i zszedł. Pewnie zaraz alfa zacznie wyć, by obudzić psy-pomyślał. I rzeczywiście, zaraz alfa zawył. Piorun jęknął i zerwał się z ziemi. Po kilku minutach wszystkie psy stały przed alfą.-Na poranny patrol idzie Piorun, Strzała, Doksa, Wichura oraz Bella.-powiedział alfa. Psy poszły w las. Chester poszedł nad jezioro. Napił się. Wtedy nagle usłyszał coś w krzakach. Pewnie królik-pomyślał, nie odwracając się. Z krzaków wyskoczył Bono.-Nie powinieneś wychodzić, kiedy nikt nie wie!-szczeknął. Chester westchnął, oblizał pysk z wody i poszedł za nim do stada. Położył się na ubitej ziemi, chowając nos w futrze. Wtedy nagle usłyszał stukot łap i skowyt. Poderwał się, omal nie potykając o ogon Rity, która krótko warknęła. Skamlnął przepraszająco, przekrzywił łeb i słuchał. Co to mogło być? Po chwili dźwięki ustały. Powoli opuścił ogon i zamknął powoli pysk. Co to mogło być? Właśnie wtedy psy wróciły z patrolu. I niby nic nie widzieli.-Piorun, nie słyszałeś tego.. wycia?-zapytał Chester.-Nie jestem pewien. Ale pachniało zupełnie normalnie. Nikt nie jest na terytorium stada.-powiedział pół collie, drapiąc się za uchem. Bella przytaknęła.-Chester, wiesz, że my mówimy serio, nie? Tam nikogo nie było. tylko wiewiórka. Uwierz, ona nie była szpiegiem.-powiedziała Strzała, przeciągając się.-Ale ja słyszałem coś pomiędzy skowytem, wyciem i piskiem.-powiedział pewnie Piorun.-A może ci się wydawało?-zapytała Wichura. Chester zadrżał z oburzenia.-Nie! to było naprawdę!-szczeknął.-My nic nie słyszeliśmy, Chester…-zaczęła łagodnie Doksa, ale border tupnął przednią łapą.-To brzmiało tak:Auuuuuu,iuuuu,iuuuuuuauuuuuuuu-i wydał z siebie dźwięk pomiędzy wyciem, skowytem, skomleniem i piskiem. Strzała się skrzywiła.-Co? No nie wiem. ja nigdy czegoś takiego nie słyszałam.-powiedziała. Ale ja owszem-pomyślał Chester i oddalił się do legowiska.

Rozdział 16

Im dłużej Chester był w nowej sforze, tym częściej czuł, że tam w ogóle nie pasuje. Bez przerwy się tak czuł. Ciągle czuł się taki.. obserwowany. i nowy. i inny od tych psów. One w sumie nie nosiły ani obroży, ani łańcucha-stwierdził w końcu, kiedy patrzył na Wichurę próbującą powalić Jane w zabawie. Wyglądały jak… no właśnie, jak szalejące szczeniaki, a nie obrońcy terytorium. Westchnął, kiedy kłóciły się, kto wygrał. Wtedy alfa usiadł na powalonym drzewie.-Na polowanie idzie Chester, Karmel, Strzała oraz Duc.-powiedział alfa.-Ja!-zapiszczał border i podskoczył. Karmel spojrzał na niego ze zdziwieniem, a Chester tylko prychnął, udając, że zawzięcie czyści łapę. Karmel był psem o kolorze karmelu, stąd jego imię. nie był duży, Wistorowi do końca nóg nie sięgał.-Mrówka cię ugryzła?-zapytał Chestera z nutą złośliwości.-Uważaj, bo wpadniesz w mrowisko.-dokuczał mu Chester.-Tak?? Jeśli wpadnę to będzie twoja wina!-warknął Karmel. Chester tylko potrząsnął głową, by poprawić ułożenie uszu, westchnął i odszedł. Znał takie małe pieski. ZAAAWSZE myślały, że są groźne, albo udawały, że są. Już sobie postanowił, że pierwszy złapie zająca. Przecież po kilku latach bycia samotnym wiejskim psem, po ucieczce od złego pana miał bardzo dobrą technikę. Ale.. mimo wszystko nadal uważał, że lepiej byłoby założyć swoją sforę. Syriuszowi najbardziej brakowało łatwości życia z ludźmi.

Syriusz biegł za samochodem, który był bardzo bardzo podejrzany, bo miał znaczek zakaz psów. wtedy nagle zamachnął się w ciemności łapą i poczuł, że coś rozrywa, a jego łapa robi się wilgotna w czymś mokrym i śliskim. Na pewno nie szarpnął auta.. spojrzał na łapę. pachniała cudownie. kiełbasa! łapa cała w kiełbasie i tłuszczu1 łapał jeżdżące kiełbasy i nagle ktoś na niego nadepnął..

obudził się, żałując, że kiełbasy nie mogły wejść do rzeczywistości.-Uum.. yym.. przepraszam, ale idę na polowanie i cię nie zauważyłem.-powiedział Chester.-Mogłeś uważać. Na polowaniu musisz patrzeć pod nogi.-mruknął Syriusz. Chester pobiegł za stadem.

Rozdział 17

Las był pełen zdobyczy, Chester to czuł. Ale były tu też jagody, których skubnął po kryjomu. Kiedyś, zanim uczył się polować, były jego praktycznie jedynym pożywieniem. Karmel co chwila z piskiem, który płoszył zwierzynę, skakał na myszy, których nie łapał. Strzała delikatnie, ale pewnie chwyciła go za luźną skórę na karku.-Przetsań płoszyć zwierzynę! chyba jesteś głodny!-powiedziała i postawiła go. Chester przekrzywił łeb z zaciekawieniem. Skarciła go jakby był szczenięciem. Karmel spuścił łebek, chociaż widać było, że z chęcią złapałby Strzałę za ogon. Hm… jak to możliwe, że taki piesek, który wcześniej był władczy, teraz jest taki uległy? poza tym, tak jak Strzała skarciła Karmelka, tak normalnie karci się szczenięta. Miał ochotę zapytać o powód, ale podążał dalej. Nagle zamarł.-Czuję zapach jakiejś.. no.. chyba sarny! lub łani!-szczeknął cicho. psy pobiegły cicho. Oprócz Duca. Duc biegł niczym Doksa-jego galop brzmiał mniej więcej jak bezładne uderzenia bębna. Zobaczyli sarnę. Mieli ją upolować.. ale.. przecież nic się nie stanie, jeśli zrobi to, czego się nauczył jako wiejski pies.. Ponieważ był praktycznie borderem, zręcznie wskoczył sarnie na grzbiet.-Co ty wyprawiasz!-pisnął Karmel. On zeskoczył i przewrócił sarnę. Psom udało się ją upolować. Kiedy wrócili z jedzeniem, Chester stwierdził, że psy rzeczywiście powinny jeść też jagody. jeśli nie uda się nic upolować, można je zjeśc i nie będzie się takim głodnym! a poza tym były pyszne, słodkie i w ogóle. Nikomu nie mogę jednak mówić o jagodach-pomyślał.-Wtedy pewnie nie traktowali by mnie jak dobrego łowcę, tylko jak szczeniaka urwanego z postronka. Po skończonym posiłku Piorun podszedł do Strzały. Wistor biegał z Ducem, a Doksa też się dołączyła. Czy ja naprawdę tu nie pasuję i nie mogę się z nikim normalnie przyjaźnić?-myślał Chester, tocząc łapami szyszkę. Nocą długo patrzył w księżyc, przypominają sobie przyjemne chwile z rodzeństwem.

Rozdział 18

Piorun przeciągnął się. Jego sprężyste łapy były dlugie i silne.-Piorun, Piorun!-zapiszczała Jane, która nagle podbiegła.-Co?-zapytał Piorun, przekrzywiając łeb.-No.. musisz to zobaczyć. To ważne!-powiedziała, merdając bardzo krótkim ogonkiem.-Ważne? Najpierw może powiedz mi co.. chyba nie to, że Doksa upolowała królika? przecież polowała.-mruknął.-No tak, ale to nic z tych rzeczy..-powiedziała Jane.-No dobra, co to?-zapytał Piorun, merdając ogonem.-Zobaczysz!-i pobiegł za pół goldenką. Zatrzymała się w krzakach.-No i chodziło o krzaki?-zapytał.-Czekaj.-odparła. Wbiegła w krzaki i wróciła z czymś w pysku. Upuściła to na ziemię. Wyglądało.. jak nic znajomego.-Co to jest?-zapytał Piorun.-Nie wiem. Ale pachnie ciekawie.-powiedziała. Piorun powąchał. Zapach był dziwny, ale chyba niegroźny.-Nie pachnie człowiekiem…-mruknął Piorun.-Ale kiedyś pachniało.-powiedział Chester, który nagle pojawił się obok i obwąchał przedmiot.-To co to jest?-zapytała Jane. Chester przekrzywił łeb i trącił przedmiot łapą.-Nie wiem. Jest.. no, nigdy czegoś takiego nie widziałem.-powiedział. Podszedł Wistor.-Ja wiem, co to jest.-powiedział.-No to co?!-zapytała Jane, niecierpliwie podskakując.-To jest taka zdejmowana skóra do łap ludzi.-powiedział Wistor. Jane delikatnie trąciła nosem miękki przedmiot.-Jest fajna! Ale co ona tu robi?-zapytała.-Ludzie często gubią zdejmowane futra. zazwyczaj, kiedy jest najzimniej, gubią ich mnóstwo, a potem z tego powodu są kłótnie.-powiedział Wistor po czym odbiegł.-I co my z tym zrobimy?-zapytał niepewnie Chester. Obwąchał przedmiot.-To jest dziwne futro. Takie.. aż zbyt miękkie. Ludzie mają miękkie łapy?-zapytał znowu. Jane wzięła przedmiot do pyska i zakopała.-Chyba im już niepotrzebne.-powiedziała.-To był dobry pomysł, Jane!-powiedział Chester. Piorun zastanawiał się, czy nigdy czegoś takiego nie widział…

Rozdział 19

Tego dnia Chester obudził się wcześniej. Przeczuwał coś. Wciągnął powietrze w nozdrza. No tak.. mijała już pora liściodeszczu. Więc już niedługo miała nadchodzić pora zimnoziemi. Wtedy nie da się kopać.. Zadrżał, gdy poczuł lodowaty podmuch na pysku.-No więc zbliża się zimnoziemia.-mruknął, przebierając łapami, by się ogrzać. długosłońce minęło bardzo szybko. Było ciepłe. Liściodeszcz był zbyt zimny jak na siebie w ostatnich tygodniach. Ale wcześniej bardzo przyjemny. Ale nie powinien tak niechętnie przyjmować nadejścia tej najzimniejszej pory. Bo potem przyjdzie wreszcie słońcotraw-kiedy słońce świeci, a trawa jest świeża. Psy wstały.-Nadchodzi zimnoziemia.-powiedziała Strzała.-Ja mam ciepłe futro i nie przeszkadza mi zimnoziemia!-zawołał Duc. Chester westchnął.-No ale ty jesteś w połowie samojedem, a w drugiej leonbergerem.-powiedział, patrząc z lekką zazdrością na jego grube, błyskawicznie schnące futro. Alfa wysłał na polowanie Duca, Wichurę, Doksę i Ritę. Rita była…taka zacięta. Suczka posokowiec zawsze była uparta i silna. Chester czuł, że niezbyt go lubi. Ale była dobra w łowach.. Wtedy nagle zobaczył piszczącą Jane.-Ziiiiimno mii-jęknęła, próbując nie dotykać ziemi.-Mi też.-odparł Chester, próbując powstrzymać śmiech, widząc, jak stado drży i podnosi łapy. Zimnoziemia była blisko.-Piorun, zimnoziemia już się zaczęła. Jeszcze nie zmroziła, ale jutro lub za kilka dni.. zmrozi.-powiedziała Strzała. Piorun skinął głową.-Łowy będą ciężkie.-powiedział, a Chester poczuł, że sierść na ogonie przymarzła mu do ziemi.

Rozdział 20

Po dwóch dniach ziemia zrobiła się zimna i ziemię pokrył śnieg. Jane nawet próbowała w nim pływać, ale skończyło się na tym, że unikała zetnięcia z białą powierzchnią jak z ogniem. Karmel zapadał się w śniegu, a jego futerko było poobklejane śniegiem. Pewnego ranka przerażona Doksa przybiegła, dysząc, i powiedziała:-Jezioro.. ono.. zamarzło.-i opadła na śnieg, dysząc.-Całe?-zapytała Jane.-Calutkie.-potwierdziła Doksa. Rita pokręciła łbem.-Widać, że większość życia chodziłaś w obroży.-i zjadła trochę śniegu.-Co ty robisz?-zapytała Doksa.-Piję śnieg. On zaspokaja pragnienie, kiedy zamarza woda.-prychnęła. Po chwili wszystkie psy zjadły śnieg.-Zęby mi odmarzną-poskarżyła się Jane. I wtedy Karmel, Bono, Piorun i Wichura wrócili z łowów.-Nie znaleźliśmy nic, alfo.-powiedział Karmel.-Jak to? Przecież teraz zwierzyna zostawia ślady.-warknął.-Podążaliśmy za świeżymi tropami, alfo.-powiedział Bono.-Więc czemu nie znaleźliście zwierzyny? uciekła wam?-zapytał alfa.-Nie uciekła, znaleźliśmy kilka saren, jedną ranną, alfo. Jednak na nasze terytorium wtargnęły inne psy. Inna sfora.-powiedziała Wichura.-Kim są te psy? Czy to te.. pachnące ludźmi?-zapytał Alfa.-Nie. one pachną inaczej.-powiedział Piorun.-Ile ich było?-zapytała Strzała, powarkując.-więcej niż dziesięć, wadero.-odparł Bono. Z gardła Strzały i alfy dało się słyszeć warczenie.-Musimy tam natychmiast pójść.. mogą narobić spustoszenia w zwierzynie..-powiedział Alfa.-One.. już.. pożarły sarny, ktore tropiliśmy..-wtrącił Karmel, ale psy już pobiegły w kierunku zamarznietego jeziora. Zobaczyli dwa duże psy, beaucerona z podciętymi, stojącymi uszami oraz malinoisa, przabijające lód i pijące z jeziora.-Czyli jezioro było skute lekką taflą…-zamyśliła się Doksa. Stado podbiegło do psów.-To nasze terytorium! NASZE! WYNOŚCIE SIĘ!-ryknął Duc, chociaż wcale nie wyglądał groźnie. był puchaty i nawet nie warczał. Beauceron parsknął, jakby rozumiał, ze Duc tylko sprawia pozory. Warknął i kłapnął zębami. To wystarczyło, żeby wielki pies schował ogon między łapy i z piskiem odszedł kilka kroków, jakby ugryzł go, a nie kłapnął w powietrze. Po chwili z pomiędzy drzew wyszło jeszcze kilkanaście psów.-Co tu robicie?!-ryknęła Strzała.-Wynosimy się z waszego terytorium, jak chcecie.-odparł beauceron. Psy odeszły.-Coś musi się dziać. Lepiej, jeśli część z psów zostanie na patrolu, a reszta wróci.-powiedział Piorun. Alfa powoli odwrócił się w jego stronę i zjeżył się.-Nie jesteś alfą.-warknął.-Często zachowujesz się jakbyś to ty tu dowodził.-warczał. Piorun podkulił ogon.-Jeśli jeszcze raz coś takiego się powtórzy…-przerwał alfa.-To..wylatujesz z tego stada.-powiedział alfa.-Ale alfo, Piorun po prostu….-zaczęła Strzała.-Za kogo ty się uważasz?-warknął alfa na Pioruna.-Za betę.-odparł Piorun i poczuł ulgę, gdy alfa odwrócił wreszcie swój zimny wzrok. A może on po prostu nie nadaje się do stad.

Rozdział 21

Wichura turlała się z Jane po śniegu. Ale Piorun po tym, jak potraktował go alfa nie miał ochoty do nich dołączyć. Wtedy nagle zobaczył, że patrząc na te psy, czegoś mu brakuje. Czarno-białego, falistego futra, niebieskich, przejrzystych jak jezioro oczu i łap z cętkami dalmatyńczyka. Chester.-Gdzie jest Chester?-zapytał Strzałę, która aż przysiadła.-Poszedł na polowanie. Z Doksą, Ducem i Karmelem.-powiedziała.-Ach. Nie dosłyszałem, jak alfa go wywołuje..-powiedział poł collie, czując ulgę. nie na długo, bo z lasu wyłonił się Chester, a za nim Karmel i Duc. W jego jasnoniebieskich oczach była panika. Po chwili Strzała powiedziała:-Doksa nie wróciła z polowania.-Ale.. kiedy wróci?-zapytała Jane.-Niejeden pies ze sfor, w których byłem, nie wrócił z polowania. Kilka razy po tygodniu czy krócej wracał. Ale czasem.. juz nigdy się nie zjawiał.-powiedział, a Wichura prawie przykleiła się do ziemi, tak się skuliła. A jeśli alfa wie, że ona nigdy nie wróci?-zapytał siebie Piorun, patrząc na przeszywające oczy alfy.-Ona musi wrócić..-szepnęła Jane. Piorun już widział najgorsze obrazy: Doksa zjedzona przez wilki, Doksa w klatce, Doksa rozjechana.. i wtedy nagle, po kilku godzinach, kiedy Piorun spał, jakiś wielki język polizał go po pysku.-Doksa!-zawołał, merdając ogonem.-Zgubiłam się. Ale znalazłam drogę.-powiedziała.-A gdzie się zgubiłaś, w którym miejscu?-zapytał Chester. -Przy takich.. skałach i ciemniejszym lesie.-odparła Doksa, a w jednym czasie i alfa, i Chester powoli zamknęli pyski.-Musisz uważać.-powiedział surowo alfa, a ogromn suczka potulnie stuliła uszy.-Doksa, ale co tam było?-dopytywał Chester, któremu nerwowo trzęsły się łapy.-Skały, ciemny las i… jaskinia.-powiedziała Doksa. Alfa zjeżył sierśc na karku, uniósł ogon i obwąchał bark Doksy. Położył uszy i cofnął się z warkotem.-Klan Psów w Skórzanych Obrożach jest blisko.-powiedział.-Co to jest Klan Psów w Skórzanych obrożach?-zapytał Piorun, drapiąc się za uchem. Strzała zmarszczyła swój cieńki pysk, odsłaniając ostre rzędy zębów.-To odwieczni wrogowie Psów z Lasu.-odparła, trzęsąc głową ze wściekłością.-Są agresywni, mają szerokie, skórzane obroże, napijane metalowymi kolcami. Lepiej nie wchodzić z nimi w spór, jeśli jesteś w pojedynkę albo we dwójkę. Nawet jeden na jednego raczej nie masz szans-są silne, mają mocne szczęki, atakują nawet bez ostrzeżenia.-warczała Strzała. Nagle Piorun zobaczył, że na jej łopatce jest nieduża blizna.-Zaatakowały mnie na łowach. Zanim zostałam waderą. Omal nie kosztowało mnie to życia.-powiedziała. Piorun skinął łbem.-Zaatakowali kiedyś wasze stado?-Nie. Ale teraz zaatakują. Na pewno.-powiedziała Strzała.-A kto jest waszymi najlepszymi wojownikami?-zapytał Piorun.-W czasach walki najcenniejsi są Rita, Wichura, Duc i wiele innych psów.-odparła Strzała, drapiąc się za uchem.-Piorun, upoluj coś dla Burzy i jej szczeniąt.-powiedział alfa.-Dobrze, alfo.-odparł Piorun i pobiegł do lasu. Przyłożył nos do ziemi i zawzięcie węszył. Udało mu się złapać pardwę i dwa króliki. Położył to wszystko przed Burzą. Burza była owczarkiem lakenois. Spojrzała z lekką wdzięcznością. U jej boku leżały cztery szczenięta. Gdy wyciągnęły pyszczki do jedzenia, delikatnie je skarciła. Największy piesek zawzięcie próbował złapać ząbkami Pioruna. Kiedy pies odszedł, Chester siedział obok Rity.-Uważał, nie liż kałuży bo..-zaczęła Rita. Ale Chesterowi przymarzł język.-aaaauuuf, mój jężyk-powiedział, sepleniąc Chester. Kiedy odczepił się, z ulgą polizał nos.-A nie mówiłam!-triumfowała Rita.-Chcę z tobą walczyć o twoją rangę.-powiedział nagle Chester.

rozdział 22

Rita skrzywiła się.-Powiedz to waderze.-mruknęła.-Ja chcę walczyć o stopień, a nie gadać z waderą!-szczeknął Chester.-Wiesz, co się stanie, jeśli zaczniesz walczyć bez powiadomienia? będzie to wyglądało, jakbyś na mnie napadł. Lepiej uprzedź alfę lub waderę, mówię ci. Ja jestem w sforze dłużej niż ty.-powiedziała, potrząsając uszami. Chester przez chwilę myślał intensywnie, patrząc w ziemię.-No dobra, to ma sens-zgodził się nieco niechętnie. Podszedł powoli do miejsca, gdzie obok siedzieli alfa i wadera. Chciał podejść do alfy, ale w końcu zdecydował, że powie Strzale-alfa budził zbyt duży respekt.-Chcę walczyć o stopień Rity.-powiedział, nieco drżąc z nerwów. Te psy najwyżej w hierarchii zawsze budziły respekt..-Ty chcesz walczyć z.. Ritą?-zapytała Strzała, po czym wydała ciche, powstrzymywane parsknięcie, które brzmiało jak śmiech. Chester lekko zjeżył sierść na karku.-Tak, bo chcę polepszyć rangę.-odparł, nerwowo grzebiąc w śniegu. A jeśli zrobi coś nie tak i narazi się najwyższym rangą? Strzała wstała i chwilę przechadzała się po skale.-Rita nie jest największym ani najcięższym psem, ale jest dobrą wojowniczką. Ma cienką skórę i jest chuda, ale ma większą niż ona pewność siebie, dobrą taktykę, siłę i mądrość. Niewiele w naszym stadzie jest psów, które tak dobrze walczą, a Rita… cóż, ona jest związana z niezwykłymi psami.-mruknęła Strzała. Chester zatrzepotał uchem.-Niezwykłymi. Rozumiesz przez to…-powiedział Chester i znów trzepnął uchem. Strzała nie odpowiedziała.-Chester, chcę wiedzieć jedno-wiesz co to znaczy walczyć z Ritą? Wiesz, kim ona jest?-zapytała, a Chester westchnął cicho.-Ona jest po prostu.. po prostu.. jak posokowiec z uszami do łopatki, luźnymi, zadziorna i tyle. nie jest niezwykła.-odparł Chester.-Czyli nie wiesz, kim ona jest. To się dowiesz, bo przed walką wolę cię uprzedzić.-mruknęła Strzała.-Aha, dziękuję, tylko nie zniechęcaj mnie do walki! nie jestem szczeniakiem.-szczeknął Chester.-Rita jest po niezwykłych psach. Chester, są takie psy, które nie odstają od ziemi, a mają więcej werwy i honoru, niż ma dog niemiecki. Rita jest podobnej wielkości do ciebie, jest chuda, ale ma ostre zęby, silne szczęki, doświadczenie. Niejeden pies walczył z nią o rangę. ale tylko jeden to przeszedł jako zwycięzca.-powiedziała Strzała.-Kto ją pokonał?-zapytał Chester, przygotowując się na zaskoczenie. Kto? wadera? Duc?-Wichura.-odparła Strzała.-Dlatego ciesz się, że nie walczysz z Wichurą. Podejrzewam, że gdyby się uwzięła, pokonałaby alfę.-powiedziała Strzała. Border poczuł, jak łapy mu drżą. Może lepiej się wycofać, pomyślał. Nie, przecież muszę mieć porządną rangę.-Rita raczej nie da ci ze sobą wygrać. Te psy, po których pochodzi, były odważne, i potrafiły naprawdę dużo. Bo miały dużo pewności. I chociaż nie były magiczne ani nie były duże, to umiały wiele.-powiedziała półcharcica.-I tak chcę walczyć, wadero.-odparł Chester. Alfa ustał przednimi łapami na kamieniu.-Rito! zostałaś wyzwana przez Chestera, który zamierza polepszyć rangę.-warknął.-Przyjmuję wyzwanie.-odparła suczka, z zacięciem na pysku.- Ustańcie na ustępie przed skałą.-powiedziała wadera. Chester ustał przed Ritą, która napięła mięśnie i wyraźnie była gotowa do walki.-Obaj jesteście pewni, że chcecie walczyć?-zapytała wadera.-Tak-odpowiedziali w jednym czasie.-Więc zaczynajcie.-szczeknął alfa.

Rozdział 23

Rita z dzikim skowytem podbiegła do Chestera.-Pamiętajcie, to nie jest walka na śmierć i życie, nie łapiecie się za gardła, wygrywa ten, kto albo powali przeciwnika na ziemię na plecy przez pięć sekund, albo jeśli przeciwnik się podda!-przypomniała Strzała, gdy Chester uskoczył od Rity. Ona nagle chwyciła go za kark. Była widocznie mniejsza, ale miała doświadczenie, i róznica wielkosci nie była duża.. kiedy Rita wciąż nie puszczała, złapał ją za ucho. Odskoczyła, dysząc, a z jej pyska leciała para-było chłodno, choć on już czuł drżenie rozgrzanych mięśni. Skoczył na nią, lecz ona jakimś cudem prześlizgnęła się pod nim i na chwilę wskoczyła na grzbiet. Zeskoczyła i chwyciła za przednią łapę. On złapał ją za ogon.-Puść..-syknęła. Podczas walki obaj przeciwnicy dowiadują się, gdzie są ich słabe punkty. Rita ugryzła go w udo, on naparł na nią przednimi łapami. Ciężko dyszał. Chwilę stali, dysząc, po czym znów się na siebie rzucili. Kiedy chwycił ją za bark, przeskoczyła mu nad grzbietem, niemal strącając go z nóg. wreszcie chwyciła go za kark i łeb, przednie łapy i klatka piersiowa znalazły się mu na grzbiecie. Jego przednie łapy tak się rozjechały, że aż jęknął. Rzucił się w tył, licząc, że Rita się przewali, jednak kiedy przewalił się, ona już dawno ześlizgnęła się. Ugryzła go w ucho. Wtedy Chester wskoczył na jej grzbiet, naśladując jej taktykę-skoro ona była szybsza, on musiał działać inaczej. Ona wyraźnie traciła oparcie, gdyż był dla niej za ciężki. Rzuciła się w bok i oboje upadli na śnieg-osiągnęła to, co chciał on, gdy rzucił się w tył! Gdy jeszcze leżał na boku, docisnęła go przednimi łapami..raz. dwa. trzy. Leżał, ale zarzucił łbem i ukąsił Ritę w fafel. Rita zapiszczała z bólu.-zostaw!-piszczała, powoli luzując chwyt.-puszczaj!-krzyknęła, gdy się wyślizgnął. Wichura rzuciła mu ostre spojrzenie.-Chester, masz ją puścić. Teraz. Tak się nie walczy.-powiedziała, a on puścił uchwyt, wieszając się Ricie na karku. Kiedy puścił, skoczył na nią, wykorzystując chwilę, kiedy gorzej się trzymała, i uderzył w jej bok łapami, dodatkowo pchając głową. Przytrzymał ją. Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć.-Chester przejmuje rangę Rity, a Rita spada w hierarchii na miejsce Chestera.-powiedział alfa. Rita spojrzała na niego. przyjrzał się jej. Był pewien, że będzie wściekła. Ale ona po prostu patrzyła pusto.-Dobrze walczyłeś.-powiedziała i odeszła, wylizując fafel.-Wygrałeś.-powiedziała wadera. Chester opadł na ziemię, dysząc. Cieszył się zwycięstwem, ale czuł się winny, że wtedy ugryzł Ritę. Wtedy nagle Burza zesztywniała. Wadera uniosła łeb.-Klan psów w skórzanych obrożach. Nadchodzą.-powiedział alfa.-Drużyna zwierzaków domowych to nic w porównaniu z nimi.-powiedziała Wichura, warcząc.-Drużyna zwierzaków domowych?-zapytał Chester.-To kilkanaście udomowionych psów, które myślą, że są duże, dzielne, bronią miasta. Puchate, krókowłose-nie ma co się nimi przejmować. Dwa psy z dzikiego stada mogłyby je położyć na ziemi.-żachnęła się Burza. I wtedy z lasu wyłoniły się psy w skórzanych obrożach z kolcami ze złotego mosiądzu. Było ich kilkanaście, może trochę więcej.-To oni-jęknęła Wichura. Doksa zaczęła nerwowo szczekać, a Jane schowała się za Ritą. Nagle wyłonił się jeszcze wyższy od reszty, umięśniony, czarny z podpalaniami. Miał podcięte w trójkąt, stojące uszy, jego obroża była jako jedyna z czerwonej skóry, a kolce.. wyglądały na ostre. w przeciwieństwie do innych obroży. To pewnie ich alfa.-pomyślał Chester. Wszystkie psy z dzikiego stada zjeżyły sierść.-To oni-piszczały przerażone psy. I wtedy największy pies ich spostrzegł, a całe stado ruszyło kłusem w ich stronę.

Rozdział 24

Chester położył uszy. Psy były silne i na pewno nie pokojowo nastawione. Około dwudziestu psów. Mimo, że ich stado było chyba nieco większe, to minimalna przewaga liczebna nie liczyła się-te psy były większe, silniejsze, wytrenowane. Raczej nie mieli dużych szans. Psy poruszały sie zdecydowanie za szybko, żeby przyszły pokojowo. Wtedy zbliżyły się.-To nie jest wasze terytorium. Wynoście się.-warknął alfa. Największy z psów, prawdopodobnie duży beauceron z podpalaniami, alfa, zrobił dwa kroki.-Myślisz, że nas wygonisz tak, ot? O nie. Nie przyszliśmy tu po to, by walczyć, ale widzę, że prawdopodobnie zostaniemyy zmuszeni..-syknął, tak basowo, że Chesterowi dudniło w klatce piersiowej. Wtedy usłyszał gardłowe warczenie jednego z członków stada. Odwrócił się. Wichura trzymała łeb na linii grzbietu, a jej ogon powoli szedł w górę. Nieco zjeżyła długą, falistą sierść. Naprężyła się i już gotowała się do skoku na beaucerona, kiedy Doksa docisnęła ją do ziemi swoim wielkim, 60 kilogramowym cielskiem.-Co ty robisz?!-zasyczała Wichura, wyrywając się jej spod łap. Stanęła prosto, patrząc gniewnie na wielką suczkę.-Wichuro, nie możesz nas narażać. Wtedy sprowokujesz atak.-powiedziała Strzała, szturchając ją łapą.-Co wy tutaj robicie?-warknął alfa do Psów w Skórzanych Obrożach.-Przyszliśmy po coś, co nasze.-odparł jeden z psów, umięśniony malinois. Zabawne, ale postawą, sposobem odzywania i ogólnymi rzeczami poza wyglądem przypomina rozjuszoną Wichurę-pomyślała Rita.-Nie zabierzecie naszego terenu!-warknął Wistor.-Wasz teren. Wkroczymy na niego, bo na nim..-zaczął z warkotem duży, kudłaty, silny pies, ale po chwili zamilkł, gdy beauceron wbił w niego wściekłe spojrzenie. Magma, suczka beagle, warknęła.-Czyli coś ukrywacie. Jeśli wkroczycie na nasz teren, po prostu nie przejdziecie bezkarnie!-zawarczała. Strzała ucięła ją w ucho.-Magmo, narażasz nas. Lepiej bądź cicho.-powiedziała, a Magma z warkotem wpatrywała się w Psy w Obrożach.-Jeszcze z wami nie skończyliśmy, pieski pokojowe.-zawarczał beauceron, a psy na sztywnych łapach oddlaliły się. Magma usiadła przed Strzałą.-Oni wkroczą na nasz teren. I mogą… coś ukrywać, zabrać coś, a raczej ukraść! na naszym terenie musi być coś cennego dla nich.-powiedziała. Strzała jakby nie usłyszała jej słów. Odwróciła się na chwilę w kierunku, gdzie odeszły psy.-Magmo, to co zrobiłaś, było głupie, mogło sprowokować psy do ataku, rozumiesz? Psy w Skórzanych Obrożach są.. są od nas silniejsze. Większe. mają bardzo mocne szczęki i może dalibyśmy im radę, ale na pewno ktoś musiałby zginąć.-warknęła Strzała. Magma strząsnęła długie uszy z pyska.-Jak mogłaś pozwolić im tak po prostu odejść? tak po prostu zniknąć w lesie? Przecież są zagrożeniem. Tylko puste słowa bez dostatecznej groźby nie wystarczą! oni wrócą! ja to wiem.-powiedziała Magma.-Uważaj, jestem waderą.-odparła Strzała.-Oni tutaj wrócą. Zobaczycie.-warknęła Magma i odeszła w kierunku polany, na której mieli legowiska. Wichura westchnęła.-A jeśli oni rzeczywiście wrócą?-spytała. Reszta psów jednak nie odpowiedziała. Ruszyli za Magmą, by również pójść do legowisk.

Rozdział 25

Piorun spał bardzo dobrze. Dlatego był wściekły, kiedy Magma z ujadaniem wybiegła na środek polany.-Czemu wrzeszczysz?-zapytał, mrużąc oczy.-Czuję, że oni wrócą, widziałam ślady! świeże. Nie przekroczyły granicy, ale są blisko, ja to wiem!-szczekała. Strzała powoli wyszła.-Dobrze, Magmo. Ale nie powinnaś przede wszystkim zachowywać się w ten sposób. Poza tym, czasami wydaje mi się, że jeszcze nie wyrosłaś ze szczenięctwa.-powiedziała Strzała.-Dlaczego nie ruszamy tam od razu?!-Trzeba być bardzo ostrożnym. Te psu]y są tak silne, że to może być zbyt ryzykowne. One bez problemu nas pokonają. i ktoś zginie.-powiedziała Strzała.-Na pewno będziemy musieli z nimi walczyć.-powiedziała smętnie Wichura, liżąc łapę, w którą obtarła się na polowaniu.-Wichura, dasz radę walczyć?-zaniepokoiła się Jane. Wichura skrzywiła się.-Jane.. przecież to oczywiste. To nie rana, to lekkie obtarcie, i nawet nie boli za bardzo.-westchnęła, dziwiąc się, jak można zastanawiać się, czy byle zadrapanie nie zniszczy skuteczności do walki. Jane jednak nie odpuszczała.-A jeśłi któryś pies złapie cię za tę łapę?-zapytała. Wreszcie suczka pokazała jej swoją opuszkę. Było na niej małe zadrapanie.-Widzisz? To jest nic w porównaniu z różnymi ranami, które nieraz odniosłam.-powiedziała i językiem wygładziła sierść na barku. Karmel biegał jak szalony.-A jeśli oni już atakują?-zapytał.-Nie atakują…-zaczął Chester.-A skąd wiesz? Nie czujesz zapachu metalu?-zapytał. Nagle Magma skamieniała-Oni nadchodzą! i pachną nie tylko skórą, metalem i psem, pachną czymś jeszcze!-ostrzegła. Alfa powoli skinął łbem.-Burzo, zostań ze szczeniętami w jaskini.-powiedział do suczki. ta powoli łapała szczenięta za karczki i zanosiła je do bezpiecznego schronienia. Jedno ze szczeniąt jednak wyrywało się.-Ja też chcę pomóc!-piszczało, ale ona tylko lizała jego pyszczek. Kiedyś pewnie zostanie wojownikiem-pomyślał Chester.-Będziesz się nazywać Werwa.-powiedziała Burza do małej, która próbowała uciec.-Pasuje do niej.-zaśmiała się cicho Strzała, a mała Werwa kichnęła i wreszcie weszła do legowiska. Wtedy nagle Alfa warknął.-Widać ich. nadchodzą. Jeden z psów upolował naszą łanię. Wkraczają na nasz teren. Musimy się bronić.-powiedział. Psy ruszyły za nim. Po dłuższej chwili stanęli przed psami w obrożach, blokując im dalszą drogę.-To nasz teren.. a wy to naruszacie!-krzyknął Duc. Malinois postawił łapę bliżej. Wyglądał, jakby rozważał atak na kudłatego psa. Duc z piskiem uciekł na tył stada. Magma prychnęła.-Nie możemy się ich bać!-powiedziała.-Och.. a powinniście.-warknął jeden z psów w obrożach. Magma zatrzęsła się ze wściekłości, ale nic nie powiedziała. Patrzyła tylko ze złością na inne psy. Nagle Piorun poczuł strach, że beagielka zrobi coś głupiego. Spojrzała w oczy beaucerona, chwilę dyszała ze wściekłości, po czym usiadła i spojrzała w śnieg, jakby próbowała wystudzić gniew. W głowie Chestera dudniły słowa wadery: oni są silniejsi, ktoś musi zginąć.-Przyszliśmy po to, co nasze. ale wygląda na to, że przyszliśmy walczyć. I tak wkroczymy na ten teren. I dobrze o tym wiecie.-warknął jeden z psów. Wichura zacisnęła szczęki. wyglądało na to, że stara się nie warknąć ani nie prowokować. Strzała mówiła, że Wichura jest świetną wojowniczką, ale suczka wyjątkowo łatwo poddawała się furii. I wtedy stawała się niebezpieczna dla siebie, stada i wroga jednocześnie. Teraz jednak starała się zapanować nad sobą. Magma jednak była na granicy wybuchu.-Pamiętaj-nic głupiego. Jeśli się na nich rzucisz albo zaczniesz do nich wrzeszczeć, mogą cię rozszarpać. Masz dużo werwy, ale wiesz, że oni są od ciebie pięć razy więksi i młody pies w skórzanej obroży może cię rozszarpać.-uprzedziła Strzała. Magma tupnęła.-Traktujesz mnie jak szczeniaka!-wybuchła, ale stała spokojnie. Alfa psów w skórzanych obrożach oraz alfa ich stada mierzyli się wzrokiem. Piorun wiedział, że będą walczyć. I wtedy nagle z pyska jednego z psów w obroży zabrzmiały słowa niemal takie, jak wypowiedziała Strzała:-Nie będzie ustępstw. To będzie prawdziwa walka.-i w tym momencie psy w obrożach powoli się zbliżały. zaczynał się atak.

Rozdział 26

Chester czuł walące serce. Te psy.. Jeden był silniejszy nawet od Pioruna. Czy w ich stadzie ktokolwiek umie się z nimi zmierzyć bez ran? zapewne nie. A jeśli ktoś zginie… alfa stada w obrożach ze skóry warczał gardłowo. Jane, cała się trzęsła, nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Doksa pozwoliła jej schować się pod sobą i mocno ścisnęła ją łapami, po czym Jane nieco się uspokoiła. Doksa zawsze jej broni-pomyślał border, oblizując nos.-Widzę, że nie ustąpicie bez walki.-warknął beauceron.-Nie cofniemy się, bo nie jesteśmy słabi. I mamy honor.-powiedziała spokojnie, lecz stanowczo Doksa. Nie warczała, nie powiedziała tego by sprowokować. Magma spojrzała na nią z wielkim szacunkiem.-Jesteście słabi.-warknął malinois.-Nie jesteśmy słabi. Jesteśmy innymi psami niż wy i nie wyglądamy tak groźnie i mocno jak wy. ale potrafimy walczyć.-powiedziała Doksa, nadal lodowato spokojnie, ale już nieco ostrzej. Magma spojrzała na nią znowu, jakby podziwiała spokój wielkiej suczki. Sama też nieco się uspokoiła, a Jane wyszła spomiędzynóg leonbergerki.-My wam nic nie zrobiliśmy. Ale nas prowokujecie.-syknął Wistor. Wistor, nie.-pomyślał Piorun. Malinois stał obok beaucerona. Wyglądał na doświadczonego, silnego psa.-Naprawdę? My tylko wracamy po coś. I to nie jest wasza sprawa.-warknął doberman.-Jeślibyście nie wkraczali na nasz teren, owszem-nie byłaby to nasza sprawa. Ale teraz jest. Bo nie życzymy sobie was u nas. nie macie pokojowych zamiarów.-warknął Wistor.-Wistor, ucisz się.-warknął Piorun. Magma uspokoiła się widocznie i po prostu stała. Ona uspokoiła się dzięki Doksie!-pomyślał Chester i przestał się obawiać, że zrobi coś głupiego. Karmel warczał na psy.-Jestem gotowy by bronić tego terytorium!-zawył. Jeden z psów z Klanu zawarczał i postawił kilka kroków.-Nie sądze, żebyś to przetrwał.-powiedział. Doksa ustała obok Karmela. Ona ich broni bardziej niż siebie, choć nawet jeszcze nie walczą-pomyślała Rita, patrząc z podziwem na suczkę, która uspokoiła Magmę i osłaniała Karmela.-Myślisz, że skoro jesteś największa, jesteś najsilniejsza?-warknął beauceron.-Wielkość nie oznacza siły. Ja nie muszę być silna mimo wielkości. I tak samo może być z wami.-powiedziała spokojnie, po czym zwróciła wzrok w ziemię. Psy z klanu w obrożach jeszcze chwilę krążyły.-Macie ostatnią szansę na uniknięcie walki. Wycofajcie się, przestańcie zabierać teren.-mruknął doberman.-Będziemy bronić tego, co nasze.-warknął alfa.-Dobrze. ale sami tego chcieliście.-warknął doberman. Psy zadrżały z emocji. Wtedy psy w obrożach pobiegły. Walka się zaczęła.

Rozdział 27

Alfa walczył z malinoisem. Magma na razie trzymała się blisko Doksy, która patrzyła chłodno na walkę. nie miała powodów ataku. Wichura spierała się z beaceronem. Karmel szczekał, ale nie walczył. Piorun toczył się po ziemi z dobermanem. kudłaty pies, który prawie coś wyjawił, walczył z Chesterem. Wtedy nagle Wichura się potknęła. Beauceron skoczył na nią. Miał odsłonięte kły.-WICHURA!-pisnęła Jane.-NIE!-Magma rzuciła się do przodu i w ostatniej chwili szarpnęła zębami nogę alfy psów w obrożach, który zawył. Zanim jednak zacisnął na niej kły, Wichura zdążyła się pozbierać i złapała go za kark, natomiast Magma wycofała się do Doksy. Doksa walczyła z innym psem. Wtedy nagle Karmel zaczął piszczeć. Rita spojrzała w jego stronę. Doberman przygniatał go do ziemi. Skoczyła w jego stronę.-Puszczaj go!-zasyczała i sprawiła, że stracił równowagę. Zabrała Karmela, który był lekko poobijany, ale nic mu się nie stało.-Musisz być ostrożniejszy. On mógł zrobić ci coś gorszego!-warknęła do najmniejszego pieska, po czym zostawiła go na ziemi.-Ale ja tylko chciałem pomóc!-zaskomlił. Był mały i chciał wykazać odwagę. Magma co chwila skakała na któregoś psa i gryzła w tylną nogę, by dać przyjaciołom chwilę na lepsze ułożenie. Chester dyszał, gdy pies w typie briarda ciągle na niego napierał. Był zdecydowanie od niego cięższy. Wtedy do walki doszedł jeszcze drugi pies. Dociskały go do ziemi. Nie miał szans. I wtedy Karmel zaczął swój jazgotliwy koncert. Jeden z psów zwrócił na niego uwagę,a niemądry, mały psiak złapał go ostrymi ząbkami za ucho.-AŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁ!-zasyczał pies i próbował zacisnąć na nim szczęki. Doksa i Jane patrzyły na to przerażone. Wreszcie pies ugryzł Karmela.-To koniec!-jęknęła Doksa, ale pół york ugryzł psa w pysk i uczepił się w kark, a pies zaczął szybko obracać sie w kółko.-Ha, ha! Pokonałem cię!-piszczał uradowany Karmel. Znajdował się poza zasięgiem szczęk.-Karmel, nie puszczaj, tylko tam jesteś na razie bezpieczny!-poleciła Doksa. Jane wreszcie doskoczyła do psa który wyglądał jak tervueven, po czym delikatnie zdjęła Karmelka i wskoczyła psu na grzbiet, zanim porządnie wgryzł się w jej ucho. Zadrapała go pazurami w pysk, i starała się unieruchomić, trzymając zębami kark. Pies był widocznie niedoświadczony, gdyż jedynie kręcił się w kółko. Wtedy nagle rzucił się w bok i oboje upadli na biały śnieg. Mocno chwycił bark Jane, a suczka zaczęła piszczeć, gdyż teraz nie miała skutecznej obrony. Rozpaczliwie drapała jego pysk, ale nie działało. Wreszcie puścił i docisnął ją do ziemi. Chwyciła go zębami za łapę i pchnęła drugą. Złapał ją za ucho, ale ona dźwignęła się z trudem na nogi i udało jej się uwolnić. Pies jednak nie odpuszczał i po chwili turlali się po śniegu w zawziętej walce. Dołączył kolejny pies. I trzeci. W tym momencie doskoczyła Doksa. Wzięła Jane w pysk, jakby ważyła tyle co Karmel i położyła za siebie. Psy rzuciły się na nią. Nie zadawały jej jednak poważnych ran. Miała grube futro, które znacznie ograniczało ugryzienia. Jednak te psy były bardzo silne. Doksa była duża, ale to nie dawało jej przewagi. Psom udało się przewrócić ją na śnieg. Jane krzyknęła z przerażenia. Magma cała się zatrzęsła. Bez słowa dobiegła do psów i rzuciła się na nie, broniąc Doksy. Odciągnęła jednego, i leonbergerka zrzuciła drugiego, wstając. Beagielka skakała wokół niego, szczekając. Była o więcej niż połowę mniejsza, ale broniła Doksę. Przeciwnik z całej siły uderzył ją przednią łapą. Suczka przetoczyła się po śniegu i wstała, dysząc ze wściekłością, ale miała obdarty bok.-Nie daruję ci tego-wyharczała i ruszyła z odsłoniętymi zębami.Wbiła kły w przednią łapę psa. Karmel skakał wokół. Alfa psów w obrożach złapał go nagle mocno. Doksa doskoczyła i udało jej się uwolnić Karmela, który upadł na śnieg. Alfa rzucił się na nią, ale mały piesek nie wstawał. Leżał na śniegu. Magma walczyła z dużym psem, ale to było ponad jej siły. Doksa natomiast została otoczona przez psy. Piorun i Chester byli wykończeni przez silniejszych przeciwników. Wichura walczyła. I wtedy nagle wpadła w furię. Rzuciła się na kilka psów otaczających Doksę. Próbowała powalić psa w typie mastifa. ale przeceniła swoje siły. Jane jęknęła.-Ona ma obtarcie z polowania!-pisnęła, przypominając sobie malutką kreseczkę zdartej skóry, nawet bez krwi.-Zostaw ją. To było nic. Teraz odniosła poważniejsze rany.-syknęła Rita. Jane miała zesztywniałą łapę z powodu mocnego zranienia w bark. Mogła nią ruszać, ale oszczędzała ją. Teraz łapa była jak sztywny kij. Bardzo bolała po gwałtownym ataku. Karmel leżał bezwładnie na śniegu. Chester zapadał się w niego pod ciężarem briarda, który z nim walczył. A A Wichura została przewalona na śnieg i toczyła się w walce. Jedna z jej łap była zraniona przy barku, cała była potarmoszona i poraniona, ale drżała ze wściekłości, dalej odpierając atak. Doksa zataczała się po śniegu, a dwójka psów napierała na nią. Magma, walcząca ze znacznie większym psem, nagle znów została powalona potężnym uderzeniem łapy. Nie przeturlała się jednak jak wcześniej-upadła z głuchym łupnięciem.

rozdział 28

Doksa zadrżała, widząc leżącą Magmę. Suczka przez chwilę leżała wyciągnięta, ze sztywnymi, drżącymi łapami i rozdartym bokiem. Wyglądała, jakby nie żyła. Ale po chwili wstała, jeszcze lekko oszołomiona, drżąca. otrząsnęła się i znów wróciła do nierównej walki z olbrzymim psem, mimo, że mierzyła 40 cm i ważyła 11 kilo. Przez chwilę tańczyła na tylnych łapach wokół większego psa, próbując ukąsić w łeb, ale pies był silniejszy i odpierał atak. Strzała jako że była w połowie chartem afgańskim, miała cienką skórę. Była ranna w pysk i plecy, ale nadal walczyła. Była silna i tak zwinna, że rekompensowała tym lekkość. Z łatwością chwytała zębami, po czym od razu odskakiwała na bezpieczną odległość. Rita, mimo, że jedynie Wichura umiała ją zwyciężyć, była wykończona walką. Karmel dalej leżał nieruchomo. Ale wciąż jeszcze oddychał. Chester coraz częściej opadał na ziemię. Jane stała dłuższy czas, sztywną łapę trzymając w górze. i wtedy skoczył na nią duży deerhoound. Upadła na śnieg, nawet nie pisnęła. Mastif walczący z Wichurą wciąż nie tracił sił i praktycznie nie był zraniony. Wichura nie mogła z nim zwyciężyć-był zbyt duży. Wtedy nadbiegł Duc. Po prostu wbiegł w zad mastifa jak taran, a pies upadł kufą w śnieg, chwilę leżąc oszołomiony. Do walki wrócił po chwili, jednak tym razem i Duc, i Wichura stawiali mu czoło. Duc był podobnej wielkości do Doksy, może trochę mniejszy. miał jednak jeszcze grubsze niż ona futro-był krzyżówką leonbergera z samojedem. Mastif ugryzł go w bark. Duc miał ochotę się roześmiać. Futro niemal całkowicie ochroniło go przed szczękami. Jane jęknęła, gdy derhound przyciskał ją do ziemi. Magma wisiała zębami na łapie przeciwnika-rasy doberman. Pies po chwili mocnym ugryzieniem zwalił ją i przycisnął do ziemi. Otworzył pysk. Ona ucięła go w ostatniej chwili, zanim jego zęby zacisnęły się jej na szyi. Udało jej się wyrwać i skoczyła do Jane, która miała ograniczone szanse z powodu sztywnej łapy. Podskoczyła deerhoundowi do barku, który był więcej niż ona na dwóch łapach nad ziemią i chwyciła go mocno zębami, odciągając go od rannej Jane, która wyrwała się i wycofała. Po chwili pies zaczął się bronić, a ona puściła, upadając na tylne łapy. Deerhound złapał ją za kark i rzucił w śnieg. Upadła w niego. Doksa odpierała atak kilku psów, ale ledwo dawała radę. Nie miała już siły. Wtedy na Jane znów skoczył jakiś pies. Udało jej się wyrwać i doskoczyła do niej. Po chwili walki nikt jej nie powalił-ale upadła w śnieg. I nadal tam leżała. Nie upadła tam z powodu ciężkich ran-tylko z powodu wyczerpania. miała do odparcia najwięcej psów. I gdy się podniosła, znów musiała je odeprzeć. Po walce z Wichurą i Ducem mastif leżał nieruchomo. Duc poszedł pomóc komuś innemu. na Wichurę rzucił się kolejny pies, ale ona odpierała jego atak.Alfa dzikiej sfory walczył dalej z młodym malinoisem-i tylko tu można było mówić o równej walce. Gdy Piorun spojrzał na Magmę, znieruchomiał na moment. Suczka dalej leżała w śniegu. bez ruchu. Na Pioruna znów skoczył przeciwnik. Chester powoli zaczynał dawać radę z briardem. walka trwała jeszcze jakiś czas, aż w końcu alfa sfory w obrożach szczeknął:-Wycofujemy się. Ale jeszcze tu wrócimy..-zasyczał. Wszystkie wrogie psy, chociaż ranne, opuściły to miejsce. Tylko nie mastif, który zginął w starciu z Wichurą i Ducem. Teraz był czas, aby oszacować stan wojowników.

rozdział 29

Wszyscy byli ranni. Ale najgorzej było z Karmelem i kilkoma innymi psami. Chester tuż przed zakończeniem walki w końcu padł na ziemię z wysuniętym językiem. Uratowało go tylko zakończenie walki. Karmel wyglądał bardzo źle, mimo, że Doksa zdołała go ocalić przed zmiażdżeniem w paszczy. Jane leżała na ziemi trzęsąc się.-Jane, co się dzieje?-zapytała przestraszona Strzała.-No.. ja.. się.. boję.. że moja łapa zamieni się w kij! Nie czuję jej!-jęknęła.-Jane… łapy nie zmieniają się w kij.-westchnęła wadera.-Ale moja.. ja już nie mogę nią ruszać..-szepnęła pół goldenka pół corgi, powoli układając się na ziemi. Karmel już ledwo dyszał. Wistor leżał na ziemi, po walce z dwoma bokserami. Tuż przed walką najwięcej prowokował. I dobrze się to nie skończyło.. Dopiero po chwili spod śniegu wyłoniła się Wichura.-Och.. Wichura.-powiedział Piorun, liżąc zranioną łapę. I zamarł. Czegoś jej brakowało. Nie miała kawałka ucha. Mogła nim ruszać, ale jeden trójkąt został oderwany.-Wichura…-szepnął Piorun.-To nie łapa. Uszy.. uszy nie są potrzebne w walce..-powiedziała łamiącym głosem suczka.-Wichura, jesteś nadal sobą, tylko nie masz kawałka ucha. Moja łapa na przykład.. no.. już się nie prostuje. nie mogę nią ruszać.. a.. pociągniesz za nią i spróbujesz ustawić ją inaczej?-zapiszczała Jane. Wichura wyprostowała łapę.-Już?-upewniła się Jane.-Jane, nic nie czułaś?-zapytała Wichura.-Boję się, że ta łapa, kiedy nie będę patrzeć, odpadnie..-przyznała suczka.-Na razie się połóż. Ale.. czasem się zdarza, że tak zostanie, Jane.-powiedziała Wichura. Nie martwiła się raną. I nawet nie wyglądała gorzej. To nie był duży kawałek, na całe szczęście.Jane podskoczyła na trzech łapach w kierunku legowisk. Wreszcie Rita podeszła do Karmela i w milczeniu usiadła koło niego. Zaczęła go lizać.-Trzeba go zabrać do legowiska.-mruknęła.-Rita.. on tego nie przeżyje. Ma poważne rany.-powiedziała cicho Wichura.-Karmel..-wyszeptał Piorun.-Karmel, nigdy o tobie nie zapomnimy.. obiecujemy.-przysięgła Jane.-Wichuro, zostań z nim.-poprosił Piorun. Jeszcze nie wszystkie psy się podniosły. Trącił nosem Duca.-Nie jestem poważnie ranny. Mogę wam pomagać w dalszej walce.-powiedział, otrzepując futro.-Duc, dobrze. Prawdopodobnie będzie trzeba opuścić ten rejon i przejść gdzie indziej.-powiedział Piorun. Rita podeszła do Syriusza, który siedział w milczeniu.-Nic ci nie jest?-zapytała. Pies spojrzał na nią.-Chyba.. chyba wrócę do ludzi. Porzucili mnie, ale może znajdę innych. Ja.. nie dam rady tu zostać, Piorunie-zwrócił się do dawnego alfy.-Rozumiem, Syriuszu. Uprzedź alfę.. i idź. Ale kiedyś przyjdź jeszcze raz.-powiedział Piorun. Syriusz odszedł w kierunku alfy. Doksa leżała jak wielki kłąb futra. Była poraniona i ciężko dyszała. Podniosła się z trudem.-Gdzie.. Karmel?-zapytała, wylizując ranę.-Doksa… wiem, że się starałaś. Ale posłuchaj, on tego nie przetrwa. Nie da rady.-powiedziała łagodnie Rita i polizała wielką suczkę po pysku. Wistor był w słabym stanie, ale doszedł do legowiska. Magma leżała wyciągnięta, odkąd rzucił ją deerhound. Nie zmieniła pozycji.-Piorun.. ona.. chyba..-wykrztusiła Rita.-Musimy spróbować jej pomóc. Ma większe szanse.. niż.. Karmel. Zanieś ją do legowiska. Musi się ogrzać i odpocząć.-powiedział. Rita wzięła Magmę za kark. Suczka wisiała bezwładnie, ale mruknęła cicho.-Żyje.-powiedział Piorun. Kiedy beagielka leżała na legowisku, wszyscy zebrali się wokół Karmela.-Karmel był dzielny.-powiedziała Rita.-Zbyt dzielny..-westchnął Piorun. Karmel dopiero co skończył dwa i pół roku, więć dorosłym psem był niewiele ponad pół roku. Karmel powolnym, urywanym oddechem chwytał powietrze. Doksa położyła wielką łapę obok jego malutkiej łapki. Zapadał zmrok. Psy nadal leżały przy Karmelu. Gdy księżyc zaczął już porządnie świecić, oddech pół yorka osłabł. Nie wyglądał, jakby się męczył. Na chwilę otworzył oczy.-Doksa..-wyszeptał ledwo słyszalnie. Zamknął je. Po chwili wziął nieco głębszy oddech, westchnął, i przestał oddychać. Psy zawyły żałośnie. Całą noc wszystkie, oprócz Magmy i Burzy, leżały obok najmniejszego członka sfory.

Rozdział 30

Rano psy ruszyły na polowanie. Doksa nadal leżała obok Karmela.-Doksa?-podeszła do niej Wichura.-To wszystko przez te bezlitosne psy. Był mały, i dopiero pół roku był pełnoprawnym członkiem sfory.-powiedziała cicho.-W walce coś się zawsze poświęca. Ja.. straciłam kawalek ucha. Ty jesteś ranna. A Karmel.. oddał życie. Teraz już nic nie możemy zrobić. Nic nie mogliśmy zrobić. Starałaś się.-powiedziała suczka. Doksa skinęła łbem.-A Magma?-dochodzi do siebie. Nie jest z nią tak źle, jak myśleliśmy.-powiedziała Wichura. Psy zebrały się i zjadły posiłek. Chester jednak był niespokojny.-Ogon mi zamarza.-Bo jest zimnoziemia.-odparła spokojnie Rita.-Dlaczego akurat Karmel musiał zginąć?-zapytała Jane, która wyszła z nory. Jej łapa nie wyglądała wcale lepiej-wciąż była sztywna, ale suczka lekko nią ruszała.-Był mały.. i po prostu nie myślał, że pies go zrani śmiertelnie. Przecenił swoje siły.-powiedziała cicho Wichura.-Tęsknie za nim.-powiedziała Doksa. Alfa wbiegł przed nich.-Kiedy tylko wszyscy odzyskają siły, przesuwamy się w inny rewir na naszym terenie.-powiedział i poszedł na skałę. Strzała usiadła obok Jane.-Chyba pierwszy raz ktoś ci bliski zginął?-zapytała.-Tak.-westchnęła suczka.-Takie rzeczy są. Ktoś ginie, ktoś jest ranny, ktoś poluje na zwierzę, ktoś walczy.-powiedziała suczka.

****************************************************

Kilka tygodni wystarczyło, by psy poczuły się lepiej. Magma przeżyła i wyzdrowiała. Psy ruszyły na północ swego terenu. Pół drogi Doksa niosła Magmę. Potem niósł ją Duc, a potem wyrwała się z protestem, że nie jest szczeniakiem. Doszli do terytorium, które Chesterowi wydało się bardzo dobre-złapał mysz od razu i zjadł ją. Po jakimś czasie przyzwyczaili się do nowego miejsca. Było tu dużo zwierzyny. I duże, zamarznięte jezioro, po którym skakała Jane, ciesząc się, że jej łapa przestała być sztywna, ale mróz nie był wystarczający, bo był już luty i wpadła do jeziora.

Chester jednak czuł dziwnie znajome zapachy, jednak nie wiedział, czym one były. Syriusz wyruszył do ludzi. W stadzie zaczęło się układać coraz lepiej. Wtedy jednak na granicy Magma odnalazła kolec od skórzanej obroży. Klan przekroczył granicę.

KONIEC TOMU ,,CZTERY SFORY”

Podziękowania

Dziękuję dla Jantara, border jacka, który poluje na robaki i pluszaki tak jak Chester i jest żywym Chesterem. Dziękuję dla Charliego, który zainspirował powstanie Jane, mimo, że jest mniejszy niż ona i innej rasy. Dziękuję wszystkim zdziczałym stadom psów, które były pierwowzorami postaci. I dziękuję Lunie, że zainspirowała postać Pioruna.

Bez obroży

Tom 2

Terytorium dzikiego stada

Rozdział 1

Od walki minęło kilka miesięcy. Chester drzemał na skałach, kiedy nagle na pysk wskoczyła mu Werwa, która ukończyła już pół roku.-Werwa!-westchnął z niezadowoleniem.-Przepraszam, wujku Chester.-powiedziała młoda suczka.-Nie nazywaj mnie wujkiem!-obruszył się Chester. Cała czwórka szczeniąt: Werwa, Lawa, Grom i Wicher biegali, udając zaciętą walkę.-Ależ oni wyrośli.-uśmiechnęła się Wichura. Jej rany się już zagoiły, ale kawałek ucha.. już na zawsze tak zostanie. Doksa skinęła głową. Była dla szczeniąt jakby nianią. Uwielbiały się z nią bawić, nawet teraz, kiedy były już niemal tak wysokie jak ich mama, Burza.-Nudzi mi się. Ta zabawa jest dla dzidziusiów-jęczał Grom.-To wymyśl coś lepszego!-zapiszczał Wicher, próbując niepostrzeżenie przejechać się na grzbiecie Doksy. Wielka suczka zdjęła go, chociaż był już całkiem duży.-Jesteś już na to za duży.-Westchnęła.-A właśnie że nie!-uparł się szczeniak, próbując łapkami złapać jej ogon.-Dobra. wymyśliłam dla was dorosłą zabawę.-powiedziała Jane.-Jaką?-zapytały szczenięta.-Ten, kto pierwszy znajdzie coś zwiastującego nadejście słońcotrawu, dostanie ode mnie dodatkowy kawałek mięsa do obiadu!-powiedziała suczka.-O, to oni przegrają!-pisnął grom, a wszystkie szczeniaki pobiegły by przeczesać polanę. Chester co chwila wzdychał.-Chester, co się dzieje?-zapytał Piorun.-No.. muszę ci się do czegoś przyznać.-powiedział border.-?- Tęsknie za.. masłem orzechowym. Mieszkałem z ludźmi i ran dali mi z nim starą kanapkę.. no mówiłem, żyłem z nimi niecałe dwa lata, i uciekłem ze złych warunków.. Ale potem udawało mi się je zdobywać.. i..-urwał, zamyślony.-Chciałbym zdobyć chociaż słoik. I zjeeeeść.-westchnął.-Aha. No to idź i je zdobyj.-To nie jest proste. to za daleko. Ale trudno. nadchodzi słońcotraw, więc za jakiś czas można zjeść chociaż owoce.-powiedział Chester, wyobrażając sobie, jak zjada sam cały słoik ulubionego przysmaku. Rita potrząsnęła łbem.-Pański piesek.-prychnęła.-Właśnie że nie!-warknął Chester. I zaczęli się kłócić. Jak kiedyś z Karmelem-pomyślał smutno Piorun. I wtedy Lawa nadbiegła z gałązką jagód w pysku.-Wygrałam!-oznajmiła Jane.-Ona kłamie, ja je pierwszy zobaczyłem, ale udawałem, że nie widzę!-narzekał Wicher.-Ona oszukuje!-piszczał Grom. Jane obwąchała jagody.-Lawa wygrała. I dostanie mięso.-To jej je zabiorę!-parknął Wicher.-A ja zabiorę ci legowisko!-zagroziła Lawa.-Przestańcie się kłócić.-powiedziała Jane.-To ona się kłóci!-oskarżył siostrę Wicher. Jane westchnęła.-Dobra. Kto pierwszy znajdzie jajko.. wygrywa.-powiedziała, a szczenięta znów pobiegły szukać.

Rozdział 2

Słońcotraw nadszedł. Słońce świeciło. Szczenięta rosły, umiały nawet zapolować same na myszy, ale króliki tylko płoszyły, nie umiejąc ich dogonić. Jane wymknęła się rano i.. zaczęła pływać w stawie.-Jane, a jeśli znowu wpadniesz w ropę?-zapytał Chester.-To będę się znowu trząść!-odparła Jane, nurkując, by spróbować rybę.-Mam rybę!-zapiszczała i wyrzuciła coś śliskiego na brzeg. Nie była to duża zdobycz, ale Jane była zachwycona.-Umiem łapać ryby!-piszczała. Wtedy nagle podeszła Magma.-Znalazłam dziwne miejsce. Na naszym terytorium, a raczej na granicy. Dziwną jaskinię. Bardzo dziwną. I pachniała… nie wiem. Chester, pójdziesz zobaczyć, może ty znasz ten zapach?- i poszli. Jaskinią był budynek-Magma nigdy nie mieszkała w mieście. i pachniał..-MASŁO ORZECHOWE!-wrzasnął Chester i pognał w tamtym kierunku.-Stój, może tam są inne psyyyy!-krzyknęła Magma. Ale on wrócił pół godziny później, ze słoikiem masła orzechowego.-Spełnione marzenie.-mruknął i wrócili na polanę, gdzie szczeniaki rozbiły znalezione jajko.-Co to?-zapytał zdumiony alfa.-Takie.. masło orzechowe. Bardzo pyszne.-powiedział Chester.-To pachnie człowiekiem.-warknęła Strzała.-Ale jest smaczne.-całe stado patrzyło zdumione, jak po ziemi rozlewa się brązowa maź. Chester polizał kilka razy.-Mmmm, nareszcie jem masło orzechowe…-zamruczał szczęśliwy Chester. Alfa podszedł i spróbował.-Ile tego zabrałeś?-zapytał, liżąc z namysłem.-Jeden słoik.. tylko to.-powiedział bezradnie Chester.-Hmm.. jest.. smaczne.-przyznał alfa. Całe stado zaczęło zlizywać masło, które po kilku sekundach było jedynie na usmarowanych pyskach. Wreszcie Strzała podeszła nieufnie