Amelia i zwierzęce wakacje

Rozdział 1

Amelia spojrzała na torbę z galopującym koniem. Miała spakować ekwipunek na wyjazd wakacyjny.-Amelio, czy skończyłaś pakować?-zapytała mama.-Jeszcze nie zaczęłam..-przyznała Amelia.-Może już zacznij, bo pamiętasz, że zawsze długo się zastanawiasz.-powiedziała mama i poszła. Dziewczynka otworzyła szafę. Wyjęła bluzkę z dalmatyńczykiem, po czym spakowała ją do torby. Uwielbiała zwierzaki i większość jej ubrań była w psy lub konie.-Bluza, bluzki, spodnie, spodenki, kurtka..-mruczała, odczytując listę. Upchnęła kilka bluzek na krótki rękaw oraz bluzę z koniem palomino. Po namyśle spakowała bryczesy na wszelki wypadek. Okulary przeciwsłoneczne i strój kąpielowy również znalazły się w torbie. Potem spakowała jeszcze okulary do pływania. Kiedy miała już szczoteczkę do zębów, szczotkę i parę innych rzeczy, zostało jej już tylko coś do zabawy, czytania i zajęcia. Spakowała książkę ,,Wakacje z Sigge” o młodej amazonce i jej ukochanym kucu szetlandzkim. Parę książek o zwierzętach. Laptop do pisania książek. Telefon-tylko i wyłącznie do wieczornego pisania. Smaczki dla psów. Zabawki dla psów. Smycz. Nie miała własnego psa, ale miały tam być psy. Gdzie jechała? Na Mazury, na działkę dziadków. Miała tam spędzić ponad tydzień, więc pakowanie pewnie jej zajmie.. po namyśle wzięła książke o tresurze psów.-Jestem gotowa!-zawołała i zbiegła na dół. Był poniedziałkowy poranek, czerwiec. Początek lata.-Dobrze. Pakuj się do samochodu.-powiedziała mama. Amelia wskoczyła do samochodu i wrzuciła ekwipunek do bagażnika. Mama wyjechała za bramę.-Cieszysz się, co?-zapytała.-Tak.-powiedziała dziewczynka. Za oknem było mnóstwo lasów i zielonych krajobrazów.-Jesteśmy na Mazurach.-poinformowała po jakichś 20 minutach mama.-Naprawdę?-zdziwiła się Amelia.-Tak. Za kilkanaście minut dojedziemy.-dziewczynka wyjrzała gorączkowo.-Jeśli woda okaże się ciepła, może się wykąpiesz.-powiedziała mama.-Jak fajnie, że dziadek ma kawał jeziora.-i resztę drogi spędziły w milczeniu.Nagle dojechały na polną drogę. Już z daleka słyszały piskliwe szczekanie małego psa shih tzu, Charliego. Ale głośniej i żywiej witała ich Luna, owczarek szkocki. Amelia wyskoczyła, zapominając wziąć torby. Mama wysiadła i podała je jej, ale ona już głaskała Lunę.-HEJ!-zawołała Lena, jej starsza o 4 miesiące kuzynka.-Hej!-i przywitały się. Był ranek, przed nimi cały dzień na Mazurach..

Rozdział 2

Kiedy mama pojechała, Amelia i Lena od razu wspięły się na górę domku. Zaczęły coś planować, a Lena wyjęła ze swojej torby paczkę suszonych jabłek. Zajadały się, gdy nagle usłyszały jakiś pisk.-To Charlie?-zapytała zaniepokojona Lena.-Nie.-powiedziała Amelia, czując motyle w brzuchu.-Mam nadzieję, że to nie kuna..-powiedziała drżącym głosem kuzynka i schowała jabłka. Zaczęły się rozglądać.-To.. co to było?-zastanawiały się. Nagle usłyszały dobijanie z małego schowka, gdzie ich 18 letnia ciocia Sandra trzymała przybory do malowania, choć malowała już rzadko. Zanim Lena zdołała ją powstrzymać, Amelia otworzyła. W środku siedział mały kotek. Był rudy.-Jaki słodziak…-powiedziała Lena.-Wygląda na to, ze jest ranny.-skrzywiła się Amelia, widząc jego wiszącą łapkę. Wyjęła z torby bandaż i delikatnie owinęła łapę.-Co zrobimy?-zapytała Lena.-Nie wiem. To raczej nie złamanie ani skręcenie. Wygląda… dobrze i może nią ruszać, ale wyraźnie go boli. Pewnie naciągnięte mięśnie.-westchnęła.-SKĄD TO WIESZ?!-zdziwiła się druga dziewczynka.-Czytam gazety weterynaryjne i interesuje się tym-odparła Amelia.-Aha. Ale trzeba mu pomóc… Chyba na naciągnięcie mięśni starczy odpoczynek?-zapytała Lena z nadzieją.-Tak. Pamiętasz, jak źle postawiłaś nogę na WF-ie? Też utykałaś, ale dwa dni nie biegałaś czy tam trzy i ci się polepszyło.-uśmiechnęła się Amelia. Pogłaskała kota.-A czym go nakarmimy?-zapytała po chwili.-Mam kocie smakołyki. Kupiłam trzy paczki, bo karmiłam bezdomne koty. Zostały mi dwie i mam je ze sobą!-zawołała Lena i z szybkością światła otworzyła plecak.-Hm… to powinno na razie mu starczyć.-powiedziała Amelia. Nakarmiły go jedną paczką, a on zasnął, kuląc się na pokrowcu.-Musimy go napoić.-zdecydowała Lena i do małej miseczki nalała mu wody z butelki. Kot obudził się, napił, po czym zasnął w sekundę.-Przygarniemy go?-zapytała z nadzieją.-Nie… chyba lepiej zawieźć go do schroniska. Jest malutki. Ma może dziewięć tygodni.-powiedziała Amelia. Otuliła kotka i włożyła do starego transportera po króliku Leny. Dziadek i tak jechał do miasta po lody, więc zgodził się zawieźć malca do schroniska.-Tylko napisz, jak się zachowywał..-poprosiła Amelia. Kiedy pojechał, zaczęły bawić się z psami piłkami oraz szarpakami.

Rozdział 3

Dziadek powiedział, że jedna dziewczynka chciała wziąść kotka od razu, ale miał poczekać 2 tygodnie, zanim mógł być adoptowany. Dlatego wszyscy byli pewni, że na pewno szybko znajdzie dobry dom.-Odwiedzimy go?-zapytała Lena.-Nie…. nie mamy tego w planach. poza tym przywiążecie się do niego i będzie musiał zostać u nas.-zażartował dziadek. Lena poszła z babcią upiec pizzę. dziadek zdrzemnął się na kanapie. Amelia patrzyła na róże. Wtedy nagle podbiegła Luna, wyraźnie zaniepokojona.-Spokojnie. Pokaż, o co chodzi.-powiedziała Amelia. Złapała ją za obrożę, lecz po chwili puściła, ledwo nadążając za pędzącym owczarkiem szkockim. Pobiegli nad jezioro, a collie wskoczyła na lekko rozchybotaną kładkę.-O co ci chodzi?-zapytała niepewnie Amelia. Luna zaczęła szczekać jeszcze głośniej i nerwowo biegać wokół wody. dziewczynka wiedziała, że ona nie zachowuje się tak bez powodu-coś jest nie tak. Zobaczyła pływającą reklamówkę.-O to chodziło?-zapytała i wyłowiła ją, ale pies sie nie uspokoił. czyli to było coś poważnego.-O co chodzi?-zapytała Amelia. Luna wskoczyła do wody.-Nie!-zawołała Amelia. Przebiegła po kładce. pies radził sobie dobrze, ale co jeśli coś mu się stanie? Nagle zobaczyła, że suczka łapie jakiś jutowy worek i z wysiłkiem holuje go do brzegu.-Luna… co tam jest?-zapytała z paniką, bo coś w środku się ruszyło. Zajrzała. I.. rozpłakała się. Trójka mokrych kociaków, marszcząćych nosy i piszczących. wszystkie żywe, ale też przestraszone i wściekłe. Czyli ktoś w okolicy miał kotkę, która urodziła, a on chciał sie pozbyć małych w tak okrutny sposób! Całe szczęście, że młoda 3 letnia suczka wszystko zauważyła. Albo wyczuła.-Luna.. jesteś wspaniała.-powiedziała i bez namysłu przytuliła przemokniętą suczkę, po czym cała zamokła. Pewnie tamten rudas miał szczęście i uciekł! Wzięła kociaki w ramiona i pobiegła na górę, na działkę.-Kotki..-zawołała. pokazała dla wszystkich o całym zajściu. dziadek zawiózł małe do schroniska.-Tamten rudy kotek nie mógł być starszy. to pewnie jego rodzeństwo.-powiedziała roztrzęsiona Amelia do Leny, która płakała tak, że nie mogła nic powiedzieć. A kotki zamieszkały z małym rudaskiem w schronisku.

Rozdział 4

Amelia włożyła swój strój kąpielowy i okulary do pływania. Miały pływać w jeziorze. Z Leną. a wieczorem zrobić ognisko! zanim dziadek je dogonił, wskoczyły na kładkę.-Kiedy widzimy dziadka skaczemy!-wyszeptała Lena. Zobaczyły zasapanego dziadka i skoczyły na główkę. po kilku sekundach wynurzyły się. Nagle Amelia zobaczyła na wodzie mały, czarnobiały kształt, podążający w ich kierunku.-To kot!-pisnęła Lena.-Nie…-powiedziała Amelia. To był Charlie! Płynął radośnie, z jakimś badylem w pysku. Z wysiłkiem zaholował go na brzeg, a gdy się otrzepał ochlapał dziadka. zdrzemnął się w słońcu, wyciągająć brzuch.-zwariowany pies.-powiedziała ze śmiechem Lena. Wtedy zauważyły coś jeszcze. Różowa rura i jakieś ruchy.-CO TO?!-zapytały kuzynki. Spod wody wyłoniła się Sandra.-SANDRA!-zawołały z ulga. mówiły do niej po imieniu, bo kiedyś nie chciała, by nazywały ją ciocią-No cześć. przypłynęłam z moim Charlim.-powiedziała. Usiadła na kładce i zaczęła rozmawiac z dziadkiem. Dziewczyny odetchęły i zaczęły chlapać się wodą. wtedy usłyszały wołanie -Pizza!-to babcia.-Nie..-jęknęła Lena.-Wychodźcie, gorąca pizza jest najlepsza.-powiedział dziadek, a dziewczyny niezadowolone poszły. Charlie z piskiem pobiegł za nimi, dostając turbo napędu. poczuł pizzę. Kiedy zajadały się pizzą, nagle usłyszały krzyk. z kuchni.-PIZZA!-krzyknęła babcia. Charlie uciekał z dwoma kawałkami, a jego łapy pracowały szybko niczym u geparda. pobiegł na dół.-On idzie nad wodę!-jęknęły dziewczyny. Rzeczywiście. psiak wskoczył do wody z pizzą w pysku.-On chyba nie zje na środku jeziora?-zapytały zaniepokojone. Mały pies oddalał się poza pole widzenia.-Jan, płyniemy za nim!-zawołała babcia do dziadka. wszyscy założyli kapoki i wsiedli do łódki, a dziadek włączył silnik. Na pokładzie był dodatkowy karnister, a babcia zabrała pizzę.-Mam nadzieję, że nic mu nie jest.-powiedziała babcia.-Mogłaś mu już dać tą pizzę.-mruknął dziadek. nie było nic widać. dopłynęli do małej wysepki. zaczynało zachodizć słońce. i nagle usłyszeli mlaskanie. Charlie zjadał pizzę, mokrą jak gąbka, a sam parskał niezadowolony na wodę. Dziadek wziął go na pokład.-Czemu on pływał? on nie lubi wody!-zawołała zdziwiona Amelia.-Może stwierdził, że to jest fajne.-zaśmiała się babcia.

Rozdział 5

Dziadek rozpalił ognisko. dziewczyny piekły kiełbaski na patyku, a Charlie spał na ławeczce. Po chwili spojrzał na kiełbaski i westchnął. Luna szczekała na ogień, a gdy dziadek próbował ją pogłaskać, uciekła. Charlie ostentacyjnie wyszedł do legowiska i miski. A Luna niespokojnie biegała po podwórku.-Uspokój się.-westchnęła babcia, biorąc bułkę na kiełbasę. Ale Luna była czymś zdenerwowana. Dziewczyny wykąpały się i ułożyły w łóżkach. Ale gdy już zasnęły, po chwili wskoczyła na nie Luna, piskliwie szczekając.-Nie będę wychodzić o północy na dwór.-jęknęła Lena.-To twój pies.-powiedziała Amelia.-No mój, a raczej mojej mamy, tak jest w papierach..-Ale to twój pies i ty wychodzisz.-zażartowała Amelia. Ale obie wstały i włożyły klapki.-No dobra, psinko. o co chodzi?-zapytała Lena. Luna zaniepokojona poprowadziła je nad wodę. Usłyszały dziwne odgłosy…-Coś tam jest..-szepnęła Amelia. Luna wskoczyła do wody.-To pewnie kot!-zawołała Lena. Ale Luna płynęła w kierunku ciemnego obiektu. Jej pani jęknęła i wskoczyła do wody.-Ziiiiiiiiiiiiiiiiiiiiimne-pisnęła i popłynęła za psem.-Lena, zwariowałaś?-krzyknęła przerażona Amelia. Sytuacja była poważna. Luna coś znalazła. Amelia nie mogła na to tylko patrzeć. popłynęła za nimi-zmarznięta Lena i przetraszoną Luną. Nagle zobaczyły jakiś czarny obiekt i dziwny dźwięk. chlupot.-O nie!-zawołały. w głowie miały najgorsze scenariusze. Nagle Luna przypłynęła z czymś w pysku. Dopłynęły do mostu. Było to mokre i nie orientowały się, co to.-To zwierzak?-zapytała Lena. Coś ociekało wodą i było… miękkie. Luna trąciła to nosem i szczekała ze skupieniem.-Może… on już..-powiedziała Amelia, a gardło jej się zacisnęło. Owinęła to bluzą. Pobiegły do domku. Zaświeciły latarką. Amelia jęknęła.-On nie żyje?-zaptała Lena i się rozpłakała. A Amelia…. jęknęła. znowu.-Nie no, nie, dlaczego..-powiedziała. ale nie brzmiała dramatycznie.-Ty… nie przejęłaś się, że nie żyje?-zapytała kuzynka. Amelia zaświeciła latarką.-On.. nigdy nie żył.-westchnęła.-Co?!-zapytała Lena.-Bo… to worek z jedzeniem dziadka. Popłynął na ryby.-westchnęła Amelia, prawie płacząć z żalu.-Moknęłyśmy dla… szmaty?-zapytała Lena, śmiejąc sie. Luna szczeknęła i otworzyła worek, przełykając mokry chleb, a dziewczyny wysuszyły się i padły na łóżka.

Rozdział 6

Dziewczyny wstały. Amelia zeszła.. i poczuła pod stopami kałużę.-Luna?-zapytała.-Nie wytarłam jej.. pisnęła Lena. Amelia westchnęła. Trudno. idziemy na dół. jestem głodna.-i zeszły, a Luna obwąchała woreczek jeszcze raz. Babcia położyła talerze z bułkami z miodem.-Dziadek właśnie przyszedł z pasieki.. a co wy jesteście takie roztrzepane?-zapytała babcia.-Yyyy.-zająknęły się dziewczyny i zjadły. Amelia poszła na spacer polną drogą… kiedy zobaczyła coś ruszającego się w łanach zboża. Pisnęła. Nagle wyłonił się zza nich czarny nos. i szary pysk. to nie Luna. Nie Charlie.. jakiś obcy pies.-O nie nie!-pisnęła. pies wyszedł. szczeknął.-Ratunku..-powiedziała.Spojrzal na nią. Był brudny, miał łatki w kolorze piaskowobrązowym. Nagle nadbiegła starsza, może 14 letnia dziewczyna.-To Fafik… ma 2 lata i bardzo ucieka.-powiedziała.-Był niegrzeczny? W ogóle nas nie słucha.-powiedziała-Tak tak.-powiedziała Amelia.-Hm.. znasz się na psach? Ten shih tzu zaimponował mi tym ,,rączki do góry”. A tak w ogóle-jestem Julia i mam 14 lat.-powiedziała.-Yyym, trochę znam się na tresurze psów.-powiedziała dziewczynka.-A.. czy to nie byłby problem.. żebyś go czegoś nauczyła? On niczego się nie boi. I ciągle robi złe rzeczy.-Może.. tak. Zaczniemy jutro?-zapytała Amelia, kalkulując w myślach, ile zabrała smaczków i jak je oszczędzać.-Jasne. Nie dajemy z nim rady. Mieszkam w Lipowym domku, pa!-zawołała dziewczynka. Luna była więc zupełnym przeciwieństwem Fafika. Ona była mądra, posłuszna, zawsze słuchała. Umiała miliony sztuczek-Charlie tylko rączki do góry, daj łapę i siad. Amelia rzuciła się na kanapę, myśląc, jaką metodę szkoleniową zastosować do nieposłusznego psa w praktyce.

*****************************************************

-Super że jesteś. On właśnie zjadł kapcia.-westchnęła Julia,spuszczając Fafika.-Muszę iść. Mam basen.-powiedziała.-Okej.-odpowiedziała Amelia. Pokazała Fafikowi smaczek nad głową.-Siad.-powiedziała, gdy usiadł. Dała mu smaczek. Po kilku powtórzeniach sam siadał.-Cud.-powiedziała Julia.-Serio, on umie tylko dawać łapę, ale jedynie kiedy widzi, że jem.-powiedziała dziewczyna i wyszła.-No to jesteś gagatkiem, nie Fafikiem.-pies zamerdał ogonem, słysząc swoje imię. To będzie ciężka praca.. Najpierw powtórzyła jeszcze siad. zrobiła dosłownie 2 minuty przerwy, po czym zaczęła trenować ,,Nie”. Kiedy zaczynało się udawać, chwaliła go. Kiedy Julia wróciła, piesek umiał już siadać, dawać łapę, leżeć a nawet zostawać. jednak to było wciąż mało…

Rozdział 7

Amelia wyszła z domku, a rosa błyszczała na zielonej trawie. Powietrze pachniało świeżością, kwiatami i czymś jeszcze. Przeciągnęła się i wyszła na taras. Wtedy zauważyła Lenę. Wyglądała podejrzanie.-Lena, co ty robisz?-zapytała, mająć nadzieję, że to będzie coś w stylu ,,Patrzę na jezioro” lub ,,Odpoczywam od przygód”.-W google przeczytałam, że na Mazurach mieszkają wydry. i chce je obserwować. zrobię punkt obserwacyjny na wodzie.-powiedziała Lena, założyła maskę, płetwy i rurkę.-NIEEEE.-powiedziała Amelia. Lena wzruszyła ramionami, wzięła kilka desek, przykryła je liśćmi i puściła na wodę.-Zaraz na to wpłynę.-powiedziała i weszła do wody. Usiadła na deskach pod liśćmi.-Dobra. to nie ma sensu. Idę w trzciny..-powiedziała. Nagle… weszła na łódkę.-Co ty robisz?-zapytala Amelia.-Lubię zwierzaki. KOCHAM. Muszę o nich dużo wiedzieć, więc prowadzę badania. Ale nie tamte, kiedy miałyśmy 6 lat i łapałyśmy kilkanaście żab, po czym nalewałyśmy wody i robiłyśmy wyspę z kamieni.-powiedziała Lena i usiadła na łodzi. Po czym się uśmiechnęła.-chcesz usiąść? wzięłam.. no, chipsy. I dwie butelki soku. i dwie bułki z miodem.-powiedziała.-No dobra. Może coś zobaczymy.-A może odłyniemy dalej?-zapytała Lena.-NIE!-zawołała Amelia.-Spokojnie. na dłuuuugiej linie, tamtej grubej jak.. jak połowa mojej ręki.-No okej.-i zacumowały łódkę na wielkim węźle. Kiedy usiadły, była już 9.-zaraz śniadanie.-przypomniała Amelia.-Wydry zaczekają.. chyba-powiedziała Lena i zeszła. Kiedy zjadły śniadanie, cały dzień spędziły na zabawach i… czytaniu o wydrach. W internecie. Kiedy nadszedł wieczór, Lena zeszła na dół, na brzeg jeziora. wsiadły do łódki. Nagle Amelia pisnęła.-Co?-zapytała Lena.-Czy…. babcia ma… LAMPKI W KRZAKACH NA BRZEGU?!-zapytała Amelia.-Jasne że nie. A co?-To to są.. oczy!-powiedziała, pokazując dwa małe, okrągłe punkciki.-WYDRA!-zawołała Lena, prawie wypadając.-Nie. Wydry tak nie wyglądają. Są mniejsze. to jest… spore.-powiedziała Amelia, niemal przewracając łódkę.-Mam nadzieję… że to nie… żubr. No w sumie nie. Ich tu nie ma. ale mogą tu być.. gorsze zwierzaki.-powiedziała.-Co..?-zapytała Amelia.-Dzik.. lis….-wyliczała Lena.-Chyba zapomniałaś o jednym..-powiedziała Amelia.-Co?-Jeszcze jedno tu mieszka…-powiedziała Amelia. To coś miało wielkość dwóch-trzech wydr. i było duże. Chude. Wysokie. Miało cztery długie łapy. Amelia krzyknęła. Usłyszały stłumione warknięcie.-WILK!-pisnęły dziewczyny. To był wilk. widać było to wyraźnie w świetle latarki. Wilk wskoczył na kładkę i spojrzał Amelii w oczy. Dziewczynka spojrzała też. i uspokoiła sie.-Jak możesz być opanowana w takiej sytuacji?!-krzyknęła Lena, a wilk uciekł. Amelia spojrzała na kuzynkę z żalem.

Rozdział 8

Amelia biegła z Luną. Pies złapał zębami za szarpak. Nagle zaczął nią potrząsać. I usłyszała dziwne dźwięki. Luna przewróciła ją… a dziewczynka obudziła się w łóżku.-Uf. To tylko sen.-odetchnęła. Włożyła klapki i zeszła na dół. Wciągnęła radośnie powietrze i ruszyła przez trawę, a Charlie za nią. Nagle zatrzymała się. W trzcinach coś się ruszało. Przytrzymała Charliego. To nie był wilk. Na pewno nie. Więc.. co? Charlie cofnął się, szczeknął. Puściła go, a on ustał kilka metrów dalej. Ona podeszła. Nie mogła się powstrzymać. Nagle zauwazyła z niepokojem, że to jest duże. Większe od wilka. Parsknęło i wyszło, chlapiąc wodą. Charlie uciekł. Zanim dziewczynka mu się przyjrzała, uciekło na drugą stronę trzcin. Było szybkie. Smukłe.-Nic ci nie zrobię..-powiedziała cicho. Nie było to większe od niej. Na pewno nie. Ale mimo wszystko spore. Zaczęło ruszać się w trzcinach. Miało cienkie nogi na całej długości. Weszła w trzciny. I zobaczyła pysk. Z rozwartymi nozdrzami. I drgającymi uszami o ostrych końcach. Nie mogła wydobyć głosu. To było ostatnie, co widzi się na Mazurach czy Podlasiu. Zwierzę stanęło dęba. To był koń. Mały konik. Tu, w jeziorze. Galopował po płytkiej wodzie w panice.-Nie.-powiedziała Amelia. To była klacz. Nieduża. Może 130 cm. Zaczęła płynąć. Była chuda, przerażona, zmęczona, dawno nie czesana. Wyglądała na zaniedbaną i przestraszoną człowiekiem. Nagle straciła równowagę. Amelia bez wachania podpłynęła.-Spokojnie..-powiedziała i starała się, by nie zamoczyła uszu. Udało jej sie sprawić, by dopłynęła do brzegu. Opadła na plażę, ciężko dysząc. Amelia pobiegła i wróciła z dwoma jabłkami, które klacz pochłonęła. Przyjrzała jej się. Klacz była jasnokasztanowata. Miała gwiazdkę. Była przepiękna. Amelia zastanawiała się, co z nią zrobić. I wtedy wpadła na plan. Nieco dalej, za drzewami, stał stary, zasłonięty domek. Kiedyś robiła w nim bazę. Teraz musiała wprowadzić tam klacz. Zarzuciła jej sznur na szyję i powoli wprowadziła do środka. Koń położył się. Amelia objęła ją za szyję.-Jesteś piękna.-powiedziała.

Przyniosła siano-Lena miała go mnóstwo, gdyż mieli królika Felinkę. Klacz zjadła. Dziewczynka okryła ją swoim starym kocem w jamniki. Klacz spojrzała na nią wdzięcznie i zasnęła. Ale… co dalej? Czy uda sie ją ukryc? I jak nazwać klacz? Westchnęła i przytuliła ją mocniej.

Rozdział 9

Amelia zrobiła listę imion.-Jabłko-imię totalnie głupie, nie?-zapytała i je skreśliła, śmiejąc się.-Srebrna… Lucky… Wichura.. co jeszcze mamy?-mruczała.- Stal, Lili, De rosa-za eleganckie, Arwena, Dalia, Kasztanka, Luna, Stella, Kili, Malina, Berry. Podoba się?-zapytała.-Może… wiem. Berry czy Laki?-zapytała.-Dobra. Laki. Laki. Może nie strasznie oryginalne…. ale miałaś szczęście. A szczęście nazywa sie Lucky.-powiedziała. Pogładziła ją po pysku. Domek był w sumie spory-można było by zrobić tu miejsce dla jeszcze kilku zwierzaków, psów lub koni. Wtedy usłyszała coś podobnego, co wczoraj, gdy uratowała klacz. Zamarła. Klacz wstała na chwiejnych nogach, położyła uszy, zarżała, cofnęła sie i znowu położyła, drżąc. Coś szło w ich kierunku. Nadepnęło na gałązkę. Samo siebie przestraszyło. Odeszło biegiem. Wyszła. Zobaczyła ślady. Nie te Laki. Większe. Troche. Kopyt. Niepodkutych kopyt. Laki wyszła za nią i zarżała niepewnie. Poszła śladami kopyt i kręciła się. Na cos czekała. Na co? I wtedy zobaczyła większego od niej konia. Ogiera. Laki zarżała i wycofała sie do domku. Koń parsknął. Wszedł w zarośla, dysząc. Nie znali się. Amelia wyciągnęła telefon. Patrzyła kilka końskich ras. I.. znalazła rasę Laki. Przeczytała. Porównała każdy najmniejszy szczegół. Czy na pewno?-To.. twoja rasa. Jesteś…Haflingerem.-powiedziała. Klacz parskneła.-Haflinger.-powtórzyła.-Pochodzisz…. z Włoch. Dokładniej-twoja rasa.-powiedziała. Nagle.. znów usłyszała te dźwięki. Koń wrócił. Zobaczyła go. Spojrzał spłoszony. Wskoczył w krzaki. Był wyższy. Nie znacznie, ale widać było. Miał grzywę po łopatki. Laki parsknęła niepewnie. Koc z niej się zsunał.-Ach… jakiś ty piękny..-powiedziała. Koń był srokaty. Łaty były czekoladowe. Grzywa biała, przecinana brązowymi pasmami.-Pinto?-zapytała sama siebie. Znała nieźle rasy koni, choć ciężko było rozpoznać rasę zabłoconej klaczy. Co to za koń?-American paint horse?-zapytała sama siebie. Laki miała 138 cm. Mierzyła centymetrem. Teń koń był wyższy… i może mieścił się we wzroście rasy… ale miał zupełnie inną budowę.-Nie..-powiedziała.-Tinker?-bo to też łaciata rasa. Ale koń miał zero szczotek pęcinowych. Grzywa nie była bardzo gęsta. To nie to. Nie wyglądał też na konia w typie szetlanda. Nie mógł być takim kucem. Więc?-Poszukam.-powiedziała. Miała kilka wyników. Ale na pewno nie kuce wierzchowe, nie tinkery, nie apaloosa. Więc?-Dziwne.. masz budowę… lekką. A umaszczenie… jak jakiś…. american paint horse. Szacuję, że masz 140-155 cm. Więc… jaką jesteś rasą? Możliwe, że jesteś PRAWIE rasowy, że wszyscy w rodzinie rasowi, poza jednym-dwoma członkami.. więc?-AMELIA, OBIAD!-zawołała Lena. Koń uciekł w zarośla tak, że już nie było go widać. Amelia westchnęła i poszła.-Co tam robisz?-zapytała babcia.-Nnic.-powiedziała niepewnie Amelia.-Dobra. Moge tam pójść?-zapytała Lena.-A… wiesz, że na polu są zające?-zapytała Amelia, a Lena tam popędziła. Amelia poszła. Ogier wrócił. Miała program na telefonie, który polegał na tym, że robisz zdjęcie, a on mówi, co to. Wzięła głęboki oddech i kliknęła.-,,Mustang-krzyżówka z arabem, kucem walijskim oraz hucułem.”-przeczytała.-No super. Mam nadzieję, że.. ty nie jesteś mustangiem… że to się pomyliło..-powiedziała niepewnie. Bo to chyba mogło się pomylić? Miała taką nadzieję. Budowa była… ni to lekka, ni to mocna. Coś pomiędzy.-A może…. jesteś hucułem?-zapytała Amelia. To mogło być to. Ale może miał dalekiego krewnego mustanga, który złagodził budowę? Tak czy inaczej-musiała się nim opiekować. Podała mu siano. Musiał jej zaufać. Potem… może zamieszka z Laki.-A jak będziesz się nazywał? Huk? Huck? Huragan? Tornado? Sztorm? Wandal? Gniew? Łatek? Spirit? -zapytała.-Spirit… nie do ciebie. Jesteś… przyokrągły? Nie jesteś chudy jak mustang.-westchneła. Nagle… przypomniała coś sobie.-LEWITZER! JESTEŚ NIM!-krzykneła. Wyszukała.-Wzrost 138-148. Umaszczenie-dominuje srokate, w czekoladowe łaty. To ty!-zawołała. Tak. Lekkiej budowy, zwykle srokaty kuc. To to.

Rozdział 10

Może i wyjaśniły się rasy… ale co z końmi? Nie może ich ukrywać. Musi zapewnić im ruch. Więc co zrobić?-A poza tym, jak cię nazwać?-zapytała lewitzera. I nagle ją olśniło.-Sam. Jesteś Sam.-powiedziała, gładząć go po łbie.-A może.. nie. To nie imię dla ciebie. Przez chwilę.. pasowało.-westchneła.-Wiem! Nazwę cię…. no..-zająknęła sie.-Cień? Bumerang? Bumerang. Bo zawsze do nas wracałeś.-powiedziała Amelia. To imie… było jego. Od zawsze. Zawsze wracał. To był tylko Bumerang.

*****************************************************

Lena wróciła, opowiadając o zającach, a Luna szczekała na Charliego, który okradł ją z kości. Takich gryzaków. Jadalnych. Charlie szczekał też na nią. A Amelia poszła na spacer po okolicy. Nagle weszła za Lisią Górę. I tam… za krzakami.. było stare gospodarstwo. Puste. Ze stajnią. Kilkunastoboksową. W zadowalającym stanie, choć trochę zakurzona, do uprzątnięcia i parę drobnych napraw. Były padoki.-Sprowadzę tu konie. W nocy.-postanowiła dziewczynka.

*****************************************************

Kiedy Lena zasnęła, mrucząc coś przez sen, Amelia wzięła liny. Zarzuciła je koniom na szyje… i zaprowadziła je do gospodarstwa. Cztery boksy miały uchylone drzwiczki i były połączone z padokiem. Do niech wpuściła konie Amelia. Dała im siano, wodę, okryła kocami i postamowiła następnego dnia kupić wszytsko co trzeba w decatlonie. Sandra może ją podrzucić. Powie, że kupi sobie coś na WF. Skinęła głową i wróciła do łóżka. Sandra miała jechać do arhelana, kupić coś tam na przyjęcie u koleżanki, a to mogło zająć ją dłuższą chwilę. Miała całkiem spore oszczędności-w dziale końskim może kupić paszę, smaczki, kantary, uwiązy, szczotki, siodła, ogłowia…-Założę małą szkółkę, jeli tak pójdzie.-mruknęła i zaczęła śnić o galopie na Laki. Kiedy się obudziła, Lena od razu wskoczyła na jej łóżko.-Amelia. Słuchaj. Ja słyszałam.. rżenie. Niewyraźnie. Na 99% rżenie.-powiedziała Lena. Amelia zamarła.-Może… cos ci się przesłyszało?-zapytała.-Ale dziadek też tak mówi.-Może ktos ma kucyka.-powiedziała Amelia. Miała nadzieję, że nikt nie zacznie niczego podejrzewać. To by było tragiczne.-Aha. I zjemy śniadanie na kocu piknikowym?-Jasne.-i przygotowały sobie koc. Zjadły gofry posypane cukrem pudrem, a Charlie patrzył błagalnie.-Nie. Dostaniesz. Ani. Kawałeczka.-powiedziała stanowczo Lena. Wtedy podeszła Sandra.-Hej! Jadę do arhelana. Podrzucić kogoś? Chcecie kupić jakieś chipsy, gierkę wodną czy coś w tym stylu?-zapytała.-Tak!-zawołały obie.-Aeaemm… ja bym chciała do tego decatlona co jest w tym samym budynku. Muszę eeeeeeee… kupić coś na WF.-powiedziała Amelia.-Super. To wsiadać.-powiedziała Sandra. Amelia w głowie planowała, co kupić. Gdy dojechali, szybko wysiadła.-Dobrze, to my będziemy tuż obok!-zawołały Sandra i Lena. Amelia powoli zaczęła oglądac końskie akcesoria. Miała torbę, w której mogła wszystko ukryć. Włożyła tam dwie szczotki z włosia, dwa zgrzebła, czerwony kantar dla Laki i niebieski dla Bumeranga. Potem wzięła uwiązy w tych samych kolorach. Amelia po powrocie w starej siodlarni wszystko poukładała. Założyła koniom kantary. Wszystko gotowe. Wtedy usłyszała, że cos lub ktoś jest w pobliżu. Konie pogalopowały do boksów. Amelia pisnęła. To był… kot. Szary, spory, szczupły, ale w całkiem dobrym stanie. Miał obróżkę z dzwoneczkiem. Uciekł. Dziewczynka oporządziła konie. Teraz… wyglądały świetnie. Naprawdę pięknie.

Rozdział 11

Amelia wróciła na działkę. Dziadek głaskał Charliego. Luna szczekała do cioci Grażyny, mamy Leny, która zadzwoniła. Był piękny dzień. Luna po rozmowie rozciągnęła się na trawie. Nawet szczekanie czarnego terriera rosyjskiego, gigantycznego Kolosa nie sprawiło żadnej reakcji-ledwo zastrzygła uchem. Wtedy coś zarżało. Konie. Luna podniosła zaspany wzrok, po czym znowu padła na trawę. Charlie zaczął warczeć na Kolosa. Potem wrócił i zręcznie wskoczył dziadkowi na kolana. Lena natomiast zaczęła się zastanawiać nad rżeniem. Kiedy dziadek pojechał do pszczół, a babcia zaczęła piec drożdżówkę, Amelia pociągnęła ją do drewnianego domku. Spędzali tu dziadkowie większość lata.-Słuchaj.. jesteśmy najbliższymi kuzynkami. To.. możemy mieć tymczasową tajemnice?-zapytała.-Jasne.-powiedziała poważnie Lena.-Chodź.-westchneła Amelia. Pokazała jej konie.-ZABRAŁAŚ JE?!-Lena aż się zachłysnęła.-Nie. Znalazłam je głodne, chude i wyczerpane. Ten kasztan to Laki, a łaciaty Bumerang.-powiedziała.-Musimy powiedziec… no dobra. Ale jak coś się stanie. To powiemy.-powiedziała Lena. Amelia pokiwała głową.-Będę na nich jeździć. Ma doświadczenie po jeżdżeniu w ,,Końskim gaju”.-powiedziała.-Okej. Fajnie.-powiedziała kuzynka.-Ale wiesz, Amelia… szkoda mi ich. Nie opowiadaj historii, bo się popłacze.-powiedziała. Amelia westchnęła. Jej kuzynka nie oglądała nawet filmów przyrodniczych-była wrażliwa, jeśli chodzi o zwierzaki.-Jasne. Chcesz je wyczyścić?-zapytała, podając jej narzędzia.-Tak.. ale z tego, co wiem, konia nie czyścimy kopystką.-Oh, ups, pomyliłam się.-i dała odpowiedni sprzęt. Wtedy Lena zatrzymała się.-eeee… ona ma coś dziwnego.-powiedziała. Pokazała małą, brązową plamkę.-Kleszcz…-powiedziała Amelia.-Musisz go wyciągnąć. On przenosi groźne choroby.-powiedziała Lena. Amelia wyciągnęła go.-Uf. Biedne konie. Myślisz, że możemy ich dosiąść..?-zapytała Lena. Dziewczynka popatrzyła na nią w zamyśleniu.-Może.. zaraz. Najpierw ja.-A czemu? Przecież umiem jeździć.-westchnęła Lena.-No może i, ale… ja jeżdżę więcej. Jeśli konie będą ładnie chodzić.. to przejedziemy się.-powiedziała Amelia.-Osiodłać je? Masz dobre popręgi?-zapytała Lena. Osiodłały oba konie. Amelia włożyła toczek. Włożyła nogę w strzemię i wskoczyła na Laki. Koń zamarł.-No dalej, staruszko.-szepnęła Amelia.

Rozdział 12

Amelia przyłożyła łydkę. Laki ruszyła. Nabrała pewności. Miała wydajne, dobre chody. Jednak kiedy Lena potkneła sie o uwiąż Bumeranga, koń uciekł.-Przepraszam, wyszarpnął mi się z rąk.-powiedziała i dogoniła konia. Postawiła go w boksie i osiodłała.-Dobra. Laki radzi sobie super. Zobaczymy Bumeranga.-powiedziała Amelia, zsiadając. Wzięła wodze Bumeranga. Koń parsknął. Kiedy wskoczyła, ruszył od razu. Ładnie chodził, chociaż kiedy zobaczył bacik, zaczął trochę się denerwować. Kiedy zsiadła, Lena była już w dopasowanym toczku.-To jedziemy? Kogo biorę?-zapytała.-Bumeranga. Jest spokojniejszy.-zdecydowała Amelia.-Ty masz 11 lat, a ja jestem cztery miesiące starsza niż ty.-westchnęła Lena i dosiadła konia.-Amelia! Jak ty trzymasz wodze! Trzymasz trzema środkowymi palcami!-zwróciła uwagę.-No dooobra.-i poprawiła wodze. Lena jeździła jak na podręczniku jeździeckim.-Słuchaj Amelia. Myślę, że lepiej dziś jeździć po padoku, a nie w teren. Wiem, że takie były plany. Ale.. wiesz. Te konie są… trochę trudne. I musimy mieć kontrolę.-Okej.-powiedziała Amelia. Wjechały na plac. Laki ruszyła kłusem.-Em.. a wiesz, że trzeba zrobic rozgrzewkę?-zapytała Lena.-Ekspertka.-westchnęła Amelia i zwolniła rozochoconego konia. Potem kłusowały.-Zróbmy kółko galopem.-zdecydowała Lena. Zanim Amelia zaprostestowała, ustawiła się w półsiadzie i zaczęła galopować. Trzymała się w półsiadzie, czasem opadając.-Prrr.-powiedziała.-Dobra..wyjeżdżamy.-powiedziała Amelia. Lena zamiast dokończyć stępowaie dała sygnał do galopu.. i w super pozycji skokowej przeskoczyła płot. Rozluźniła popręg i rozsiodłała konia.-Lena, przyznaj się. Skąd jesteś ekspertką, jakbyś jeździła od.. pieciu lat?-zapytała Amelia.-Jeździłam półtorej roku. A w zeszłe ferie i wolne na Wielkanoc byłam na intensywnych kursach zawodowych.-powiedziała Lena.-No super.-westchnęła Amelia. Ona jeździła dwa lata. Trochę dłużej.-No właśnie. I tam cwał, galop, skoki, kros i troszkę dresażu. Ale dresaż.. nie jest łatwy.-powiedziała Lena dumnie. Wyczesała Bumeranga. Wtedy nagle aż podskoczyła.-Amelia! Słuchaj. Musimy koniecznie kupić lepsze szczotki.-Czemu?-Bo jeśli dobrze nie wyszczotkujesz, to pod popręgiem zrobią się pęcherze czy cos takiego.-powiedziała Lena. Amelia westchnęła.-Dobra. To jak… eeeeee… yyyy… na czym polega zmiana nogi?-zapytała chytrze.-No.. jest noga wewnętrzna i zewnętrzna. Jak koń stawia zewnętrzną, anglezujesz na nogę po tej stronie. To zmniejsza wybijanie i anglezowanie jest bardziej efektywne.-powiedziała tonem eksperta Lena.-A… foulee?-Krok konia w galopie.-Dobra. Trudne. Jak się nazywa wykastrowany ogier, a jak młody, poiżej 3 lat?-wykastrowany ogier-wałach. Młody- colt.-powiedziała Lena z ciepłym uśmiechem.-Amelka, a może cię pouczyć?-zapytała chytrze.-Reining? -zażartowała.-Ty się nie znasz na stylu western.-westchnęła Amelia. Trochę starsza kuzynka ją zaskoczyła swoją wiedzą.-Dobra. A na klasyczym znam.-powiedziała Lena.-Przypomnij, co to klasyczny.-powiedziała Amelia, czerwieniąc się jak burak. Udawała, że tylko ją sprawdza.-Ten z siodłem angielskim. Tym stylem jeździmy.-wytłumaczyła Lena. Amelia skinęła głową.-dobrze.-burknęła, udając,że wcale nie trzeba było jej przypomnieć. Westchnęła i rzuciła się w siano.

Rozdział 13

Lena usiadła obok Amelii.-Posłuchaj. Musimy powiedzieć. W końcu musimy. Nie teraz. Ale w końcu musimy. Może za kilka dni. Ale… po wakacjach.. pojedziemy do siebie, zabierzemy Lunę, a konie..?-Masz rację.-Zrobimy szkółkę jeździecką. Ja będę instruktorką.-powiedziała Lena. -Jasne.-westchneła Amelia.-Ami, ja mówię poważnie. Bo wiesz… może kupimy kogoś jeszcze, żeby konie miału pewne stado?-zapytała. Amelię zatkało.-Chyba to nie poważnie.-Jasne, że poważnie. Możemy kogoś uczyć. Będziemy zarabiać tak na konie. Kupimy hucuła lub american saddlebreda czy coś i… będzie. Mamy tu dużo boksów. Okej?-A jak Hania za nami pójdzie?-zapytała Amelia. Hania miała 8 lat. Była siostra Leny.-To będzie źle.-westchnęłą Lena.-A jeszcze gorzej, jak przyjedzie Gosia.-powiedziała Amelia. Gosia była młodsza o rok od niej, była jej siostrą i mam miała ją jutro przywieźć.-No to mamy problem.-westchnęła Lena. Amelia kiwnęła głową. Nagle zadzwonił jej telefon.-Gosia.-powiedziała.-Halo?-powiedziała.-Mama przywozi mnie dziś. Gdzie jesteście?-zapytała.-NIGDZIE-powiedziała Amelia.-Nieprawda.-westchnęła ze złością Gosia. Amelia rozłączyła.-No nie. teraz tragedia.-powiedziała.-Ona przyjeżdża?!-jęknęła Lena.-Tak.-powiedziała Amelia i poszły do domu. w drodze przystanęła.-Hej… są konie, ktore potrzebują pomocy..-powiedziała.-Gdzie?-zaniepokoiła się kuzynka.-Wożą je na rzeź. oglądałam o tym film.-powiedziała Amelia, łykając łzy.-Nie…-powiedziała Lena i się rozpłakała.-Spokojnie Lena… pomożemy im.-powiedziała Amelia.-Ami, przecież… ich jest.. tyle..-powiedziała Lena z płaczem.-Jasne. Ale.. możemy zbierać i dawać im trochę pieniędzy, dla fundacji. Albo… kilka przyjąć.-powiedziała.-Ale.. najpierw trzeba powiedzieć.-westchnęła Lena. Objęły się ramionami i stały w milczeniu. To będzie trudne. I to bardzo trudne. Ale przecież musza uratować konie!

Rozdział 14

-Amelka. Potrzebny jest dobry plan. Jakoś to wytłumaczymy. Pokażemy dobre strony koni. Powiemy. nie pozwolimy ich zabrać.-powiedziała Lena. Wtedy przyszła Gosia.-Amelia.. nie możesz mieć tajemnic.-powiedziała.-Na dole przy jeziorze w krzakach jest coś tajemniczego. nie możesz tam iść.-powiedziała Amelia, a Gosia pobiegła tam.-Odkryję wasze tajemnice!-zawołała, a jej starsza siostra krztusiła się ze śmiechu.-Wcale nie.-powiedziała do Leny. Lena skinęła głową.-Nigdy nie odkryje. Hania ogląda Gumisie w naszym drewnianym domk letniskowym, więc mamy szansę.-Amelia pokiwała głową. Wtedy jednak straciła odwagę.-A jeśli…. jeśli pójdzie źle? Dziadek albo babcia.. zareagują.. nie tak?-To ich poprawimy.-stwierdziła Lena.-Powiemy, że konie są grzeczne.-No to.. idziemy?-zapytała Amelia.-Tak. Gosi to zajmie z godzinę. Ale najpierw idziemy do stajni. Napiszemy scenariusz na kartce..-Bez przesady Lena.-To nie przesada. To przygotowanie.-stwierdziła starsza dziewczynka. Kiedy dotarły, wyszczotkowały konie i uprzątnęły stajnie, Lena miała plan.-Wchodzimy. Przed obiadem. Przed tematem głównym chwila rozmowy o pogodzie czy czymś. I wtedy-,,Dziadku? Babciu? Musimy wam… coś powiedzieć.”. I mówimy..W wariancie, że dziadek mówi -,,To niebezpieczne”-odpowiadamy-to miłe konie, jeździłyśmy na nich. A w wariancie -,,Szkoda ich”-Tak. miały straszne przeżycia.-zaplanowała dziewczyna.-No Lena, nie.-powiedziała Amelia.-Taaak.-i poszły do domku. Weszly i usiadł przy stole. Lena siedziała jak słup.-Eeeeem, ładne lato, prawda?-zaczęła.-Tak.-powiedział dziadek.-Babciu? Dziadku? Musimy wam coś powiedzieć.-powiedział obie naraz.-Co?-zapytali dziadkowie.-Konie.-powiedziała Lena.-No… byłam nad jeziorem. Zobaczyłam tonącą, zaniedbaną i przerażoną haflingerkę. Uratowałam ją. wyglądała na zaniedbaną i porzuconą. Potem uratowałam lewitzera. I trzymamy je w starej stajni za Lisią Górą. Nazywają sie Laki i Bumerang.-powiedziała dziewczynka.-Jak to?! Konie to duże zwierzęta, dziewcznki! I co teraz?-zapytał dziadek.-A jeśli mają właścicieli?-zapytała babcia.-Nie! Oni je wyrzucili. Sami. Jak śmiecie.-powiedziała Lena.-I.. może je zobaczycie?-zaproponowała Amelia.-No… dobrze.-westchnęli dziadkowie. I poszli za nimi.Dziewczyny biegły przodem, a Luna trzymała sie z tyłu. Charlie szczekał na wszystko. Wreszcie usłyszeli rżenie konia.-Więc wyjaśniły się nocne rżenia.-westchnął dziadek.-Bo..myy..yyy-powiedziały dziewczyny niepewnie.-Dobra. Nieważne. Pokażcie te konie.-westchnęła babcia. Dziewczyny zaprowadziły ich do stajni. Pokazały konie. Laki parsknęła, a Bumerang przygalopował. Dziadek westchnął.-No i co my z nimi zrobimy… Dziewczyny, wyglądają dobrze… ale nie mogą tu być wiecznie.-powiedziała babcia.-A może na próbę?-zapytała Amelia.-A potem co z nimi? Przecież nie mieszkacie tu ani wy, ani my. Po wakacjach wracamy do domów.-westchnął dziadek.-Kto ich wtedy będzie doglądał?-zapytała babcia.-No… nie ma tu nikogo?-zapytała Amelia.-Nie. Tylko działkowcy, przyjeżdżający na wakacje. I zapracowany rolnik, pan Arek. Na pewno nie ma tu nikogo.-powiedziała babcia.-To co zrobicie z końmi?-zapytała zrozpaczona Lena.-Nie wiem. My nie mamy doświadczenia. Konie powinny mieć lepsze warunki. Nie mogą tyle być same. Może oddamy je do jakiejś… stadniny, do której jeździcie, nie wiem.-powiedział dziadek.-Nie! One nam ufają. My je znalazłyśmy. One potrzebują nas!-zawołała Amelia.

Rozdział 15

Dziadek i babcia popatrzyli na dziewczynki.-To dla ich dobra. Mozecie je wtedy odwiedzać. Codziennie. Będą prawie jak wasze.-powiedział dziadek.-Nie… one tam będą źle się czuły..-jęknęła Lena.-Nie możemy ich tu trzymac. Nie na próbę. Nie na razie. Musimy znaleźć rozwiązanie.. teraz.-powiedziała babcia.-Ale nie przewieźć je do naszej stajni! One… tam zwariują.-powiedziała Amelia.-Będą sie bać. Harina jest agresywna, ona takie konie atakuje-zapłakała Lena. I wszyscy wrócili do domu. Lena płakała, Amelia intensywnie planowała.-LENA!-syknęła.-MAM!-co?-zachlipała Lena.-Mam sposób! A nawet kilka!-powiedziała.-I to bez doglądania przez innych!-Jaki?-zapytała Lena.-Plan pierwszy: zbieramy pieniądze. Można zbudować potem jakąś niezbyt wielką stajnię. Jeśli się nie uda plan B: wynajmujemy jakieś odosobnione boksy. C:dlatego, że jestem w edukacji domowej, jeżdżę do nich po nauce.-zaplanowała Amelia.-A stajnia gdzie?-zapytała Lena.-U mnie, na podwórku. Jest duże.-powiedziała Lena.-SUPER! TWOI RODZICE PEWNIE SIĘ ZGODZĄ! No… w sumie może to nie.-westchnęła i spuściła głowę. Dziewczyny zastanawiały się, co zrobić.-Zadzwonie.-powiedziała Amelia.-Cześć Amelciu, jak tam?-zapytała mama.-Dziadek opowiedział ci o koniach? Tacie też?-zapytała Amelia.-Tak….nic ci się nie stało?-zapytała mama.-Nie!-zawołała szybko Amelia.-Czy.. możemy je mieć?-zapytała mamę.-Noo… rozmawiałam z tatą. Pani Asia powiedziała, że świetnie sobie radzisz, i że Sadley jest bardziej twój niż jej. Więc…. jeśli obiecasz, że będziesz dobrze się uczyć… to spróbujemy.-powiedziała mama.-TAK, TAK, DZIĘKUJE!-zawołała Amelia. Mama rozłączyła się.-MAMY TO!-zawołała do Leny.-A… co?-zapytała tamta Amelię.-KONIE!-krzyknęła Amelia, niemal w to nie wierząc.-Czyli… są twoje?-zapytała.-Nasze.-uśmiechnęła się.-Super! Hurra!-zawołały.-To teraz powiemy to dziadkom i nakłonimy ich, by konie stały tu jakiś czas.-powiedziała Lena.-A jak wyjadę nad morze?-zaniepokoiła się Amelia.-Dziewczyno, ja tu spędzam całe wakacje. Ekspertka tu wtedy rządzi.-Amelia uśmiechnęła się krzywo.-Został mi ostatni tydzień tu, z końmi. Potem.. jadę nad morze. A ty musisz ich pilnować.-powiedziała.-Jasne. Jak chcesz, wyszkolę je do ujeżdżenia.-powiedziała Lena, a obie zaśmiały się.

Rozdział 16

Dziewczyny wytłumaczyły dziadkom, że konie nie zostaną na zawsze, tylko na wakacje. Teraz Amelia siedziała w siodle-miała to być ich ostatnia przejażdżka, zanim przyjadą rodzice i szybkie pakowanie, a potem-wyjazd nad morze. Bumerang wyciągnął szyję do Laki.-Amelia?-powiedziała nieco niespokojnym, choć przyjaznym głosem Lena.-Hm?-No… Bumerang jest ogierem.-I co? Wiem o tym.-Jest ogierem-nie wałachem.-sprostowała Lena.-No.. i…-Amelii nagle zaczęło świtać. Jeśli jest ogierem… i będzie z Laki.. to możliwe jest, że będą mieli źrebię!-To co teraz?-zapytała Lenę.-Nie mam pojęcia. Źrebak jest fajny, ale co z nim? A jak będzie kolejny? I tak do może nawet dziesięciu?-zapytała niespokojnie.-Nie wiem.-powiedziała Amelia. O tym nie pomyślała.-A jeśli ona jest w ciąży?!-zapiszczała Lena.-Nie sądzę. Na początku odpychała go nawet przy żłobie.. ale teraz się przyjaźnią. Więc możliwe, że…. wkrótce może mieć źrebaka. A potem kolejnego. I jeszcze.. a potem.. kłopot.-powiedziała Amelia.-Dobrze. Ale… obawiam się, że jeśli czegoś nie zrobimy, to będzie się powiększać stado.-powiedziała Lena.-Ale my nie możemy nic zrobić? Oni się przyjaźnią coraz bardziej. Prędzej czy później źrebak.-powiedziała Amelia.-No fakt. Na pewno. Bumerang jest super.. ale chyba wolę jeździć na Laki.-powiedziała Lena.-Dlatego ją dosiadłaś?-zapytała Amelia.-No.-odpowiedziała.-Słuchaj. Musimy coś zrobić. Oni w końcu zostaną rodzicami. Nie chcemy tego. Kolejne plany? Lena?-Yyy, tak, Ami.-odpowiedziała Lena. Pogalopowały do stajni. Rozsiodłały konie i puściły na padok. Bumerang, niby taki miły i spokojny, pognał do Laki i zaczął ją trącać chrapami, a ona go polizała. Przechadzali się, ocierając o siebie.-O NIE, TO NARZECZENI, I CO TERAZ! ONI SIE KOCHAJĄ!-krzyknęła Lena.-Co..oni robią?-zapytała Lena.-Ym… to końskie zaloty.-powiedziała Amelia, blednąc. Identycznie zachowywały się Migrena i Island. Instruktorka mówiła, że będą mieć źrebię. Migrena była już niczym beka. Bumerang skakał dookoła Laki.-Lena? Jeśli tak dalej pójdzie, to oni się ożenią. Dziś-jutro.-powiedziała Amelia.-O nie!-I to będzie sie powtarzać. Nie możemy zostawić ich samych na odzielnych wybiegach, bo zwariują. Ale to wygląda, jakby planowali mieć źrebię. Trzeba działać.-nagrała ich i wysłała do pani Asi, która już wszytsko wiedziała.-Odpisała!-pisnęła Lena.,,Wydaje mi się, że to zaloty. Bumerang może próbować kryć. I jeśli dalej tak pójdzie, Laki będzie mieć źrebie.”-NIE!-krzyknęły dziewczyny.-Źrebaki są słodkie… ale to za dużo dla nas. Nie damy rady..-powiedziała Lena.-Musimy działać. TERAZ.-powiedziała Amelia.-Nie damy rady ich pilnować. Muszą być razem cały czas, a my nie jesteśmy tu 24/7.-szepnęła Amelia.,,Naprawdę będzie źrebak, jeśli tak pójdzie. Nie panikuj. Postaraj się coś wymyślić”-napisała pani Asia.-Nie możemy ich rozdzielać! Będą panikowac, skrzywdzą się!-powiedziała Amelia. Laki uciekła. Bumerang pobiegł za nią.-NIEEE!-krzykneły. Amelia opisała sytuację.,,Niestety, ale może wrócić ciężarna. Powoli. I w końcu.. urodzi. Ale jeden raz-dacie radę. Więcej-nie. Powinnyście poradzić sie weterynarza, bo Bumerang i Laki będą mieć więcej źrebiąt”-napisała instruktorka. Dziewcyzny pobiegły, szukając koni. Kiedy je znalazły, Bumerang nadal interesował sie Laki, ale ledwo.,,Proszę pani.. czy jeśli on już się nie interesuje, to..?” ,,tak. Będziecie mieć źrebię”-napisała pani.- OOOOOOO!-krzykneła Lena.-No i co teraz? Takie sytuacje będą się powtarzać. Bumerang to ogier. Nie możemy ich rozdzielić. On jest OGIEREM, niewykastrowany. Czyli… źrebaki murowane.-pisnęła Amelia.-Wezwij weterynarza?okej?-zapytała Lena. Amelia westchnęła i zadzwoniła do pani weterynarz, której często pomagała w gabinecie. Była młoda, może 35 lat, i miała gabinet dla koni i psów.-Halo?-zapytała.-Witaj Amelio. Potrzebujesz wizyty?-Tak.. a ile to będzie kosztowało?-zapytała.-Nic. Tyle mi pomagałaś..-Oh, dziękuje! Bo.. Laki może być w ciąży. No bo Bumerang to nie wałach. Może mieć źrebięta. Więc… musimy potwierdzić, czy ona jest w ciąży i poradzić spbie z Bumerangiem. Kocham źrebaki, i… chciałabym je mieć…. ale jeśli będzie ich więcej?-Zaraz przyjadę.-odpowiedziała weterynarz pani Karolina i rozłączyła. Wreszcie przyjechała. Zbadała Laki.-Wydaje mi się, że nie jest w ciąży. JESZCZE. Ale… będzie. Bo jest z Bumerangiem.-Ale co zrobić, mamy dwa konie, nie trzy…-powiedziała Lena.-I jeśli ich rozdzielimy, będą samotne.-westchnęła Amelia.

Rozdział 17

-Myślałyście o kastracji Bumeranga? Będzie łagodniejszy? I nie będzie źrebiąt?-zapytała pani Karolina.-Mogę to zrobić.-Nie…-powiedziała Lena.-No…. ale…. może da się coś zrobić?-zapytała Amelia, choć wiedziała, że nie.-Zostawiam was do jutra. Potem zdecydujecie.-powiedziała pani Karolina i pojechała. Dziewczyny spojrzały na siebie.. i zaczęły myśleć.

*****************************************************

Następnego dnia przyjechała pani Karolina.-To jak? Mam narzędzia. To dla jego dobra.-powiedziała.-No….ja nie chcę robić mu operacji z tego powodu.-westchnęła Lena.-No i… znalazłyśmy go. Nie wiem.. nie chciałabym.-powiedziała Amelia.-No więc…. obie nie chcemy.-powiedziała Lena.-Powinnyśmy?-zapytała Amelia.-No.. jeśłi nie chcecie mieć hodowli.-powiedziała pani Karolina.-Nie. Ale… kastracja też nie.-powiedziała cicho Lena.-Może da się zrobić to jakoś inaczej?-zapytała rozpaczliwie Amelia. Nie chciała kastracji. Nie mogła się zgodzić.-Niee.-powiedziała. Lena spojrzała na nią z ulgą.-Ja.. też nie. Nie mogę.-powiedziała.-No…. towasza decyzja. Ale… to nie decyzja żeby nie było operacji. To decyzja na źrebaka. A jak zmienicie zdanie… zastanowicie się… wzywajcie mnie, choćby była północ.-uśmiechnęła się i poszła do samochodu.-Ami… musimy coś zrobić. Podjąć decyzję. Nie rozdzielimy ich. Nie upilnujemy. Musimy pomyśleć realnie. Bardzo realnie. Dobra?-zapytała.-Tak… kastracja… jest najłatwiejsza… ale…-powiedziała Lena, instensywnie myśląc.-A może poradzimy się dziadka?!-zapytała Amelia.-Dobra!-zawołała Lena i pobiegły do domku.-co się stało, dziewczyny?-zapytała babcia.-Bumerang… może mieć źrebaka z Laki. I albo go wykastrujemy… albo będize źrebak.-powiedziała Lena.-To dletego przyjechała ta zaprzyjaźniona pani weterynarz?-zapytał dziadek.-Tak. I.. my możemy wybrać.-powiedziała Amelia.-A więc jaki wybór?-Żaden.-odpowiedziały dziewczyny.-Ja..może by wybrał kastrację. Sadley, ten koń z waszej stadniny jest wałachem..-powiedział dziadek.-Poza tym, konia to nie boli. Jest w znieczuleniu. Może żyć z Laki. A bez hodowli.-powiedział dziadek.-Ale…. koń może żć bez kastracji! 30 lat! 40! Tak długo jak inne.-powiedziała Amelia.-Ja wiem. Ale.. to dla dobra. Dobra konia. Nie ma innej decyzji.. chyba że źrebię.-powiedziała babcia.-Zadzwońcie do pani Karoliny. Porozmawiajcie z nią. Przemyślcie to.-powiedział dziadek, a dziewczyny skinęły głową. Choć.. wcale nie chciały. Poszły do koni.. i zadzwoniły. Po chwili przyjechała pani Karolina.-To dla jego dobra. Laki wkrótce ma ruję. I potem urodzi.-powiedziała pani Karolina.-Czyli jeszcze jej nie ma?-zapytała Amelia.-Nie. Jeszcze kilka tygodni.-powiedziała pani Karolina.-No więc.. mamy czas. Mam dziwne przeczucie.. że podejmiemy dobrą decyzję.-powiedziała Lena.-Kiedy za tydzień wrócę znad morza.. zdecydujemy.-powiedziała pewnie Amelia.

Rozdział 18

Amelia patrzyła, jak lasy zamieniają się w miasteczka turystyczne. Ale ciągle widziała przed oczami panią Karolinę. Bumeranga. Słowa o kastracji.-Amelia? Zajedziemy na lody?-zapytała mama. Amelia pokiwała głową.-Tak. Tato, a gdzie jest lodziarnia? I do ktorej idziemy? Słyszałam, że jest ich mnóstwo.-powiedziała Amelia, z ulgą, że może zmienić temat. I przestać o tym myśleć.-O tam. Spora budka. Jakie smaki?-Kinder bueno-powiedziała mama.-Słony karmel.-zdecydowała Amelia, wspominając zeszłe wakacje z lodami.-A ja cytrynowe.-po chwili Amelia jadła lody.,,Lena wybrała by truskawkowe. Są obrzydliwe”-skrzywiła się, ale z uśmiechem. Gosia lizała lody arbuzowe, Marta,9 latka, jagodowe, a brat Franek-malinowe. Franek miał 7 lat. Obrażona 5 letnia Kasia stwierdziła, że nie chce lodów, a 2 letnia Marianka była mała i cała by się umazała. Gosia miała 10 lat. Zawsze uważała, że ,,lepiej wiedzieć, jak jest się młodszym i być prawie najstarszym” czym denerwowała Amelię. Nagle jej telefon zapikał.,,HEEEEJ! Zjedz lody za mnie. Bumerang szaleje, jest zakochany w marchewce, nie myślę o decyzji. Wyślij kilka zdjęć, błagam,”-to była Lena. Amelia westchnęła.,,Dzięki, optymistko. Ja też o tym zapomnę. Bo idziemy się kąpać.”-odpisała, śmiejąc się.,,Super. Zazdroszczę. Ja mogę się kąpać w zaglonionym jeziorze.”-odpisała Lena. Amelia odłożyła telefon, a przed oczami stanęło jej morze. Prawdziwe. Fale.-Będzie kapiel!-krzyknęła Gosia, zakładając maskę oraz zieloną rurkę, bo według głupich opowiadań Amelii Gienek, taka psotna kukła, miał rurkę o tym kolorze. Kiedy wysiedli, a rodzeństwo udawało, że pływa, Marianka biegała po piachu. Amelia cieszyła sie morzem. Szukała muszli i wyobrażała sobie, jakie dekoracje z nich zrobi. To będzie super. Nagle jej uśmiech zniknął. Zobaczyła przetaczającą sie po jezdni, złowrogo pustą ciężarówkę z napisem ,,przewóz koni na rzeź”.-Rzeź koni..-szepnęła, a z oczu popłynęło jej kilka łez. Zanurkowała i wynurzyła się. Nie… nie może myśleć o koniach rzeźnych.. Nie teraz. Ale już widziała rżące, przerażone konie w pustych, sterylnych boksach, bez siana i wody. Wtedy zauważyła.. jakiś czarny pysk. na powierzchni. zwierzę podpłynęło do niej, mokre, nieco zmarznięte. Było całe czarne. Nie foka. Nie ptak. Więc.. co?-kolejny zwierzak do ratowania?-zaniepokoiła się Amelia i popłynęła w jego kierunku. I zobaczyła, co to jest. Pies. nowofundland.-Czy ty się zgubiłeś?-zapytała, ale wtedy złapał ją za rękę i płynął z nią do brzegu. Miał pomarańczowe szelki.-Hej, ja chcę pływac!-powiedziała Amelia.-,,Pies ratownik”-przeczytała na szelkach.-No super. Uratowałeś mnie przed tą małą falą?-zapytała z niedowierzaniem, rozpaczliwie próbując przypomniec sobie wszystko, co czytała o nowofunlandach. Pies wyciągnął ją dumnie na brzeg.-Dzięki. Ja jeszcze popływam.-powiedziała. Wskoczyła do wody, a pies ją wyniósł.-Nieeeee.-powiedziala. Na obrozy miał napis Jasper.-Jasper? zostaw mnie. Siad. siad. Zostań.-powiedziała. Już skakała do wody, ale pies ją przytrzymał. W głowie kłębiły jej się zdjęcia nowofunlandów.-Czekaj… w jednej książce czytałam, że nowofundland ma silny instynkt ratowniczy. Ale ty mi żyć nie dasz.-powiedziała, przypominając sobie zdjęcia czarnych i brązowych kudłaczy, wyciągające ludzi z morskiej toni. Nagle rzuciła psu patyk i popłynęła dalej. Jednak pies skoczył za nią. Ludzie nagrywali to! Rodzeństwo piszczało.-Amelia, broń się!-krzyknęła Kasia.-On się zje!-zapiszczał ze śmiechu Franek. Gosia i Marta śmiały się z niej. Ludzie się gapili. Kiedy pies po raz czwarty ją ,,uratował” podszedł mężczyzna z plakietką. Na niej był napis ,,Kacper-ratownik wodny”.-Przepraszam za Jaspera. On tak ma.-westchnął, biorąc psa na smycz. Amelia pokiwała głową i paliła sie ze wstydu. Marianka piszczała.-Duzy, piesek! mama, ja ce do ciebie! i ce na nim jeździc!-piszczała. Gdyby tu był Bumerang… to pies dostałby nauczkę od niego. Jednak nie mogła mysleć o koniach. Ludzie śmiali się, mówili do niej… wskoczyła do morza, zanurkowała, a niebieska rura wystawała. Jasper wył rozpaczliwie, jakby sądził, że umrze. Dziewczynka westchnęła.-Wracamy.-powiedziała mama. Amelia usiadła na łóżku w ich apartamencie.,,Psy ratownicy”-wpisała w wyszukiwarkę. zamiast najważniejszych odpowiedzi wyskoczyły filmiki, zdjęcia i artykuły z nią i Jasperem ,,Pies ratownik wyciągnął kąpiącą się jedenastolatke”-głosiły nagłówki.-Super. Amelia-topielec-gwiazda internetu.-powiedziała, pukając się w czoło. Zrobiła zrzut ekranu i wysłała Lenie.,,Nigdy tak się nie wstydziłam. Jasper jest miły, ale niemożliwy. Tylko się kąpałam, a on.. on wyciągał mnie z wody.”-napisała.,,O ja ja cie! Gwiazdo internetu. Bumerang zachowuje się jak pajac po środku nasennym, a Laki jakby była obrażoną księżniczką. Są dziś jak burmusze. Zazdroszczę przygody” ,,Zazdrościsz wariatko?! Ja się paliłam ze wstydu!”-napisała Amelia i wyłączyła telefon. To była najgorsza przygoda ze zwierzakiem w życiu. Pewnie będzie na GIF-ah, intenecie, Instagramie,Facebooku.. to tragedia.

Rozdział 19

Amelia wyszła na taras, czując powiew wiatru we włosach. Miała nadzieję, że ludzie jej nie rozpoznają. Może nie widzieli jej dokładnie? może miała mokrą twarz? Włosy przysłoniły jej głowę i twarz? Jej telefon zabrzęczał.,,Sprawdziłam na youtube-masz 1 mln wyświetleń i komentarze. Zdominowałaś internet”-napisała Lena.,,Tak, i to jest najgorsze. Nigdy nie wybaczę temu psu.”-napisała, choć Jasper był po prosty dobry, silny i troche głupkowaty. Zaśmiała się, choć trochę płakała ze wstydu. Wyjrzała. Morze było takie piękne. Nagle zamarła. Ktoś jeździł na galopującym, białym arabie. Koń wyglądał na przeszczęśliwego,a jeździec.. był elegancki. Amelia aż krzyknęła.-To piękne!-zawołała. Telefon zabrzęczał.,,Amelia? Coś się stało z Bumerangiem..”-napisała Lena.,,Co?” zapytała Lena.,, Straszne. Zjadł worek marchewek i zniszczył mi kurtkę. A jak powiedziałam, że jest głupi… pociągnął mnie za włosy.” napisała Lena. ,,Gwiazda Odoj, to może pomyśl, że jest mądry?” ,,MĄDRY?!” ,,Kara za nazwanie go głupim”.-i Amelia śmiała się kilka minut, zgięta w pół. Jednak kiedy przypomniała sobie wczorajszą akcję straciła dobry humor.-Dobra. Może… ubiorę się w maskę.-powiedziała do siebie, po czym zbiegła i założyła sandały, bo wszyscy już szli nad morze.-Amelia? co się stało?-zapytała mama na leżaku.-Bo.. Lena mówi, że mam 1 mln wyświetleń na Youtube! SAMYM YOUTUBE!-krzyknęła Amelia.-No nie. miałam nadzieję, że nie będziesz w internecie.-mama się skrzywiła.-Pójdziemy dziś do zoo.-Amelii wrócił dobry humor, gdy to usłyszała. Niech Jasper sobie ratuje, ile chce. ona dziś ma lepszy dzień. Na szczęście nie widziała go na horyzoncie. Położyła się na plecach, patrząc na niebo z kilkoma chmurami. Nagle.. wskoczył jakiś pies.-JASPER NIE!-zawołała Amelia. Na szczęście to był tylko golden retriver, który popatrzył na nią jak na kogos, kto je odkurzacz i popłynął dalej. Amelia westchnęła. parę razy przepłynęła i wyszła na brzeg. westchnęła. Wtedy Marta obsypała ją piachem.-Czemu to zrobiłaś?-zapytała oburzona Amelia.-Bo będziesz znowu gwiazdą internetu.-zachichotała złośliwie siostra i uciekla. Amelia marzyła, by jakis pies, który nie jest Jasperem był obok. Wtedy… nadjechała młoda dziewczyna. nastolatka. Na tym arabie.-Hej.. to ciebie wyciągnął ten kolosalny pies?-zapytała.-No nie!-zawołała Amelia.-Spokojnie. Lubisz konie?-Uwielbiam na nich jeździć. Zwłaszcza galopować.-przyznała Amelia.-A tak w ogóle, jestem Daria. mam 17 lat, a to Orion. Ma 12 lat, jest bardzo mądry.-powiedziała.-A ja nazywam się Amelia i mam jedenaście.-Serio? wyglądasz na 12. Chcesz go pogłaskać?-i kolejne pół godziny głaskała araba. A on trącał ja pyskiem, co jakiś czas odpychając ją.

Rozdział 20

Amelia wybiegła przed dom. Było pięknie. Miliony wyświetleń zostały gdzieś, z daleka o sobie przypominając. Wtedy zobaczyła tamtą ciężarówkę. Transport koni rzeźnych. były w środku-przerażone i rżące.-Nie!-krzyknęła. Chciała pobiec za nimi, ale się powstrzymała. poczuła się taka bezsilna…ona nie może nic. Nic by pomóc koniom.. Przeszła się po plaży. Zobaczyła wtedy kilka dziewczyn, koło 13-15 lat, na arabach, hucułach i kucach walijskich. Śmiały się i rozmawiały. Zazdrościła im. Miały tyle koleżanek, koni, które nie są tak ciążącą odpowiedzialnościa. Wtedy zabrzęczał jej telefon.,,Jak lecą wakacje?”-zapytała Lena.,,Lena? Wejdź w google. poszukaj, gdzie jedzie transport koni z Jantara.”-napisała, a serce jej waliło.,,Jaki transport?” ,,Na rzeź”. Nastąpiła długa przerwa. Lena pewnie z placzem szukała.,,Do… jakiejś odległej miejscowości. Siedem godzin”. Amelia zacisneła zęby. Biedne konie. Czemu nikt nie dał im szansy?-Amelia, co jest?-zapytała mama.-Widziałam transport koni na rzeź.-pociągnęła nosem Amelia.-Wiem, że lubisz konie. ale.. to nie są ludzie. Może się boją. Ale.. nie będą cierpieć długo.-powiedziała mama.-I nie możemy tego zmienić.-westchnęła po chwili. Amelia pokiwała głową. To było bez sensu.

*************************************************************************************************

Deszcz bębnił o szyby. Dziewczynka wysiadła, gdy samochód stanął. Tydzień minął błyskawicznie. Laki zarżała.-Hej! Nadal jesteś gwiazdą! Jest z tobą mem i ma 3 mln wyświetleń! A filmik ma 7 mln!-wrzasnęła Lena na powitanie.-A jak oni się sprawowali?-zapytała Amelia.-Laki.. okej. Bumerang głupio. Laki musiała ratować się przed pożeraczem marchewek oddając mu okup pęczek marchwi.-zaśmiała się Lena.-Podejmujmy decyzję.-powiedziała Amelia.-Nie chcę mi się.-westchnęła Lena, wchodząc do stajni.-Mam dzień lenia…-powiedziała do Amelii.-Nie. Musimy.. zadzwonić. po panią Karolinę. Porozmawiać jeszcze raz.-powiedziała Amelia, choc niemal znała odpowiedź. Lena westchnęła.-Amelka, ty dzwoń. ja nie mam numeru.-westchnęła. Amelia zadzwoniła.-Będzie za sześć minut.-powiedziała.-Sześć minut to super mało.-uśmiechnęła się Lena. Po chwili gadania do stajni weszła pani Karolina.-Najpierw porozmawiamy o tym. Więc: koń nie czuje zabiegu. żyje normalnie.-powiedziała.-Ale.. ja nie chcę.-powiedziała Lena.-On jest mądry. I pewnie wie, że coś jest nie tak.-westchnęła Amelia.-I wrażliwy. on czuł, że głupi to coś złego.-dodała Lena płacząc.-Nie podejmujcie decyzji w tej minucie-najpierw wam wszystko powiem. Nie jest to złe-po prostu nie będzie miał źrebiąt, ani nie będzie taki agresywny.-powiedziała pani Karolina. Amelia czuła, że wie, jak zdecyduje, ale stwierdziła, że jeszcze poczeka. Miała nadzieję, że Lena też tak zdecyduje.-Poza tym-on się nie zmieni. może będzie grzeczniejszy.-Czyli charakter mu się nie zmieni?-zapytała podejrzliwie Amelia.-Trochę zmieni..-powiedziała pani weterynarz. Lena się skrzywiła.-Czytałam, że psy często po kastarcji się zmieniają. Np. wesoły wariat na gnuśnego złośnika.-zajęczała. Pani Karolina westchnęła.-Może pójdźcie do siodlarni się naradzić.-zaproponowała. Lena pokiwała głową. Usiadły na skrzynkach.-To ma być dla jego dobra.-powiedziała Lena przez łzy.-Ja już znam odpowiedź.-westhnęła Amelia.-Pani Karolina mówi, że robi to się dlatego, że kocha się konia.-powiedziała Lena.-Ale ja wiem już, co powiem. Nie. Bo zaczyna, mieć plan. Nie będę ingerować w Bumeranga. Nigdy. Zbyt go kocham.-Ja też nie.-zgodziła się Lena.-Ale.. co zrobimy?-Uratujemy konie rzeźne. Klacz dla Laki i wałacha dla Bumunia.-powiedziała Amelia.-SUPER!-krzyknęła Lena.-I jak podjęłyście decyzję?-zapytała pani Karolina.-Podjęłyśmy. Nie. nie wykastrujemy go nigdy.-powiedziały dziewczyny, a kamień spadł im z serca.-Dobrze. Laki nie ma rui. przez dłuższy czas, kilka tygodni możecie ich normalnie trzymać razem.-i pani Karolina odjechała.

Rozdział 21

Amelia zastanawiała się nad czymś, marszcząc brwi. marzyła o tym odkąd miała 5 lat. I się nie spełniło. Wtedy mieszkali jeszcze w bloku. Miała konie.. ale to nie było marzenie o koniach. Nie spełniło się to marzenie do teraz. Może nigdy się nie spełni.-Co się dzieje, Amelia?-zapytała Lena.-Nic.-powiedziała Amelia.-Jasne. to czemu wyglądasz jak… Little P?-zapytała Lena.-A co to Little P?-pociągnęła nosem Amelia.-No.. taki śmieszny kot.-i pokazała jej zdjęcie w internecie.-Oh, super. Wygląda, jakby chciał się popłakać.-Jak ty.-odgryzła się Lena.-Bo… marzę. Od sześciu lat.-O czym? O koniach? o czymś dla zwierząt?-Nie.. to trochę inaczej. Bo… ty to masz. Trzy lata. I Sandra ma pięć lat.-Co? Chyba nie podwórko? ja mieszkam w bloku. a tym masz takie wieeeeeelkie.-powiedziała Lena.-Nieee. To coś, co istnieje. I masz ty i Sandra. a żadna nie ma podwórka. Ja mam duży dom. Własne podwórko.-powiedziała Amelia.-I mam rodzeństwo. Całą bandę.-powiedziała Amelia.-No to co?-zapytała Lena.-Kiedy nauczyłam się czytac.. przeczytałam dużo o psach. widziałam psy. I… od tej chwili.. chcę mieć kogoś takiego, jak Luna.-Luna szczypie w pięty.-skrzywiła się Lena.-Wiem. Ale nie ma psa ani człowieka bez wad.-zaśmiała się.-No.. A jaką rasę?-zapytała Lena.-Nowofunland nigdy. nie moge zapomniec Jaspera.-skrzywiła się.-To jakiego? Aussie? Buldoga?-Nie. żadną z tych. Wtedy lubiłam pappilony. małe, ale szybkie. imponowały szybkością w agility.-wyszeptała Amelia.-A teraz.. teraz kocham różne. Pappilony też… ale mam 4-5 takich, które jednak są lepsze. Na pewno nie owczarek australijski ani buldog. Nie lubię umaszczeń merle ani zgiecionych pyszczków. I mam pewne preferencje-nie chcę psa typu cavalier czy golden. są.. za spokojne. za przytulaśne.-stwierdziła Amelia.-No dobra. jesteś ciekawa. Jakie jakie?-zapytała Lena.-Jack russel terrier. Owczarek szkocki. Sheltie. Corgi… może. nie jestem ich pewna, więc nie licz. Border collie w sumie też, i.. i..-zawachała się.-To nie moa ulubiona rasa…. ale…. wszyscy mówią, że nie są zbyt ładne.-westchnęła.-Pudel?-zapytała Lena.-Weź. one są strasznie słodkie. wszyscy tak mówią.-powiedziała Amelia.-To nie on. Tata mówi, że są w porządku. I są. Wszyscy mówią, że są piękne i w ogóle. I ja też, tylko.. to nie jest to.-powiedziała Amelia.-Więc?-zapytała lena, umierając z ciekawośvi.-Jamniki? Jamniki są słodkie. i ja je kocham. i mama.-Nieeee. One sa… uparte. I nie do ruchu… to znaczy.. eh. Nie. nie one.-powiedziała Amelia.-Podpowiedz, bo nie wytrzymam.-powiedziała Lena.-Nie terrier. Nie pies ozdobny.. tylko..-wachała sie Amelia.-Beagle? Basset?-zapytała Lena.-Nie nie. Nie to.-powiedziała Amelia.-Podpowiedz..-powiedziała Lena.-Nie labrador. Nie taka.. że wszędzie ją widzę.-powiedziała Amelia.-Nie jest myśliwski.-powiedziała jeszcze po chwili do Leny.-I ta rasa nie jest moja ulubiona. nie. i najszybciej by odpadła.. ale ja ją lubię.-To o czym ty myślisz?-O.. rasie, którą nazywają inaczej.. Kudłate serce.-powiedziała Amelia. Brzmiała jakby była wzruszona.-Briard. Owczarek. Chart. Wszystko w szczupłości i karmelowej sierści.-powiedziała Amelia cicho.-O..-powiedziała Lena.-Briard. owczarek francuski. Nazywane chartami francuskimi.-Uf, to dobrze, że owczarek, bo charty… są duże. i zabiły by kury..-Lena ucichła i trochę sie popłakała na samą myśl.-Briard by prędzej przytulił kurę niż ją ubił. I… sa dobre.-A którego byś chciała?-zapytała Lena.-No… Może… jest z jedna-dwie moje ulubione. z tej listy. No.. i może do tej listy dodałabym jeszcze dwie rasy. I mam dwie ulubione.-Och, Ami, jesteś chodzącą łamigłówką! Pooowiedz te dwie-trzy rasy!-powiedziała Lena.-Dodam je do Sheltie, jack russel, Border collie, owczarka szkockiego, briarda, EWENTUALNIE corgi. i jeszcze dwie-trzy dodam.-powiedziała tajemniczo Amelia.-DODAJ! w tej sekundzie!-krzyknęła Lena.-Nie pudle. Nie jamniki. Nie kelpie. Nie szpic.-powiedziała Amelia z uśmiechem.-Owczarek bergamasco? pirenejski? -zapytała Lena.-Nie. Nie. One sa.. szare. I mają.. taką dziwną sierść.-skrzywiła się Amelia.-To nie rasy francuskie.-powiedziała po chwili.-O nieeeee…. pirenejskie i buldożki są słodkie.-jęknęła Lena.-Owczarek pirenejski krótkowłosy? pies chodski? owczarek holenderski?-zapytała Lena.-Nie. Są niemal niedostępne.. i nie dla mnie.-powiedziała Amelia.-Owczarek szkocki rough? smouth?-rough.. ale były.-powiedziała Amelia.-A. ok.-powiedziała Lena.-Jack russel terrier, border collie, owczarek szkocki, sheltie, corgi, briard były. są.. inne. trzy.-powiedziała Amelia.-Dodam je zaraz, Lena.-powiedziała.-Terrier irlandzki.-powiedziała.-Ami.. one.. mają.. też.. brzydką.. nazwę.. Ale są słodkie.-powiedziała Lena.-Tamto… no wiesz?-zapytała skrzywiona Amelia.-Tak.-Kolejna rasa….nova scotia duckling retriver.-powiedziała Amelka.-Amelka, co to za novaduckling coś? Dziwna. nie wiedziałam o niej.-zdziwiła się Lena.-A chodski pies znasz-triumfowała Amelia.-Trzecia?-zapytała Lena.-A.. na trzecią nowa… mówią… kundle. ale to żadka, duńska rasa.-powiedziała cicho Amelia.-Duńsko szwedzki pies wiejski.-powiedziała.-SUPER! ONE SĄ JACK RUSSEL W WERSJI 2:1 TYLKO SPOKOJNIEJSZE!-krzyknęła Lena.-No. Moje trzy najlepsze to Jack russel.. i…-nie mogła się zdecydować Amelia.-No… owczarek szkocki. Odkąd 3 lata temu kupiliście Lunę zakochałam się w nich. A Charlie.. 5 lat temu nie chciałam shih tzu, mimo, że był szczenięciem.-powiedziała Amelia.-A tzrecia?-zapytała Lena.-Nie duńsko szwedzki. Nie corgi. Tylko.. no..-zawachała się.-Dobra, zanim wybuchnę, powiedz mi o corgi, jak je polubiłaś, co w nich ci się podoba i które. w tym czasie myśl o tej trzeciej rasie.-powiedziała Lena.-No.. one są mądre. I małe. I super.-powiedziała Amelia.-Które wolisz? Pembroke? Cardigan?-zapytała.-Pembroke.. są mniejsze. jak kot. wybuchowe. Więc.. cardigan. sa wierniejsze. nawet, jesli nie chcą wykonać komendy, zrobią to po raz 10 i 11 dla pana.-A nova scotia?-zapytała Lena.-Jeśli mam byc szczra: znam ją 2 tygodnie. W książce zobaczyłam jej zdjęcie. są super. Ale.. to takie.. kaczkowate. aportujące. kocham je straaaasznie. ale nie jestem pewna.-powiedziała Amelia, rumieniąc się.-Aha. trzecia?-No.. może najpierw ci coś powiem. Do niedawna kochałam rasy mniejsze. Ale teraz.. cos zobaczyłam. No wiesz. większe bywają delikatniejsze. są.. silniejsze. i choć jack russel w życiu nie zniknie.. to lubie te większe.-powiedziała pewnie Amelia.-Terrier irlandzki?-zapytała Lena.-To nie to. w agility… zwariował by. musiał by chcieć sie mnie słuchać.-westchnęła Amelia.-Mów-krzyknęła Lena.-Collie, jack russel i…i..-JAKA?-zapytała Lena.-Nie collie smouth. one są takie… niezbyt.-wzdrygnęła się Amelia.-Border collie lub.. sheltie.-westchnęła Amelia.-A kogo wolisz?-zapytała Lena.-Border. Sheltie.. to.. takie.. nadpobudliwe.-westchnęła.-Zresztą.. oba nadpobudliwe… czasem.-parskneła.-Ale.. jak namówić twoich rodziców na psa?-zastanawiała się Lena.-I.. czemu chcesz go mieć?-zapytała Amelię.-Bo.. chcę mieć takiego fajnego przyjaciela. który będzie…. mądry i w ogóle. Kocham psy od zawsze.-powiedziała Amelia.

Rozdział 22

-Amelia, to jest super. A twoje dwa-trzy, które chcesz mieć naprawde? I którego wybrałabyś pierwszego?-zapytała Lena.-Jack russel terrier… A namówimy rodziców moich?-zapytala Amelia.-Tak.. ale ty pierwsza.-powiedziała Lena. Weszły do domku Leny i jej rodziny, gdzie siedzieli z ciocią Grażyną rodzice Amelii.-Mów!-syknęła Lena.-Ja… od sześciu lat.. marzę o psie.-wydusiła z siebie Amelia.-Tak jak wtedy, kiedy miałaś pieć lat?-westchnęła mama. Amelia pamiętała to: robiła budę z kartonu, i mówiła, że pewnie zaraz będą mieli psa.-Nie.. tylko. żeby go karmić.. i wyprowadzać.. i szkolic… i bawić się z nim… i sprzątać…. i mieć odpowiedzialność..-powiedziała Amelia.-I lubię briardy, corgi, sheltie, border collie, jack russel terrier, owczarki szkockie..-powiedziała Amelia.-My zastanawiamy się nad drugim psem. Ja i Lena chcielibyśmy jamnika, ale Henryk wolałby psa do biegania, a Hania marzy o.. buldogu.-westchnęła ciocia Grażyna.-No, może trochę bardziej o labradorze! Bo są mądre1 i słodkie! i mozna je przytulać. Są…-zaczęła Hania. Amelia spojrzała na Lenę.-Czemu ja nie wiem, że dojdzie wam zwierzak?-zapytała.-Bo… y…jesteś przyzwyczajona że mamy w domu sierśc?-zażartowała Lena.-I najbardziej jack russel.-zwróciła się Amelia do rodziców.-Jack russel terrier?-zapytała mama.-Słyszałam o nich.. i nie chcę. Terriery są trudne.-dodała.-NIEEE!-pisnęła Lena.-Ale.. ja lubię je! Są najlepsze, jak się je wyszkoli!-przekonywała Amelia.-Nie. Możemy pomyśleć o psie-ale jack russel terrier to nie pies dla nas. wolałabym jakiegos innego.-powiedziała mama.-Tato, a ty lubisz jakie psy?-zapytała Amelia.-Nie wiem. Na pewno nie bardzo małe, takie jak shih tzu czy york.-powiedział.-Aaaaaaa……. sheltie? border? owczarek szkocki? briard? corgi? jamnik?-zapytała błagalnie Amelia.-Owczarki szkockie…-zaczął tata.-Są zbyt sierscące. Nie podobają mi się jako psy do nas.-powiedział. Amelia westchnęła. Jack russel znika, to jeszcze collie?!-Mamo, tato, jakie psy więc chcecie?-zapytała, czując, że zaraz wybuchnie z emocji.-Może… golden retriever. Berneński pies pasterski.-powiedziała mama.-Mnie podobają się..-zaczął tata.-Duńsko szwedzki pies wiejski. Szpic wilczy. I tamte entebuchery czy jak to tam.-zakończył.-Amelia, ty lubisz duńsko szwedzkie..-zaczęła Lena.-Moje ulubione prawie, ale nie będą super w agility. I w polsce może jedna hodowla. Kosztują z 8000 zł.-powiedziała płaczliwie Amelia.-Ja nie chcę retrievera. Nie chcę keshounda. To nie są dobre dla mnie psy. Berneńskie poza tym żyją krótko i połowa kończy życie na nowotwór. Ważą więcej niż ja, a czasem więcej niż mama. Goldeny są… ociężałe i nie do zabawy. Szpice wilcze.. są szczekliwe.-powiedziała Amelia.-To jakiego psa?-zapytała Lena. Obie spojrzały na mamę i tatę Amelii.-Tato?-zwróciła się Lena do wujka Henryka.-A może weźmiemy…… charta?-zapytała. Wujek spojrzał na nią z namysłem.-Może..-mruknął.-Chart za tobą wujku nie nadąży! On biega szybko przez pięć minut.-powiedziała Amelia.-Lepszy byłby jakiś owczarek.-dodała.-O, a ja myślałam, że jest dobry.-zdziwiła się Lena.-I może weźmy psa poniżej 26 kg. Żebym mogła go brać na spacer. Bo 10 kg mniej niż ja to ok.-powiedziała Amelia.