Koń i jego amazonka
Rozdział 1
Laura spojrzała znudzona na komputer. Pani z informatyki nadesłała zadania, a teraz miała wyszukać coś o nośnikach danych. Nienawidziła informatyki. Ekran, algorytm, sztuczność. Kompletnie bez sensu, brak wolności. Jęknęła i odsunęła laptop.-To jest bez sensu. Nigdy tego się nie nauczę.-powiedziała, a w myślach miała tylko konie. Kliknęła w jakiś link, starając się skupic na pendrive i plakietkach. Kiedy napisała kilka linijek na write i stwierdziła, że już więcej dziś nie zrobi, spojrzała na podręcznik z polskiego. Z ulgą otworzyła go. Ze środka wypadła kartka z wymaganiami na egzamin. Spojrzała. Miała napisać opowiadanie na Write. Szybko napisała. Potem okazało się, że ma już 2000 znaków.-Starczy.-westchnęła, zamknęła laptop i wyciągnęła ręce. Na dziś miała dość komputera. Spojrzała z nadzieją za okno. Widać było z oddali niewyraźny kontur budynku stajni. Nazywała się ,,Pegaz”. Lubiła tam jeździć. Wskoczyła na parapet. Jeździła od wieku 8 lat. Miała kilka lat doświadczenia. Teraz miała ponad 11, więc już w przyszłym roku miała skończyć 12. Była w Edukacji Domowej. Uwielbiała polski, historię i przyrodę-nienawidziła matematyki i informatyki. Zeszła i przykucnęła obok koni schleich. Pogalopowała siwym quarter horse po dywanie. Znała rasy ich wszystkich. Wtedy przypomniało jej się, że miała zanieść komputer na dół, żeby mama przesłała jej pracę pani od informatyki. Zniosła go.-On jest ciężki!-zaśmiał się Jasiek, jej młodszy brat.-Laura? Dajesz rade?-zapytała mama.-Yyy, tak.-odpowiedziała i ustawiła komputer na stoliku.-Kiedy ja też będę mógł robić rysunki na laptopie do szkołyyy?-zapytał Jasiek.-Kiedy będzie wrzesień. Masz już 7 lat.-westchnęła Laura, wyciągając nogi przed siebie. Wtedy nadbiegła Hania, jej 9 letnia siostra.-Laura, ukradłaś MOJĄ niebieską gumkę!-krzyknęła.-Wcale nie. Próbowałaś ją odkurzyć z Natalką, więc wam ją zabrałam.-Natalia wyjrzała z pokoju.-Wcale jej nie odkurzałyśmy, tylko sprawdzałyśmy, czy się wciągnie!-warknęła dziesięciolatka. Laura wywróciła oczami i rozplotła włosy z ładnej, błękitnej gumki. Natalia i Hania trzasnęły drzwiami, niosąc gumkę do włosów. Wtedy wpadła jak tornado 4, prawie 5 letnia siostra Ala.-Laula! Jestes wledna! Zablałaś moją myszkę!-powiedziała.-Wcale nie zabrałam. Jasiek ją ukradł.-powiedziała spokojnie Laura, a wtedy najmłodsi z rodzeństwa zaczęli ganiac za sobą po domu.-Mamo?-zapytała.-Hm?-No..a kiedy tata wróci z granicy?-zapytała. Tata był żołnierzem. Dziewczynkę dziwiło to, że innym ludziom to imponuje. Żołnierz to żolnierz, poza tym przynajmniej raz na miesiąc czy dwa wyjeżdżał przynajmniej na noc na służbę.-Za dwa tygodnie.-odpowiedziała mama.-DWA?!-jęknęła Laura.-Tak, dwa.-Ale miał za 3 dni!-Przedłużyli.-Laura jęknęła w duchu i poszła poczytać jakąś książkę. Wiatr z otwartego okna rozwiewał jej włosy. Próbowała się skupić, ale jej przeszkadzał. Gdy doszedł do tego zapach koni, stwierdziła, że nie doczyta ulubionej książki. Zamknęła okno i skupiła się, wyobrażając sobie dokładnie postacie, kiedy nagle coś trzasnęło. Już nie miała ochoty czytać. Podbiegła do okna. To była Szarlotka, wysoki kucyk walijski. Galopowała.. po ich podwórku. Dziewczynka niewiele się namyślając wybiegła na dwór.-Laura, czekaj!-zawołała mama. Dziewczynka jednak nie słuchała. Wybiegła i złapała psocącą, wywalającą doniczki i konewki białą klaczkę. Złapała ją za kantar i przywiązała do niego jakiś sznurek. Jej czarne oczy z ciemnymi obwódkami o tym samym kolorze zamrugały.-Chodź, idziemy do stajni.-powiedziała Laura i poszły.-Laura! Dziękuję. Szarlotkę wypuściła Klara.-powiedziała instruktorka.-Klara?-zapytała Laura, krzywiąc się. Nie pamiętała nikogo o tym imieniu.-To ja..-szepnęla cicho mała, może 8 letnia dziewczynka z kasztanowatymi włosami.-Czemu?-westchnęła łagodnie Laura.-Bo.. przyszła tu taka dziewczynka. Nazywała się Hania. I powiedziała, że jej jest smutno.-HANIA?!-zapytała Laura przerażona. Przecież kiedy Szarlotka galopowała, siedziała z niewinną minką… o nie.-Jak to się stało?-zapytała.-Powiedziała, że dla Szarlotki jest smutno, bo ma uszy skierowane do nas. I ma tak do góry łeb. I ja spytałam, co zrobić, i ja wypuściła, i pobiegła do domu. Ale.. to ja otworzyłam boks.-Spokojnie Klaro. Ona cię okłamała. To nie twoja wina.-powiedziała Laura z zaciętą miną i pobiegła do domu.
Rozdział 2
Hania siedziała przed telewizorem, z zadowoleniem oglądając Gumisie.-Pierwsze: czemu byłaś w stajni? I okłamałaś Klarę?-zapytała Laura.-Bo Szarlotka była smutna. Jak koń ma tak wysoko głowę, i uszy do przodu, i parska, to płacze.-pouczyła Hania.-Nieprawda. Jest podekscytowany i szczęśliwy.-warknęła Laura.-Ale ją wypuściłam.-powiedziała zadowolona Hania.-JAK MOGŁAŚ?! ona mogła zginąć!-krzyknęła Laura.-Nieprawda. Ona była w stajni już długo, chyba im się znudziła, co nie?-powiedziała Hania.-Nie. Konie to nie zabawki!-zawołała Laura przerażona. Jak ona mogła?!-No ale ja myślałam, że oni już jej nie chca.-powiedziała Hania naburmuszona.-Nie. Konie to nie zabawki.-powiedziała Laura.-I jutro przeprosisz wszystkich w stajni. Jasne?-zapytała.-NIE!-krzyknęła Hania.-Czemu?-zapytała Laura.-Bo… to Klara!-krzyknęła, uciekając za kanapę. Laura wywróciła oczami i krzyknęła:-Mamo, jadę do stajni!-po czym wsiadła na rower. Pojechała szybko. Kiedy dotarła, zobaczyła ją pani Marta, instruktorka.-Jeszcze raz dziękujemy.-powiedziała. Nie ma za co. To Hania nakłoniła Klarę do wypuszczenia Szarlotki.-powiedziała Laura gniewnie.-Nic nie szkodzi. Hania jest jeszcze nierozsądna.-Ale ja w jej wieku umiałam pomyśleć.-mruknęła Laura i spojrzała na Karmela, piaskowego konia. Ten pokazał jej zęby.-Trzymasz z Hanią?-westchnęła i odwróciła się. On był gryzący. Nie lubiła go. Zaczęła szczotkować Dyzia. Dyzio był niskim, brązowym kucykiem szetlandzkim. Laura kiedyś na niego wsiadła, ale pamiętała, jak to wyglądało. Uważała, że ,,Jest za mały”. Kiedy stwierdziła, że starczy, poszła na padok. Było tu spokojnie i cicho. Uwielbiała pomoc i to, że traktowali ją jak opiekunkę koni, podobnie jak kilka innych dziewczyn. Wtedy usłyszała coś z padoku. Mała, jasnowłosa dziewczynka siedziała przy koniu, który lekko kładł uszy.-Co tu robisz?-zapytała Laura.-Nic.-powiedziała dziewczynka, choć brzmiało to jak ,,próbuję je dosiąść”. Gniady Grom parskał niespokojnie.-On mnie chyba lubi.-zachichotała siedmiolatka. W rzeczywistości koń wyglądał na zestresowanego. Dziewczynka poszła za nim. Konie zaczęły rżeć. Laura złapała ją za rękę i pociągnęła za ogrodzenie.-To było niebezpieczne.-pouczyła.-A dlaczego?-zapytała niezadowolona dziewczynka.-Ja.. kocham konie. Ale trzeba być ostrożnym. Koń może się spłoszyc. Wtedy nie myśli logicznie, tlyko ucieka. I działa impulsywnie.-wytłumaczyła.-Jestem Ela.-powiedziała dziewczynka.-A możemy tam znowu iść?-zapytała.-Najpierw może trochę ci powiem o bezpieczeństwie.-westchnęła Laura.-Nie podchodzisz od tyłu. Nie robisz nic sama, bez niczyjej wiedzy. Nie wchodzisz na padok.-powiedziała do młodszej dziewczynki, która poszła do mamy. Laura odetchnęła. Spojrzała na Tornado, czarnego ogiera. Nie umiała tego wytłumaczyć, ale jakby przyciągał ją wzrokiem. Zaczęła słyszeć coś w uszach.. gdy nagle przerwał to niezbyt głośny krzyk. Tornado odszedł, jakby zawiedziony. To była pani Magda, druga instruktorka. Pomogła karmić konie.. ale zastanawiała się, co się stało tam, na padoku.. o co mogło chodzic? Nagle zauważyła jakiegoś wysokiego, może 18 letniego chłopaka. Stał przy pojemnikach z owsem i sypał do wiadra.-Kim jesteś?-zapytała podejrzliwie Laura.-Dominik. Przyszedłem do mojego konia.-powiedział spokojnie, ze szczerym uśmiechem.-Słucham?-zapytała Laura-Do Gandzia.-odpowiedział.-O, cześć Dominik. Przestawiliśmy Gandzia na tamten padok.-powiedziała z uśmiechem pani Marta, choć widać było, że nie skupia się na chłopaku.-Aha, dziękuję.-powiedział chłopak. Podszedł i zagwizdał. Wysoki, łaiaty ogier podbiegł.-Spokojnie, chłopaku, to tylko kolacja.-zaśmiał się Dominik i podał mu wiadro, drapiąc go za uszami. Koń wyglądał na zadowolonego. Laura przypomniała sobie Elę. Aż jej ciarki przebiegły po plecach. Była wtedy bliska paniki, zupełnie jak konie. A Szarlotka nadal patrzyła na wszystkich podejrzliwie, jakby sprawdzała, czy na pewno są sobą, a nie małą dziewczynką, która próbowała wieszać się koniom na szyi. Była zdecydowanie podobna do Klary. Chłopak podszedł.-A może się poznamy? Słyszałem o tobie. Jesteś pewnie Laura?-zapytał.-Kto ci o mnie mówił?-zdziwiła się Laura. Chłopak wzruszył ramionami.-Na pewno nie koń.-zachichotał.-To kto?-zniecierpliwiła się Laura.-Instruktorka. Na stronie stajni też jest o tobie.-powiedział i odszedł do prywatnej siodlarni. No tak. Zwyczajny nastolatek w stadninie. Ona wolała osoby poniżej 14 lat. Były bardziej.. jak dzieci, nie udawały dorosłych. Pani Magda napełniała wiadro.-To dla Tornada. Zaniesiesz je mu? Tylko uważaj. Ostatnio wziął je w zęby i wszystko wysypał! Kocham go.. ale zbankrutuję przez niego. On żyje tylko marchewkami. Musze je mieć na każdym kroku.-zachichotała instruktorka. Laura skinęła głową. Koń spojrzał na nią. Ona szybko postawila wiadro. Czuła się nieswojo. On trącił ją łbem. Była niemal pewna, że to znaczy ,,dzięki, jestem wdzięczny, ale idź sobie.”. Poszła popatrzeć na Gandzia. Wałach spojrzał na nią z błyskiem w oku. Laura usiadła na sianie, radośnie wdychając powietrze. Tu można było odpocząć od tuptów i krzyków.
Rozdział 3
Laura obudziła się. Była dopiero 6:30, ale ona nie mogła spać. Jasiek chrapał i włączył lampkę, która świeciła mu w oczy. Odsłoniła okno i zrobiła swoje ulubione śniadanie-płatki z mnóstwem masła orzechowego. Były to płatki owsiane na mleku, jednak wygląd ich przypominał jej owies. Po takim śniadaniu zawsze miała mnóstwo energii na stajnię. Szybko przebrała się w koszulę z galopującym koniem, włożyła krótkie spodenki. Zjadła i spojrzała na podłogę tonącą w słońcu. Na termometrze było 22 stopnie. Idealna pogoda. Zaczęła czytać książkę, widząc niemal ją przed oczami. To coś, co niewyraźnie zaczynała słyszeć w uszach, to coś, co było chyba ,,Laura” bardzo ją zdziwiło. Spojrzała na stolik.. i nagle wyobraziła sobie, jak miło by było, by wokół jej nóg kręcił się jakiś pies. Kochała psy. I konie. Kiedy Jasiek zszedł na dół i usiadł na fotelu, skończyła się chwila dla niej.-Co robisz?-zapytał ją.-Nic.-odpowiedziała Laura. Zastanawiała się, czy mama pozwoli jej dzis pojechać do stajni nie tylko na jazdę. W stajni mogłaby mieszkać. Cicho zaśmiała się, wspominając, gdy jako 8 latka marzyła, że będzie mieszkać w stajni, gdy dorośnie.. jednak już w tamte ferie, wiele lat temu zrozumiała, że to nie jest możliwe. Spojrzała na książkę. Wszyscy już się budzili. Dom zaczynał tętnić życiem. Laura otworzyła książkę. Doczytała ją.-I co teraz czytać?-mruknęła, poszukując czegoś w biblioteczce, a raczej starym regale z byle jak odłożonymi książkami, grami, puzzlami, które układała jako 5 latka i teraz układała je z rodzeństwem..-Laura?-zapytała mama.-Tak?-Dziś nie jedziesz na jazdę. Odwołałam ją.-powiedziała mama.-Ale.. ale.. czemu?-przeraziła się dziewczynka.-Bo dziś jedziemy do babci.-No dobrze. Do babci nie jeżdżę co dwa dni czy częściej.-zgodziła się Laura, po czym mruknęła do siebie:-Tym bardziej muszę znaleźć coś do czytania.-rozpaczliwie patrzyła wszytskie książki, jakie mają.-Czytałam. Czytałam trzy razy, czytałam co tydzień.-mruczała coraz bardziej przerażona. A jeśli cały dzień zostanie zarówno bez koni, jak i bez książek? To nie będzie super. Wreszcie znalazła jakąś, która leżała zapomniana.-Jest o piesku!-ucieszyła się i zaniosła ją na biurko. Kiedy ją przeczytała, zaczęła rysować. Zobaczyła sylwetkę Tornado z daleka. Koń wyglądał na wściekłego.-On nie lubi deszczu.-przypomniała sobie Laura, słysząc jego wściekłe rżenie. Padało. Przynajmniej u babci jest mały piesek. Charlie. Nauczyła go paru sztuczek. Zaczęła szukać wolnego zeszytu, by spróbowac napisać jakąś historyjkę. Wreszcie skończyło się na samych rysunkach.-Mam dosyć deszczu.. chcę do stajni.-mruknęła. Zaczęła układać puzzle z czterema końmi palomino. Nagle coś usłyszała. Rżenie? Nie. Słowa? Nie. Psa? Nie. To była ciężarówka. Na ich podwórku? Okazało się, że przywiozła bagiego spalinowego dla Hani. Laura wzruszyła ramionami i zastanawiała się, jaką bajkę może obejrzeć na dobranockę. Wtedy zobaczyła Tornado i Groma na jej podwórku. Biegła za nimi pani Magda.-Ktoś lub coś zniszczyło ogrodzenie! A oni boją się deszczu, ale trochę. Gorzej z piorunami!-zawołała, truchtając za końmi. Tornado stanął dęba i wyszczerzył zęby.-Nie gryź..-jęknęła Laura. Zwykle Tornado umiał być przyzwoity, ale zestresowany może być nieprzewidywalny.. jak automatycznie wzięła smycze od pluszowych psów rodzeństwa, które kupiło w sklepie zoologicznym, bo pieski mogły dzięki temu być ,,Jak prawdziwe”. to było dawno temu.. dopięła je koniom i dała instruktorce.-Dziękuję. Chcesz pójść nam pomóc?-zapytała instruktorka.-Nie mogę. Wkróce jadę do babci. Mama pisała do pani Marty by odwołać jazdę.-westchnęła Laura.-I tak dziękuję.-powiedziała z uśmiechem instruktorka. Laura weszła do domu i odetchnęła.-Czemu ja zawsze wplątana jestem w takie sytuacje?-zapytała siebie z uśmiechem.
Rozdział 4
Laura usiadła obok babci i dziadka, a ożywione rodzeństwo paplało o basenie, ptakach i innych rzeczach. Ona opowiedziała o jeździe, po czym podeszła do psa i zaczęła go głaskać. Był taki mały… miał 5 lat. Był spokojny, do czasu, kiedy rodzeństwo zaczynało go dręczyć zabawkami. Nie sięgał jej do kolana, miał maksymalnie 30 cm. Nastawił się do głaskania.-Rozumiesz mnie.-westchnęła, drapiąc go za uchem. Po chwili opłukała ręce i usiadła do stołu, jedząc rosół obok rodzeństwa, a dokładnie Jaśka, całego tłustego. Wtedy wypadł jej makaron. Charlie pochłonął go. Laura wiedziała, że mu nie zaszkodzi. W diecie BARF makaron stanowi nawet 20-40% diety. A rosół też nie szkodzi psom, chyba że ma sól. Blok dziadków był z kilkoma innymi psami. Jeden mały chodził w kagańcu. Łzy stanęły jej w oczach, gdy przypomniała sobie artykuł sponsorowany w gazecie przyjaciel pies. To była gazeta pisana przez ludzi, którzy kochali psy jak nie wiem co. A więc czemu pojawiła się tam reklama rzeczy przeciw ciągnięciu, jak kantarka ściskającego prz ciągnięciu pysk i brał nacisk na kark, albo dławika czy kolczatki. Niby to jest przetestowane, że nie robi krzywdy, ale ona nie mogła. Charlie trochę ciągnął. Miał czarne, wygodne szelki. Według niej najgorsze było o kantarku. Podobno ściśnięcie pyska, niezbyt mocne, to sygnał do podporządkowania, a nacisk na kark sygnał uspokajający. Ale to pewnie było denerwujące psa. Westchnęła.-Charlie?-szepnęła.-Muszę się dowiedzieć, co było z tym całym ogrodzeniem. Nie mam żadnych podejrzeń, ale muszę to wyśledziś, aby móc temu przeciwdziałać.-powiedziała. Pies kichnął i pobiegł do miski, szukając karmy.-Przestań. A jak zrobisz się gruby i przejdziesz na dietę? Wtedy będziesz musiał biegać więcej niż teraz.-zaśmiała się, wyobrażając sobie Charliego na bieżni. Pies westchnął.-Jeśli chcesz… dam ci coś. Piłkę. Albo jakąś zabawkę.-powiedziała Laura i rzuciła mu piłkę, a pies aż poślizgnął się z emocji. Pognał za nią, i, łapiąc ją w zęby.. wrzucił ją do miski.-jesteś najśmieszniejszy.-powiedziała Laura, gdy próbował wyjąć zabawkę z wody. Poszła do salonu. Wzięła pustą kartkę i próbowała narysować shih tzu, kiedy Ala namalowała mu coś różowego na pysku.-to jego język.-wytłumaczyła.-Zepsułaś obrazek.-westchnęła Laura i odwróciła go na drugą stronę. Narysowała słodką mordkę. Wyszła nieco krzywo, ale według niej najważniejsze, że realistycznie. Jej siostra Natalia uważała, że rysuje ładnie i słodko, bo konie mają długie pyski, a zwierzaki duże głowy, bo tak są bardziej słodkie. Wtedy przestało grzmieć, a deszcz zaczął uderzać ciszej. Poczuła jakąś dziwną ulgę. Charlie co jakiś czas cicho pochrapywał, bo spał. Tu było fajnie. A jutro i tak pojedzie do stadniny. Wzięła ciastko czekoladowe Hit. Nie było źle.
Rozdział 5
Laura stała w stajni. Prognozy zapowiadały 23 stopnie, ale była pewna że jest goręcej. Tornado był zamknięty w boksie zewnętrznym, co kilka minut kopał, jakby przypominał o sobie. Padok z popsutym ogrodzeniem był pusty. Było złamane. To nie był wiatr. Więc co? Poczuła, że po plecach przechodzą jej radosne, i trochę straszne ciarki. Co teraz robić? Ziemia była miękka. Były tam ślady podków, wielu butów. Nic więcej. Tornado kopał w drzwi. Nie było go widać. Wtedy spojrzała na nią Stella, haflingerka. Jakby ją przyciągała. Zaczynała jakby słyszeć niewyraźne dźwięki.-Nie, nie.-powiedziała i otrząsnęła się. Znowu to samo? Na ziemi żadnych bruzd, łap, śladów opon. Nic ciekawego. Podeszła do niej pani Marta.-Zastanawiasz się, co to?-zapytała.-Tak.-I my też. Nie mamy pojęcia. Może to odkryjesz..-powiedziała wątpliwie. Poszła do stajni. Laura usiadła na niepopsutym ogrodzeniu. Nagle zobaczyła czyjąś sylwetkę w jasnej bluzie. Pobiegła przed siebie. Ngale stanęła. Ktoś do niej podszedł z taczką gnoju. To był Dominik.-O… przepraszam..-powiedziała i uciekła za drzewa. A myślała, że to wałmywacz.-Hej? Laura? Nic się nie stało!-zawołał chłopak.-Okej.-powiedziała zaczerwieniona Laura.-Ale ty jesteś taki.. prawie dorosły.-westchnęła.-Mam 16 lat. A ty?-11.-odpowiedziała Laura niechętnie.-I mów do mnie po imieniu.-Okej.-powtórzyła Laura i poszła. Może nie powinna szukać rozwiązania? To bezcelowe. A Dominika lubiły konie. Grom by go nienawidził, gdyby to był on. Choć.. na początku wydawał jej się nieprzyjemny. Nagle znowu poczuła to przyciąganie. To Gandzio na nią patrzył. Wydawało jej się, że zaczyna się to samo. Trochę się tego bała. Zaczynała coś słyszeć. Starała się to zignorować. Odeszła dalej. Koń zarżał, ale to brzmiało tak, jakby znała rżeniowy, a nie polski. Odeszła dalej. Dominik wyglądał, jakby zapomniał o świecie poza wodzami, które czyścił. Wzruszyła ramionami. Jej ulubionym koniem był Huragan, duży ogier rasy american saddlebred. Weszła do jego boksu. I nagle, zamiast przyciągania, w jej uszach zabrzmiało ,,Laura..?”-Nie, może przerwę.-powiedziała i wyszła. O co tu w ogóle chodzi? Wtedy zauważyła, że jakaś dziewczynka siedzi na ogrodzeniu. Majc nadzieję, że to nie Ela, pobiegła powoli, żeby ją poznać. Na oko miała 10-12 lat.-Cześć.-powiedziała nieznajoma.-Cześć.-odpowiedziała Laura.-Po co tu jesteś?-zapytała dziewczynkę, wdrapując się na płot.-Kupiłam smaczki dla koni. I chcę je poczęstować. Pani mówiła, że może lepiej nie wchodzić, więc daje je stąd.-wytłumaczyła.-Jestem Laura.-A ja Zosia.-uśmiechnęła się nieznajoma.-Aha. Ja mam 11 lat.-A ja 12.-odpowiedziała nowa koleżanka.-Więc jesteś starsza.-powiedziała Laura.-Tak. Od dawna tu przychodzę. Od 6 lat. Raz rano, raz wieczorem.-powiedziała dumnie nieznajoma. Zosia pogłaskała konie, i kiwnęła głowa do nich.-Ty też to czujesz?-zapytała Laura.-Jasne. Chodzi o ten zapach, nie?-powiedziała zupełnie naturalnie. Laura tylko skinęła głową. Gdy Zosia po chwili odeszła, westchnęła. Chciałaby wiedzieć, czy ktoś też jest taki dziwny jak ona. Podeszła jakaś 8 latka w bluzie w konie. Podeszła do Gandzia.-Jesteś słodki.-powiedziała. Pogłaskała go.-Jak się nazywa?-zwróciła się do Laury.-Gandzio. Ja mam 11 lat. A ty? I jestem Laura.-Ja… mam 10. ale wyglądam na trochę mniej, bo jestem niewysoka.-powiedziała dziewczynka. Rzeczywiście, choć nie była wysoka, to wyglądała zbyt dojrzale jak na 8 lat. Pogłaskała konia jeszcze raz.-A, nazywam się Kasia. Lubię konie. Jeżdżę drugi rok. I.. myślę, że ten koń mnie lubi.-skąd wiesz?-zapytała Laura.-Bo nie uciekł-prychnęła dziewczynka.-No.. może. Jest towarzyski.-powiedziała Laura.-Aha.-powiedziała Kasia. Wtedy Gandzio podskoczył-Hej! Wracaj!-zawołała.-O co mu chodzi?-zapytała Laurę.-Mnie nie pytaj.-powiedziała Laura.-To jego? Jak? Nie znam końskiego!-zdenerwowała się Kasia. Laura wzruszyła ramionami. Kasia pogłaskała inne konie, a Laura odeszła. Tu działo się coś dziwnego.
Rozdział 6
Laura właśnie sprzątała boks. Stajnia była bez ludzi. Tylko kilka koni. Nagle poczuła któregoś spojrzenie na sobie. Jakby… kazał jej się odwrócić. Wzdrygnęła się. Usłyszała ciche parsknięcia Karmela.-Chcesz mnie gryźć?-zapytała drżącym głosem. Nie wierzyła swoim słowom. Karmel patrzył na nią.-Przestań.-powiedziała. weszła jednak niemal automatycznie do boksu. Dała mu marchewkę.,,Laura..”-usłyszała.-Nie..możliwe..-wyjąkała, cofając dłoń, jakby się poparzyła.,,No co?”-usłyszała. Cofnęła się. Wyszła szybko. Coś tu było.. dziwne i nie tak. Gandzio stał spokojnie. wszystkie konie też. I wtedy któryś zaczął walić. Ciężko było się zorientować, który, bo mieli tu 31 koni. Podeszła do niej Sandra, dziewczyna w wieku koło 19 lat. prowadziła lonżę i lekcje jazdy.-Hej Laura. Coś nie tak?-zapytała.-Nie, w porządku.-powiedziała Laura niewyraźnie. Poszła za dźwiękiem walenia. To był Sigge, czarno-biały kuc amerykański.-Spokojnie Sigge.-powiedziała, po cichu licząc, że tu będzie.. normalnie.,,Jak spokojnie?”-usłyszała. cofnęła się znowu.-Sigge..-szepnęła. Sigge zarżał przeciągle, jakby rozumiał, o co jej chodzi.,,No przestań. jeszcze nie zrozumiałaś?”-poczuła i słyszała to. Czy ktoś jeszcze tak ma? O co chodzi?-Laura? Wszystko okej? O, uspokoiłaś Sigge. masz rękę do koni.-powiedziała Sandra, zamiatając.,,Laura.. musisz zrozumieć.”-Nie teraz..-szepnęła, pogłaskała Sigge i wyszła. Na padok. Były tam konie, które nie patrzyły tak przeciągle.. na razie. Po padoku chodziła dziewczynka, która wcześniej rozmawiała z Sandrą, mówiąc jej po imieniu.-Hej! Jesteś Laura? Sandra mówiła. To moja koleżanka. znamy się kilka lat. Ja mam ponad 12 i nazywam się Weronika.-powiedziała czarnowłosa dziewczyna.-A ja Laura i mam ponad 11.-powiedziała powoli Laura.-Aha. Fajnie.-powiedziała z uśmiechem Weronika.-O, przepraszam. wróce do ciebie, ale mam.. godzinną lonżę. Pomagam.-wyjaśniła i pobiegła do Sandry. ,,Laura… Musisz to zrozumieć”-spojrzała na nią Stella.-Jak? O co wam chodzi? mi się to wydaje?!-zapytała.,,Nie wydaje ci się.”-spojrzał Tornado. Stella trąciła ją pyskiem.,,Teraz jesteś inna. Nieliczni ludzie, tylko kilku na setki nas rozumie. Ich jest mało. Jesli znikną.. to nigdy nie będzie nic dobrze.”-Stella.. ty na poważnie? Mówisz? Muszę znaleźć kogoś, kto jest takim wariatem jak ja.-powiedziała. ,,Nie jesteś wariatem. Znasz naszą mowę.”-parsknęła cicho Stella. Laura przeszła przez ogrodzenie, mając nadzieję, że to sen. Była pewna, że teraz konie o niej gadają.-Laura? Jest okej? Jesteś dzis.. cicha.-zaniepokoiła się Lena.-yyym, oczywiście. Pójdę się przejść po lesie.-powiedziała Laura. przy stajni był mały lasek, w którym jeździli w teren. przespacerowała się po nim. Powoli szła głębiej. znała go bardzo dobrze. nie zgubi się. Skręcała keidyś we wszystkie ścieżki. Każda na końcu miała wyjście. Wreszcie.. zobaczyła srokatego konia. Był w czekoladowe łaty i miał białą grzywę. Miał lekkie siodło. Wyglądał na chincoteague. Lub lewitzera.,,Laura? Znam cię. Nie uciekaj. nie uciekniesz przed tym, co się zaczyna. Wiem, że tęsknisz za zwykłością… ale zrozum. tak musi być.”-parsknął i tupnął w ziemię. Wyglądał na młodego. Koło 4 lat. Wreszcie koło niego wyłoniła się dziewczynka w wieku Laury.-jestem.. Julka.-powiedziała zaskoczona dziewczyną.-A ja Laura, mam 11 lat.-powiedziała Laura.-Ja też.-odpowiedziała Julka.-A to jest Wicher.-pogładziła swojego rumaka.-Słuchaj. Chcesz ze mną pójść? Mamy stajnię. I 19 koni.-powiedziała z dumą.-Dobrze.-westchnęła Laura.-Wyglądasz, jakbyś…-zacięła się Julka.-Jakbyś.. nie wiem. Konie cię wybrały?-powiedziała.-Czyli?-zapytała.-Nie wiem. Mnie nie wybrały. tylko zaakceptowały. no i polubiły.-westchnęła.-Moje największe marzenie, to znać język koni.-powiedziała do Laury.-Aha.-I moja starsza siostra ma konia, też. Ma 13 lat i nazywa się Natalia. I ciągle jest w stajni. na razie ma wakacje i nie chodzi do szkoły.-powiedziała. doszli do małej, przytulnej stajni z drewna.-Oprowadzę cię, pójdę do domu, zjem i wrócę.-powiedziała Julka. pokazała jej wszytsko i pobiegła do domu. Nagle zauważyła jasnowłosą dziewczynę, która przytulała jakiegoś araba.-Witaj. jestem Natalia.-powiedziała.-A ja.. Laura.-przełknęła głośno ślinę. Arab zarżał.-Ty też je rozumiesz? ty je słyszysz.-powiedziała Natalia.-Czyli.. to prawda.-powiedziała Laura.-Ja je słyszę tez. ale.. nie mówię o tym. I słysze je wyraźnie. bardzo dobrze się z nimi gada.-powiedziała dziewczyna.,,Witaj. jestem Orion. Kocham Natalię, wolność, i ludzi, którzy mnie rozumieją.”-usłyszała Laura. Pierwszy raz przyjęła to ze spokojem. -Orion jest piękny.-powiedziała.-Widzę, że ci się przedstawił. Uważaj tylko-lubi trochę popyskować.-zasmiała sie Natalia.,,To ty.”-powiedział oskarżycielsko arab.-Ja? Ja nie mówię szantażysto tak jak ty.-odparła Natalia.-Wiesz? Ja… chcę je jeszcze lepiej słyszeć. I czemu to ja? I czemu teraz?-zapytała Natalii.-Może.. konie uznały.. Powiedz Orion.-powiedziała do araba.,,Bo już jesteś gotowa i znasz się na koniach. Natalia słyszy lepiej,ale ty też wkrótce to opanujesz”-powiedział. Trącił ją łbem… I nagle otworzyła oczy. przysnęła przy drzewie. Spała pewnie jakieś pół godziny, marząc. Wstała.-A może.. to wszystko jest tylko snem?-zapytała siebie i wróciła. Ale.. znowu poczuła to, że konie mówią ,,Laura!”. Oh, gdyby Natalia istniała! Rozejrzała się. W lesie nie było śladów konia. to tylko sen… ale ona i tak to słyszy.
Rozdział 7
Laura siedziała na sianie, kiedy zobaczyła dwójkę dzieci, które przyszły z mamą: 7 letniego chłopca i może 10 letnią dziewczynkę. Czekali na jazdę, patrząc na konie. Zatrzymali się przy boksie Toffinki. Była niedużym koniem rasy palomino.-Jest.. taka ładna.-powiedziała cicho dziewczynka. jej brat wziął sobie kotka na kolana. Na początku zwierzę wyglądało, jakby miało się wyrwać, ale potem jeszcze nastawił brzuch. Natomiast dziewczynka patrzyła uważnie na konie. Laura westchnęła. Spojrzała na siano. Na swoją bluzę z logo stajni i napisem ,,Laura”. Podeszła do dziewczynki.-Hej. Jestem Laura. A ty?-zapytała.-Ja nazywam się Karolina i mam 10 lat.-powiedziała dziewczynka.-Jesteś tu pierwszy raz?-zapytała Laura.-Tak. tu tak, ale byłam w innych stajniach. I.. może wybierzemy tę.-wyszeptała, patrząc na Toffinę.-Aha. Pokazać ci konie i stajnię? Miałam przygotować ci konia do jazdy. To będzie jakiś spokojny.-powiedziała.-Tak. Uwielbiam konie.-powiedziała dziewczynka i podążyła za Laurą.-Karolina? którego konia wolisz: tego czarnego Wichurę, która jest dobra na początek, czy może Kaspiana, tego jasnobrązowego?-zapytała Laura. Kaspian był koniem rasy pottok, a Wichura hucułem.-Nie wiem. Kaspian jest taki dostojny.. a Wichura jest taka.. ciepła. No ma takie oczy.-wyjasniła dziewczynka.-Może Wichura? Jest łatwiejsza. Wybaczy każdy błąd.-powiedziała Laura.-Okej.-Teraz pomożesz mi ją wyszczotkowac.-powiedziała Karolinie, uwiązując konia w boksie.-Dobrze. Robiłam to. Mogę wziąść to zielone zgrzebło? Jest śliczne.-Jasne.-powiedziała Laura. Tornado galopował z daleka po padoku, wyglądając jak plama czerni na trawie. Był daleko. Dwa padoki go od nich dzieliły. Kiedy Karolina skończyła szczotkować, z wysiłkiem przyniosła siodło i czaprak. Podpięły popręg, okiełznały konia, a potem Karolina przygotowała się do jazdy. Pani Magda wzięła ją na lonżę. Najpierw była chwila stępa, a potem kłus. Karolina nie odbijała się-widać było, że to nie jej pierwsza jazda. Szepnęła coś do Wichury, a klacz pokłusowała nieco szybciej. Laura podeszła do jej brata.-Jestem Laura.. A ty?-zapytała.-Maciek.-odpowiedział chłopiec.-Super. Chcesz zobaczyć siodlarnię?-zapytała Laura.-Tak!-zawołał chłopak. Ona pokazała mu końskie akcesoria. Tornado gdzieś tam pobiegł czy może pojechał już na zawody. Zresztą-pewnie jedzie już kilkanaście minut. Z jej starszą koleżanką. Nagle dostała SMS od Oli-tej, która pojechała na zawody z Tornadem.,,Tornado dziwnie się zachowuje-nie wiem, czy dam radę”-pisała. Maciek szukał kotów. Ona napisała ,,Dasz radę.. jeździsz 5 lat.” Jeszcze w stajni Tornado przed wyjazdem przysypiał na padoku po galopie, radosnym i szybkim. Więc co mu na zawodach? Nagle napisała Sandra. ,,Laura? Przyjedź, jeśli dasz radę. Masz rękę do koni. Tornado wariuje.” Laura stanęła. Karolina jeździła już samodzielnie w stępie, trzymając wodze delikatnie. ,,A ile to stąd?” ,,Trzydzieści minut autem”-odpisała Sandra.,,Przykro mi, nie mogę przyjechać…”-odpisała Laura. Dopóki nie ma Tornado, nie musi słyszeć głosu. Karolina zeszła, a Maciek wsiadł.-Laura?-zapytała cicho.-Koń.. na zawodach. Coś z nim jest nie tak. A ja nie moge pomóc.-powiedziała Laura.,,Laura… Powiedz, co mam zrobić. Zwalił mnie trzeci raz. Wiem, jeżdżę 5 lat, mam 15 lat. Ale poradź, błagam. Została mi godzina.” ,,Ola, rozsiodłaj go na kilka minut, wyczesz, uspokój, sprawdź kopyta. Mów do niego. Nie panikuj.” ,,Thank you.”-odpisała Ola. Karolina podeszła.-Co to za koń?-spytała cicho.-Tornado. Czarny. Rasy pura raza espanola.-powiedziała.-A tamten Gandzio jakiej rasy?-zapytała Karolina.-Jest szlachetna półkrew. Pewnie najpopularniejsza rasa polski.-powiedziała Laura.-A Karmel?-zapytała Karolina.-Quarter horse.-powiedziała cicho Laura.
Rozdział 8
Ola wróciła z zawodów, nieco roztrzęsiona i blada. Sandra była podenerwowana.-Laura.. na rozprężalni, godzinę przed zawodami zrzucił mnie trzy razy. Zastosowałam się do twoich rad. Przejechał, wrócił do siebie, ale był nieco zestresowany, chociaż skupiony.-powiedziała, ocierając pot Ola.-Bałam się, że wyeliminują Olę.-przyznała Sandra.-Pani Marto! Niech pani przyjdzie do Tornado!-zawołała Ola. Laura poszła do siodlarni, usiadła obok Karoliny. Potem wyjrzała na padok. I.. serce zabiło jej szybciej. Obok 7 miesięcznego Rokmunda było coś czarnego. Było wysokości jego nóg. Rokmund był wyższy od Laury, troszkę. Laura pobiegła tam szybko. Karolina podążała powoli za nią. Rokmund ignorował to. Laura podeszła bliżej, ale koń zasłaniał to coś, gdyż jadł siano z ziemi. Wtedy wydała stłumiony okrzyk. Zobaczyła to z bliska. Miało mocną, zupełnie niepasującą do źrebaka budowę. Krótkie nóżki. To nie była postura źrebaka. Podeszła, by się przyjrzeć, z bijącym sercem. To był szetland mini. Nigdy nie było tu takiego małego konia. mieli tu tylko kuce.-Chodź..-wyszeptała. On podszedł. Miał ładnie uczesaną, lecz lekko zmoczoną sierść.-Kto to jest?-zapytała Laura. Konik był w neizłej formie, choć brzuszek nie był mały. Miał mały, nieco zapiaszczony kantar. Pobiegła po panią Martę i przyprowadziła ją. Karolina stała nieco dalej, przy Fancie, siwej kucyczce rasy foxtrot. Kantar był nieco luźny.-Kto to?-zapytała pani Marty.-Nowy kucyk Sandry.-powiedziała instruktorka i poszła do Tornado. Podeszła Sandra.-To twój?-zapytała Laura.-Tak. Nazywa się Karino.-pogłaskała konia.-Zaraz z wami pogadam, ale jak wrócę od Tornado, dobrze?-powiedziała, idąc do stajni, jakby z żalem, że zostawia konika. Sandra kochała małe konie, ale dobrze też jeździła. Może.. po prostu chciała mieć konia, by móc prowadzić lonżę z własnym koniem? Ale Karino wyglądał jakby ją polubił. I ten kantar kupiła ona. Sandra.-Dziś Sandra mówiła, że przyjeżdża. Przygotowała boks i zrealizowała płatności. Ma u nas mieszkać. Pani Magda wspominała, że Sandra uważa, że to starszy konik.-powiedziała pani Marta. Przyszła Sandra. Miała nowy kantar. Ostatnio go zamawiała. I uwiąz. zaprowadziła konia do boksu tylnego. Była tam tabliczka ,,Karino”.-Sandra? On wygląda na młodego. Czemu uważasz, że jest stary?-zapytała pani Marta.-Wiem. Wygląda młodo. W ogłoszeniu było 15 lat. Ale.. niech pani spojrzy.-odsłoniła grzywkę, pod którą były porozrzucane siwobiałe włosy.-Podejrzewam, że może mieć 19-20 lat.-powiedziała. A pod oczami miał białe pasemka. Nie szalał. Ale wyglądał dobrze.-Skąd go masz?-zapytała Laura.-Z hodowli. Mieli go od lat. Ale teraz, kiedy się zestarzał..nie potrzebowali go.-powiedziała Sandra. Pokazała ogłoszenie. Rzeczywiście, zgadzało się.-I.. myślę, że może pojadę tam i wezmę jakiegoś towarzysza dla niego.-powiedziała zamyślona.-Przy większych koniach może być nieco oniesmielony. w tamtej hodowli jest mnóstwo szetlandów.-powiedziała cicho i nieco niepewnie Sandra.-Nie wiem. Wygląda dobrze.. jakby był całkiem młody. Może zobaczmy jego zęby.-powiedziała pani Marta.-On gryzie.-jęknęła Sandra. Pani Marta podeszła. Karino lekko położył uszy, ale stał spokojnie. Instruktorka zajrzała mu w zęby, a on lekko kłapnął rękaw jej bluzy.-Kupiłaś krokodyla..-zaczęła instruktorka, przyglądając się zębom.-Ale mówiłaś, że ma koło 19 lat czy 20…. chyba się trochę pomyliłaś.-powiedziała.-Ci hodowcy, że 15..-szepnęła Sandra.-I oni się według mnie mylili.-dodała.-Sandra. Te zęby wyglądają na nawet 23 lata. Ile za niego płaciłaś?-zapytała instruktorka.-Tysiąc złotych.-powiedziała Sandra.-Okej… może być ta cena. On jest w niezłej formie i jeszcze pożyje.-powiedziała instruktorka. Sandra skinęła głową.-Czyli od Wichury starszy o całe 2 lata.-powiedziała.
Rozdział 9
Weterynarz stwierdził, że Karino ma 21 lat. Laura siedziała przy nim, a on patrzył na nią.,,Laura…Rokmund opowiedział mi o tobie.”-usłyszała. Sandra wprowadziła Tornado na wybieg. On zobaczył mini-szetlanda. wszedł na padok i podszedł do szetlanda. Położył uszy i ugryzł go w grzbiet. Karino położył uszy i odbiegł.,,Kim on jest?”-zapytał Laurę. Sandry nie było. Jeździła na Fancie, która szalała. Tornado groźnie tupnął, a Karino pokazał zęby.,,Ja go nie znam! On nie może tu być!”-parsknął Tornado i kopnął konika.-Uspokójcie się!-zawołała Laura.,,Ratunku!”-piszczał Karino. Tornado pokazał mu zęby.-Wiem, że nie znacie się, ale bez nerwów!-powiedziała Laura.,,On nie zna swojego miejsca. Nie zamierzam mu go oddawać”-zakwiczał Tornado. Karino położył uszy i zbliżył sie do Laury.,,Ja nie dam rady-on jest młody!”-powiedział. Laura przestała uważać to wszytsko za dziwne.,,Ja go nie znam. Ja się go boję. On nie jest mi równy.”-powiedział Karino, kładąc się w bezradności.-Tornado, błagam, zostaw go.-powiedziała.,,Znasz go?!”-parsknął gniewnie Tornado.-Od wczoraj..-powiedziała Laura.,,Nie wiesz, jaki on jest. Ja też nie wiem. Ale nie zwiastuje nic dobrego.”-parsknął Tornado. Karino parsknał.,,Zostaw mnie..” Położył uszy i cofnął się. Tornado gniewnie potrząsnął głową. Karino spojrzał w drugą stronę, a czarny pura raza espanola stanął dęba.-Jest mniejszy niż ty, Tornado!-krzyknęła Laura.-Poza tym ma 21 lat, a ty 10!-zawołała. Zaprowadziła konia do boksu, który Sandra sprzątała raz dziennie, odkąd kupiła konia. Tornado galopował po padoku. Wtedy weszła Natalia.-Lauuuuura! Wstawiłaś do szuflady miskę, która miała PLAMKĘ.-powiedziała ze złością.-A miałaś zrobić dokładnie zmywarkę!-dodała.-Natalia,nie…-powiedziała Laura.-No tak. A co to za mały koń?-zapytała nagle podejrzliwie.-Karino-pisnęła niemal Laura.-Nudny. I pokażę tę miskę mamie!-krzyknęła Natalia. Trzasnęła drzwiami, aż Derek, gidran, który miał 4 lata i dopiero co został ujeżdżony podskoczył.-Karino? Co Rokmund ci mówił?-zapytała łagodnie Laura.,,Że umiesz nas zrozumiec. Nigdy nie było wielu takich ludzi. I mówił, że ma 7 miesięcy. I że jest szlachetną półkrwią. I że raz ktoś mówił, że jest serial o koniu ,,Karino”.”-wyjaśnił Karino.-A było kiedyś dużo takich ludzi, że was rozumieli?-zapytała Laura.,,Nie. Tylko kilku. Bardzo mało od zawsze”-powiedział konik.-Wiesz, moja koleżanka uwielbia ,,Karino”. Serial. Od razu by cię z nim skojarzyła.-powiedziała Laura. Karino wywrócił oczami.,, Więc lepiej niech tu nie przyjeżdża.”-powiedział zawadiacko. Laura podeszła do Tornado.-Tornado? Powiedz, o co chodzi.-powiedziała.,,On jest nowy, mały, zachowuje się jak król.”-parsknął ze złością Tornado.-Nieprawda. On się boi.-powiedziała Laura.,, Nie chcę go tu. Po co on tu jest?”-Bo Lena go tu przywiozła.-odrzekła dziewczynka.,, On pachnie jak rozpieszczony koń. Jak koń, który zawsze miał dobrze i łatwo.. i… mentosy.”-powiedział Tornado, przy ostatnim zdaniu z błyszczącymi oczami, a raczej ostatnim slowie.,, Dali mi… no.. miętowe. i dwa razy jabłkowe. i często malinowe. i….. dawali mi CZASEM miętówki. I mówili, tam, że mnie lubią… ale nie czułem sie fajnie. Byłem stary.. i czułem sie niepotrzebny. Ale jak już do mnie podeszli…. to mnie przytulali.”-wspominał konik.,,A Sandra.. lubiła Lenę. Są w podobnym wieku, Lena starsza pół roku. I kiedy dowiedziała się Sandra, że mają w hodowli tego konika, czyli mnie.. kupili mnie.”-wyjaśnił Karino.,,On jest dziwny”-parsknął złośliwie Tornado.-Nie. jest normalnym, starszym koniem.-syknęła Laura.,, Tornado, mam 11 lat. Jeśli skończę 21, to też będę dziwna?”-zarżała Fanta, tupiąc. Tornado udał, że nie słyszy, chociaż błysnął gniewnie białkiem oka. Karino zmrużył oczy. Były jeszcze żywe, lecz delikatnie mętnawe. Wyglądał, jakby był stary, ale miał siłę młodego konia.,, Tornado… mam tego dosyć.”-wtrąciła Lilia, pleśniawa arabka. Laura wyszła, nie mogąc już znieśc tych kłotni.
Rozdział 10
Laura wpisała w wyszukiwarkę ,,Jak pomóc 21 letniemu konikowi, który ma problemy z włączeniem się do stada”. Kliknęła któryś link. ,,Stare konie moga mieć problemy, bo inne konie wiedzą, że są słabsze”-czytała.,,Mogą zachowywać się młodziej, bo mialy trudne doświadczenia, są przestraszone, albo nie umieją sobie poradzić”. Podbiegła do Karino, ktory stał obok Luny, ślicznej kasztanowatej klaczki rasy kuc gotlandzki.-Karino? Co było przed tą hodowlą?-zapytała. ,,Urodziłem się w wielkiej, sportowej stajni. Moja mama nazywała się Korona, bo uważali, że jest wspaniała. Mówili mi, że jestem stworzony do pokazów, że jestem najlepszy, że jestem ładny, że zasługuję na dobry dom. I… wtedy ukradłem drożdżówkę. Z truskawkami.”-przerwał, zbyt poważnie jak na sytuację.,,Zjadłem ją. A oni się roześmiali.. i powiedzieli, że musza mnie trenowac. I robili przeszkody, za które dostawałem truskawkę. Ale potem mówili mi urwis. I mnei czesali. A to było.. dziwne. Kiedy zrzuciłem jeźdźca, stwierdzili, że jestem rodowity kuc. I trafiłem do hodowli. Udawali, że są szczęśliwi, ale ich córka płakała. Ona mnie ujeżdżała, i bandażowała nogi na podróż, by je ochronić.”-zakończył konik.,, W hodowli.. jeździli na mnie czasem. I mówili, że jestem wyjątkowy. I że mam wyraźny charakter. Ale kiedy 15 lat miałem… powiedzieli, że może jednak lepiej znaleźć mi inny dom. Dobry. Spokojny.”-wyjaśnił, a Tornado gryzł boks.,, No widzisz? On nie jest koniem. Jest zmniejszonym kucem”-powiedział, potrząsając grzywą.,, A ich córka… prowadzała mnie po polach. I mówili na mnie, że jestem jak pies. Tylko słodszy. I.. wyjątkowszy. I… jestem lepszy od wielu innych kuców.”-zakończył.-Karino.. wygląda na to, że miałeś fajną historię. Bez traumy, jak pisali w artykule.-powiedziała Laura. ,,Ja.. mam traumę.”-powiedział Karino.-ojej..-powiedziała Laura. ,,Stajenni.. mieli drożdżówki. I instruktorzy. I raz zrzuciłem moją ulubioną dziewczynkę, by ukraść dwie. Ona się śmiała, stajenna załamywała ręce. I.. jużnigdy nie widziałem drożdżówki”-powiedział poważnym głosem konik. Tornado parsknął.,, Jesteś rozpieszczony. Zawsze miałeś łatwo. Byłeś przyzwyczajony do miłych rzeczy.”-tupnął i znowu zaczął wściekle ogryzać boks.,, Nieprawda! Tylko.. drożdżówki. Ale nie zawsze miałem łatwo. Raz strzelały fajerwerki.-tupnął Karino. Tornado walnął w boks.,,Laura, on jest rozpieszczony. Zawsze miał łatwo.”-powiedział i zaczął wściekle gryźć boks. Sandra wstawiła go do jego boksu, a on gryzł też jego. Laura spojrzała na niego i już miała cos powiedzieć.. kiedy spojrzała na jego boks. Wyglądało na to, że gryzł boks już nieraz wcześniej, a ona tego nie widziała. Poczuła, że coś ściska ją w środku. Zacisnęła oczy. Czytała kiedyś o tym. Teraz musi to sobie przypomniec.. To był nawyk. Zły nawyk. Który może mu szkodzić.-Tornado… spokojnie.. przestań..-powiedziala cicho. Ogier położył uszy i kopnął w boks. ,,Nie muszę przestać. A juz na pewno nie dla tego małego mentoso-konika”-powiedział i odwrocił sie tyłem. Zakręcił się po boksie i zrobił obrażoną minę.-Karino? Chcesz pochodzić po podwórku ze Stellą?-zapytała Laura, starając się ukryć panikę w głosie. Konik kiwnął łbem. Wyprowadziła go na padok i spojrzała na Tornado. Wyglądał jak.. burza zamknięta w butli. Luna spojrzała na Karino i podeszła, razem ze Stellą. Kiedy wszystkie konie były na padoku, Laura znów obserwowała Tornado. Inne konie były daleko, za ulicą, jak małe punkciki. Tornado miał położone uszy i wyglądał jak rozjuszony byk. Zanim Laura coś powiedziała, zatrząsł drzwiami boksu, łapiąc je zębami.. i odgryzł kawałek drewna. Może pięciocentymetrowy. Przeżuł go, po czym znów ugryzł boks.-Tornado… nie rób tego.-powiedziała Laura. Tornado zatrząsł gniewnie głową i stanął dęba. Położył uszy i zaczął grzebać kopytem w słomie. szarpnął siatkę z sianem. Rozdarł ją trochę. Położył się i zaczął tarzać.-Tornado.. Karino nic ci nie zrobi.-powiedziała Laura. Tornado spojrzał na nią ze wściekłością. ,,Naprawdę?! To dlaczego zniszczył wszystko?! Miał mentosy, mógł tam zostać.”-powiedział i wykrzywił nieładnie pysk. Odwrócił się i zaczął żuć trochę słomy z boksu. Ściółki. Laura nie wiedziała co robić. Koń stał bez ruchu, z położonymi uszami, wściekłym wzrokiem, co jakiś czas tupiąc. ,,Karino miał zawse dobrze. Ty traktujesz go jak konia, który.. co najmniej prawie został zabity. Czym? Mentosami? Ja tylko raz ukradłem dwa!”-powiedział Tornado, błyskając białkami. Laura próbowała się odezwać, ale było jasne, że on ją ignoruje. Otworzyła telefon. Postanowiła poszukać czegoś o tym, co się dziej z Tornado. ,,Koń gryzący boks, żujący wszystko w boksie”-wpisała. ,,To złe końskie nawyki. Koń radzi sobie tak ze stresem, a raczej próbuje.”-przeczytała. Laura wygasiła telefon.-A co ja mam zrobić?!-zapytała. Nagle usłyszała dźwięk z padoku. Krzyk. ,,Laura, ratuj! Karino ukradł MOJE jabłko!”-zawołała Luna z paniką. ,,Bo… szybko spalam!”-usprawiedliwił się Karino. Laura wybiegła ze stajni. Luna wyglądała, jakby odebrano jej pierwsze jedzenie w życiu, a Karino na kucyka, którego czeka dieta light. Puknęła się w czoło.-Karino.. wiesz, że będziesz na diecie?-parskneła śmiechem Laura. ,,Przepraszam…”-szepnął Karino. ,,Daruję. Ale… jeśli to się nie powtórzy.”-powiedziała Luna, łagodnie trącając go chrapami. Stella skubnęła krzak dzikiej róży. ,,Chodźcie. To jest smaczne. Kwaśno-słodkie.”-powiedziała, po czym konie rzuciły się na krzak. Dziewczynka cicho chichocząc weszła do stajni.,, I co?! Oni mają dziką różę, mieli fajnie, nie mieli trudności, a ja…”-urwał i wbił zęby w boks. Laura odwróciła się, myśląc.-Tornado? o co chodzi?-zapytała, ale on tylko tupnął. A może.. może powinna poznać jego historię…?
Rozdział 12
Laura weszła do domu i siadła przy biurku. Od czego zacząć? Co zrobić? Wpisała coś w komputer. Blogi o koniach. Niewiele znalazła.. Aż wreszcie weszła w jedną stronę. Z lwem. nazywała się ,,Amazonkakoni.pl”. Stworzyła ją jeszcze w tym roku 11 latka. Wpisy z uśmiechniętą dziewczynką przy koniach, masażami robionymi przez nią i przysypiającymi końmi, skaczącą ponad przeszkodami. Wreszcie wpis o złych nawykach koni. ,,To nie wina konia. One próbują radzić sobie ze stresem”-czytała. Dziewczyna ta pisała też, że tworzyła stronę parę godzin. Jej pierwszy wpis opowiadał o..owczarkach niemieckich. Było tu o psach, koniach, kotach, rasach zwierząt, zachowaniach. Autorką była 11 letnia Aurelia. Strona z tego roku. Ale.. było już 96 odwiedzających. A kilku z Japoni i Niemiec! Laura była w szoku. Przeczytała komentarze. Były z polski. Bo większość odwiedzających: Polacy. Ale reszta Japonia i Niemcy. Ona napisała ,,Jestem Laura, w twoim wieku. W naszej stajni.. jest trudna sytuacja. Konie. Skłócone. Karino, mały kuc, i Tornado, ogryzający boksy”-dodała komentarz. Aurelia była aktywna na stronie. Po pięciu minutach napisała ,,W jakiej jesteś stajni?” ,,Pegaz.” ,,Będę tam dziś około 14. Moge to zobaczyć.”-napisała. A Laura zamknęła laptop drżącymi rękami. Laura pobiegła do stajni. Była 13:37. Zaraz nadejdzie pomoc dla Tornado. wreszcie Aurelia przyjechała.-To ja. Zobaczę, o co dokładnie chodzi. mam kilka minut.. ale musisz potem powiedzieć instruktorom.-powiedziała.-Tornado.. jest zestresowany.-powiedziała w końcu.-I stara się sobie z tym radzić.-wyjaśniła.-A Karino.. znalazł się w nowej sytuacji. Jeśli się postarasz, da się coś zrobić. Ale z Tornado działać teraz.-powiedziała Aurelia i wyszła. Tornado odgryzał i żuł drewno. Kopał w boks i szarpał siatkę z sianem.-Tornado… przestań.-powiedziała nieco drżącym głosem Laura. Koń stanął dęba i rzucił się na słomę. Wstał.-Tornado, powiedz mi, dlaczego? Powiesz mi swoją historię?-zapytała Laura. Wtedy podeszła pani Marta.-Co się dzieje?-zapytała.-On ma nawyk ogryzania boksu.. i..-wydusiła Laura.-Tornado… spokojnie.-powiedziała pani Marta. Koń stanął. Wycofał się i przycisnął do ściany, patrząc dziwnie na instruktorkę. Zarżał ostrzegawczo. Kiedy pani Marta próbowała wejść, Laura usłyszała ,,Nie, nie… tylko nie ty….. pożałujesz…”-Tornado, stop!-krzyknęła Laura. Ale on wyrwał instruktorce uwiąz. Przewróciła się, ale szybko podniosła. Czarny koń próbował uciec z boksu. Wyraźnie nie chciał, by pani Marta była obok. O coś mu chodziło. Naparł na drzwi boksu i uciekł.-O nie.-powiedziała pani Marta. Sandra złapała go i przyprowadziła. Tornado uspokoił się. Ale nerwowo wciągał powietrze, słysząc panią Martę. Laura czuła, że to nie przypadek. O coś mu chodziło. Wreszcie pani Marta wyszła na chwilę. Koń położył się na słomie. Sandra też wyszła, a Laura usiadła obok niego.-Tornado, czemu tak reagujesz?-zapytała cicho. ,,Mam powody.”-parsknął Tornado, dumnie wypinając szyję, choć wyglądał na zezłoszczonego.-Ale jakie? Co ci szkodzi pani Marta?-zdziwiła się Laura. ,,Szkodzi. Ona,nie ktoś inny.”-parsknął Tornado, żując siano ze znudzoną miną. Wstał powoli i smagnął ogonem.-Przypomina ci kogoś?-zapytała Laura. ,,Nie. Ona jest jedyna w swoim rodzaju. I nie lubię jej. Nie ufam jej, bo…”-zaczął Tornado i urwał, patrząc przez nieco zapylone okienko. ,,Nie znałem nikogo, kto jest podobny do niej. I co cię ona interesuje, nieważne, o co chodzi.”-parsknął Tornado.-Przypomina ci kogoś z poprzedniej stajni?-zapytała Laura. ,,NIE! Tam byli zupełnie inni! LEPSI NIŻ ONA!”-ryknął Tornado.,,Tam każdy był lepszy! Ta stajnia, moja pierwsza, jest lepsza od drugiej! Drugiej, czyli tej! Tam nikt nie był zły. Nie przypominał tej instruktorki!”-krzyczał koń.-Ale pani Marta nie jest zła.-powiedziała Laura. ,,JEST ZŁA!”-tupnął koń. Karino przymilał się do rowerzysty z mentosami, a Luna powoli tarzała się, ocierając głowę o trawę.-Tornado… o co tu chodzi? Co ci zrobiła pani Marta?-zapytała Laura. Tornado spojrzał na nią z położonymi uszami. ,,Wiele. Przede wszystkim wzięła mnie tu. I można by to wybaczyć.. gdyby nie reszta.”-Jaka reszta?-zdziwiła się dziewczynka. Ale koń nie odpowiadał. Położył po sobie uszy, a oczy mu zmętniały. Nagle szarpnął siatkę z sianem.-Po co ci to! Przecież ty lubisz KARINO! cukierkowego konia!-parsknął. Laura wyszła.-Przepraszam..-szepnęła. Tornado opadł ciężko na słomę. A dziewczynka wyszła ze stajni. Siatka pękła… i nagle koń obejrzał się.-Laura…?-wyszeptał. Ale już nikt go nie usłyszał. I poczuł, że może posunął się za daleko. Położył głowę na słomie.
Rozdział 14
Tego dnia Laura z wahaniem podeszła do boksu Tornado. Usłyszała głos Sandry:-Pani Magdo, on dziś nie zjadł śniadania.-Oh, pójde go zobaczyć.-westchnęła instruktorka i podeszła do konia. Wyciągnęła rękę. Tornado należał do pani Magdy własnie, nie do pani Marty. Koń spojrzał na nią ironicznie. Obwąchał jej rękę… i parsknąl na nią. Cała ręka była mokra. Koń wyglądał, jakby się śmiał i spojrzał na resztki siana na podłodze.-O ja cie, jaki ty jesteś obrażony.-westchnęła pani Magda.-Sandro, dziś niech nie” jeździ. Będzie stres i dla konia i dla jeźdźca. Niech sobie daruje.-i wyszła na zewnątrz. Tornado popatrzył na nią. ,,No i super.”-podsumował, choć ta jego pewność i radość w głosie była.. pusta.