Stajnia ,,wśród koni”

Rozdział 1

Albino Estrella gryzła siatkę na siano, choć ta była pusta. Wtedy z siodłami nadeszły dziewczynki Amelia, która miała 11 lat, Gosia, która miała 15 lat, Lena, która miała 12 lat, i Rozalia, która miała 14 lat. Amelia podeszła powoli do jednego z boksów. Nagle usłyszała krzyk.-GUMIŚ! PRZESTAŃ! STÓJ!-ryknęła na konia Rozalia. Gumiś był niskim koniem-kuc amerykański. Amelia zacisnęła dłonie na wodzach.-Przestań na niego krzyczeć. To nie pomoże.-powiedziała.-Tak? To jak mam go okiełznać?!-zapytała rozwścieczona starsza dziewczyna. Gumiś kręcił się po boksie i skakał.-Stój. Spokojnie. Nie chcę, żebyś tak skakał. Podepnę ci uwiąz-chodź.-powiedziała Amelia spokojnym głosem. Gumiś ustał, a ona osiodłała go. Rozalia zmrużyła oczy.-Jak to zrobiłaś?-zapytała. Amelia wzruszyła ramionami. Wtedy podeszła do niej Lena.-Amelia! Czemu nie dopięłaś popręgu?-zapytała.-Ja.. tylko.. zapomniałam..-powiedziała.-Ale teraz siodło się zsunęło! Następnym razem dopnij na 100% już w boksie, bo jeszcze Romano dostanie otarć.-powiedziała, już nieco łagodniej. Romano był alter real, nieco nerwowym. Amelia dopięła popręg. Gosia natomiast walczyła ze strzemionami Rity. Rita była JEJ. Kara, rasy śląskiej, elegancka. Grzywę miała zaplecioną w koreczki. Amelia patrzyła na nią rozmarzona, kiedy nagle… poczuła ugryzienie w łydkę. Romano złapał ją zębami.-Aua, puszczaj!-pisnęła, a koń cofnął sie z położonymi uszami.-Amelia, wszystko ok?-zapytała Gosia, a Amelia pokiwała głową.-Ty to masz szczęście. Jeździsz już bez lekcji..-odpowiedziała starszej koleżance. Tamta dosiadła klaczy i za pomocą dosiadu ruszyła. Romano popchnął Amelię mocno. Podeszła pani Anna.-Proszę pani, Romano… mnie ugryzł.-powiedziała Amelia.-On taki jest. Nie mogę go tego oduczyć, choć jestem instruktorką kilkanaście lat..-powiedziała i podeszła do Rozalii i Leny. Romano położył uszy.-Spokojnie, ja wiem, że masz powody..-zaczęła Amelia, ale wtedy koń zerwał uwiąz i.. stanął dęba. Dziewczynka upadła na słomę w boksie. Była cała, ale bardzo sie przestraszyła. Obie instruktorki, pani Ania i pani Marta podbiegły szybko.-Amelia, wsztsko w porządku?-zapytała pani Marta, pomagając jej wstać.-Tak..-odparła dziewczynka.-Romano jest trudny… uważaj, gdy na nim jeździsz, dobrze? Musisz czuć, że on zrobi coś głupiego.-i wyjechali na plac. Kłus poszedł dobrze. Cavaletti też. Wreszcie… Tuz przy przeszkodzie na trzecim drągu.. Romano stanął dęba. Amelia chwyciła się jego szyi, ale straciła oparcie w strzemionach. Gdy opadł na ziemię i wierzgnął, przeleciała mu przez szyję. Serce podeszło jej do gardła, uderzyła o ziemię, robiąc fikołka. Spadła. Leżała, starając się złapać oddech. Podniosła się.-Amelia, wszystko okej?-zapytała pani Anna.-Tak..-odpowiedziała.-Ale on jest dziś dziwny. Nie zachowuje się normalnie. Nie było nic w krzakach, żadnych dźwięków. Może wsiądziesz na Fionę?-zapytała pani Marta, wskazując zwykle grzeczną 16 letnią klacz rasy hucuł. Amelia skinęła głową, wstając z piachu. Nigdy nie lubiła Romano. Często robił coś na odwrót. Czuła, że ma powody.. Ale nie lubiła go nigdy.