Konie ze stajni ,,Nasze stado”

PROLOG

Amelia weszła powoli do stajni. Rozejrzała się. Z jednego z boksu wyjrzał duży, kary koń. Cicho krzyknęła.-Przestraszyłeś mnie.-wyszeptała w półmroku korytarza. Usiadła w sianie, zaciskając dłonie na oplatającej je plastikowej siatce. Koń parsknął. Dziewczynka delikatnie uśmiechnęła się. Odrzuciła włosy na plecy. Wstała i znowu zaczęła iść naprzód. Niepewnie. Korytarz zdawał się być coraz ciemniejszy i nie kończyć. A ona obawiała się, co zobaczy na jego końcu. Może konia. Może instruktorkę. Może… sama nie wiedziała, co. Przecież to zwykła stadnina. Przeszedł przez nią nieprzyjemny dreszcz. Przyśpieszyła. A wtedy zobaczyła ślicznego kotka.-Jaki ty piękny.-Przykucnęła obok i podrapała go za uchem. Po chwili zobaczyła, że przed nią ostatnie boksy. Wstrzymała oddech. Teraz zobaczy, czego się obawiała.. Teraz? Przeszła i stanęła na środku, biorąc głęboki oddech, albo STARAJĄC się wziąć głęboki oddech.-Halo?-zawołała.-Halo?-powtórzyła.-Co? Nikogo nie ma?-zapytała. Poczuła strach. Wtedy usłyszała tupot butów. Ten charakterystyczny stukot butów jeździeckich. Odetchnęła z ulgą. Zarzuciła niesione dwie torby na ramiona. Zobaczyła, że zza ściany wyłania się jakaś kobieta w bryczesach.-Dzień dobry!-powiedziała kobieta z uśmiechem.-Dzień dobry.. jestem Amelia.-powiedziała tak cicho dziewczyna, że sama siebie ledwo usłyszała. Nie miała pojęcia, czemu tu miała przyjechać. Mama uważała, że to będzie dobre i fajne. Tata stwierdził, że powinna. A ona uważała, że to wszystko nie miało spójności, bo przecież była normalną, 11 letnią dziewczyną. I nigdy, nigdy nie interesowała się końmi bardziej niż innymi rzeczami.-Och, witaj Amelio.-uśmiechnęła się kobieta. Amelia zacisnęła dłonie jeszcze mocniej.-Będziesz mogła przejść się po stajni. Zaczekaj kilka minut. Pójdę po kogoś, kto będzie się tobą zajmował, dobrze?-zapytała kobieta.-Dobrze-odpowiedziała głucho Amelia. ,,W sumie, i tak co mam tu robić”-pomyślała, siadając na jakimś stołku. Oparła głowę na pięściach, patrząc w korytarz. Była tu sama. Znowu. Przygryzła wargę. Czy to jest bezpieczne? W towarzystwie koni? A jeśli na nią wejdą? Wyjęła z kieszeni telefon. Mama do niej napisała. ,,I jak ci się podoba?”. Nie odpowiedziała. Chociaż wiadomość miała pół godziny. Wreszcie podeszła do niej instruktorka z dziewczyną, która miała kasztanowo-miedziane włosy. Po czym poszła. Mówiąc tylko do widzenia.-Jestem Beata. A ty?-zapytała dziewczyna.-Amelia.-westchnęła Amelia.-Chcesz opowiedzieć, czemu tu przyjechałaś?-zapytała dziewczyna. Amelia zacisnęła zęby.

Rozdział 1

Zosia biegła przez padok, a obok niej kucyk na uwiązie.-Zośka, miałaś nie biegać.-upomniała, wywracając oczami Daria.-Ta, jasne. Ale… Jaśmin chciał!-powiedziała.-No DOBRA, DOBRA. A słyszałaś o tym, że przyjechała jakaś nowa?-zapytała starsza dziewczyna, zabierając uwiąz od Zosi.-Nowa?-zapytała młodsza zaintrygowana.-Tak.-odparła Daria.-Ale nie widziałam jej. Chyba już pojechała do domu. Ale ma tu być częściej.-westchnęła Zosia.-Ona jest w twoim wieku, Zoe. Tylko że jest podobno dziwna.-wywróciła oczami Daria, gładząc włosy. Kiedy wróciły, zauważyły dziewczynkę mniej więcej wzrostu Zosi.-Jesteś Amelia?-zapytała Zosia. Amelia wbiła wzrok w ziemię.-Tak. Skąd wiesz?-zapytała. Próbowała brzmieć zwyczajnie, ale w jej głosie pobrzmiewała złość.-Wszyscy o tobie słyszeli.-Amelia zerwala się z miejsca.-A co słyszeli?-zapytała. Zosia wzruszyła ramionami. Podeszła do boksu koni. ,,I ja tu miałam nawiązać nowe przyjaźnie, tak? Przecież jestem tu nieważna, wszyscy mają swoje sprawy.”pomyślała. Zosia popatrzyła na nią z ukosa. ,,Ona serio jest dziwna”-pomyślała. Amelia zauważyła dwie szepczące dziewczyny, gdy weszła do siodlarni napić się. One jej nie widziały.-Ta nowa jest dziwna.-chichotała jedna.-No, podobno nawet jest jakaś taka nie jak my, nie wie, co to jest koń!-mówiła druga. Amelia spojrzała na nie z przerażeniem. Poczuła, że oczy zaczynają ją piec. Dziewczyny zamarły. Nic nie mówiły. Ale ich spojrzenia krzyczały ,,To ona!’’-My…-zaczęły z nutą ironii, ale Amelia wyszła szybko. Nie próbowała już zatrzymywać łez. Truchtem wyszła ze stajni, usiadła na trawie i zanurzyła twarz w dłoniach, płacząc. Jakim prawem one tak mówiły? Były po prostu okropne. Dlaczego rodzice chcieli, by tu przyjechała? Wtedy usłyszała szelest. Odwróciła się. Zobaczyła dziewczynę z kucykiem. Miała może 9 lat, może 8. Uśmiechnęła się. Ona jej nie obgadywała.-Jaki słodki!-powiedziała, delikatnie dotykając kucyka.-Jestem Jagoda.-odpowiedziała dziewczynka, z dumą dosiadając szetlanda-A ja Amelia.-odpowiedziała Amelia, przyglądając się Jagodzie. ,,Pewnie ma już doświadczenie w jeździe” pomyślała, gładząc kuca.-A to kto to?-zapytała.-To jest Karmel. Bo jest taki piaskowy.-Amelia uśmiechnęła się. Lubiła, kiedy ktoś sam do niej podchodził. Gdy była mała, nigdy nie zdarzyło się, by ktoś sam zawarł przyjaźń. To ona zawsze musiała podejść pierwsza. No ale w szkole, do której jeździła tylko w czwartki, jej ulubiona koleżanka, przynajmniej WTEDY ulubiona, nawet nie odpowiadała jej na przerwie. Dlatego teraz trzymała się z inną dziewczyną. I bardzo ją lubiła. Była w edukacji domowej. Odkąd pamiętała. Jak poszła do przedszkola, źle się tam czuła. Nie podobało jej się. ,,Może tu są miłe osoby. Ale i tak nie chcę tu być. Mogę tylko spóbowac. Jeden raz. Ale pewnie inni są tacy plotkujący. I to mi się nie podoba.” myślała Amelia. Jagoda odjechała stępem, a Amelia wyciągnęła książkę o koniach, którą znalazła w domu.-Kuc szetlandzki.-mruknęła, patrząc na odjeżdżającego kucyka. Były tam kółeczka do zaznaczania, jakie rasy się zobaczyło. Zaznaczyła kuca szetlandzkiego oraz fryza.-Doobra. Mogę spróbować zapytać się kogoś w stajni. przecież na placu zabaw zawsze chciałam się zaprzyjaźnić… Tylko że tam o mnie nie szeptali.-westchnęła. Weszła do stajni i usiadła na słomie. Zaczęła szkicować stajennego kota.-Ale wyszedł.-powiedziała z uśmiechem. Lubiła rysować. I malować. I gotować. I śpiewać. I słuchać belgijki i muzyki, którą lubiła. Mama często włącząła alexabirdmusic czy jak to tam. Ta muzyka była dla niej drażniąca. Ale mama ją lubiła.. niestety. Kot wskoczył jej na kolana.-Okej. Nie lubiłam kotów bardzo… i odkąd kot pani Ani mnie zadrapał trochę się boję. Mama niezbyt przepada za kotami. Ja.. nie wiem. Wolę psy. Ale ty mnie nie drapniesz, nie?-zapytała kota. Kiedy zeskoczył, rozejrzała się. Było pusto. Na placu kłusowały konie.

Rozdział 2

Amelia wsiadła do samochodu mamy, zamykając drzwi.-Jak było?-zapytała mama. Amelia westchnęła.-W porządku.-mruknęła.-wcale nie jest w porządku.-mruknęła pod nosem, ale mama nie usłyszała. Myślała o koniu fryzyjskim, czyli fryzie w skrócie. I o Karmelu. Poznała nowe rasy. ,,W sumie i tak nie miałam pojęcia o koniach. Ale rodzice chcieli, żebym miała jakieś zajęcia dodatkowe i poznała kogoś. No dobra. zobaczymy.”-pomyślała, czytając książkę. Otworzyła drzwi i wybiegła do domu. Kiedy tylko wyszła z łazienki z umytymi rękami, weszła na górę. Usiadła w pokoju, gapiąc się na duży plakat z briardem.-Szkoda, że nie mam psa. Fajnie byłoby się z nim teraz bawić albo leżeć.-powiedziała. Włączyła belgijkę. Znała ten taniec. Nienawidziła tańczyć, ale belgijka to duży wyjątek. Chociaż musiało być tam minimum tak z cztery osoby, potańczyła sama. Wtedy drzwi pokoju otworzyły się z trzaskiem. Podskoczyła, a do pokoju wbiegła Ania, jej młodsza o rok siostra z torbą po basenie. Za nią wbiegła Gosia, młodsza od niej o dwa lata siostra.-Pływałam z makaronem.-powiedziała z dumą Ania.-A ja nurkowałam.-powiedziala Gosia.-Aha. Wyjdźcie. To nie wasz pokój.-powiedziała, bo Gosia grzebała w jej szufladzie. Siostry wywróciły oczami i wyszły. Amelia narysowała konia. Białego. Niezbyt wysokiego. Z szarą grzywą. W stajni takiego nie było, ale co z tego. Zamknęła szkicownik i usiadła na łóżku.

Kiedy weszła do stajni, przemknęła korytarzem. Kiedy wyszła ze stajni, podeszła do niej Beata.-O, hej. Będziesz dziś jeździć. Mama zapisała cię na jazdę. Wsiądziesz na Daza. Jest kucem walijskim C, spokojnym.-powiedziała. Amelia wstrzymała oddech.-Dziś?-zapytała.-Tak. za godzinę. Możesz już się szykować.-Amelia weszła do stajni. Niby jak ma jeździć, skoro konie jej nigdy nie interesowały i boi się, że spadnie? Przecież upadek z konia nie jest fajny.-A jeśli spadnę… to pewnie już nigdy nie wsiądę. I znowu się poddam.-powiedziała cicho. Koń fryzyjski, ten, którego pierwszego zobaczyła, stukał w boks, aż dudniło. Odsunęła się.-Przecież taki kucyk waży z 300 kilo!-powiedziała. Wyszła na łąkę przy stajni. Kiedy wróciła, przy jej nogach stał kot. Syczał. Powoli odeszła.-No i jak teraz wrócę?-zapytała nerwowo. Kiedy kot odszedł, weszła. Miała się przygotować do jazdy. Jak? Zobaczyła siedzącą na sianie jakąś dziewczynę. Koło 13 lat.-Jestem Amelia. Hej. Ymm.. jak mam się przygotować do jazdy?-zapytała. Dziewczyna spojrzała na nią dziwnie.-Pfff! Przecież to jest oczywiste!-zaczęła.-Aha, ale ja jestem nowa i nie wiem.-ucieła Amelia i odeszła. Zajrzała do książki i jakoś się przygotowała. Dosiadła Daza. Koń zarzucił łbem, a ona chwyciła siodło. Najpierw tylko szedł. Na razie nic nie musiała.

Rozdział 3

Po kilku minutach pani Ela, instruktorka, powiedziała, że teraz będzie miała zadania. Spojrzała najpierw na wodze, które były dopięte do siodła, bo to była pierwsza lekcja. Na lonżę. I wtedy pani Ela powiedziała!-Dobra, dotknij ogona.-Daz szedł. Amelia zacisnęła nogi na jego bokach. Jak? Przecież ona spadnie! Wychyliła się. Dotknęła. Daz lekko się potknął. Prawie wypadła. Krzyknęła i chwyciła siodło.-Amelia, on tylko się potknął.-powiedziała pani Ela.-Ale ja się boję że spadnę.-powiedziała Amelia.-Ale jesteś na lonży.-powiedziała pani Ela.-Na lonży też można spaść.. Przecież kilka dziewczyn stąd spadło na lonży.-powiedziała Amelia.