Na małym osiedlu w Giżycku właśnie zaczynał się dzień. Ludzie wychodzili do osiedlowego sklepiku, do pracy, do szkoły. Słońce świeci, jest pięknie i spokojnie. Ale tu chodzi o zwierzęce przeżycia, nie ludzkie.

Moli mlasnęła językiem i przeciągnęła się. Ulubiona niebieska kość z nylonu i gumy w jakiś sposób znalazła się pod lodówką.-Przecież brałam ją ze sobą do łóżka..-mruknęła suczka.Moli to mały, brązowy kundelek, krótkowłosy, pełen energii, potulny i mądry. Jak każde zwierzę ma ukochane zabawki i przyzwyczajenia. Jej pani pracuje. Moli wyczekuje na nią z gumową kością pod lodówką. Moli lubi wyjść na nieduży taras.

Nad Moli mieszka Poli- mały, rozszczekany york. Żadko wychodzi poza balkon. Jej hobby to obszczekiwanie. Na przykład psów, ludzi, kotów.. właściwie wszystkiego..

Najwyżej mieszka border collie Mia. Była mądra, ciekawska, szybka, zręczna. Ale niestety, za rzadko wychodziła. To ją denerwowało. Często zdenerwowana biegała z ulubionym szarpakiem po niedużym mieszkaniu albo szczekała na balkonie, jakby tak próbowała wyrzucić nagromadzoną energię.

Jest też Band- pitbull, który nosi kaganiec. Często udaje, że zaraz zaatakuje, choć koniec końców jest okej.

Dalmatyńczyk Plamek był uważany wśród zwierząt za dziwadło. Zawsze, nawet gdy nie musiał, chodził przy nodze marszem, niemal przyklejony, nic nie wąchał. Czasem jednak, gdy ktoś go bardzo zdenerwował wyśmiewaniem posłuszeństwa stawał się normalnym, superpsem. Lubił codzienne treningi posłuszeństwa.

Lassie, mały sheltie, była mądra, żywa i rozsądna. Lubiła pilnować, by w czasie spaceru dzieci się nie rozbiegły. Delikatnie szczypała pięty i biegała za nimi, aż jako tako się ustawiły.

Szczurołap- dachowiec, bezdomny. Wychwala się, że zawsze sobie poradzi w przeciwieństwie do psów.

Garin- Kot z dwiema obrożami, fałszywy. Ma dwóch panów, raz chodzi do jednego, raz do drugiego zależnie, czy mu się w miarę opłaca.

Ślicznotka- dachowiec, szara kotka. Dosyć miła, szanuje psy.

I najważniejszy bohater- duńsko- szwedzki pies wiejski Riko. Lubi Lassie, jest mądry, ciekawski. Zawsze upewnia się, że w domu z rana panuje porządek. Lubi stały porządek dnia, NIENAWIDZI zbyt nagłych zmian rytmu.

Tego dnia słońce przygrzewało mocno. Ślicznotka leżała na dachu garaży, wygrzewając futro, Mia cieszyła się spacerem, choć krótkim, Garin przymilał się do jednego pana. Jednak nie wszystko było takie spokojne. Riko obserwował niespokojnie panią. Zachowywała się… dziwnie. Nie tak jak zwykle. Szybko zbierała jakieś rzeczy, czesała się.. To oznaczało jedno:WYJŚCIE.-Dokąd idziesz?-zapytał niepewnie Riko.-Co tam, piesku?-Wrrr, nieważne!- powiedział Riko i odwrócił się do ściany.-Co, obrażony bo wychodzę?-Nie, bo..dobra, nie rozumiesz mnie.-Pa!-Ania zamknęła szybko drzwi. Zaniepokojony Riko doskoczył do nich.-Wracaj..-skamlnął.-Po co ona wyszła?-zaczął się zastanawiać. Postanowił, korzystając z okazji, wymknąć się. Gdy znalazł się na podwórku, zastał Lassie.- Cześć!-zawołał.-Witaj, Riko!-zawołała wesoło lassie, merdając długim, puchatym ogonem.-Nie mam czasu, muszę odprowadzić Maksa i Dorę do szkoły-powiedziała przepraszająco.-Ach, dobrze..- westchnął Riko. Poszedł obwąchać niską brzózkę.- Co robisz, szczeniaczku?-usłyszał znad głowy.- Szczurołap-wycedził przez zaciśnięte zęby.-Uważaj, bo pożałujesz.-kot zjeżył ogon zgrabnie zeskoczył i już miał coś odpowiedzieć, ale szczęknięcie zębów Rika zmknęło mu pysk i wskoczył na garaże.-Osz ty..- warknął Riko.- Hej!-zawyła Mia.-Wredny ten Szczurołap, nie?-Oj, najgorszy!-wzdycha Riko.- Koty są..złośliwe, może nie Ślicznotka.-Riko odetchnął, bo mógł wyskarżyć Mii wszystko.-Ślicznotka jest świetna, nawet czasem zezłości się na złośliwego kota, który dokucza psu..-mruknął Riko.-Ślicznotka taka jest. Miła i porządna.

Moli leżała obok lodówki. Ciepłe powietrze z niej grzało przyjemnie. Gryzła niebieską kość, już nieco przyblakłą. Miała ją od pierwszego dnia z nową panią. Lubiła ją znacznie bardziej od piszczącej pszczoły czy szeleszczącego słonia.

Poli stała na tarasie i szczekała na całe osiedle. Wszystko było idealnym obiektem do szczekania-nowe psy trzeba wyprosić, koty zganić, gołębie przepłoszyć, by zerwały się ze świstem, ludziom pokazać, że to jej dom i jej Alan. Bez przerwy stała i szczekała.

Mia gryzła szarpak, wyglądając przez pręty balkonu. Stąd był super widok- widział, co robią Lassie, Poli, Moli, ludzie.. Ale to było nudne.

Plamek siedział niczym żołnierz przy nodze pani. Był ,,strasznie posłuszny”-jak określał to Riko. Ale on uważał, że to jest najlepsze. Tylko dlatego, że dostawał pochwały, smakołyki. No i był dumny. Zwierzęta uważały, że jest dziwny.

Band szarpał się z kagańcem, którego nienawidził. Uwierał go w pysk. Przez niego wyglądał jeszcze groźniej. Ale pan i pani wybrali ,,dobry” model, mocny, stalowy… Dlatego każde próby były daremne😡

Riko spoglądał na tykający zegar, zastanawiając się, czy pani nie powinna wracać. Wyszła jakiś czas temu. No i trochę się spóźniała. Może zegary się zepsuły? Pies był pewien, że to nie jest normalne-pani była punktualna.

Lassie wyciągała ulubioną zabawkę spod kanapy. Wpadła tam podczas zabawy. Ale pod kanapą było trochę ciasno- ona była nieco za wysoka i nie wciśnie się. Co więc robić? Chyba trzeba poprosić o pomoc kogoś niższego i zwinniejszego-Rika.

-Hmm, poważne i potencjalnie niebezpieczne zadanie-stwierdził fachowo Riko.-A czemu to takie groźne?-zdziwiła się Lassie.-Bo w najgorszym wypadku zablokuje się i ja. A wtedy utknę tam na wieki.-Nie, w takim razie nie wchodź!-zapiszczała przestraszona Lassie. Ale Riko już wkraczał do akcji. Zanurkował pod kanapą, a misja zakończyła się szczęśliwie- ratownik wyszedł spod mebla z zabawkowym kurczakiem w zębach.-O, Rik, uratowałeś mojeo Piszczka, jesteś bohaterem!- zawołała Lassie i polizała go po nosie.-To…głupstwo.-mruknął duńsko-szwedzki piesek, niedbale drapiąc się po uchu. Ale Lassie była mu niezwykle wdzięczna.

Moli dreptała radośnie po balkonie. W zębach trzymała gumową kość. Wesoło poszczekiwała, merdając ogonem. Nagle pomyślała, że może przecież przejść na inny balkon! Jednak.. zablokowała się w prętach. W przypływie paniki zaczęła się szarpać.-Spokojnie, spokojnie!-powtarzała drżąc. Ale te słowa tylko ją bardziej denerwowały. W końcu zaczęła wołać o pomoc. Kiedy była szczenięciem, przecisnęła się tędy…

-Moli! Co się dzieje?!-zapytała zaskoczona właścicielka.-Jak tu wlazłaś, piesku kochany?-No, chciałam przejść, chyba jasne.-westchnęła Moli.-Wpadła tam kość czy co?-Nie, tylko byłam ciekawa,,-Chyba chcesz coś powiedzieć, że tak szczekasz.. Uwolnię cię.

Tego dnia wszystkie psy wyszły na spacer. Postanowiły więc z tego skorzystać i spotkać się. Nawet Plamek! Tym spokaniem przewodziła Lassie, dzięki swej ,,wrodzonej zdolności przywódczej”, jak to mówi Riko. Gadała sobie w najlepsze o tym, jak ma wyglądać więź i posłuszeństwo psa wobec człowieka. Poli zaczęła szczekać na swój ogon, Moli zaczęłą ziewać.. Zaczynało to wyglądać źle. Dopóki na podwórkuu nie pojawił się duży, czarny pies w kagańcu-wyrywał się do naszej grupki. Wszyscy wstrzymali oddech. Trzymał go starszy pan, już nie mógł go powstrzymać. Pies jednym ruchem zszarpał kaganiec i z obnażonymi kłami ruszył na psy.-Ratunku!-pisnęła Lassie. Pies zbliżał się do niej a reszta się rozbiegła, poza Moli.-Lassie!-zawołał Riko i zerwał się tak nagle, że spadł z kanapy. Pobiegł po Banda. Udało mu się zdjąć jego kaganiec, więc w dowód wdzięczności przyjaciel postanowił mu pomóc. Pies był dwa razy taki jak pitbull, ale go to nie przejęło. Gigant nawet nie zauważył innych psów. Rzucił się na Lassie. Przerażony Riko bez zastanowienia zatopił zęby czarnemu psu w łapie. Pies zostawił Lassie, wziął się za atakowanie małego psa, który, choć normalnie nieco lękliwy, by obronić przyjaciół, a zwłaszcza Lassie. Wreszcie psu udało się strząsnąć Rika z łapy.-Załatwię cię-powiedział gardłowym warczeniem. Pies popatrzył pełnymi strachu oczami na przeciwnika, ale wiedział, że jeśli nie zaryzykuje, to skrzywdzi Lassie. Dlatego kontynuował walkę. Pitbull próbował jakoś pomóc, ale niewiele to dawało. Pies nic nie czuł, bo jeśli walczył, to nic go nie obchodziło. Mniejszy przeciwnik był poraniony, nie miał szans, ale jeśli miał czegoś bronić, to nie ustąpi, nie daruje. W końcu przyjechała policja i ,,niewiadomo co”. Psy zostały rozdzielone zimną wodą. Riko leżał bezwładnie na ziemi, nie miał już sił. Był poraniony. Zobaczył Lassie, jak przez mgłę.-Lass…-jęknął.

Obudził się pod kroplówką. Czuł się fatalnie, ale siły mu trochę wróciły.-Riko!-pisnęła przestraszona Lassie.-Żyję.-Westchnął Riko.-Wiem! Ale myślałam, że już nie przeżyjesz!-rozpłakała się Lassie.-Nie przesadzaj.-Nie przesadzam, ty..bohaterze.-szczeknęła, ocierając łzy.- Musiałem cię ratować, no nie?-Tak, ale jesteś odważny! Nawet Band nie dał mu rady.-A co z tym głupim agresorem? -spytał piesek.-Nie wiem..Chcieli coś tam zrobić- Najmniej ważne. Ważne, że jesteśmy RAZEM.-RIK!-pisnęła znów Lassie.

Riko, kiedy tylko po kilku dniach doszedł do siebie, zaczął się zastanawiać, jak się odgryźć ,,Czarnemu agresorowi”. Choć Lassie i zdrowy rozsądek mówiły mu, żeby zostawił psa w spokoju, pies czuł do niego urazę i gniew. Tak, ten pies nie był normalny. Ten atak był podejrzany. Normalny pies najpierw ostrzega, ma powód do ataku. A ten pies tak nie zrobił.-Zresztą, jak to zrobić? Jak wrócę znowu pogryziony, to stwierdzą, że stałem się zabijaką i założą jakiś wstrętny, solidny kaganiec. Może jednak dać sobie spokój?Okej, ale NA RAZIE.

-Hej?Riko?-zawołała Lassie. Wemknęła się do jego klatki i mieszkania numer 2, w który mieszkał mały, szalony piesek.-O, jak tu się dostałaś?-Mniejsza o to, chowamy się, bo nas znajdą..-A co chcesz zrobić?-zdziwił się Riko.- A do kiedy mam czekać, aż się z tobą zobaczę?-Do…poniedziałku?-A myślisz, że chcę tyle czekać?-Jasne, że nie, ale to NIEBEZPIECZNE.-Oj tam, prowadź do najlepszej skrytki.-Riko był zakłopotany. Jak tylko ich zobaczą, to mogą: wściec się, wyrzucić z domu..Lassie.-Lass, otwórz okno. Ewakuujemy się nim.-Dobrze.-po chwili oba psy weszły na parapet… ale zrezygnowały.-Chyba nie musimy skakać.. Przecież zostaną z nas placki!-pisnął Riko.-No jasne. Ja nie skaczę z pierwszego piętra.-Ja to nawet z parteru nie skaczę..🫣-jęknął Riko. Z okna było widać ulicę- dosyć ruchliwą ulicę. Nie było mowy o ewakuacji.-No to wracaj do siebie.-Dobra!-I Lassie pobiegła na klatkę numer 5, do domu numer 15.-No, ciekawe, czy Riko jest zły..-westchnęła, rozciągając się na kanapie.

Mia zachwycona analizowała dokładniej SWÓJ WSPANIAŁY POMYSŁ. Miał polegać na regularnych ucieczkach przy pomocy psiej drużyny z bloku: Moli, Poli, Lassie i Rika. Te ucieczki miały być w celu większej ilości ruchu.-Laaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaassssssssssssssssiiiiiiiiiiiiiiiiieeeeeeeeeeeeeee!!!!-wrzeszczała na całe gardło.-CHOOOOOOODŹ!-Lassie musiała przecież ja usłyszeć z ósmego piętra. Po kilkunastu minutach Lassie stawiła się na żądanie Mii.-Co chcesz?-Mam superfajny pomysł, dzięki któremu będę miała duuużo, duużo więcej ruchu niż te 15 minut przed blokiem!- Gadała jak najęta.-Znowu ślęczysz nad tymi planami? Tak udanymi jak ten plan, w którym miałaś przelecieć nad balkonem za pomocą balonów, a potem spaść na coś miękkiego? Albo ten, żeby pomalować kotom łapy, żeby wiedzieć, gdzie łażą, albo ten, w którym mieliśmy uciec na dachu samochodu dostawczego w świat? Czy może ten jeszcze głupszy, polegający na wyjęciu strzykawek i kroplówek z gabinetu weterynarza?Lub ten..-Chciałam dobrze!-Ale plany są raczej kiepskie. Te, co ty robisz.-A ten?! Zrobiłam notatki i rysunki, szczegółowe!-broniła się Mia. Lassie przeczytała i obejrzała notatki i rysunki.-Całkiem, całkiem.. tylko jak się ucieka z domu w którym są właściciele?-Nie wiem! Ale są plany, to może…-pisnęła Mia.-W planach nie ma słówka o ucieczce, szczegółowo-o jej PRZEBIEGU, o wydostaniu się z domu. Resztę głupstw uwzględniłaś..-Jakich głupstw?!-zdenerwowała się suczka.-Chociażby plan pójścia do restauracji czy mycia się w kałuży, żeby potem trzeba było wykąpać cię w wannie, gdzie chciałaś pływać…-Ale to ważne! Jeszcze zapomnimy o mini szczególe i tragedia.. No trzeba wszystko rozplanować szczegółowo itd, itd.-Wiem, ale ty przesadzasz.-Dziewczyny, o co ta kłótnia?- zapytał Riko, który akurat stał obok(znalazł się tu w niewyjaśnonych okolicznościach🤨).-O głupie plany Mii.-powiedziała Lassie. Pies przeczytał szczegółowy plan i zaśmiał się.-Nie uwzglę..-Nie uwzględniłam punktu, w którym uciekamy.-suczka border collie wywróciła oczami. Miała już tego dosyć.-Ale ja muszę planować dużo, coś ważnego mi umknie, trudno, skupiam się na szczegółach…Dobra. Głupie, nie?-Pomożemy ci uciec.-A jak się ucieka z domu w którym są właściciele?-zapytała mrużąc oczy Lassie.-O tak.-powiedział Riko szarżując na drzwi razem z Lassie i Mią.-Zwariowałeś, to się nie uda, nie wybijemy drzwi tylko kły!-krzyczała Lassie. Ale Riko taki głupi nie był.-Prościej-po prostu otworzymy drzwi.-powiedział hamując centymetry przed wyjściem. Skoczył na klamkę-nie otworzyła się. Po kilku próbach wreszcie dostatecznie mocno nacisnął i drzwi otworzyły się.-Uciekamy!-szczeknął i psy opuściły mieszkanie. Pocłwałowali przez suche, wysokie trawy, które ocierały się o nich.-No a co teraz?-zapytał Riko gdy stanęli.-Teraz?-zapytała Mia.-Według mojego planu mamy się zmęczyć..-Nie jesteś zmęczona?-Nie. Za parę godzin może będę.-To życzymy udanego męczenia się.Pa!-zawołał pies i uciekł z Lassie.

-Co ludzie widzą w tym czarnym pudle ,,telewizorze”?-spytała Lassie.-Nie wiem, zobaczymy.-odpowiedział Riko. Zaczął nasiskać i rzucać pilotem, aż telewizor się włączył. Leciały ,,Gumisie”.-ŁAAAAAAAŁ!-zawołały oba psy.-Gdybym miał taki sok z gumijagód..- westchnął Riko. -Ale fajne te miśki.- westchnęła Lassie.-No jasne. Umieją tak skakać! Gdybym ja tak umiał, to bym ganiał koty po dachach, albo został Karmazynowym Mścicielem…-rozmarzył się piesek.-Podoba mi się ta Sami.-westchnęła Lassie. Psy, słysząc zachwyt Lassie i Rika, zeszły sie do mieszkania nr 2.-Ten Tami to wie, co najlepsze..- westchnął Band.-A mi się podoba ten Gusto!- zaszczekał Plamek.-Maluje takie ciekawe obrazy…Chociaż ten Graffi jest lepszy. Porządny.. To jest ktoś.-Ale super peleryna!-zaszczekały Moli i Poli na widok Karmazynowego mściciela na dachu. Psy były zachwycone bajką ,,Gumisie”.-No, wiadomo już, co jest w telewizorze- Gumisie!-zawyła Lassie.

-Riko, idziemy na przyjęcie. Bądź grzeczny!-powiedziała pani, wychodząc.-Ej, zostańcie! Albo weźcie mnie! Ja nie zostanę, choćbym miał rozdrapać drzwi!-jęczał Riko. Ale drzwi zostały zakluczone.-Ratunku, wypuście mnie!- szczekał, biegając po domu. Zaczął w panice drapać drzwi, próbować wydostać się. Tworzył coraz większe szkody w butach i drzwiach. Bardzo się bał zostać sam. Dopiero po dwóch godzinach drzwi otworzyły się. Ale wtedy z butów leżących na wierzchu zostały strzępy, a drzwi miały głębokie rysy.-Riko!-zdenerwowała się pani.-Dlaczego mnie zostawiliście?! Jak mogliście? Boję się!-szczekał.-Ale ty jesteś spocony.-powiedziała Ania, głaszcząc Rika po grzbiecie.- A ty byś się nie bała zostać uwięziona w domu?- Riko kiedyś taki nie był.-powiedział pan.-Coś jest nie tak.

DWA TYGODNIE WCZEŚNIEJ

Riko czekał niecierpliwie, aż pani wróci ze sklepu. Minęło dopiero dziesięć minut, ale mu się wydawało, że z pięć godzin. Nagle w oknie coś się pojawiło i wskoczyło do środka. Było to kilka kotów.-O, mały piesek!-wysyczał jeden.-Tak. Warto go przestraszyć!-fuknęły inne koty i po drapaniu dobrały się do karmy. Pani przegoniła tę trójkę cuchnących, obcych kotów, ale Riko przeżył to inaczej niż to wyglądało. Odebrał to jako utrata bezpieczeństwa w domu. Nie chciał teraz nawet zostać w osobnym pokoju.

TERAZ

-Przydałby się weterynarz. Zobaczymy, co się z nim dzieje.-Weterynarz?! NIE! On da mi zastrzyk, ee…. albo mnie skrzywdzi, albo mnie ugryzie!-denerwował się Riko.

Piesek niepewnie wyglądał przez okno. Po wizycie kotów zmienił się z małego, wesołego pieska w zdenerwowanego i spanikowanego psa, który nigdzie nie czuje się pewnie. Wszedł do poczekalni, gdzie był kot z kołnierzem, pies z założonymi szwami i duży dog niemiecki. Piesek skulił się najmocniej jak potrafił, pilnując, czy pani aby na pewno nie idzie dokądś. W gabinecie było strasznie. Pani opisywała jego zachowanie.-Lęk separacyjny. Po tych kotach zaczął się bać zostać. Trzeba natychmiast zacząć działać. Na początek można spróbować wziąść jakiegoś łagodnego, mądrego psa.-zaleciła pani weterynarz. Dała jakieś papiery i wyszli.-Nie było nic bolącego..-zdziwił się Riko.-Tylko psie ciastko..Ha! Jeśli tak ma być, to chcę codzień do weterynarza..

Tego dnia cała rodzina podekscytowana zabrała gdzieś Rika. Było tam mnóstwo psów i wzięli łagodnego, zwinnego golden retrivera. W domu pies zabrał codzienną porcję pieszczot pieska!-Hej, to moi ludzie, mój dom. Ja tu rządzę, jasne? Nie okradaj mnie ze wszystkiego!-zacharczał.-Ej. Ja ci nic nie zrobiłem.-powiedział drugi pies, Biszkopt.-Nieprawda! Ludzie zaczęli za dużo się z tobą bawić i w ogóle, a jesteś tu parę godzin!-Uważaj. Jestem większy i mogę..-Mnie zaatakować. No wiem, ale ja tu żyję, żeby mieć pieszczoty, zabawy i spacery-jasne?-Ja ci nic nie zabieram.-powiedział z kamiennym pyskiem Biszkopt.-A właśnie że zabierasz! Zabawki, Anię, panią, pana…dom…-Nie. Ja tu jestem z ich woli.-No nie. Ja tu jestem lepszy, ważniejszy i wię..-Mniejszy.-mruknął Biszkopt.-I nie zagalopuj się we władzy, bo jej nie uznam.-Zachowujesz się jak jakiś pan domu. Jesteś tu gościem…No nie?-Nie!-Co?!No w sumie.. Uwaga! Zasady:

1.Nie tykasz mojego stegozaura.

2. Ja jestem ważniejszy.

3. Ja dostanę więcej pieszczot.

4. Dowódcą jestem JA.

5. Nie bawisz się z państwem tyle ile ja.

6. Jem spod stołu.

7. Ja oszczekuje każdego.

-No weź. Przesadzasz.-Ale ja nie chce zmian, świat przewraca się do góry nogami!-Może się uspokój.-Przecież ja tu rządze, jestem liderem.-Ty wariujesz. Te głupie zasady..-Zaraz wyrzucę z domu jak ci się nie podoba!-warknął.-Jesteś strasznie zazdrosny. O to, że chce żyć jak pies? O to, że chce mieć dobrych ludzi?-O to, że wszystko stracę.-warknął Riko.- A może coś zyskasz?-Mówisz jak człowiek.-Jestem równy ludziom.-JESTEŚ PSEEEEM!TAKIE MYŚLENIE NIC CI NIE DA!- krzyknął Riko.-A może da? Chce być jak człowiek.-WEŹ! Przecież to głupstwa.-Dobra, od rzeczy.-Od rzeczy to: zabierasz mi dom, wynoś się, proszę.-zacharczał Riko.-To ty chcesz mnie wywalić stąd?!-Tak.-Co?!-Tak!-Dziwak z ciebie. No ale trudno.-Przestań….-Ty przestań się puszyć.-Oni myśleli, że mi pomożesz, a teraz to mnie wykończysz!-krzyknął Riko i uciekł.-Co?-ale Riko nie odpowiedział.-O co mu chodziło?-zapytał siebie Biszkopt i podreptał do Rika skulonego pod kanapą.-Czego chcesz?-pociągnął nosem.-O co ci chodzi?-A co cię to obchodzi?-Czemu to mówiłeś?-A ty czemu mnie wkurzyłeś?-Przestań z tymi docinkami. Ja nie robię tego na złość.-Tak?Może domu nie zabierasz na złość?-Nie zabieram. Ja do niego zostałem wprowadzony.-Ale to wprowadzenie tragedii! Ja teraz jestem dalej od ciebie, jesteś rywalizacją😬. Rozumiesz?!-Nie. Możemy się zakolegować, coś po przyjacielsku..-WYNOŚ SIĘ Z MOJEGO DOMU!-ryknął Riko.-No to żegnaj, samolubie.-mruknął Biszkopt i nacisnął na klamkę.-A żegnaj, ty zabieraczu!-i labrador wyszedł. Przechadzał się po chodniku, gdy spostrzegł Drużynę Bezdomnych.-Nie masz domu?-zapytał mały piesek.-Miałem…-Masz obrożę. To cenny bilet do wolności, do pana, do domu..-mówił rozmarzony jamnik.-Wiem, ale ja… nie mogę tam być. Taki pies mnie wygnał.-Ah, ci, co im nie brakuje!Są zazdrośni, a my chcemy tylko kawałek miejsca, miłość i pożywienie.-Właśnie.-przytaknął inny pies.-Uciekamy ze schronisk. Tam biorą szczeniaki, słodziaki.. A my chcemy, żeby ktoś, kto zobaczy nas na wycieraczce, pokochał nas..-mówił ze łzami w oczach wysoki mieszaniec.-Pomagamy innym z tamtąd uciec, bo choć tam mamy nieźle, to wszyscy nas jakby nie widzą.. A to nasza szansa!Nasza Drużyna może znajdować domy! Wspaniałe, bez siedzenia w klatce!-Przyłączam się.-zaszczekał Biszkopt.-No, dobra. Choć masz dom u ludzi, to piesek to rywalizacja..-zgodził się herszt, mieszaniec dobermana i owczarka niemieckiego.-Musimy znaleźć najlepsze domy. Ja marzę o domu pełnym dzieci, miłych, Paddy chce mieszkać z kimś aktywnym, Bunia z kimś starszym, bo nie jest młoda, herszt, Hardy, chce mieszkać w jakimś dobrym domu, byle było tam miło, dużo ruchu i karmy, bo głodował nieraz..-tłumaczyła pudlica.-Więc chodźmy!-ponaglił Hardy.-Nasze hasło:DOM, DOBRY DOM!-Hau,HAAAAAU!- zaszczekały zgodnie psy.-Ja… poszukam tu..-powiedział jamnik. Bunia i kilka innych psów lizało go i ocierało się o niego.-Dobrego domu.-życzyli i poszli.-Ojej, jamniczek!-zawołał jakiś dziecięcy głosik.-Możemy go mieć?Jest super na spacery!-zawołał jakiś starszy głos dziecka.-Tak..ojej, biedak jest chudy. Trzeba go dokarmić. Choć, śliczny!-zawołała kobiata, prawdopodobnie mama dzieci.-Szczęściarz..-mruknął pudel.-Szukamy, szukamy!-zawołały inne psy. Biszkopt poczuł nagle, że ma ochotę do domu.-Znajdę kogoś innego, Riko mi nie daruje.-powiedział stanowczo.-A co zjemy, gdzie prześpimy noc?-zapytał. Hardy spojrzał na niego smutno.-Nie wiemy..Mamy nieszczęście być bezdomnymi. Jakiś ładny dom kiedyś to zaoferuje.. tak jak Parówce.-i Biszkopt spuścił uszy.-Nie łam się. Poszukaj tu!-zachęcił z udawanym entuzjazmem Paddy.-Tak,jasne.-westchnął Biszkopt.-To..co robić?-Usiądź.. i czekaj.-poradziła Bunia.-Spróbuj!-Dobrze.-A ja tam, pod tym domem, bo widać dzieci!-zaszczekał pudel. Usiadł i skamlał. Biszkopt też usiadł. Pod domem numer 7. Po chwili wyszedł jakiś mężczyzna.-O, a co ty tu.. Chodź. Nie masz domu? Na razie wezmę cię do siebie..-Poszło!-szepnął z nadzieją Hardy.-Masz szczęście, leź do domu!-zachęciła Bunia, czując zazdrość. Pies wskoczył na wycieraczkę, a drzwi się zamknęły.-Chodź, musisz się umyć i zjeść.-ponaglił miły człowiek.-Dobra, umyję się. Bez marudzenia! Ale jedzenie według moich upodobań…-mruknął pies.-To tak: jakaś karma, dobrej jakości…-nagle zamilkł. Ten Miły podawał mu SZYNKĘ🥩🍖!-Dobra, to jest super!-stwierdził i wszystko pożarł.-Głodny byłeś… Zaraz przyjadą dzieci i cię poznają.. Kochanie! mamy kogoś!-Już idę!-zawołała jakaś pani. Zeszła.-Jaki śliczny! Przybłęda? Weźmiemy go może.-powiedziała.-Mnie też on się spodobał. O, dzieci wróciły. Ala, Daria, Antoś! Chodźcie.-Ojej! Piesiek!-krzyknął mały Antoś i podbiegł.-Jaki śliczny, tatusiu!-zaklaskała w ręce Daria.-Skąd on?-spytała Ania.-Spod drzwi.-powiedziała z uśmiechem mama.-On jest…Naś?-spytał Antek.-Taak, nasz!-zawołała mama.-Ojej! Jak się nazywa?-Może Bryś? Balin?-proponowała Daria.-A może.. Miki?-No wiesz? Ja chcę być Biszkopt!-zajęczał Biszkopt.-O, podoba mu się!-Nie!To Głupie imię, super dla kota! Takie głupie jak kot!-warczał Biszkopt.-On jest groźny!-pisnęła Daria.-Nie.-powiedział Antek.-On jest najlepszy.-Najlepszy to tak..ale.. nie przesadzajcie..imię mądre.. nie Miki..-mruczał liżąc po rękach nowy mieszkaniec.

-Ojej, gdzie on jest?-pytała Ania zapłakana.-Poszedł precz.-mruknął Riko.-Źle? Macie mnie!-Oj, Riko.. może to nasza wina. Źle to rozplanowaliśmy..-Nie. To jest KATASTROFA!Nowy intruz, warczący, agresywny..-warczał Riko.-Idź spać, córciu. Jutro znowu popytamy.-kiedy panie poszły do łóżek, Riko długo patrzył w ciemność.-Ojej, no dobra. Skoro to moja wina, że one są smutne.. to go odnajdę..-jęknął. Wyszedł na klatkę i zaczął węszyć. Choć strasznie się bał, poświęcał się ,,Dla pani”.-Mam zapach jego kudłów! I paru bezdomnych kundli. Gdzie on polazł? Mam! Blisko!Czuję!-charczał. Podszedł pod siódemkę.-Ty, wyłaź.-szczeknął.-To ty?-Przyłączyłeś się do kundli? No wyłaź, idziemy!-mruczał Riko. Udawał, że go nic nie obchodzi, choć bał się.-No dobra. Przyszedłeś tu bo?-zapytał Biszkopt, gdy ustał obok Rika.-Bo panie płakały za tobą i byłem..zobowiązany.-podszczeknął.-Okej. To super, bo myślałem że spędzę tu życie po twoim wrednym zachowaniu..-Ucisz się i choć.-wywrócił oczami mały piesek.-Dobra, dzięki, że zdobyłeś się na to. -Zaraz i ja i ty tego pożałujemy.-jęknął Riko. Poszli do domu.-Dobra. Leż na tej kanapie jakbyś był tu cały czas-warknął Riko i zasnął.-Okej.-szepnął pies i też zasnął.

-Hej, Lassie!-zawołał szczęśliwy Riko.-Witaj!-zarumieniła się Lassie.-Może gdzieś pójdziemy, chociażby do kawiarni..-E, a może do parku..-Gdzie chcesz. To wyścig?-No dobra-westchnęła Lassie.-Wolałabym romantyczny spacer..-mruknęła rozpędzając się.-Dobra, Rik, przygotuj się na LASSIE W AKCJI!-pisnęła. W wyobraźni dodała gazu..mknęła coraz szybciej….ziuuu… ziuuu… wiatr rozwiewał sierść….-Przegrałaś o pół metra.-sapnął Riko.-Dobra, Mały, nie przesadzaj.-Tylko nie mały..-A jak?-zapytała Lassie ocierając się o niego. Nagle podszedł Biszkopt i reszta paczki.-Riko, mamy problem. Pan wyjeżdża na długo…-Co?!Nasz pan?-zapytał Riko w wielkiej panice. Zostawił Lassie i pobiegł do domu.-Pa Aniu.Pa, kochanie.-mówił i pogłakał psy w wyjściu. Kiedy Riko za nim patrzył, nagle na ich podwórko zajechał inny samochód.-A co to ma znaczyć? Ktoś na naszym osiedlu?-zdziwił się. Zaczął szczekać.-Spokojnie..-westchnęła Ania i poszła otworzyć.-NO CO TO JEST?-warknął.-Weź, nie wkurzaj się.-wywrócił oczami Biszkopt. Nagle w drzwiach stanęli ciocia, Jerzy, Ela. Mieli walizy.-Oni zaraz pójdą, prawda?-zaskamlał. Ale czuł, że nie.-Hej, witaj, Kasiu. Te trzy miesiące to dla nas wielka pomoc…-Niee, pani się pomyliła, my nie mamy hotelu!-krzyknął Riko.-Ojej, pies!-krzyknął rozemocjonowany pięcioletni Jerzy.-Teraz muszę pilnować żeby ten dzieciak się nie skrzywdził i nie rozwalił domu-pomyślał Riko. Złapał chłopca za spodnie. Przez cały dzień pilnował, prowadzał, odciągał.. Pilnował domu i żeby dziecko ,,się nie zabiło, bo jest nieostrożne a pani mogłaby mieć wyrzuty”.-Ej, nie ruszaj miski..-warknął Riko.-Pies, pies!-krzyczał malec. Nawet spał z Rikem przy łóżku. Dorośli byli pewni, że on o niego dba i go lubi, ale to nie było tak..-No, przestań się wiercić..-jęczał pies przez sen. Rano wstał, złapał zębami ubranie chłopca i był gotowy pilnować domu i dziś.-O, piesek mnie trzyma i lubi!-piszczał Jerzy. Riko warknął. poszli na dół. Po kilku dniach Riko był przemęczony tym wszystkim. Stracił apetyt. Był bardzo zdenerwowany tym wszystkim.-Kiedy on skończy wszędzie łazić?-jęczał. W końcu zaczął gryźć wszytko.-Coś tu nie pasuje. Może on ma pchły?-zastanawiała się pani. Zabrała go do weterynarza.-NIE!ON MI TAM ZNISZCZY DOM!-krzyczał.-Spokojnie, ja go upilnuję.-mruknął Biszkopt.-ALE TEN CHŁOPAK ZNISZCZY DOM!-krzyczał przerażony Riko. Ale weterynarz musiał to sprawdzić.-Riko jest bardzo zestresowany. Wygląda na to, że nawet drapie się ze stresu w uszy i ma łupież. Założymy może jakiś plaster, bo nie chcę od razu go nękać kołnierzem. To normalne, że ze stresu coś takiego się dzieje. A przy dolegliwościach dermatologicznych psy często odczuwając świąd drapią się mocniej niż powinny… To wszystko razem skutki stresu.-Hej, jak sobie języka na takich słowach nie połamać?-warknął Riko.-Spokojnie. Te plastry osłonią uszy.-A ja i tak je zdrapię, przez nie swędzi!-warknął Riko.-To do widzenia!

-Ojej, co się stało z twoimi uszami?-zapytał Biszkopt.-Gdzie dzieciak, on mi zniszczy dom!-Pojechał do sklepu. A co z tymi twoimi uszami?-Takie głupie plastry. Zdrapię je, nie martw się..-Ale jak weterynarz coś zrobi…-urwał. Riko nie słuchał i z całej siły drapał.-O, Riko.. potrzebujesz jakiegoś innego zajęcia, takiego, które pozwoli ci trochę odpuścić ten stres.

-Oj, widzę, że chyba zchodzimy na kołnierz…-Nie, ja nie pozwolę!-warknął Riko. Ale kołnierz założono siłą.-Teraz jestem kaleką, będę prawie ślepy, poobijam się o meble i wykręcę łapy!-biadolił. Ania i jej mama postanowiły, że Riko będzie trenował agility z treserką. Na sali było dziwnie. Na szczęście zdjęto kołnierz.-Cześć Riko.-powiedziała spokojnie trenerka i dała smaczka.-No doobra. Spróbuję troszkę ćwiczyć..-po pięciu minutach ćwiczył nad przeszkodami metodą ,,nagrody za wszystko dobre”.-To się nazywa tresura!-zawył nad przeszkodami.-Riko, jeśli tak będzie dalej, to trafisz na tor!

Piesek zaczął dużo trenować i przestał skupiać się na nerwach i swędzeniu. Zaczął jeść specjalną, smaczną karmę i ważyć się. Za niedługo miał się zacząć sezon zawodów.-Riko, fajnie tak pilnować diety i sie ważyć?-zapytał Biszkopt.-No… to trochę stresujące, ale to tylko na ten czas. Wiesz, zawody..-Tak, w sumie to fajne tak ,,latać”. Dla tego warto chyba jednak trochę się popilnować, bo ta karma, której trochę jadłem była smaczna..-Biszkopt! To ma być dla mnie ta karma! Jak chcesz ją zjeść to zacznij startować!-Te agility zawróciło ci w głowie.

-Rik, dasz radę!-pisnęła Lassie. Czule liznęła Rika.-Pędź, mały-powiedział basowo Band.-Równo i zgrabnie..-mruknął Plamek. Kiedy wszyscy podali rady, Riko miał ruszyć. Ziuu! Hop, hop, hop! Koniec skakania. Slalom w zawrotnym tempie! Żaden problem. Teraz najgorsze: równoważnia. Jest! Daaalej, naprzód, przed siebie!-21,11!-krzyknęła sędzia.-Ten wspaniały pies wygrał!

-Riko, super ci idzie!-To już 2 sezon..-To niech będzie najlepszy. 8 start zawodów!

Zawody zakończone 20,01.

-Trzeci sezon.-To zasuwaj i bij rekordy!A nawet jeśli nie, to i tak jesteś najlepszy i najodważniejszy.

Zawody zakończone 18,93.

-Lassie! To kolejny sezon.-Riko, nasze osiedle jest z ciebie dumne. Ale nie tylko za zwycięstwa. Za to, że jesteś.. Taki właśnie.-Dzięki..-Riko ruszył. Pierwsze okrążenie.. drugie.. inny pies biegł tylko 18,23 a on ma już 17,69! Przyśpieszać! I to był błąd. Nie skupił się na przeszkodzie. Biegł ponad siły. Przeskoczył ledwo przeszkode, źle upadł..-Riko, nie!!!!!!!!!!!!!-krzknęła Lassie.-Zdyskwalifikowany.-pisnęła Mia.-Ale coś mu się stało, on miał wypadek!-płakała Lassie. Riko nie mógł się podnieść. Był oszołomiony, poraniony, wszystko bolało. Lassie podbiegła. Wzywano weterynarza.. zapadła panika.

-Lassie, ile sekund?-Co ile sekund?-zapytała Lassie dochodzącego do siebie w klinice Rika.-Ile sekund zajęło mi…aaaau..pokonanie toru?-Miałeś wypadek, zostałeś zdyskwalifikowany, nie pamiętasz?-No tak..-Przesadziłeś. Zawsze umiałeś dobrze rozkładać siłę, a teraz biegłeś za szybko i zmuszałeś się jeszcze do skoków!-płakała Lassie.-Przepraszam, Lassie..-Po prostu przesadzasz! Zwycięstwo było dla ciebie za ważne! Ważniejsze od twoich połamanych kości!-Może wtedy przesadziłem,Lassie. A teraz jestem przez to nikim. Rezygnuję z agility i tego wszystkiego.-Nie! Nie o to chodzi. Musisz nauczyć się na nowo. Jeśli jestem zmęczona biegiem, to staję. A ty zobaczyłeś numerek na ekranie i to się skończyło złym skokiem! Nie mogłeś dobrze skoczyć, wpadłeś na przeszkodę, ona cię wybiła i przewaliła się na ciebie a teraz..-Teraz leżę tu i jestem chyba gratem do wyrzucenia.-powiedział głucho Riko.-NIE! I wrócisz na agility, ja już pani trenerce powiedziałam żeby na treningi wzięła lekkie i bezpieczne przeszkody!-Takie dla starych i szczeniaków?-spytał z bólem Riko.-Nie. Takie, na których psy czują się bezpiecznie i ćwiczą.-Riko westchnął.-Może wrócę..jeśli w ogóle gnaty mi się zrosną.- Oj, Riko…

2 MIES PÓŹNIEJ

-No, jakoś mi się zrasta..-westchnął Riko rozwalony na posłaniu.-Tylko nie wstawaj.-przestrzegł Biszkopt.-My zrobimy wszystko.-szczeknęła Lassie.-Tak? Wybiegacie się za mnie żebym czuł się wreszcie spokojny i wychodzony?-zapytał kontuzjowany pies.-Nie.. ale tylko staramy się pomóc!-Dobra. To może Lassie zacznij od sprawdzenia osiedla, czy koty nic nie zrobiły. No i czy nic tam się nie dzieje..-Jasne! Dowódca osiedla 2 Lassie do akcji!-pisnęła sheltie i pobiegła na misję.-Okej, przynajmniej na osiedlu nie będzie bałaganu..-westchnął Riko.-Nie martw się stary…-Właściwie to z zewnątrz jestem taki..stary..-Nie, nie chciałem cię urazić!-Nie uraziłeś. Ja to wiem.-Riko, nie martw się. Miałeś wypadek, ale robi się lepiej.-Pewnie nigdy nie będę chodził normalnie.-Riko, będziesz biegał!-A skąd wiesz?-Jesteś strasznym PESYMISTĄ.-Nie umiem już być OPTYMISTYCZNY. Połamałem chyba wszystkie kości jakie można złamać. Jestem jak stary dziad. Nie mogę biegać, ba, stać nie umiem!-Jeszcze zdobędziesz 1 miejsce.-i Biszkopt wyszedł na dwór. Riko chwilę walczył ze sobą, po czym wstał i napiął mięśnie. Aż krzyknął z bólu. Padł z powrotem na posłanie. Po chwili znów wstał z tym samym efektem. 3,10 razy.. A za którymś tam ból się zmniejszył. Piesek postał chwilę.-Jeden krok..- warknął. POstawił przed siebie łapę. Syknął z bólu. Postawił drugą. Boli! Po kilku krokach zaczęło mniej boleć.-Taak… Tak..-Riko, nie rób tego!-krzyknęła Lassie która właśnie wróciła.-Jestem jak pies bez łap jeśli leżę!-krzyknął Riko.- Będziesz z bezwładnymi łapami jeśli już, teraz zaczniesz chodzić!-Ale ja nie mogę już dłużej leżeć!-Jak teraz się przemęczysz to zawsze będziesz leżeć.-powiedziała Lassie i wepchnęła psa do posłania.-Laassie!- warknął Riko.-O nie, żadnego marudzenia. Zrobisz sobie krzywdę, zostaniesz w domu na zawsze i nie dopilnujesz, czy Szczurołap nie dobiera się do jakiegoś mieszkania (a konkretnie domowej lodówki) albo czy Mia nie postanowi odlecieć odrzutowcem.-powiedziała suczka.-No dobra.

1 MIESIĄC PÓŹNIEJ

-Chodzę!-krzyknął Riko.-No, bo ci nie pozwoliłam wtedy wstać-rumieniła się Lassie.-A wrócisz na tor?-zapytał Biszkopt.-A nadal jest o tym głośno?-Lassie przyniosła telefon i w miejsce odpowiedzi pokazała nie wiadomo jak znaleziony filmik z dopiskiem ,,TRAGEDIA NA AGILITY-MISTRZ, PIERWSZORZĘDNY ZAWODNIK MIAŁ WYPADEK!”-2 DNI TEMU.-O ludzie!-krzyknął Riko. Lassie puściła to ze smutnymi oczami. Widać było, jak zręcznie i spokojnie pokonuje ring. Po chwili odwraca głowę w bok. Zaczyna pędzić jak chart, widać, że nie ma energi.. na bezsilnych łapach skacze wysoko a blisko. Wpada na przeszkodę która go wybija około 2 metry nad ziemię. Riko spada, słychać trzask kości, przeszkoda go przygniata..-Wyłącz..-powiedział Riko ze łzami w oczach.-Pamiętam, że Poli prawie zemdlała z przerażenia.-mruknął Biszkopt.-A Mia powiedziała, że go zdyskwalifikowali. Jak ona mnie wkurzyła!-szczeknęła ze złością Lassie.-Nie chcę o tym mówić.-powiedział Riko i wyszedł. Lassie i Biszkopt znaleźli go z głową ukrytą w łapach.-Riko…-To mi przypomniało jak strasznie było. Byłem wysoko, za wysoko, myślałem że jakieś najmniej 10 metrów. To było najgorsze w moim życiu. To niebezpieczne. Jednak tam nie idę.-Riko, wiem, że te wspomnienia są trudne, ale teraz są dobre, solidne, bezpieczne przeszkody po tej tragedii.-Okej, to super, ale zapomnij że przez nie poskaczę.-Co?! Nie możesz zrezygnować, kto cię zastąpi?-Może ten greyhound.-Nie! Ty jesteś dla nas najlepszy! Dasz radę!-Nie dam rady!-Dasz!-Nie będę się z tobą o to kłócić. Ale ty dobrze wiesz, co chcesz.-Chcę wrócić. I boję się wrócić.-pisnął piesek.-Okej.. To nie wiem co Ci powiedzieć. Sam sobie zdecyduj.-Ale..-Nie, Rik, ja sie nie złoszczę. Tylko.. już chyba rozumiem.. Ja też bym się bała i chciała.-Głupie, nie?-Nie!To normalne!

Riko wymknął sie z posłania. w ciemności jego jasne oczy połyskiwały, ale nikt tego nie widział…