Sandra, amazonka koni
Wielka przyjaźń
Rozdział 1 Do stajni
Sandra jeździła już 8 miesięcy. Zeszła z lonży na czwartej jeździe, ale nie była na wysokim poziomie. Teraz przechadzała się po stajni. Nagle zobaczyła wejście do jednej ze stref. Otworzyła je. Za nimi było kilka boksów.. a w jednym z nich gniady koń. Walił w boks.-Witaj..-powiedziała cicho. Koń jednak położył uszy. Nagle drzwi skrzypnęły. Dziewczynka cicho krzyknęła i skoczyła w siano w rogu. Weszły tam dwie osoby.-Lauro, on jest trudny. Jeździłam na nim, próbowałam wszelkich sposobów, ale ten uparciuch na nic nie zwraca uwagi!-rozpoznała głos pani Gosi, najstarszej instruktorki.-Rozumiem, ale musimy spróbowac.-odparła pani Laura. Sandra usłyszała, że go siodłają i niespokojne tupanie.-Aladyn, przestań!-usłyszała. Zaryzykowała i wyjrzała. Piękny ogier o brzydkim imieniu.. Aladyn. Skrzywiła się. Zauwazyła, że młodsza instruktorka dosiadła konia.-Mamy go dwa tygodnie! I jeszcze się nie przyzwyczaił! W tamtej stajni podobno też sprawiał kłopoty.-powiedziała pani Laura. Dała koniu łydkę, a ten ruszył z położonymi uszami. Dziewczynka, kiedy tylko wyjechali, wyszła. Zobaczyła, że wszyscy się zbiegają, by zobaczyć konia. Aladyn kładł uszy i caplował. Na placu kłusował ładnie, ale widać było, że on nie chce. W czasie galopu.. stanął dęba.-Sama widzisz, że to beznadziejne zwierzę!-krzyknęła pani Gosia. Koń szedł nerwowo.-Ale musi zacząć jeździć pod lepszymu jeźdźcami. Przyzwyczai się i jakoś pójdzie.- powiedziała pani Laura. Dosiadła go Sara. Kiedy używała palcata, wierzgał.-On jest okropny!-krzyczała amazonka, gdy ten zrzucił drąg. Sandra podeszła.-A może nie jest okropny?-zapytała.-A co ty wiesz o koniach, skoro dopiero zeszłaś z lonży?!-zapytała dziewczyna, popędzając konia. Sandra poczerwieniała i odeszła.
****************************************************
Koń znany był stajni już miesiąc, ale każda jego jazda szła gorzej. Wreszcie dosiadła go Sandra. Koń drżał, skręcał nie tam, gdzie trzeba. W końcu zagalopował, a ona przeleciała mu przez szyję. Kiedy się podniosła, on przeskakiwał płot, a popręg pękł i siodło spadło z głuchym hukiem na ziemię. Dziewczynka usiadła powoli. Bolało ją wszystko. Nagle ktos znowu ją położył. To pani Laura.-Soniu, najpierw upewnimy się, że nic ci nie jest.-powiedziała instruktorka. Poza mocno zbitą ręką i otarciem na kolanie Sandrze nic nie było. Ale Aladyna już nie było widać.-Niestety, ale on jest szybki. Nie wiem,czy go znajdziemy..-martwiła się pani Gosia. Sandra zacisnęła pięści. Jak tak można?! Bez słowa przeskoczyła ogrodzenie padoku. Przebiegła przez pustą ulicę, ściskając w kieszeni marchewkę. Przebiegła pewnie kilka kilometrów.. i zauważyła z daleka konia. Patrzył na nią. I co teraz zrobić.-Nic ci nie zrobię.-powiedziała i wyciągnęła marchewkę. Koń podszedł bliżej. Pogłaskała go.-Ty jesteś bardziej wolny niż ujeżdżony.-szepnęła mu do ucha dziewczynka. Koń odsunął się.-I…. jeśli mam byc szczera… masz brzydkie imię.-zrobiła zabawny grymas.-Dam ci inne imię. Błysk? Gorsze niż Aladyn. Orion? Brzydkie. Karino? Superowe, ale nie pasuje. Więc jak? Wicher? Huragan? Galoper? Tornado? Wind? West? Freerun? Runfree? Stuart?-zastanawiała się. Koń zbliżył się o krok.