Rozdział 1Anna przeszła po cichu przez korytarz ich domu. Starała się nie obudzić rodziców. Widziała przez okno coś dziwnego.. Pies babci, która przyjechała na noc, basset Snoopy mruknął cicho przez sen. Ona podeszła do okna. Zdziwiony pies spojrzał na nią, jakby chciał jej powiedzieć ,,Człowieku, noc nie kończy się o trzeciej nad ranem”. Owszem, nie, ale ona obudziła się, z głębokiego snu. Coś przewróciło wiadro. I wtedy zobaczyła sarnę. Słyszała, że nieraz w okolicy sarny tu przychodzą, lecz łatwo się płoszą… ale nawet nie marzyła, że je zobaczy. Po chwili uciekły.-Snoopy, spokojnie, sarny nie są moimi ulubionymi zwierzętami.-powiedziała, głaszcząc psa o wybitnie smutnym pysku. Miała 12 lat… prawie. uwielbiała psy oraz konie. Wróciła do łóżka, kiedy zobaczyła błagalne psie spojrzenie…-Rodzice się wkurzą.-wymamrotała, kuląc nogi. Pies wskoczył, spadł, wskoczył, zleciał, wskoczył i ułożył się pod jej nogami, a ona zapadła w sen. Z rana szybko wyniosła go z łóżka.-Snoopy, nigdy nie byłeś w moim łóżku, jasne?-zapytała. Zeszla na dół.-Babciu, widziałam sarny!-zawołała, wskakując na krzesło.-O, słyszałam, że ostatnio tu się kręciły. Podobno mają zrobić coś, by je złapać i przewieźć dalej.-powiedziała babcia, pakując rzeczy.-To dobrze, bo mogą wpaść pod auto!-O, zobacz, wnusiu, to chyba ich samochód.-rzeczywiscie, ładny, zielony jeep zatrzymał się przy lesie. Ania poszła do pokoju, przygotować bryczesy na jazdę. Babcia wyjechała swoim niebieskim samochodem, z zaślinionym przez basseta siedzeniem. Dziewczynka pomachała im.-Mamo, zawieziesz mnie wcześniej proszę?-zapytała.-Dobrze.. ale słuchaj pani. I nie wolno ci karmić koni bez zgody.-Okej, mamo!-zawołała Ania, pakując się na tył samochodu. Tata pojechał do pracy.-I pamiętaj Aniu, żeby pytać panią czy możesz wejść na padok.-Anie trochę drażniło to, że mama W OGÓLE nie znała się na jeździectwie. A Ania owszem i na pewno nic jej się nie stanie u koni, choć mama uważa, że zawsze trzeba pytac. PO co? Przecież pani Natalia mówi, że zawsze może wchodzić do Herbaty albo Konwalii, kiedy chce, pod warunkiem, że uważa. A mama nawet nie wsiadła na konia ani go nie dotknęła, więć czemu się tak obawia? Tata natomiast uważał, że koń to trzeba uważać. Tata też nie miał doczynienia z końmi. I mówił jej: ,,Uważaj na konie, bądź przy nich ostrożna”. Jak widział smutnego konia, którego chciała rozmasować, powiedział: ,,Nie wchodź, wygląda dziwnie”. No tak, ale panie widziały, że dzięki niej Hajden czuł sie lepiej! To był większy kuc, skarogniady, mieszanka walijczyka z hucułem. Miał 143 centymetry i insulinooporność. Wysiadła z auta i pobiegła do drzwi stajni. Podeszła do niej pani Amelia.-Witaj, Aniu.-powiedziała. Ania przywitała się i poszła na padok, gdzie coś zauważyła. Stały tam jak zwykle Dalia i Karino, ale…. było tam coś jeszcze. W stajni było 30 koni, a ona znała wszystkie…nie była jednak to ogromna stajnia. Podeszła bliżej, by się temu przyjrzeć. Dalia stała obok i trzymała na tym pysk. Karino przeszedł się po padoku niespokojnie. I wtedy Ania zauważyła, że dosyć mocno utyka. Podbiegła do niego, zostawiając znalezisko, któremu się nie przyjrzała. Spojrzała na nogę Karino i próbowała ją podnieść, ale ten uciekł dalej i stanął dęba, a potem na przednich nogach, nieco nierówno. Pogalopował, utykając. Ania podeszła do Dalii. Koń wyglądał, jakby noga go irytowała, nie jakby bolała. Wtedy Dalia odsłoniła pysk… a Ania zauważyła podkowę. Karino. On ją zgubił.-Proszę pani, Karino zgubił podkowę, trzeba wezwać kowala!-zawołała. Pani Amelia wprowadziła konia do stajni, a on uderzał ,,krótszą” nogą w ziemię. Po chwili przyjechał kowal i przybił nową, a obrażony ogier wierzgnął parę razy, jakby upewniał się, że noga jest okej.-Nieraz się zdarzało, że konie gubią podkowy.-powiedziała pani Natalia. Ania skinęła głową i poszła do stajni.. i wtedy zobaczyła kilka amazonek robiących coś z uwiązami i jedzeniem koni.-Co robicie?-zapytała podejrzliwie Ania. Dziewczynki przerwały wymianę zdań półgłosem. Pojemniki, które napełniały odrobiną owsa i paszą, odłożyły na ziemię.-Porcjujemy jedzenie.-powiedziała szybko jedna z nich, blondynka. Marchewki jako jedyne z pojemników na jedzenie leżały nietkniete. Wtedy weszła pani Natalia.-Już połowę skończyłyśmy!-zawołała czarnowłosa dziewczyna, która nazywała się chyba Mira.-Dobrze, dziewczyny. Napełnijcie jeszcze siatki sianem.-powiedziała instruktorka. Dziewczyny skinęły głową.-Sandra, czemu to zrobiłaś?!-zasyczała nagle kilka minut po wyjściu instruktorki Gabrysia.-Co?-zapytała Sandra.-Powiedziałam dla pani, że już połowę porcji koni zapakowałyśmy. I potem zajmiemy się sianem. A ty pomyliłaś pudło Frytka z pudłem Olivera!-powiedziała Gabrysia, zmieniając zawartość pudła. Weszła pani Amelia.-Dziewczyny, dużo już macie pudeł?-zapytała.-Prawie wszystkie.-westchnęła Frania, wsypując porcję Sigge.-Dobra. jedzenie gotowe. Musimy teraz zrobić te siatki i wrócimy do układania uwiązów.-powiedziała najstarsza Hania. Szybko wzięła siatki. Weszła wtedy pani Alicja.-O, dobrze, że już mamy w pudłach porcje jedzenia koni na wieczór.-powiedziała. Podeszła do Gari i osiodłała go. Wzięła jedno z pudełek napełninych przez dziewczyny i zaniosła do siodlarni.-Aniu, zalejesz porcję Gariego? To mesz.-powiedziała. Ania pobiegła do siodlarni.
Rozdział 2
Ania przeciągnęła się… Kiedy nagle poczuła, że ktoś zszarpuje z niej kołdrę. Zobaczyła śmiejącego się Marka, jej 7 letniego brata. obok niego stała 9 letnia Gabrysia, która się krzywiła.-Ania! Czemu mnie nie uczysz siodłać?-zapytała pretensjonalnie.-Bo jeździsz na lonży.-powiedziała. Wtedy weszła Beata, jej siostra. Objęła Gabrysię.-No właśnie, mnie też masz uczyć siodłać.-powiedziała.-Masz 10 lat i ledwo zaczęłaś, może trochę poczekasz.-powiedziała. Wtedy weszła 5 letnia Ala.-Ania, śniadanie!-zawołała, a wszyscy zbiegli na dół. Ania przełknęła kawałek naleśnika, kiedy nagle wymarzyła sobie, że obok jej krzesła leży spokojnie jakiś piesek… Może. Może się uda…-Mamo… chciałabyś mieć psa?-zapytała nagle.-Rozmawialiśmy o tym ze 100 razy: musimy się zastanowić. Wiesz przecież, że to..-OBOWIĄZEK! Ja chcę psa, żeby wyjść z nim na spacer i w ogóle, i go karmić, ja wezmę odpowiedzialność!-zakrztusiła się Ania. Marek się skrzywił.-Ja nie chcę psa! Nie będę mógł wtedy biegać!-zajęczał.-Przestań mówić głupoty.-westchnęła Ania.-Maaaamaaa, ja chcę do taaaaaaaaaty-zajęczała Ala.-Ja wolę koty.-prychnęła Beata.