Dzikie koty tom 1- Przywódca

Jeśli czytasz tą książkę, najlepiej przeczytaj również serię ,,bez obroży”. Obie książki w niektórych momentach mają duży związek ze sobą.

Prolog

Była ciemna noc. Grzmiały pioruny. Nieduże miasto było całe w strugach deszczu, a krople bębniły o szyby. Po chodniku sunął szary kociak. Miał pręgowany grzbiet, pręgi miały kolor jak cos pomiędzy szarym a czarnym. Miał zielone, szeroko otwarte z przerażenia oczy. Był cały mokry. Usiadł na skrzyni i zaczął przeraźliwie miauczeć. Zza furtki wybiegł sporych rozmiarów pies. Kociak syknął i schował się na dachu. Tej nocy opuścił miasto. Na zawsze. Ludzie go nie chcieli. On to odwzajemniał. Schronił się w lesie pod drzewami. Nazywał się Pręguś. Ale nie chciał mieć tego imienia. ,,Zostałem dzikim kotem”-pomyślał. ,,Mogą być dzikie psy i konie, więc i koty. I chcę mieć inne imię, niż to od tych złych ludzi.” Tak więc odtąd Pręguś nazywał się Szary. Po prostu Szary. Był jednym z niewielu kotów, które były naprawdę dzikie. Wiele bezdomnych kotów udaje głodne i prosi o jedzenie ludzi. Ale on tak nie zrobił. Nie chciał pomocy ludzi. Chciał żyć sam.

Rozdział 1

W lesie rozległ się cichutki szelest. Trawa się ugięła. Wyszedł spomiędzy niej brązowy kot o bursztynowych oczach. Był to najnowszy przybysz. Nazywał się Bursztyn. Nic więcej o nim nie było wiadomo. Podszedł do niego szary kot z cętkami.-Bursztynie, coś się zbliża. To chyba pies.-wymruczała zaniepokojona kotka.-Wiem, Szarotko. Musimy się bronić.-Syknął Bursztyn. Zobaczyli łaciatego psa, mieszańca dalmatyńczyka i border collie. Wyglądał, jakby się skradał. Nazywał się Chester. Koty jednak tego nie wiedziały. Rzuciły sie na niego. Odgoniły go, a pies odszedł z ich terenu. Na brzozowej gałęzi siedział duży, rudy kot. Miał długą sierść i poszarpane uszy.-W pobliżu rezyduje stado psów. Dzikich psów. Psy mogą zabić koty.-powiedział.-A wasze działania nie były rozsądne. Ten pies był od was silniejszy.-zakończył.- Jesionie, przecież to NASZ teren. Ten pies powinien o tym wiedzieć.-parsknęła Szarotka.-No tak, ale pomyśl. Pies waży więcej niż dwa takie koty jak wy, ma mocniejsze szczęki.-wtrącił Jesion.-No wiem, ale się udało.-Mruknęła kotka.-Tym razem. Jesteście jeszcze młodymi kotami, ledwo dorośliście, ale słuchajcie- tu chodzi o to, że na to są inne sposoby. Widzicie psa-nie zadzierajcie. Wchodźcie na drzewo. Pies nie wejdzie za wami.-powiedział mainecoon, liżąc łapę.-A jeśli nie ma drzew?-zapytał przytomnie Bursztyn.-Słuchaj, Jesionowi chodzi chyba głównie o to, żeby nie walczyć z psem.-do rozmowy wtrącił się Czarnul, nieduży czarny kot z zielonymi oczami.-No dobrze.-mruknęli Bursztyn i Szarotka. Kotka była głodna. Postanowiła zapolować. Często polowała w okolicznej stajni. Pobiegła w tamtym kierunku. Usłyszała rżenie konia. Na początku bała się koni i przechodzących ludzi, ale teraz to ignorowała. Od razu wspięła się po najbliższym boksie i chodziła po belkach przy suficie. Kiedy złapała parę myszy i zjadła, zeszła.-Kot!-pisnęła jakaś dziewczynka. Szarotka syknęła jak oparzona i uciekła. Lunął deszcz. Zrezygnowała z powrotu. Była burza, ona cała mokra. Lepiej to przeczekać. Ułożyła się wysoko w sianie i zasnęła.

Rozdział 2

Koty nie niepokoiły się, że nie ma Szarotki. Gdyby to było stado psów, nawoływałoby ją wszędzie i szukało. Ale koty są inne. Tworzą dosyć luźne grupy i dzielą się terenem, mogą się przyjaźnić, jest wśród nich przywódca, ale nie ma takich zażyłości jak u psów. Szarotka wróciła dopiero po południu. Miała zmierzwione futerko i była roztrzęsiona.-Co się stało?-zapytała ją Luna, czarno-biała kotka.-W stajni… próbowali mnie łapać.. a potem.. Widziałam straszne, wielkie drapieżniki. Ryczały, a ich oczy, chociaż nie było światła, świeciły na żółto i biało! Miały różne kolory, a ich łap nie było widać! Nie było ich ogonów ani uszu, nie miały chyba nosa. Próbowały mnie uderzyć…-drżała Szarotka.-Co?-zapytała zaskoczona Luna.-Chyba wiem, o co ci chodzi.-powiedział Bursztyn.-I to jest naprawdę dziwna rzecz… Ale chyba to nie drapieżniki. Poruszają się tylko po specjalnej, twardej ścieżce, na której są białe pasy. Czasami ludzie są w ich środku.-powiedział kot.-Ale.. one próbowały..-zaprzeczyła Szarotka.-Musisz na nie uważać, ale nie panikuj. Kiedy panikujesz, łatwo zrobisz coś głupiego..-powiedział Bursztyn.-Łatwo ci mówić. Ty patrzyłeś na te potwory! Przyzwyczaiłeś się i wiesz o nich! Ja o nich nie słyszałam. Luna bała się rzeki, kiedy trafiła tutaj, bo trzymali ją w klatce w pomieszczeniu o dziwnym zapachu. Były tam inne koty, a przez ścianę słyszała psy, czuła ich zapach, i była tam całe życie, dopóki nie uciekła do nas.-wydyszała Szarotka.-Dobrze. Ale już wiesz o nich, poza tym one cię nie gonią..-mruknęła Luna. Szarotka zadrżała jeszcze, po czym machnęła ogonem i wskoczyła na kamień porośnięty mchem. Wygrzewała się w promieniach słońca, które było coraz słabsze, bo zbliżała się zima. Zamruczała, gdy październikowe słońce zaświeciło jakby na nią, jakby ją ogrzewało. Zasnęła, wyczerpana bezsenną nocą. Po kilku godzinach wstała, otrząsając się z obrzydzeniem.-Deszcz!-syknęła i schowała się między kamieniami. Wtedy zobaczyła zbliżającego się mokrego kota. Był… biały. Biały jak ptak, którego widziała w mieście. Zamarła. Nigdy nie widziała kota o takim umaszczeniu! I nic dziwnego-przeżywają te koty, które umieją sobie radzić. Białe umaszczenie sprawiało, że kot był bardzo widoczny. W dodatku kot miał niebieskie oczy, co sprawiało, że był niezwykłm widokiem! Pisnęła ze zdziwieniem, wychodząc z kryjówki.-Kim jesteś?!-zapytała, wpatrując się w zmoczonego białego kota.-Jestem kotem, tylko białym.-odparl tamten.-Nigdy.. nigdy nie widziałam białego kota!-mruknęła Szarotka. I wtedy zobaczyła coś jeszcze dziwniejszego-zielony pasek na szyi kota!-Co to?!-zapytała zdumiona.-To.. ludzie mi założyli.. ale urosłem.. i mnie ciśnie..-wymruczał kot.-Pomożesz mi to zdjąć?-A możesz się przedstawić?-Szafir.-Szarotka.-Szarotko, pomożesz mi, proszę?-zapytał kot.-No dobrze… Tylko.. że ja nie wiem, jak…-mruknęła. Kot westchnął. Zaczepił obrożę o gałąź i cofał się najbardziej, jak się da.. aż zerwał obrożę.-Dałeś radę sam.-powiedziała Szarotka, patrząc dokładnie na krótkowłosego, białego kota o niebieskich oczach.-Uciekłem od ludzi. Po prostu nagle gdzieś zniknęli, a ja wyszedłem oknem.-Oknem?-Było otwarte.-Szarotka nigdy nie słyszała o żadnych oknach, ale miała nadzieję, że to nic strasznego. Przybrała minę, jakby dokładnie wiedziała o co chodzi.-Aha…-odparła.-Mogę do was dołączyć?-Raczej tak, ale jest mały problem..-urwała Szarotka, mierząc wzrokiem sierść kota.-?-Twoja sierść. Dokładnie: jej kolor.-powiedziała.-Nie będziesz mógł normalnie się chować, Szafirze, i obawiam się, że nie dasz rady dobrze sobie radzić. Poza tym, futro się brudzi, plącze o gałęzie..-powiedziała.-Rozumiem..-powiedział cicho kot. I odszedł.-Nie, nie odchodź! Możesz spróbować!-mruknęła kocica zachęcająco. -Po prostu masz trochę utrudnienie, ale to nic…-Nowy kot pokiwał głową. Podszedł do rzeki i napił się.

Rozdział 3

Szarotka musiała jeszcze dużo nauczyć się, zanim będzie prawdziwym dzikim kotem, jednak żyła w dziczy znacznie więcej niż Szafir, i z pewnością więcej wiedziała. Kiedy przyglądała się przyklepanej sierści po obroży na szyi białego kota, podeszła do nich szylkretowa Szyszka.-Kto to jest? I w dodatku biały!-syknęła.-To Szafir. Uciekł od ludzi..-powiedziała Szarotka.-Nie wiem, BIAŁY kot niezbyt nadaje się do lasu. Wszędzie go widać, jest cały brudny..-mruknęła.-No to gdzie on ma trafić?-zapytała Szarotka.-Lepiej już do schroniska. Nie sądze, żeby to dobrze wyszło.-mruknęła Luna.-Ale.. ale..-pisnęła Szarotka. Szafir wszystko słyszał.-Ja naprawdę nie wiem, co mam innego zrobić, jeśli nie do was dołączyć..-miauknął bezradnie. Luna widocznie go rozumiała, sama kiedyś była w podobnej sytuacji.-Rozumiem, ale wydaje mi się, że nie jesteś bezpieczny w lesie. Masz białe futro, jesteś trochę zbyt domowy..-Wracam do miasta.-stwierdził Szafir. Odwrócił się w kierunku krzaków.-Miasta?-W mieście koty dzielą między siebie nieduże tereny, mogą mieć pewną współpracę, koty z miasta są inne niż my.-wymruczała Luna. Znała się na takich rzeczach, mimo że od Szarotki była starsza niewiele.-A poza tym, myślę, że lepiej zrobimy, kiedy wrócimy do domu. Mam złą wiadomość.-spochmurniała nagle Szyszka.-Jaką?-zapytała szara kotka, przekrzywiając łeb. -Lilia zraniła się w łapę i nie może cię uczyć. Musi przez jakiś czas odpoczywać. Nic poważnego, ale..-Miauknęła Szyszka. Szarotka położyła uszy.-To ja niczego się nie nauczę!-syknęła.-Nauczysz.-powiedział Jesion.-A kto ma mnie uczyć, mama się zraniła w łapę i nie może!!-jęczała Szarotka.-Jutro zobaczysz. Idź do lasu, wgłąb i poczekaj na polanie.-powiedział kocur mainecoon i poszedł polować. Szarotka uniosła uszy z nadzieją To już brzmiało dobrze. O wiele lepiej.-Widzisz?-powiedziała Luna. Szarotka trzymała się głównie z Luną. Były w podobnym wieku, tyle że Luna więcej wiedziała o ludziach, mieście, polowaniu, przetrwaniu. Zanim porządnie zaszło słońce, kotka położyła się spać. Chciała szybko zasnąć i szybciej pójść się uczyć, chociaż wiedziała, że tu pora nic nie znaczy.

Szarotka weszła powoli w las. Usiadła na polance. Siedział tam duży, czarny kot.-Jestem Mruczek, ja cię teraz ucze.-zamruczał. Szli przez ciemny las, aż on kazał jej wracać. Niczego się nie nauczyła.-Tylko mama mnie uczy!-mówiła całą drogę.

Obudziły ją pierwsze promienie słońca. Wstała i wbiegła w las. Nagle zobaczyła, że w stawie pływa ryba, rozmiarów takich, że mogła ją spokojnie złapać. Co prawda nigdy nie udało jej się złowić ryb, ale teraz poczuła, jaka jest głodna. Oblizała nos. Zamachnęła się łapą i… wpadła do wody. Przez chwilę chaotycznie machała łapami, ale udało się jej dopłynąć do brzegu. Nadal była głodna. Otrząsnęła część wody i przykucnęła przy brzegu. Znów machnęła łapą. Wpadła pod wodę i wynurzyła się. Po pięciu próbach już miała zrezygnować, kiedy ryba przepłynęła tak blisko, że gdy ją niemal złapała, wyleciała z wody, a Szarotka złapała ją w zęby. Zabrała dalej od wody. Zjadła ją, po czym poszła w kierunku polany. Polana była jednak pusta.-Halo?-zawołała. Jej głos wciąż dźwięczał między drzewami. Skuliła uszy i zjeżyła się. Wtedy nagle coś z krzykiem zleciało z nieba. Był to olbrzymi jastrząb. Szarotka miauknęła wrzaskliwie. Wtedy z gałężi zeskoczył Jesion. Chwycił ptaka, który puścił Szarotkę, a potem odleciał. Kotka dyszała ciężko, a serce jej waliło.-To uczymy się?-zapytała po chwili.-Wydaje mi się, że niejedną lekcję przeszłaś już w drodze.-powiedział rudy kot.-Widziałeś mnie?-zapytała szara kotka.-Tak. Cały czas cię widziałem, bo chciałem, żebyś najpierw parę rzeczy nauczyła się samodzielnie, ale dla twojego bezpieczeństwa poszedłem za tobą. I widocznie dobrze zrobiłem. Nic ci się nie stało?-Raczej nie..-mruknęła, starając się uspokoić. Spojrzała na swoje mokre futro i westchnęła.-Chyba najlepiej uczysz się na błędach…-mruknął Jesion.-Właśnie że nie.-zaprzeczyła Szarotka.-Dobrze, Szarotko. Chodź za mną.-powiedział duży kocur. Kotka westchnęła i poszła za nim. a jeśli nie nauczy jej niczego oprócz gadania, że przed psem trzeba uciekać? Poszła za nim, starając się pokazać, że robi to cicho. Zadarła ogon i powoli szła za Jesionem. Był on jednym z najważniejszych kotów w stadzie, ale często zastanawiała się, czy on naprawdę należy do stada-raz znikał, raz się pojawiał, ale zawsze był tam, gdzie trzeba. Kiedy zastanawiała się, czy Jesion ma do tego talent, czy po prostu się nauczył, nadepnęła na liście, które zachrzęściły. Spod jej nóg wyleciał ptak!-I ja go nie widziałam..-miauknęła. Nagle poczuła dziwny zapach.-Wejdź na tę rozłoszystą sosnę.-Powiedział maine coon. Szarotka wskoczyła za nim. Z wysokiej gałęzi spostrzegła terytorium psów. Na najwyższej skale leżał ich alfa, obok niego chartka. Na ziemie leżało kilka psów, ale też mieszaniec border collie o niebieskich oczach, tamten, którego przegoniła.-Tu mieszkają psy. Zapamiętaj to miejsce. One chodzą, gdzie chcą. Jeśli nie chcesz im wejść w drogę-trzymaj się z daleka. A teraz wróć nad staw. Upoluj drugą rybę.-polecił Jesion. Kotka zeskoczyła i popędziła w tamtym kierunku. Usiadła przed taflą. Zobaczyła rybę. Machnęła łapą.. I ochlapała Jesiona.-Przepraszam..-wymruczała. Kot westchnął.-Niczego się nie nauczyłaś, wpadając do wody?-zapytał.

Rozdział 4

-Ale JA tak to robię.-Ochlapując mnie?-prychnął kot i.. wskoczył do wody.. Szarotka odskoczyła, prychając ze zdziwienia.-Co-co?!-jęknęła. Jesion zniknął pod wodą. Po kilku chwilach wynurzył się z rybą w pysku.-Musisz pokonać swój wstręt do wody.-podsumował.-A właśnie że nie, łowię inaczej.-Prychnęła znowu Szarotka.-Domowe koty nienawidzą wody…-uciął Jesion. Szarotka westchnęła i zadrżała, próbując wyobrazić sobie siebie płynącą w wodzie. Kiedy wrócili na swój teren znowu zaczęła się wygrzewać, aby chociaż trochę osuszyć futro. Pozlepiało się nieco, ale nic jej to nie przeszkadzało. Czy to naprawdę ważne, żżeby być w wodzie?-myślała.-Żeby się przyzwyczaić?

Luna rozmawiała z Cętką o ich dawnych życiach, kiedy nagle poczuła pociągnięcie za ogon. Odwróciła się. Jodełka, mała płowa kotka bawiła się jej ogonem.-Przestań!-syknęła. Jodełka pisnęła i puściła czarny ogon Luny. Zaczęła polować na motyla. Kiedy odleciał, padła na ziemię znudzona. Leżała tak długo, że zasnęła. Luna westchnęła.-Te małe kotki są naprawdę niewychowane.-mruknęła do Cętki.-Ale Luno, one są jeszcze małe. Chmurka opowiadała, że kiedy byłaś mała, jeździłaś na psie z miasta, zanim cię złapano!-mruknęła. Luna mruknęła coś niewyraźnie pod nosem. Bursztyn wskoczył na najniższą gałąź nad nimi z ptakiem w pysku. Cętka wzdrygnęła się, po czym mruknęła:-Pachniesz śmietnikowo.

Szarotka wspinała się na wysoką sosnę. Wbijała pazury w śliską korę. Była naprawdę wysoko, ale czuła zapach jaj ptaka. Czuła zapach żywicy, która obklejała jej pazury. Wreszcie znalazła gniazdo. Przeszła pół gałęzi. Gałąź nagle zaskrzypiała. Odruchowo cofnęła łapę. Spojrzała w dół. Westchnęła. Poszła dalej. ,,Jeden fałszywy ruch na drzewie może wystarczyć, by zginąć”-przypomniała sobie lekcję Jesiona.-Ale ja robię to DOBRZE.-powiedziała. Zbliżyła się do gniazda. Nachyliła się nad nim. I.. ześlizgnęła się z gałęzi. Kurczowo złapała ją pazurami przednich łap, ale również się ześlizgnęły. Zaczęła spadać. Tak jak w snach. ,,To koniec”-pomyślała, próbując łapać każdą gałąź, obok której przelatywała. Rozciągała się, wirując w powietrzu, starając się uratować. ,,Koty nie zawsze spadają na cztery łapy”-przypomniała sobie.Coraz bardziej zbliżała się do twardej ziemi, a spadła z baaardzo wysoka.. ,,Nie, nie, nie, muszę złapać jakąś gałąź, nie!”-myślała w panice, chociaż nie miała dużych szans. Była już zbyt blisko ziemi. Zacisnęła powieki.-Nieeee!-pisnęła. I wtedy poczuła lekki ból karku.-AUU!-pisnęła. Po chwili znowu znalazła się na gałęzi. Obok siedział Bursztyn.-Ledwo cię złapałem.-mruknął.-Złapałeś? raczej ugryzłeś.-mruknęła, liżąc kark.-Miałem się zastanawiać, jak cię złapać? Poza tym, mogłabyś mi wypaść z pyska.-powiedział kot.-No dobrze, dobrze. Dzięki.-mruknęła. Zeskoczyła, po czym usiadła pod drzewem. Dyszała ciężko.-Dlaczego weszłaś tak wysoko?-zapytał Bursztyn. Szarotce opadły ramiona.-No chciałam przynieść jajka, umiem zadbać o pożywienie dla siebie! No, może też troszkę popisać się dla Jesiona. Bo chciałam pokazać, że umiem zdobywać jedzenie, nie tylko myszy..-mruknęła.-No nie sądze, że się popisałaś..-mruknął Bursztyn.-Dobrze o tym wiem, Bursztynie.-syknęła Szarotka i powoli się oddaliła. Wiedziała, że niemądrze się zachowała, ale Bursztyn był jakby niemiły.. Ona przecież umiała się wspinać na drzewo, prawda?

Rozdział 5

Szarotka próbowała przemknąć do lasu tak,żeby Jesion nie zauważył, ale on od razu to zobaczył.-Szarotko. musimy porozmawiać o tym, co ostatnio stało się w lesie.-mruknął, na co kotka położyła uszy.-Ale..ale.. to był przypadek..-jęknęła kotka.-Nie ma przypadku. Jest błąd. Posłuchaj-gdyby nie było tam Bursztyna, nie przeżyłabyś. Nie przeceniaj swoich sił. Na drzewie musisz myśleć z wyprzedzeniem, dbać o dobre uczepienie.-miauknął z dezaprobatą Jesion.-Przepraszam..-burknęła Szarotka.-Posłuchaj. Takim zachowaniem nie udowadniasz, że jesteś dorosłym kotem.-zaczął rudy kot.-Ale ja tylko się staram! Nie chcę być już traktowana jako uczący się kociak! Chcę być po prostu normalnym, dorosłym kotem i być tak traktowana!-fuknęła Szarotka.-Za bardzo chcesz być tak odebrana. To nie działa w ten sposób.-powiedział maine coon.-Jestem już prawie dorosła, a całe stado traktuje mnie jak kociaka! Nawet Luna! ona jest w moim wieku, a wy jej już nie uczycie!-krzyknęła ze złością Szarotka.-Luna już jest gotowa, żeby sama za siebie odpowiadać. Nie potrzebuje już lekcji i dobrze sobie radzi.-powiedział Jesion. Szarotka odeszła do lasu.-I co ja mam zrobić?-zastanawiała się. Długo siedziała i myślała. Wreszcie wrócila do stada, milcząc.-Szarotko?-odezwała się Luna.-Jesion chce, żeby teraz uczył cię ktoś inny..-mruknęła.-Czy teraz moja nauka wygląda tak, że po kilku dniach zmienia się nauczyciel?-parsknęła Szarotka.-Szarotka! Rozumiesz, że Jesion tak zdecydował? Widocznie on uważa, że nauczyłaś się z nim tego, czego potrzebowałaś.-powiedziała kotka.-Ale ja już nie chcę się uczyć. Luno, po co, skoro radzę sobie?-No więc czemu wpadłaś do wody i spadłaś z sosny?-Umiem polować..-mruknęła Szarotka. I wtedy nadszedł Jesion.-Jutro zaczniesz się uczyć. Idź na polanę, tą samą, na której najpierw uczyłaś się ze mną i czekaj. Ale tym razem nie robisz nic innego jak tylko idziesz.-powiedział Jesion.-Na kogo?-Powiem jedno: nie na mnie.-odparł rudy kot.

Następnego dnia pobiegła na polanę. Tym razem od razu siedział tam kot-czarny, o zielonych oczach. Po chwili go rozpoznała. To była Wichura-kotka, która bardzo dobrze walczyła w walkach z psami, innymi kotami czy.. ludźmi, dobrze polowała i podobno potrafiła upolować zająca! To jej się spodobało.-Szarotka?-odezwała się.-Tak.. czy ty naprawdę walczysz z ludźmi?-zapytała młoda kotka.-Nie walczę, atakując, ale umiem się bronić przed schroniskiem czy ekopatrolem.-odparła kotka.-No ale dobra, najpierw masz za zadanie upolować dwie ryby. Bez wpadania do wody.-powiedziała Wichura. Luna opowiadała jej, że zakończenie nauki jest różne, a czasem po prostu nie ukończy się nauki, bo nie da rady się czegoś zrobić albo po prostu nie umiesz. Szarotka naprężyła się przed wodą. Już miała złapać rybę, kiedy cofnęła się od stawu.-Wichura, chyba coś jest nie tak..-mruknęła. Ryby nie pływały jak zwykle-wypłynęły brzuchem do góry. Wichura podeszła i znieruchomiała.-Dobrze.. dobrze zrobiłaś. To jest zatruta woda i nie możemy jeść z niej ryb.-powiedziała kotka po chwili.-To co mam zrobić?-Nigdy jej nie pić. Zaliczam ci tę lekcję. A teraz powiedz, co czujesz. Czyi zapach.-powiedziała Wichura nagląco. Szarotka zaciągnęła sie powietrzem.-Czuję.. Czuję..-zaczęła.-Koty..-dokończyła.-To są obce koty.-Domowe?-zapytała Szarotka. Wichura chwilę wpatrywała się w nią.-Wydaje mi się, że nie wiesz o wszystkich kocich stadach?-mruknęła.-Są stada złych i dobrych kotów.-dodała Wichura.-?-nie rozumiała Szarotka.-Chodzi o to, że są koty, które walczą z nami, i koty, z którymi jesteśmy w neutralnych stosunkach.-Ale koty walczą..-nie rozumiała Szarotka.-Wracamy. Po drodze ci coś wytłumaczę.

Rozdział 6

-Są pewne zasady, których żaden kot nie może łamać.-powiedziała Wichura.-Jakie?-Nie są konkretne. Nie mamy stanowczych przykazów. Ale na pewno: nie polujemy bez powodu, nie walczymy bez powodu, nie zabijamy bez powodu, dzielimy się zdobyczą z tymi, którzy jej nie upolują..-mruknęła Wichura.-Ale czemu nie są konkretne?-zapytała Szarotka.-Czemu nie mogą być dla wszystkich kotów? Przecież każdy wymyśli sobie inną wersję!-Cóż, nikt jeszcze tego nie ustanowił, żaden przywódca..-powiedziała Wichura. Szarotka chwilę milczała.-Kiedy będę już dorosłą kotką.. nie wiem, czy chcę być kimś nie wiadomo jak ważnym, ale wydaje mi się, że może.. przywódcą.-powiedziała.-Ty? Przywódcą?-zapytała Wichura.-Tak.. i chciałabym, żebyś mnie tego nauczyła. Jak być dobrym przywódcą.-…-O co chodzi?-Musisz trafić do innej kociej grupy. My już mamy przywódcę..-mruknęła.-Poza tym, czemu akurat przywódcą?-bo chcę stworzyć dobre zasady i chcę być kotem, który dobrze rządzi.-Masz już rok… I uczysz się dłuższy czas.. możliwe, że za parę miesięcy będziesz gotowa. Ale pamiętaj-musisz myśleć. I słuchać. Tak, jak nad zatrutym strumieniem.-Dobrze.-odparła Szarotka.

Po kilkunastu lekcjach Wichury Szarotka zmieniła się nie do poznania. Z impulsywnej kotki, która prawie zginęła spadając z drzewa, stała się znacznie rozważniejsza i naprawdę się starała. Po paru miesiącach natomiast Wichura stwierdziła, że przyszedł czas na trzy ostatnie, najtrudniejsze testy, przygotowujące ją do życia w dorosłości.-Szarotko.. pierwszy test: musisz dziś wieczorem udać się do lasu i wrócić jutro wieczorem, przez cały czas musisz być poza terytorium.-powiedziała Wichura.-Jak?-zapytała Szarotka.-Pamiętaj, czego się nauczyłaś, i uważaj.

Kiedy na niebie zaczął błyszczeć księżyc, Wichura powiedziała do niej:-Idź.-Szarotka weszła w las. Było mokro, ciemno. Bała się. I wtedy nagle usłyszała szelest w krzakach. Cofnęła sie o krok. z krzaków wyszedł pies-duży leonberger. Weszła na najbliższą gałąź. Pies wyglądał, jakby czegoś szukał. Nie zwracał jednak na nią uwagi. Raczej nie miał złych zamiarów. Kiedy odszedł, zeskoczyła i poszła dalej. Przenocowała w płytkim wgłębieniu w ziemi. Obudziła się wcześnie. Upolowała dwie nornice. Kiedy zjadła, postanowiła ruszyć dalej, a po południu zacząć powrót do stada. Nagle zobaczyła inne koty. Co robić, zastanawiała się. Powoli się wycofała.

Wieczorem wróciła zdyszana.-dobrze.-powiedziała Wichura.-Jutro kolejny test.-powiedziała. Szarotka zasnęła wyczerpana. Następnego dnia czekała na wiadomośc Wichury, jaki to test. Wreszcie nie wytrzymała i ją zapytała.-Najpierw upoluj sobie śniadanie, potem możemy o tym porozmawiać.-mruknęła kotka. Wyglądała tajemniczo. Szarotka pochłonęła śniadanie szybko. Spojrzała błagalnie na Wichurę.-No dobrze.. twoim zadaniem jest złapanie ryb ze strumienia, płynąc. I tak jest najłatwiejsze.. ostatnie jest niebzpieczne i trudne.-Szarotka zamarła.-Mam.. pływać?-zapytała.-Załóżmy, że wpadasz do wody, bo ściga cię… kot, który chce cię zaatakować. Musisz wtedy pływać. pokaż mi tylko, że jesteś sprawna w wodzie.-powiedziała Wichura. Szarotka stała przed wodą.-No dobra..-westchnęła Wichura. I wepchnęła ją do wody. Przez pierwsze dwie sekundy była pod wodą. Wypłynęła.-Złap rybę. Jakąkolwiek.-powiedziała Wichura. Szarotka trochę się krztusiła i chaotycznie pływała, ale po jakimś czasie znalazła małą rybkę. Wyszła, ociekając wodą.-Dobrze.-powiedziała Wichura. zjadła rybkę.-A trzeci test?-zapytała Szarotka.-Jutro.-Zawsze jutro i jutro!-Szarotka..-no dobra.

Rozdział 7

Szarotka wiedziała, że ten test będzie najtrudniejszy. I jeśli go nie zda, nie zostanie dorosłym kotem

Kiedy na niebie zaczął błyszczeć księżyc, Wichura powiedziała do niej:-Idź.-Szarotka weszła w las. Było mokro, ciemno. Bała się. I wtedy nagle usłyszała szelest w krzakach. Cofnęła sie o krok. z krzaków wyszedł pies-duży leonberger. Weszła na najbliższą gałąź. Pies wyglądał, jakby czegoś szukał. Nie zwracał jednak na nią uwagi. Raczej nie miał złych zamiarów. Kiedy odszedł, zeskoczyła i poszła dalej. Przenocowała w płytkim wgłębieniu w ziemi. Obudziła się wcześnie. Upolowała dwie nornice. Kiedy zjadła, postanowiła ruszyć dalej, a po południu zacząć powrót do stada. Nagle zobaczyła inne koty. Co robić, zastanawiała się. Powoli się wycofała.

Wieczorem wróciła zdyszana.-dobrze.-powiedziała Wichura.-Jutro kolejny test.-powiedziała. Szarotka zasnęła wyczerpana. Następnego dnia czekała na wiadomośc Wichury, jaki to test. Wreszcie nie wytrzymała i ją zapytała.-Najpierw upoluj sobie śniadanie, potem możemy o tym porozmawiać.-mruknęła kotka. Wyglądała tajemniczo. Szarotka pochłonęła śniadanie szybko. Spojrzała błagalnie na Wichurę.-No dobrze.. twoim zadaniem jest złapanie ryb ze strumienia, płynąc. I tak jest najłatwiejsze.. ostatnie jest niebzpieczne i trudne.-Szarotka zamarła.-Mam.. pływać?-zapytała.-Załóżmy, że wpadasz do wody, bo ściga cię… kot, który chce cię zaatakować. Musisz wtedy pływać. pokaż mi tylko, że jesteś sprawna w wodzie.-powiedziała Wichura. Szarotka stała przed wodą.-No dobra..-westchnęła Wichura. I wepchnęła ją do wody. Przez pierwsze dwie sekundy była pod wodą. Wypłynęła.-Złap rybę. Jakąkolwiek.-powiedziała Wichura. Szarotka trochę się krztusiła i chaotycznie pływała, ale po jakimś czasie znalazła małą rybkę. Wyszła, ociekając wodą.-Dobrze.-powiedziała Wichura. zjadła rybkę.-A trzeci test?-zapytała Szarotka.-Jutro.-Zawsze jutro i jutro!-Szarotka..-no dobra.

Rozdział 7

Szarotka wiedziała, że ten test będzie najtrudniejszy. I jeśli go nie zda, nie zostanie dorosłym kotem.-Szarotko.. teraz najtrudniejszy test.-zaczęła Wichura.-Musisz wejść do jaskini na terytorium psów. I zabrać stamtąd pewną rzecz.-Jaką?-Podejrzewam, że będziesz wiedziała, gdy ją zobaczysz.-Aha… a co to jest?-wiele rzeczy tam nie ma.. ale weź tę rzecz, którą uznasz, że miałaś zabrać. Idź.-i Szarotka poszła. Weszła na teren psów. Zobaczyła jaskinię. A potem psa. Był to mieszaniec jack russel terriera i owczarka collie. Był średniej wielkości. Spojrzał na nią. Szarotka syknęła cicho i zastanawiała się nad najlepsza reakcją.Wbiegła do jaskini. Okazało się, że psów było całe stado. i wszystkie ją widziały. Było ich dużo. Ale minęły ją. To było dziwne. I wtedy wyskoczyły duże psy w obrożach. Psy ze stada bez obroży broniły się przed nimi. Jeden doberman pobiegł za nią. Schowała się za kamieniem. I wtedy znalazła skórzaną obrożę ze srebrnymi ćwiekami. Była tam jedynym przedmiotem, który mógł być ważny. Z walącym sercem ruszyła w kierunku swojego terytorium. Wróciła i położyła przed Wichura obrożę.-Dobrze wybrałaś. To właśnie ta obroża.-Były poza tym kości i trochę mchu.-Dobrze. Szarotko.. zdałaś test.-Jestem dorosła?! należę do stada?-Tak. I możesz już nas opuścić.. jeśli nadal chcesz być przywódcą.-powiedziała Wichura. Szarotka spuściła łeb.-Ale będę was odwiedzać.-Niestety.. ale wtedy jesteś przywódcą innej grupy i raczej nie masz możliwości.-Szarotka przez kilka dni była milcząca. Potem powiedziała:-zdecydowałam.-Co?-zapytała Wichura.-Zdecydowałam, że..-urwała Szarotka.-Że zostanę przywódcą innej grupy.-powiedziała Szarotka.-Kiedy?-zapytała Wichura.-Jutro.. Nie chcę tego przeciągać, bo później nigdy nie wyruszę..-mruknęła kotka. Wichura skinęła głową. Następnego dnia Szarotka pożegnała się z mamą, Bursztynem, Luną i Wichurą.-Będę tęsknić.-powiedziała do czarnej kotki. Wichura spojrzała w jej błyszczące od łez oczy.-Jesteś tego pewna?-zapytała. Szarotka skinęła głową. Poszła przed siebie, żeby znaleźć swoje miejsce.

Rozdział 8

Po dłuższym marszu między drzewami zobaczyła ulicę. Przypomniała sobie, jak prawie potrącił ja samochód. Przebiegła drogę i przewróciła się na uboczu, dysząc. Pokonała drogę. Powoli szła przez łąkę, kiedy nagle usłyszała jakiś ruch w zaroślach. Spojrzała w kierunku kilku krzaków, które znowu się poruszyły. Odruchowo zjeżyła sierść. Wtedy z krzaków wyłonił się rudy seter irlandzki. On również zjeżył się. Miał obrożę. Była niebieska, z czymś metalowym. okrągłym. Pies zaczął szczekać i skoczył w jej kierunku. Nawet nie próbowała się bronić. Zaczęła uciekać. Pies był tuż za nią, słyszała jego szczekanie zaraz za sobą. Nie było drzew. Wreszcie odwróciła się..i wpadła do rzeki. Tylko to ją uratowało, ale nurt bardzo szybko ją niósł. Krztusiła się wodą, nie wiedziała, jak wypłynąć. Mocniejsza fala sprawiła, że wpadła pod wodę. Czuła się, jakby była w zwolnionym tempie. Jej futro było nieco rozwiane, jak od wiatru. Po kilku sekundach udało się jej wypłynąć i łapczywie wdychała powietrze. Wreszcie udało się jej wyjść na brzeg. Była w mieście. Pachniało tu psami, ludźmi i..kotami. Wskoczyła na jakiś ceglany mur. Za nim zobaczyła grupę kotów. Ale one ją przegoniły. Starała się opuścić miasto. Zjadła jakieś jedzenie znalezione na ulicy. Kiedy udało jej się wydostać z miasta, zobaczyła, że jest na łące. Było cicho. Wydawało się że nikogo nie ma. Ułożyła się na sporym kamieniu i wreszcie mogła odpocząć. Zasnęła szybko, wyczerpana wieloma godzinami marszu.

Rozdział 9

Obudziła się, zanim słońce porządnie wzeszło. Upolowała kilka myszy badylarek. Kiedy wyruszała w dalszą drogę, zobaczyła, że obserwuje ją biało-rudy kot.. ,,Pewnie też mnie przegoni..”-pomyślała. Jednak powoli podeszła, a kiedy dzieliła ich odległość długiego skoku, usiadła.-Kim jesteś?-zapytała.-Właściwie, to ja powinienem cię o to zapytać..-mruknął kocur. Szarotka westchnęła.-Ja jestem Szarotka.-miauknęła, żeby nie miał do niej pretensji.-Cóż, ja nazywam się Łatek.-mruknął kocur. Kotka zlustrowała teren.-To twój teren?-Teren mojego stada. A ty co tutaj robisz?-zapytał Łatek.-Odeszłam ze stada, ponieważ chcę zostać przywódcą, a przywódca w moim stadzie już jest.-odparła Szarotka. Biało-rudy kocur skinął głową.-W jaki sposób to zrobisz-znajdziesz stado czy będziesz przyjmowała do grupy napotkane koty?-zapytał.-Raczej wolałaby znaleźć stado bez przywódcy.-mruknęła niewyraźnie.-Aha. ja nigdy nie chciałem być przywódcą. Odpowiada mi moje miejsce w grupie.-miauknął Łatek.-Jakie masz miejsce w grupie?-zapytała kotka.-Jestem myśliwym. Poluję nie tylko dla siebie, ale też dla kotów, które nie dają rady.-Czyli?-A co cię to tak interesuje?-Nie wiem.-No dobra. Niestety, nie mogę ci pomóc. moje stado ma przywódcę. Ale możesz spróbować na pobliskim terytorium. Może tam nie mają przywódcy.-podpowiedział Łatek.-Dziękuję.-zamruczała Szarotka. I poszła w kierunku innego terytorium. Kiedy doszła, zobaczyła polanę z zieloną trawą, a gdzieniegdzie rosły wrzosy i wysoka, pożółkła trawa. Kiedy nachyliła się nad strumieniem, by napić się, usłyszała za sobą kroki.

Rozdział 10

Odwróciła się szybko, jeżąc ogon. Zobaczyła brązowego kota. Wpatrywał się w nią.-Co ty tu robisz?-zapytał nieufnie.-Szukam.. szukam stada. Chcę być przywódcą.-mruknęła niepewnie.-A dlaczego akurat przywódcą? Wiesz, co to oznacza?-Tak. Po prostu chciałabym ustalić zasady, konkretne, których będą przestrzegać wszystkie koty.-miauknęła Szarotka. Kot popatrzył na nią, jakby oceniał, czy naprawdę powinna zostać przywódcą.-A gdzie zamierzasz nim zostać?-Szukam stada, które nie ma przywódcy.-kot spojrzał w ziemię. Szarotka zmrużyła oczy.-Coś nie tak?-No wręcz przeciwnie. Masz możliwość zostania przywódcą.-Co?-Nasz przywódca pewnego dnia nie wrócił, już dłuższy czas go nie ma, kilka miesięcy, prawdopodobnie przez ludzi. Więc jeśli udowodnisz, że się nadajesz… Możesz zostać przywódcą.-mruknął Kot. Szarotka poczuła jak z nerwów ściska jej się w gardle.-Jak mam udowodnić?-zapytała.-Jeszcze zobaczymy. Aha. Ja nazywam się Kora.-mruknęła. I poszła przed siebie. Szarotka niepewnie ruszyła za nią. Po chwili zobaczyła jeszcze więcej kotów.-Co ty tu robisz?-zapytał nieufnie długowłosy, szary kot.

Koty zaakceptowały, że Szarotka będzie nowym przywódcą. Najpierw musiała udowodnić radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Kiedy pokazała, że jest gotowa, została przywódcą. Kilka dni po zostaniu nim zastanawiała się, jakie zasady powinna wprowadzić. Będą obowiązywać każdego kota..Łącznie z nią. Długo nie mogła stwierdzić, jak powinny wyglądać. Wreszcie przypomniała sobie wszystkie lekcje w poprzednim stadzie. I czego sama sie nauczyła. Co wiedziała.-Już wiem, jak powinny brzmieć wszystkie zasady.-mruknęła. Stanęła przed kotami.-Ponieważ jestem waszym przywódcą, chciałabym wprowadzić zasady obowiązujące wszystkie koty.-powiedziała. Koty spojrzały na nią, a ona wzięła głęboki oddech.

Rozdział 11

-Jakie zasady?-zapytał Koral, srebrzystoszary kocur.-Nie mamy konkretnych zasad. A ja chcę je wprowadzić żeby obowiązywały wszystkie koty. Po pierwsze: Nie ma walk bez powodu. Walki czasami są konieczne, ale kiedy się da, należy ich unikać. Po drugie: Nie zabijamy bez powodu. Po trzecie: dla kociąt i kotów, które nie dadzą rady polować, oddajemy część naszego jedzenia. Po czwarte:nie wolno zdradzać stada. Ten, kto je zdradzi, będzie musiał je opuścić. Po piąte: Człowiek to zagrożenie i wróg, należy się trzymać z daleka od ludzi. Po szóste: Nie ukrywamy żadnych zagrożeń przed przywódcą. Po siódme: nie można opuszczać stada w tajemnicy. Po ósme: Każdy ma prawo do polowania. Po dziewiąte: nie spotykamy się bez niczyjej wiedzy z kotami spoza grupy. Po dziesiąte: nie odbieramy nikomu zdobyczy. Po jedenaste: zagrożeniem dla nas są psy, ludzie, lisy, czasem inne koty. Informujemy o zobaczeniu ich stado. Po dwunaste: jeśli chcemy być wyżej w hierarchii, można poinformować przywódcę o walce o rangę.