Rozdział 1 Palcat nie jest do straszenia
W Łapkach stała niezbyt duża stadnina. Była taka, jak większość: drzwi, konie, przed nią samochody, rowery, elektryczne hulajnogi. Ale konie.. niby zwykłe.. miały charakter. Kevin-dumny koń kabardyński, nieduży, ale silny i mądry. Galopuje najszybciej. Czekoladka-klacz rasy hanowerskiej, która jest łagodna, dobra dla początkujących. Olicja-szetlandka o umaszczeniu srokatym. Jest dla młodszych jeźdźców, ale gryzie i trzeba na nią uważać. Ares- wysoki koń holenderski. Spokojny, dobry do pokazów ujeżdżenia. Higins-szetland, który zachowuje się jak profesor, ale taki śmieszny, nieco zwariowany, jednak z umiejętnościami. Liga- waliska klacz górska. Jest młoda, wytrzymała i ma dobre chody. Tornado- szary koń rasy szlachetna półkrew. Jest szybki, zwinny i nieco złośliwy. Kajen-klacz rasy gidran, uparta i mająca swoje zdanie. Neonet- rasowy arab, który lubi jeźdźców stanowczych, ale miłych. Arwena-inna arabka, z wielką gracją i charakterem.Luna- koń rasy lusitano, młoda i trochę dzika. Gracjan-starszy highland, ale wciąż może galopować i skakać. Felek-kucyk szetland mini, który jest trochę gruby, ale kochany. Jest jeszcze kilka koni, ale to podstawy paczki. W stajni uczy pani Anna Stepnowska. Lubi konie i ma pewnego konia skokowego, z którym wygrywała zawody- Bardigiano, konia oldenburskiego, bardzo cennego. Uczy się tam jeździć wiele dziewczynek. Ale najniezwyklejsze są Sara, Hania, Natalia i Liwia. Liwia ma 14 lat i jest bardzo doświadczona. Sara ma 13 lat. Zdała odznakę ,,Jeżdżę konno” i była na kilku zawodach. Natalia ma 13 lat. Umie dobrze jeździć i interesuje się ujeżdżeniem. Hania-ma 11 lat. Zna się bardzo na koniach. Ale jest wiele rzeczy w stajni.. które jej się nie podobają. Np. jak pani Ania krzyczy na konie czy straszy je batem. Ona zamiast uderzyć je palcatem woli lekko stuknąć w siodło-palcat nie może boleć, ma pobudzać. Dlatego często czuje złość, gdy pani popędza tak nieposłuszne konie. Pewnego dnia, we wtorek dziewczyny z samego rana weszły do stajni. Spokojna Czekoladka tupała w boksie i wyglądała, jakby miała go rozsadzić.-Ona jest.. nienormalna. A ja na niej jeżdżę! Ona nie zachowuje się jak ta spokojna, mądra Czekoladka. Zachowuje się jak podmieniona.. ale to ona.-zajęczała Liwia.-Dziewczyny, siodłajcie konie.-powiedziała pani Anna. Hania westchnęła i osiodłała Neoneta. Nie miała tu ulubionego konia. Nie było żadnego, który byłby najlepszy i ,,jej”. Ale marzyła o takim. Kiedy wyjechały na plac, Czekoladka bardzo się zdenerwowała. Nagle zakwiczała i na przeszkodzie strąciła drąga.-Czekolada!-krzyknęła Liwia.-Musisz jej pokazać, że nie tolerujesz złego zachowania. Nie bij jej, nie krzycz-po prostu pokaż jej, że to jest złe. Użyj palcata i nakieruj ją jeszcze raz. Konie mogą mieć zły dzień, ale Czekolada.. przesadza.-powiedziała spokojnie pani Ania. Liwia przyłożyła palcat za siodłem. Czekoladka podskoczyła i podporządkowała się na razie. Hania zacisneła dłonie na wodzach. Nagle czekoladowa klacz zrobiła nagły zwrot a Liwia huknęła o ziemię. Upadek nie był groźny, a ona szybko wstała.-CZEKOLADA!-krzyknęła. Machnęła palcatem. Wsiadła na konia i zdecydowanie kierowała. Kevin podskakiwał.-Sara, niech on się zachowuje.-powiedziała instruktorka.-Ale ja tak lubie! On też! Ja go nauczyłam!-jękneła Sara.-No dobrze.-zachichotała pani Ania. Natalia popędziła Aresa.-Ares, zostaw Kevina.-warknęła, gdy koń pociągnął kabardyna za ogon. Kevin zatrzymał się w połowie skoku.,,TY MNIE SZARPIESZ?!” zdawał się mówić.-Spokojnie Kevin. Kłusik skakany!-zawołała Sara a Kevin niemal tańczył w podskokach. Czekolada natomiast była przestraszona. Szarpała na wodzy, aż wyrwała je Liwii.-Wkurz się na nią.-powiedziała Natalia.-Dobra, to już za wiele.-powiedziała Liwia. Docisnęła łydki i stuknęła palcatem. Nie było mocne, ale Hania nie mogła.-PRZESTAŃ!-zawołała, czując, że się czerwieni.-TY mi to mówisz? Palcat służy do użytku, nie wiesz?-westchnęła. Hania wzdrygnęła się ze złością. Ona miała palcat, ale często raczej dawała Sarze, która go zapominała. Gdy Sara miała trudniejszego konia, pokazywała mu palcat. Nie używała go bez przerwy, ale zdarzało się. Jednak to było zdroworozsądkowe. Na Kevinie go miała, ale nie używała go. Kevin ją kochał.Bo potrzebował włąsnie takiej osoby-która jest energiczna i go akceptuje. I taka była Sara. A Hania ją lubiła właśnie za to, że akceptuje charakter koni (zwykle).
Rozdział 2 Ritus
Hania pogłaskała ostrożnie Olicję, po czym zaczęła zamiatać. Kiedy napełniała siatki z sianem, zobaczyła uciekającego obcego konia. Kasztanowatego, w typie american saddlebred. Pani Ania goniła go.-RITUS,WRACAJ!-wołała.-Ale to nie nasz koń..-powiedziała Hania.-Przed pięcioma minutami przyjechał.. i mi uciekł! To podobno super koń, ale przestraszył się roweru!-zawołała pani Ania. Natalia przyniosła długi bacik i lonżę. Kiedy złapali ogiera, pani Ania lonżowała z nim, ale bez jeźdźca. Jednak Ritus poczuł jej snickersa w kieszeni. Podszedł.. i to był jego błąd. Przypadkiem ugryzł. Nie mocno. Nie bolało praktycznie. Ale instruktorka trzasnęła bacikiem w powietrzu.-Ritus, zły koń!-zawołała. Ritus położył uszy i próbował uciec, ale nie dal rady. Hania jęknęła.-Proszę pani.. Ritus pewnie był głodny.-powiedziała, przygryzając wargi.-Może i. Ale konie nie powinny gryźć. Podobno jest grzecznym koniem. Więc kiedy trochę ochłonie i pojeździ na lonży pojeżdżę na nim.-powiedziała nieco chłodno instruktorka, starając się jednak, by nie brzmiała nieprzyjaźnie. Była miła dla jeźdźców. Dla koni też-ale często była zbyt surowa. Kiedy go dosiadła pewnie usadowiła się w siodle. Ritus jechał wspaniale i grzecznie, ale sprawił to strach-nie zaufanie.-To chyba nasz najlepszy koń. Wkrótce dołączą do nas jeszcze dwa.-powiedziała dumnie pani Ania, prowadząć Ritusa. Hania spojrzała na niego. Zdążył ochłonąc i radośnie tupał z panią Anią. Rzeczywiście był miły-zwłaszcza, gdy nie czuł presji. Pani Ania pogłaskała go, a on połaskotał ja górną wargą. Instruktorka lekko go odepchnęła po dłuższym łaskotaniu, bo mieli wejść do boksu. Był jasny, czysty, a żłób z kilkoma słodkimi, najczerwieńszymi jabłkami. Kiedy został rozsiodłany rzucił się na jabłka.-Nie będzie z nim łatwo.-wywróciła oczami Natalia.-No, a co myślałaś? Americany często są takie, chociaż raz czytałam, że niby były bomboodporne.-prychnęła Liwia.-On jest energiczny i ma taki miły, sympatyczny wygląd. W dodatku ciekawy gust-snickersy.-powiedziała Sara z szeokim uśmiechem. Hania westchnęła.-Koń nie jest maszyną i ma swoje emocje. I może się bać roweru. Pani Ania mówiła, że może go odebrać jako potwora.-powiedziała nieśmiało.-Dobrze, nie w tym jednak rzecz. Koń ma być posłuszny. Wredny koń psuje wszystko.-prychnęła Natalia.-No a mówiła ci, że używa się palcatu przy wrednym koniu?-zapytała Liwia, niby pobłażliwie i zniechęcenie.-Może… trochę za mocno to odbierasz.-mruknęła Sara.-Co…Nie!-powiedziała Hania.-Jesteś zbyt pobłażliwa. Powinnaś stawiać jasne granice. Wiem, że kochasz konie, ale dlatego używaj palcata, wyraźnie im wydawaj polecenia.-powiedziała łagodnie instruktorka. Hania zacisnęła wargi.-Ale one się boją.-powiedziała cicho. Jednak nikt nie usłyszał. Dziewczynka zamrugała, starając się odgonić łzy.
Rozdział 3 Upadek z wymarzonego konia
-Sprzedamy Neoneta?-zapytała z niedowierzaniem Sara.-Tak.-powiedziała Liwia, czyszcząc kopyta dla Kevina.-Pewnie od razu zaśnie, może nawet nie zauważy, że nas nie ma.-mruknęła Natalia. Hania westchnęła.-Wiem, że jest.. kochanym leniuchem, ale myślę, że przyzwyczaił się do nas i nas lubi.-No pewnie, ale ja go nie lubie z grzbietu. Ciągle muszę go poganiać i boję się, że zasnął, i chcę zejść, a on się ożywia i..-…zlatujesz.-dokończyła Liwia.-No tak, ale to czasem jest fajne. Jak spadłam w zeszły wtorek z Olicji zrobiłam fikołka w powietrzu i prawie nie zabolało. Tylko nieduży siniak.-broniła się Sara.-Co?! Według mnie są okropne. Od razu wtedy odechciewa mi się pieścić z końmi.-mruknęła Liwia.-Ale ja lubię, kiedy Kevin robi mi miękkie zrzuty. Uważa na mnie i wie, że lubię to!-powiedziała stanowczo Sara.-Następnym razem mu nie pozwól. Jesli zrobi ci coś takiego na zawodach będzie kiepsko.-powiedziała Natalia.-A, do ćwiczeń potrzebujesz czegoś jeszcze.-powiedziała. Dała jej swój bat.-Dziś startuję w wyższej klasie ujeżdżenia. Jeśli obiecasz, że będzie cały.. możesz go. Jest dobry, lekki i nie boli konia.-powiedziała Natalia.-O, dzięki Natalka! Będzie wyglądał tak samo, a nawet lepiej!-Na to liczę.-i zniknęła w przyczepie koło Aresa. Hania westchnęła. Spojrzała na swój fioletowy bacik z czerwoną gwiazdką na końcu. Nie używała go zbyt dużo. Dlatego wyglądał, jakby miał dwa-trzy dni u niej.-Dosiadasz Ritusa.-powiedziała pani Ania. Dziewczynka wskoczyła na osiodłanego american saddlebred i delikatnie ścisnęła łydkami. Koń ruszył. Miał wspaniały kłus, słabo wybijający. Nawet gdy zamyśliła sie i nie anglezowała zbytnio dzięki sprężystemu chodowi Ritusa nawet nikt tego nie widział. Koń był posłuszny i łatwy do jazdy. Hania co chwila gładziła go po miękkiej sierści. Koń wyglądał natomiast, jakby zastanawial się, po co ona to robi. Nagle na plac wyskoczył kot. Nie duży, nie agresywny-po prostu przesadził plac niczym rakieta. Ritus zareagował w sekundę. Stanął dęba wymachując przednimi nogami. Hania utrzymała się w siodle, ale gdy opadł, wierzgnął spanikowany i przeszedł do galopu. Nagle poczuła szarpnięcie. Nogi wysunęły się ze strzemion, a ona przeleciała koniowi przez głowę. Leżała na plecach, próbując złapać oddech. W upadku na plecy najgorsze jest to, że odbiera oddech. Zaniepokojona instruktorka podbiegła.-Haniu, wszystko dobrze?-zapytała z niepokojem. Hania pokiwała głową. Wstała.-Czekaj, Haniu, czy na pewno?-Tak..-powiedziała Hania.-Najwyżej parę siniaków.-No dobrze.-wtedy jednak Hania poczuła piekący ból na kolanie. Nie leciało dużo krwi, prawie wcale-ale strasznie piekło. Od razu pomogła woda utleniona i plaster.-Możemy jechać?-zapytała pani Ania. Hania zdecydowanie pokiwała głową.-Tak.-powiedziała. Dosiadła Ritusa. Ritus zmienił się po tym wypadku-nie szedł chętnie.-Użyj palcata. Nie bój się podnieść głosu.-powiedziała instruktorka, gdy ignorował dosiad i łydkę do kłusa. Hania jednak nie umiała. Dlatego instruktorka pożyczyła bat od Sary i machnęła nim przy Ritusie raz, a drugi stuknęła go po zadzie. Koń przeszedł do kłusa, ale Hania nie była zadowolona. Przecież jazda ma być przyjemna dla obu stron, musi się wytworzyć więź, koń nie może się nas bać. Kiedy zsiedli, podeszła do niej Natalia.-No jejku, czemu mu nie pokażesz? Na takiego konia masz być pewna siebie. Pokaż mu, kto tu rządzi. Nie pobłażaj mu-to lepiej dla niego i dla ciebie.-powiedziała. Hania poczuła, że traci pewność.-On nie chciał. On się przestraszył, stracił pewność..-broniła konia.-Tak, jasne.-prychnęła starsza amazonka i wyszła do Neoneta, na którym jeździła, mrucząc coś o leniwych koniach i pobłażliwych młodych niedoświadczonych dziewczynach. Dziewczynce do oczu napłynęły łzy. -Nieprawda..-wyszeptała do ucha Ritusa.
Rozdział 4 Dar
Pani Ania właśnie jeździła na swoim Bardigiano. Koń wyglądał na zadowolonego.. aż do przeszkód. Bardigiano miał 19 lat, więc był już stary. Ominął dwie przeszkody i przeszedł do kłusa. Instruktorka krzyknęła na niego, po czym znów nakierowała na przeszkodę. Koń powoli wytracał tempo. Palcat trzasnął. Może i nie bolało konia mocno, ale to było straszne. Hania próbowała się zebrać i krzyknąć, żeby przestała, ale głos uwiązł jej w gardle.-Dlaczego.. ja nie umiem się im sprzeciwić..-szepnęła ze łzami w gardle do ucha Ritusa. Bardigiano skoczył bez palcata.-I co, umiesz jak ci się chce, suuuuper koń!-zawołała śpiewnym tonem instruktorka. Bardigiano już się porządnie odblokował. Skakał i galopował. Hania westchnęła. Nagle poczuła coś. Nie ból wciąż nieco obitych pleców. Nie zimno. Spojrzenia koni, które jakby błagały ,,Kochamy cię, a ty kochasz nas, ona kocha nas, a my ją, ale ona jest zbyt surowa. Palcat nie boli, ona nie chce nam źle i zbyt surowo.. ale robi źle..pomóż nam”. Hania westchnęła. Usiadła na sianie i otarła łzy.,,Zaraz”-pomyślała nagle.-,,Ja chyba rozumiem, co chce powiedzieć koń..” Podeszła do placu. Spojrzała na Bardigiano, co rusz nagradzanego za dobre zachowanie. On popatrzył jej w oczy. Zobaczyła to, co przekazywał-stara się i trochę mu ciężko chwilami, ale nie chce nikogo innego.-Dobry koń.-wyszeptała. Wtedy podeszła Liwia.-Czy chcesz występować Kajen?-zapytała.-Myślałam, że to twój ulubiony koń?-zapytała niepewnie Hania.-Tak, ale nie chcę jeździć w kółko. Ona straszie długo sapie.-powiedziała.-No dobrze.-powiedziała Hania i dosiadła klaczy.-Weź palcat. Nie tłucz jej, ale jak wie, że go masz, jest spokojniejsza.-doradziła pani Ania.-Nie. Dam radę bez.-powiedziała przez zaciśnięte zęby Hania. Delikatnie ścisnęła łydki. Kajen niepewnie zastępowała. Nagle przyśpieszyła i zrobiła taneczny krok. Hania czuła, że zaraz zacznie kłusować, a może nawet galopować. Ale nie szarpała jej. Przede wszystkim zadbała o to, by się nie bać i starała się zachować spokój. Delikatnie zcisnęła łydki i pociągnęła wodze.-Prr, spokojnie.-powiedziała cicho. Kajen uspokoiła się.-Tak.-powiedziała i nagrodziła rozluźnionymi wodzami. Gdy zeszła, podeszła do niej Sara.-Kajen jest nerwowa.. powinnaś na niej uważać.-powiedziała.-Tak wiem. Ale.. No wiesz.. ona mi ufa.-powiedziała Hania.-Nie wiem. Konie wykorzystują cię. Bo myślą, że im ulegasz.-powiedziała kąśliwie Natalia.-NIE!-krzyknęła Hania.-One wiedzą, że ja im ufam z granicami. Że wiem, jak one się czują i..-zamarła. Liwia i Natalia patrzyły na nią jak na stukniętego konia, który w dodatku jest różowy, a Sara wyglądała, jakby zaraz miała zaprzeczyć lub wypowiedzieć swoje zdanie.-Hania. Jesteś tu znacznie krócej niż my. Nie podchodź do koni lekko, jak uległa. Podchodź pewnie, zdecyduj, co robisz, wydaj mu jasny rozkaz.-powiedziała Sara.-Sara.. ja naprawdę..-powiedziała Hania.-Przykro mi, Han.. ale trochę sie o ciebie boję. Ty jesteś… zbyt pewna siebie na trudnych koniach.-powiedziała Sara, rzucająć jej troskliwe spojrzenie, po czym wyszła.
Rozdział 5 Okropna jazda
Hania stała w dziale jeździeckim w sklepie sportowym. Przyjechała tu z mamą, bo miała kupić parę akcesoriów na basen dla Antka, który mówił, że chce się nauczyć pływać. Hania miała własne oszczędności. Kupiła paczkę smaczków miętowych, szczotki, spray do grzywy oraz kantar i uwiąz.-O, czyżby to dla waszego konia?-zagadnęła wesoło ekspedientka.-Nie mamy konia, ale ja mam ulubionego.-uśmiechnęła się Hania. Już sobie wyobrażała, jak Ritus będzie wyglądał.. niczym koń pokazowy.
*****************************************************
W stajni Sara tuliła się z Kevinem.-Weź, on się boi. Myśli, że na niego napadłaś.-drażniła się z nią Liwia.-A Czekolada boi się, że ją zjesz.-zażartowała Sara. Wtedy Hania podeszła do pani Ani.-Proszę pani, mogę wziąść na dzisiaj Ritusa?-zapytała błagalnie.-Przykro mi, kochanie. Niestety, jest dziś na Natalię, a potem na Sarę. Ty dziś popracujesz z Kevinem, musisz doskonalić swoje umiejętności, a ty jesteś tym typem, który opanuje tego marchewkowego potworka.-zaśmiała się pani Ania. Hania pokiwała głową. Było jej smutno, ale ten żart ją pocieszył. I rozbawił. Osiodłała Kevina, który oślinił jej kask.-No pozwól mu, to jego mianowanie na jeźdźca kabardyna.-powiedziała Sara.-Musisz mu pozwolić. On decyduje, kto nim jest i oznaczył ciebie.-powiedziała, skręcając się ze śmiechu. Kiedy dosiadły koni, Kevin spojrzał na nią i radośnie wykonywał polecenia. Jednak Ritus był wyraźnie spięty. Podczas pokonywania przeszkód nagle zachamował i Natalia uderzyła plecami i drąg. Pani Ania pewnie chwyciła wodze i pomogła Natali wstać. Ta z zaciętą miną dosiadła konia, zaciskając nogi. Kiedy przyszła kolej na Sarę, koń widząc jakiś ruch w krzakach stanął dęba. Sara leżała na ziemi. Hani ścisnęło się gardło. Nie podnosiła się. Źle to wyglądało..Pani Ania podeszła do niej i pomogła jej wstać.-Wszystko dobrze?-zapytała.-Tak.. Tylko mam otarty łokieć.-powiedziała roztrzęsiona Sara. Potem wolała wsadzić Ritusa do boksu i dosiąśc Neoneta.-On mnie nie wywali za nic.-powiedziała pewnie. Pani Ania kiwnęła głową.-Tak. On nawet nie chce kłusować zbyt szybko.-Liwia zachichotała. Hania zeszła i poszła do Ritusa.-Wszystko poszło nie tak..-powiedziała.-Każda twoja jazda kończyła się źle.. musimy pokazać twoje prawdziwe oblicze.-powiedziała zdecydowanie.
Rozdział 6 To nie jest koń dla nas..
Hania starała się zachować po tym spokój. Ritus zachował się niby normalnie, ale stracił sympatię jeźdźców. Weszła do jego boksu i założyła jego nowy kantar. Wtedy podeszła pani Ania.-Posłuchaj, Haniu..-powiedziała.-Widzę, że go kochasz. I wiem, że on nie jest agresywny.. ale może być niebezpieczny. I.. chyba nie jest koniem do naszej stajni. Więc.. chyba będzie trzeba znalęźć kogoś, kto zna się na koniach.-powiedziała. Hania jęknęła.-My na pewno damy z nim radę!-zawołała.-Nie wiem. Nie mam doświadczenia z trudnymi końmi. Za jakiś miesiąc, po pokazie wystawię go na sprzedaż, bo gdybym to zrobiła teraz nie mogłabym skupić się na przygotowaniu Liwii, Sary i Natalii.-powiedziała.-Musimy potrenować na torze crossowym. Będziemy więc blisko.-powiedziała i wyszła. Hania pokiwała głowa. Potem wzięła Ritusa na lonżę.-Może i pani Ania uważa, że jesteś uroczy, ale zły, ale ja uważam, że jesteś wyjątkowy.-powiedziała. Poszli na przechadzkę, Hania go wyczesała, bo trochę się roztrzepał mimo tego, że pani Ania szczotkowała go dokładnie. Koń się rozluźnił.-Dobrze. Jeśli tak im się pokażemy, możemy uniknąć sprzedaży. Wiem, że ma to byc ktoś z ręką do koni…-wyobraziła sobie spokojną stajnie z dobrym właścicielem, głaszczącym przerażonego Ritusa.-Nie mogę pozwolić..-mruknęła. Koń zadrżał. Hania włożyła dłonie w jego miękką grzywę. Koń parsknął i wtulił łeb w jej ramię. Wtedy Hania zdecydowała: musi udowodnić, że to dobry koń, ale z zasadami.
*****************************************************
Hania wjechała na lonżownik. Wciąż jeszcze trochę popłakiwała, ale wiedziała, że musi wziąć się w garść dla Ritusa. Powoli dała sygnał do ruszenia.-Spokojnie Ritus. Spokojnie.-i zaczęła nucić. Udało jej się pokłusować, nawet kółko galopem. Potem zeszła i wyszczotkowała konia. Kiedy Sara wróciła, spojrzała na nich podejrzliwie.-Czemu on jest trochę spocony?-zapytała podejrzliwie.-Eeee, lonżowałam z nim, poza tym jest 26 stopni.-powiedziała szybko Hania. Wiedziała, że nikt nie poprze jej planu i galopu. Bo wszyscy uważali, że to koń dla doświadczonego jeźdźca. A za takiego jej nie uważali.-Okej… ale uważaj, jeśli masz snickersy.-powiedziała z uśmiechem, choć nieco podejrzliwym Sara.-Damy radę.-wyszeptała Hania, a Ritus parsknął cicho.
Rozdział 7 ostatni tydzień, ostatnia szansa
Hania wiedziała, że to ostatni tydzień na pokazanie dobrych stron Ritusa. To jego ostatnia szansa. Nikt tego nie mówił, ale w głowie Hani ciągle brzmiało ,,To ostatnia szansa, to ostatni tydzień, zostało ci mało czasu”.