Kiedy Japa widzi, że wychodzę z ręką w kieszeni, od razu wie, że będzie szkolenie. Siada. Daję mu smaczek. A jeśli skacze…to każę mu przestać. No i przestaje. A kiedy zużyję smaczki… muszę iść do domu. Bo będzie wybłagiwał… różnymi sposobami. Łącznie z przewracaniem mnie (nie, nie skacząc… po prostu podcina mi nogi).
Najpierw usiadłem. potem zjadłem smakołyk o smaku kurczaka. Smaaaaczny był.
Categories: